Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 grudnia 2014

Przetrwanie w nowym miejscu

Hugo Giza


Oddalam się i nie mam pewności, który to nawrót.
Podróż w czasie, spokój, ślady lęku. Śpiew kobiet
imitujących Zazen. Później wywloką je poza granice,
odpłyną łodziami. Będą wypełnione tym, co odeszło,
dryfować, aż zatoną.

Wskazówki na skórze. Pokręcone rany przestrzegają
jak znamiona. Znaczą krajobraz. Jednocześnie,
rozdzierając język, jąkają nowe słowa,
zaczyna się gra.

Skarby. Miód w nacięciach łodyg. Przestronność,
w której układam tęczowe dywany, gładkie bryły
przypominające oczy. Urojenia wydobyte z nasion.
Powinnam je zatrzymać. Chronić opowieść o sekwencjach
poszczególnych wydarzeń. Nie chcę znać na pamięć
wszystkich odpowiedzi.


środa, 10 grudnia 2014

Nie mogę zamknąć oczu, kiedy widzę medytującego kota


Hugo Giza

Czasami przyjmuje inną pozę. Dzisiaj jest jednym z nas.
Badam jego refleks, czymś się musi odróżniać. Bez końca
identyfikujemy odbicia. W obrazach sygnowanych przez dzieci.
Upodobałam amarant, kamień o barwie mojej tożsamości,
relacji z bliskimi. Miłosną konstrukcję. Widzieć i chcieć.
Udajemy, że nie ma złudzeń ani brakujących części
fotografii.

Chodź za mną. Otulaj stopy, urządzaj koncerty. Kiedy trzeba
wciśnij kit. Będę zazdrosna. O natrętną miłość. Wywłaszczanie
przedmiotów, słów, które przywracają węch i wyostrzają wzrok.
Podzielimy się bezsilnością. Nauczysz mnie gonić, wtedy opiszę
dynamikę popędu. Wolność.


czwartek, 30 października 2014

Wyłom

Hugo Giza


Chciałabym wyznać zaklęcia, zmniejszyć ból.
Wyszalejmy się, nie wstrzymuj oddechu, to na nic.
Powiedzenie tego na głos powoduje, że komplikujemy
jesień i twoja skóra marszczy się jak nie powinna.
Tyle nadziei, uścisków, nieśmiałych rozmów.
Zamykasz się po nich na głucho.

Gdybym potrafiła zrozumieć wodę, która wypełnia
ciało. Nie musiałabym więdnąć. Żebyś obserwował
piękno dnia. Przez uchylone okna, czy daleko
sięga. Zielony zgiełk, szum pszczół, susz wrzosów
z Mullaghmore. Zanim ekologia wypełni stare torfowiska,
pory roku zapanują nad mgłą

w osamotnieniu. Ślizganie się po grzbiecie fali,
drętwienie oczu, za każdym razem, kiedy siła ciążenia
wlecze cię na dno. Zmuszasz mnie do wypatrzenia
nieznajomej piękności, która zsuwa się robiąc pętlę.
Przeszywa gardło i krzyk budzi nas, nagle wspominamy
nieznane miejsca. Jeszcze raz.


wtorek, 23 września 2014

Godziny pachną równowagą, chyba że wychodzimy na spacer

                  
Hugo Giza


                                                          Dla Hugo


Malowanie
posuwa się, i ja się też posuwam, i dni
również. - Frank O'Hara



Pojawił się jak znamię, ułożył pod włos. Owce leżą gdzie popadnie,
mam dla nich wiersz o sardynkach, czytam na głos.
Dlaczego nie jestem malarzem, chociaż na płótnie wszyscy
mają równe szanse. Dzieci śmieją się zjeżdżając z góry na deskach.
Kilkoro najszybciej. Pełno ich w tym roku.

Ślizgają się wzrokiem, po zielonych grzbietach. Chciałabym wiedzieć,
co mieszczą w środku, ile wełny przylega do ciała.
Raz jest za tłusto, innym za chudo. Mówisz ze smutkiem,
że nie chodzi o poetę, malarza, sardynki albo pomarańcze.

