niedziela, 21 września 2014

wywiad atlantycki, czyli w kolorze


Hugo Giza


Małgorzata Południak: Cześć Hugo. Członkowie Twojej rodziny mają niezwykłe imiona, np. dziadek Hugon Lasecki, co macie ze sobą wspólnego?

Hugo Giza: Cześć, dziękuję. To jest tak: brat Abelard, mama Heloiza, dziadek Hugon, a ja Hugo. Co mam wspólnego z dziadkiem? Wszystko. Hmm... tak serio, to na pewno miłość do sztuki, malarstwa i przyrody. Chęć tworzenia. Jednak różni nas to, co robimy. Dziadek maluje i rysuje niesamowite, odrealnione i pełne ekspresji abstrakcje, ja natomiast działam przestrzenią i spokojem.

MP: Czy to właśnie dziadek miał na Ciebie taki wpływ, że wybrałeś studia artystyczne? Jak to z Tobą było?


HG: Po części tak, dziadek mnie nakierował na malarstwo. Jego marzeniem było, żeby ktoś z rodziny poszedł w jego ślady i padło na mnie. Startowałem na AWF i ASP, bo kochałem sport i sztukę na równi. Najpierw były egzaminy na ASP, zdałem i byłem bardzo szczęśliwy. Już nie próbowałem startować na AWF. Ogólnie nie lubiłem się uczyć, zamiast obowiązków wolałem grać w piłkę, jeździć na rowerze i robić wszystko oprócz zadań domowych i uczenia się na klasówki. To, że dotarłem tak daleko w mojej edukacji, zawdzięczam rodzicom, a w szczególności mamie. Zawsze była wymagająca w stosunku do mnie (bo mój brat uczył się bardzo dobrze) i dzięki temu jestem tym, kim jestem. I za to jej bardzo dziękuję. 

MP: AWF - ASP, nie żałowałeś tej decyzji? Jednak studia artystyczne są wymagające, dyscyplinujące. Malowałeś pod okiem dziadka?

HG: Nie. Pierwsza myśl była taka: "Super, nie pójdę do wojska". A druga, że mam ogromne szczęście, że jestem tam, gdzie chciałem być bardziej. Co do malowania pod okiem dziadka - tak, od najmłodszych lat, raz w tygodniu, siedziałem z dziadkiem ok. dwie godziny i malowaliśmy martwą naturę. Zawsze podobały mi się Jego "krechy", sposób myślenia i przekazywania wiedzy. Dopiero rok przed egzaminami na studia chodziłem na specjalne zajęcia przygotowujące do egzaminu. Dzięki mojemu "Mistrzowi" dużo się nauczyłem, dzięki niemu zdobyłem wiedzę na temat malarstwa i rysunku, historii sztuki.

MP: Pamiętam, że moja córka, malując martwą naturę, powtarzała: nuda. Nie nudziło Cię stanie przy sztaludze?

HG: Oczywiście, że strasznie mnie nudziło. Na początku nie czułem, że to przyjemność, tylko obowiązek i nie chciałem tego tak często robić. Musiałem się zmuszać. Dopiero kiedy zaczęły te moje rysunki przypominać to, na co patrzyłem, wkręcałem się coraz bardziej i czułem satysfakcję. 

MP: Wsiąkanie w świat obrazu, satysfakcja, fascynacja, która przybliża obserwatorów malarstwa do artysty. Jak wspominasz pierwszy wernisaż?

HG: Pierwszy wernisaż był bardzo stresujący. Musiałem się napić przed spotkaniem z ludźmi, bo inaczej nie wyszedłbym na środek i nic nie powiedział z nerwów. Na szczęście od najmłodszych lat chodziłem na wernisaże dziadka i wziąłem przykład z niego. Po przemówieniu opiekuna galerii (nie wiem, jak taki ktoś dokładnie się nazywa) powiedziałem: "Cóż mogę więcej dodać, częstujcie się, bo wino stygnie." U dziadka działało i działa, to i u mnie też się udało. Co do satysfakcji i wsiąkania. Hm… jest to jakieś miłe przeżycie, ale ja nie lubię mówić o swoich obrazach i pokazywać ich ludziom "na żywo", w tłumie. Każdy ma inne myśli, wrażliwość, doznania i widzi co innego. Nie lubię pytań: "Co przedstawia Twój obraz?" albo "Co chciałeś nam przekazać?". Czasami umieszczę gdzieś na płótnie taki mały szczegół, smaczek, który znam tylko ja, a zobaczy go ktoś, kto naprawdę się dobrze przypatrzy. I to jest fajne. Na pytanie "Co przedstawia Twój obraz?" w odpowiedzi musiałbym go zdradzić albo okłamać, a tak nie potrafię. Dla mnie idealne wernisaże to takie, na których wiszą moje obrazy, a ja jestem w innym miejscu. Wirtualne wernisaże, jak u Ciebie. 

MP: Rozumiem doskonale. Co malarz miał na myśli?! Trudno w dwóch zdaniach opowiedzieć, poza tym mam wrażenie, że nigdy nie jesteśmy w stanie zadowolić ludzi, którzy zadają takie pytania. Czy masz jakieś sprecyzowane zdanie o malarstwie? Czym jest, a może czym nie jest? Jakie lubisz najbardziej?

HG: Co do zdania o malarstwie, to nie mam jakiegoś wysublimowanego. Nastały czasy, że wszystko można wygooglować, wpisujesz "malarstwo" i pojawia się mnóstwo pojęć, prac i definicji, czym jest, a czym nie. Przeglądam setki prac, kilka utkwi mi w pamięci, kilka analizuję, jak zostały wykonane, jak ktoś na to wpadł i dlaczego to ja nie zrobiłem tego pierwszy. Malarstwo jest częścią mnie, jest moim oddechem i tym, do czego zawsze tęsknię. Jak wspomniałem wcześniej, miałem długą przerwę w malowaniu i strasznie mi tego brakowało. Kiedy znalazłem miejsce i czas, żeby powrócić, w końcu się uspokoiłem. Przychodzę do pracowni i wyłączam się na kilka godzin z otaczającego świata, problemów i zmartwień. Jestem tu i teraz i robię to, co kocham. Uwielbiam moment, kiedy płótno jest jeszcze białe i ode mnie zależy, co na nim powstanie. Lubię malarstwo Sasnala. Jest proste, ale w niezwykły sposób ujmujące. Dowiedziałem się o nim na 3 roku studiów, kiedy wreszcie odkryłem swoją drogę i kierunek w malarstwie. Zacząłem wystawiać obrazy w sieci, żeby zarobić na płótna pędzle i studenckie piwo. Pewnego dnia zadzwonił telefon i usłyszałem, że pewien człowiek chce kupić obraz. Bardzo się ucieszyłem i zaprosiłem go do pracowni na ASP. Popatrzył, porozmyślał, i kupił dwa obrazy za łączną kwotę 800 