Jedynie o litery, które podbudowują człowieka. Ile wypija wody,
jak grubo kroi owoce, czy na miejsce odstawia gadżety.
Wraca do nich, gasi światło. Naśladuje dźwięki,
maluje kreski pod oczami. Linię brwi unosi o milimetr,
długo spogląda przed siebie.

Rozmawiamy o tym, jak wygląda tydzień w układzie gwiazd ,
ich blask nie kłamie, wiersz o sardynkach, malarzu i o wszystkim,
czego mu brak. Blada twarz, papierowe torby w rękach.
Fajnie, gdy ktoś przypomina sobie kim jestem, zapisuje zdania
w kalendarzu. Mój przyjaciel Giza maluje nosorożca. W ten dzień,
czaruję pogodę, proszę o intensywnie niebieskie niebo.


niedziela, 21 września 2014

wywiad atlantycki, czyli w kolorze


Hugo Giza


Małgorzata Południak: Cześć Hugo. Członkowie Twojej rodziny mają niezwykłe imiona, np. dziadek Hugon Lasecki, co macie ze sobą wspólnego?

Hugo Giza: Cześć, dziękuję. To jest tak: brat Abelard, mama Heloiza, dziadek Hugon, a ja Hugo. Co mam wspólnego z dziadkiem? Wszystko. Hmm... tak serio, to na pewno miłość do sztuki, malarstwa i przyrody. Chęć tworzenia. Jednak różni nas to, co robimy. Dziadek maluje i rysuje niesamowite, odrealnione i pełne ekspresji abstrakcje, ja natomiast działam przestrzenią i spokojem.

MP: Czy to właśnie dziadek miał na Ciebie taki wpływ, że wybrałeś studia artystyczne? Jak to z Tobą było?

wtorek, 9 września 2014

Hałaśliwe ustawianie talerzy



Hugo Giza

polecam 


Przyglądam się różnym kulturalnym miejscom. Szukam czegoś dla siebie, dla czytelników, dla tych wszystkich, co lubią chodzić po moich śladach. Zauważam, że większość ludzi tworzących nie zastanawia się nad tym, że nie przykładając się do wyrażania siebie, nie przykładają się do wyjścia z kryzysu, w którym tkwią. Lekceważenie odbiorcy, ignorancja, wpływają na malejącą liczbę chętnych do spotkania z dziełem artystycznym. To nie problem kłującego w oczy kiczu, banalnych piosenek, czy tandetnych karteczek namalowanych akwarelką. Świat się zmienia, ewoluuje. Ludzie zaniedbując własną tożsamość kulturową muszą liczyć się z konsekwencjami. Tożsamość, to łącznik pomiędzy przestrzenią, a zachodzącymi zmianami, których większość nie przyswaja, nie rozumie. O sztukę należy troszczyć się podobnie jak o włosy, dłonie, o to, co jemy. Odrzucanie złych nawyków, chociażby językowych, powoduje, że stajemy się kimś, kto dba o coś, co jest bezpośrednio z nas, po czym poznajemy drugiego człowieka. Ta natarczywość bycia wszędzie odbije się niektórym wrzodami na żołądku. Upodobanie do własnej sztuki, jako jedynej i właściwej w XXI wieku, jest nieporozumieniem. Niektórych artystów ogarnia grzech acedii, sami to sobie serwują. 

sobota, 23 sierpnia 2014

Mullaghmore



Hugo Giza 



Dla mnie, to miejsce jest czymś więcej niż snem,
w którym rozbieram się z ciemnych błękitów, w doskonałości
z wyrzeczeń przechodzę do żywego. Nad torfowiskiem
dostrajam sierpniowe good morning do materii.
Łagodnieje nad brwiami. Roje robaków, polują jak dawniej.

Czy możemy tak trwać? W ich życiu przechadzać się, wahać.
Nasze ciała mogłyby leżeć pod drzewami. Jednak wstajemy
i bez lęku dodajemy kolorytu pagórkom, toniemy w oceanie,
wypływamy, nabieramy ostrości. Ta sama siła, która zgina konary
w locie. Ścigani przez umysł, porywani przez nurt, nikt nas nie chce

w raju owadów. Tak się zestarzejmy, wchłaniając zapach,
fragmenty rond, kwartałów, mury ogrodów.
Nawet sprzedawca precli spokojnie wyrabia ciasto, a ty
brzęczysz nad uchem, rozpalasz siatkówkę w oku.

Aż w końcu spadnie deszcz. Wyłowią nas razem,
z żabami, wonnymi kwiatami, ze stawów. Nie zmarnowaliśmy
swojej szansy.


środa, 20 sierpnia 2014

Wejść i wyjść



Hugo Giza


Dzielimy się na lepsze i gorsze strony; drzewa na sekwoje, daglezje.
Spójrz, są miejsca, w których wiosną skrzypią drzwi, prowadzce na strych,
w strach. Gdy opowiadasz bajkę o przyjaźni albo udomowionych zwierzętach,
proste słowa gnieżdżą się pod skórą, wyciskają z nas westchnienie
zdziwienia, kiedy budzę się przy tobie, a puszki kurzu podcinają nogi, przekleństwo
przerywa sen.

Przypomniałam sobie ciszę, dotykałam spłowiałej poduszki.
Głębokie spazmy, pauzy, rozpalone wspomnienia i powietrze o zapachu migdałów.
Pęk kluczy przy wymyślonym breloku, blask ulicy osiedla w niby-dolinie,
gniew, który uwolnił się z objęć.

Nadłożyłam drogi, aby poczuć wiatr, wchłonąć opowieść
snującą się pomiędzy pomarańczowymi chorągiewkami
a pubem. Niebieskie oczy. Patrzysz tak jakbyś w dwa palce chciał złapać
resztki ciepła. Zamiast tego wybierasz czerwone jabłko, długo leżysz gdzieś
po drugiej stronie sadu.


11.04.2013

niedziela, 10 sierpnia 2014

Godziny pachną równowagą, chyba że wychodzimy na spacer



Hugo Giza

                                                                         Dla Hugo

Malowanie
posuwa się, i ja się też posuwam, i dni
również. - Frank O'Hara



Pojawił się jak znamię, ułożył pod włos. Owce leżą gdzie popadnie,
mam dla nich wiersz o sardynkach, czytam na głos.
Dlaczego nie jestem malarzem, chociaż na płótnie wszyscy
mają równe szanse. Dzieci śmieją się zjeżdżając z góry na deskach.
Kilkoro najszybciej. Pełno ich w tym roku.

Ślizgają się wzrokiem, po zielonych grzbietach. Chciałabym wiedzieć,
co mieszczą w środku, ile wełny przylega do ciała.
Raz jest za tłusto, innym za chudo. Mówisz ze smutkiem,
że nie chodzi o poetę, malarza, sardynki albo pomarańcze.

Jedynie o litery, które podbudowują człowieka. Ile wypija wody,
jak grubo kroi owoce, czy na miejsce odstawia gadżety.
Wraca do nich, gasi światło. Naśladuje dźwięki,
maluje kreski pod oczami. Linię brwi unosi o milimetr,
długo spogląda przed siebie.

Rozmawiamy o tym, jak wygląda tydzień w układzie gwiazd ,
ich blask nie kłamie, wiersz o sardynkach, malarzu i o wszystkim,
czego mu brak. Blada twarz, papierowe torby w rękach.
Fajnie, gdy ktoś przypomina sobie kim jestem, zapisuje zdania
w kalendarzu. Mój przyjaciel Giza maluje nosorożca. W ten dzień,
czaruję pogodę, proszę o intensywnie niebieskie niebo.



wtorek, 1 lipca 2014

8 numer eleWatora od piątku w Empiku


Miłośnicy Virginii Woolf nie powinni przegapić tego numeru


http://www.elewator.org/


Techniki wypowiedzi. Czy jest w sztuce adekwatny język, wystarczająco współczesny, fachowy, jasny?! Polski poeta odwołuje się do antyku, romantyzmu, odrodzenia, baroku. Malarz podobnie, dotyka głównie impresjonistów, licząc przy tym, że odbiorca wejdzie w dialog, ale nie będzie zadawał zbyt wielu pytań. Poeci piszą wiersze o obrazach, malarze malują wiersze, i nie wiem, czy są odpowiednim wyrażaniem siebie, powiedzmy, że zdając sobie sprawę z budowy obrazu, czy wiersza, poruszamy się po obszarze wrażliwości artystów. Badamy ich estetykę, czytamy książkę za książką. Odwołujemy się do naszej wiedzy, próbujemy zrozumieć. Czasami słowa wydają się zbędne, wtedy milczymy, dla własnego dobra i ogółu. Zastanawiam się, które zjawiska w sztuce umożliwiają mi wejście w personalną relację z twórcą. Co wydarza się pomiędzy artystą a kimś, odbiorcą, czy istnieje taka możliwość, żeby wsłuchać się w obraz. Odpowiedzieć na niego lirycznie, w sposób ważny i wystarczający?! Na ile następuje w nas oczyszczenie i możliwość powściągliwego wyrażenia, na tyle autentycznego, że inni odbiorcy zadadzą sobie pytanie o naoczność, w końcu lubimy rozpoznawać malarza, artystę i upowszechniać jego dzieła. Więc jawi mi się ta naoczność, usuwam w sobie niemal wszystko, co często sprawia, że mam dylemat, czy artysta nie jest zbyt nudny, a może nieco przesadzony. Wprowadzam w pamięć detal z obrazu i w swobodnej konwersacji z autorem wymieniamy się wrażeniami.

Sceneria pola golfowego zmienia się w pustynię z dołkami. 
Zimne powietrze kołacze, gęsia skórka głupio wygląda, szczególnie, 
kiedy ludzie z odpowiednią dramaturgią opowiadają o sobie.

Nie przekroczyliśmy jeszcze granicy, w której każdy się z czegoś tłumaczy. Kontrast pomiędzy odbiorcą a twórcą powoli zaciera się, otrzymuję coraz więcej sygnałów, że przedstawiona sytuacja jest niewiarygodnie piękna, a zjawisko, obraz, bardziej realny od pozostałych odsłania w nas zwięzłe i uporządkowane pole. Wgapiamy się w dołki, w burzę, w pioruny, w latarnię morską. Mój mąż wgapia się w skoczka, staliśmy się świadkami wyrazu, swobodnie ewoluujemy, a z nami myśli o ciszy. Tak, czuję ten oddech, mimo że groza z obrazu z burzą przenika mnie jak liryki Edgara Allana Poe. Zdaje się, że nadszedł ten moment, w którym spekuluję i dopowiadam sobie wszystkie nieuchwytne pociągnięcia pędzla. Podporządkowane i dla mnie wciąż genialne. Zachowuję w głowie pewien punkt odniesienia, spokój i ciszę z obrazów Rothko, i ekspresję z obrazów Sasnala. Czy to coś dla mnie oznacza? Kiedy myślę o genialnym malarstwie, o nowoczesnym i konsekwentnym, doceniam ewolucję i wewnętrzną potrzebę ryzyka artysty. Dzięki niemu umieszczam swoją wyobraźnię w odpowiednim dołku, pozbywając się fobii, pragnień i czyjejś obecności. Przekroczyliśmy siebie, inaczej wciąż posługiwalibyśmy się technikami produkowanymi masowo i bez odpowiedniego efektu. 

Czuję impuls, wiosnę, może już powinniśmy 
znaleźć inne miejsce, dalej od niedomkniętych furtek, szelestu kartek, bliżej skał

Przynależność do kultury masowej spycha nas zbyt intensywnie w narastającą i przytłaczającą przestrzeń reklamy i rzeczywistości, od której wciąż odstajemy. To, że śmiało przekraczam normy i obiegowe tezy, nie znaczy, że łapię się na zarzucane na mnie haczyki. Lubię malarstwo Hugo Gizy. Zadziwiają mnie jego akcenty, technika i nieskomplikowany rytm. Dzięki niemu malarstwo konsekwentnie akcentuje moją wyobraźnię. Powtarza bowiem i przypomina, że niepokój można pokonać, dlatego przechowuję w podświadomości przestrzeń oceanu. Jest dla mnie źródłem i odgrywa kluczową rolę, wysyła poza granicę widzenia. Dotyka czegoś, co napawa mnie spokojem, ciszą. Mogę patrzeć na ten błękit bez końca. Zapada się we mnie, żeby zrozumieć i ostatecznie wsłuchać się we własne doświadczenia. 

Głębokie znużenie w odrębnych światach, wycierasz nos, szukasz czegoś. 
Okolica zassała drewno, zniszczyła las, a potrzebowałam milczenia. Łącznika 
pomiędzy fantastyką a baśniowymi osobliwościami, którym przytrafia się dobra miłość. 
Dlatego uśmiechają się, gdy pozują do zdjęć.

W tym miejscu usłyszę od Hugo Gizy, że to wszystko jest zbyt skomplikowane, a przecież widzę horyzont, przekraczam cienie, pustynię, bagniska. Czy istnieje objętość czystej otchłani? Czy można użyć odpowiednie słowa, żeby rozbudować to, czego nie widać? Oddać transcendencji i zapomnieć, że w każdej puencie dochodzi do rozwiązania. 

Musiałam sobie przypomnieć 
jak wyglądają kości do gry. Opowiedz, co cię powstrzymuje przed skokiem.

Pojawia się więc ta zmienność, gęsta farba nacieka i wzmaga pragnienie. Kształt, poczucie wizualnej więzi, doświadczenia i potrzeba relacji. Patrząc na obrazy Gizy, wszystko co mnie męczy ulega anihilacji. Na nowo doświadczam przestrzeni, spokoju, egzystencji. Moje życie bez sztuki nie wypełnia się, nie jest prawdziwe. Dlatego nie będzie puenty, bo nie wiem, czyją jest własnością, moją, czy Hugo Gizy. 




Hugo Giza

Hugo Giza

Hugo Giza
Hugo Giza

Hugo Giza

Hugo Giza

Hugo Giza

Hugo Giza

Hugo Giza

niedziela, 15 czerwca 2014

50 numer kwartalnika literacko - artystycznego sZAFa



Chciałabym nauczyć się latać. Widzieć to, co mi się zdaje. Nie widzieć tego, co rysuje się zbyt wyraźnie, boleśnie, często nieodpowiednio do sytuacji. Z tego powodu długo czekaliście na kolejny numer sZAFy. Pochłonęło nas życie. Odejścia, wyjazdy, zmiany, rocznice. Sposób widzenia świata. Pozostajemy jednak w środku, czasami na pewną odległość, ale jesteśmy. Za chwilę przecież i tak wszystko się zmieni. Jeszcze jedno spojrzenie. Muszę się poddać obcym wpływom. Zniknąć w sZAFie. 


w numerze:

POEZJA:

Stanisław Dłuski, Kamila Gołębiowska, Izabela Kawczyńska, Mariusz Kusion, Paweł Lekszycki, Anna Musiał, Krystyna Myszkiewicz, Bartosz Popadiak, Adam Pluszka, Aleksandra Słowik, Omir Socha, Jacek Świerk, Włodzimierz Szymczewski, Maciej Taranek, Janusz Taranienko

PROZA:

Wojciech Burda, Jacek Durski, Ewa Frączek, Mirosław Gabryś, Bartosz Popadiak, Beata Zdziarska, Ryszard Lenc, Karol Maliszewski

LAUREACI KONKURSU - VIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS LITERACKI „OKNO” - POEZJA:

Protokół pokonkursowy, Łowca pieśni, Cicha marzycielka, Szetlandk, Anakin, Jusia, Klocki Lego, Realistka, Taneczna aktorka

LAUREATKA KONKURSU "CZAS SZKOŁY - CZAS DOJRZEWANIA"

Alicja Ćwiklińska

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO:

Mirek Antoniewicz, Glenn Brady, Małgotrzata Bieniek-Strączek, Władysław Gałczyński, Piotr Kamieniarz, Piotr Kolanko, Hugon Lasecki, Ewa Miler, Witold Pazera, Raymond Salvatore Harmon, Kateryna Sokolenko, Wojciech Wojtkielewicz

sZAFa Presents:

Ewa Frączek - Nike Joanny Bator – chwilami było ciemno, chwilami prawie noc. Ale światełko też było.
Hugon Lasecki - Andrzej - wspomnienie o Andrzeju K. Waśkiewiczu
Karol Maliszewski - Dwaj poeci jednego języka
Marta Kołodziejska - Grafika da się lubić – cykl tekstów niekoniecznie poważnych o najpoważniejszej niepoważnej przygodzie,
jaka mi się w życiu przytrafiła.
Paweł Łęczuk - Kolędnicy [7 i 8]
Maja Staśko - Treny Jana Kochanowskiego – arcydzieło kinematografii (II)

ESEJ-FELIETON-RELACJE:

Paweł Dąbrowski - Do poetyckiego klasztoru
Ewa Frączek - Platon wygania poetów ze swojego Państwa. Oni jego też.
Michał Kurkowski - Ja Wokół Brzydkiego kaczątka Hansa Christiana Andersena
Karol Maliszewski - Dlaczego ludzie piszą
Maja Staśko - Maja i Dycio

TEATR, FILM:

Izabella Bartnicka - Żałosne czy śmieszne...?
Natalia Pecyna - Återträffen – nagrodzony Złotym Żukiem zjazd absolwentów
Joanna Roś - O tym, co pierwsze

KRYTYKA LITERACKA-RECENZJA:

Dorota Bucka - Szaleństwa dziewięćdziesiątych nocy, czyli recenzja książki Dziewięćdziesiąte Sławomira Shuty
Oliwia Betcher - Gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, Maciej Taranek, Repetytorium
Rafał Derda - To co we mnie prawdziwie wymówił, czyli na temat Imitacji życia i innych wierszy Petera Gizzi. * O poprawność polskiej poezji, czyli na temat W wierszu i między wierszami. Szkice o twórczości Bohdana Zadury
Ewa Frączek - Dzieci północy Salmana Rushdiego
Natalia Pecyna - Walka pamięci z zapomnieniem - Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek Jonasa Gardella
Alx z Poewiki - Misirlou – czytanie w oczach Ewa Solska Misirlou
Małgorzata Południak - Po dwóch stronach, o tomiku Aleksandry Słowik Pomiędzy kwartałami śpieszył sie i zwlekał * Antypody, czyli o Fantomie Magdaleny Gałkowskiej
Klaudia Raczek - Sztuka pozorów. O książce naukowej Sztuka jako pozór? Ewy Majewskiej * Mordor o Mordorze
Teresa Radziewicz - Bachmann i Celan * Poproszę Owoce noża, czyli o książce Michała Murowanieckiego
Rafał Różewicz - Rzeczy Rzeczywiste i dalej, Zygmunt Krukowski, Rzeczy R
Jakub Sajkowski - Przerwana Lekcja Oddychania. O debiucie Ewy Świąc * Prostsze (i lepsze) niż szczęśliwe zakończenie. Adam Pluszka, Zestaw do besztań.
Maja Staśko - Sławianie, my lubim sie (o Dziewięćdziesiątych Shutego)
Kataryzna Tchórz - Nie(spokojne) zbliżenie
Marcin Włodarski - Brzydka czy piękna? O Polsce w nowej książce Andrzeja Stasiuka.

WYWIADY:

Mateusz Grzeszczuk - rozmawia z członkami zespołu Dagadana
Małgorzata Południak - rozmawia z Darasem Bareyą
Marcin Włodarski rozmawia z Adamem Pluszką

sobota, 31 maja 2014

Wyzwolenie z seksu



Hugo Giza


                                                          Beacie



Wyglądasz na zmęczoną, uśmiechasz się i widzę srebro
ścieżki, zerkam na zegarek. Szósta po południu.
Lampa zamigotała, zgasła. Usłyszałam plusk wody, pękającą
podłogę albo tchnienie desek, które prostują się i prężą.
Przygnębia mnie dźwięk łopaty, wtedy trudniej miłość nazywać
namiętnością. Spadający worek z piaskiem przypomina kształtem
ciało.

Nie śmiejemy się, zaciskamy dłonie, grzebiemy w pamięci,
aż ciepło snu ogarnia tył głowy. Myślę o godności, on o czystej
koszuli, czy krawat pasuje do skarpetek, a spinki są większe
od drżącej rtęci, która przypomina lekcje chemii, badanie
przemian zachodzących pomiędzy substancjami. Dlatego
chodzenie po pokoju jest jak szelest oddechu pośród liści, odblask
światła z okna samolotu.

Szanuję lirycznych bohaterów, gdy budzą się
gwałtownie w moich myślach. Coś odeszło i nie wraca.
Podnosisz buty, gumowany płaszcz, zimno, więc ukrywasz dłonie pod pachami,
nie chcesz skierować lęków na miejsca, w których można wykorzystać
zdolności młodych kobiet. To była ta sama szklanka wody, plaster cytryny,
gorycz przygryzanej wargi.

Poznałam tiki, triki, wieczory, gdy wychodzę, mimo że leje jak z cebra
i wracam. Pełzające poczucie wstydu, radość, rozmowy, wykruszone
ciastka, które nie mogą być podłożem do hodowli kwiatów. Uwalniam się.
Jutro coś zakwitnie. Rozniesie się i bez problemu powtórzymy nazwy ptaków,
owadów. Na wiosnę zieleń i trochę rdzy przebije. Nasyci.


środa, 28 maja 2014

Cierpliwość



Akryl na płótnie 90x70 cm
Hugo Giza


Jakbym głową wyrastała z myślenia, spomiędzy kwiatów,
zieleni liści, labiryntu, do którego wpadasz i nie wiesz, w co nagle zwątpić.
Nie błądzę, nie ukrywam pod łóżkiem tego, co chroni
chłopców przed podejmowaniem decyzji.
Podobają mi się wiadomości z drzewa dobrego i nie bardzo złego,
z wetkniętych w szczeliny górskie zaplamionych ziemią chusteczek.
Wypowiadane w wielu językach podłości milkną albo wyczerpują,
może podpalić te wersy, nim spluniesz przez ramię?

W sprawie bąbli na dłoniach, gliny trudnej do usunięcia,
zrobiłabyś to samo. Utrzymuj ręce wysoko, obracaj nimi
prędko, aż grudy odpadną. Możliwe, że nie zapamiętasz
czegoś wstydliwego z przeszłości. Zmienisz status.


czwartek, 17 kwietnia 2014

coś z niczego

Hugo Giza 


- jak się nie zrobiło, to się już nie zrobi?
- zrobi się
- nie zrobi

po chwili

- a nie mówiłam? Zrobiło się
- ty to się znasz na rzeczy 

środa, 16 kwietnia 2014

Wejść i wyjść

Hugo Giza 


Dzielimy się na lepsze i gorsze strony, na drzewa, sekwoje,
spójrz, są miejsca, w których wiosną skrzypią drzwi. Prowadzą na strych,
w strach, gdy opowiadasz bajkę o przyjaźni, drzemiących zwierzętach,
krótkie słowa gnieżdżą się podskórnie. Szare dłonie wyciskają z nich westchnienie
zdziwienia, kiedy budzę się przy tobie, a puszki podcinają nogi, przekleństwo
przerywa sen.

Przypomniałam sobie ciszę, trwała rok, wtedy dotykałam spłowiałej poduszki.
Głębokie spazmy, pauzy, rozpalone wspomnienia i powietrze o zapachu migdałów.
Pęk kluczy przy wymyślonym breloku, blask ulicy osiedla w niby dolinie,
gniew, który uwolnił się z objęć. Obce tajemnice i migoczące refleksy.

Nadłożyłam drogi, aby poczuć wiatr, wchłonąć opowieść
snującą się pomiędzy pomarańczowymi chorągiewkami,
a pubem. Niebieskie oczy. Tak patrzysz, jakbyś w dwa palce chciał złapać
resztki ciepła, zamiast tego wybierasz czerwone jabłko, długo leżysz gdzieś
po drugiej stronie sadu.


11.04.2013

poniedziałek, 31 marca 2014

All around

Hugo Giza


Zdążyłam przyzwyczaić się do tego, że rano świeci słońce, a kiedy wychodzę z domu pada. Lubię deszcz, lubię moknąć, kiedy krowy, konie i owce mokną na pastwisku. Jednak jeszcze nie wyszłam, więc niech zażywają kąpieli słonecznych. Wiosno, wiosno, nie pozostaje mi nic innego jak wyłożyć się na fotelu i napić kawy. Co za dzień. Skasowałam kilka o. 

- o czym marzysz eM?
- o niebieskich migdałach

wtorek, 25 marca 2014

coś z czegoś bez takiego czegoś

- eM, potrzebujesz czegoś?
- tak, ale tego już nie ma
- jak to nie ma?!
- no nie ma, skończyło się
- a co to było?
- nic takiego


Hugo Giza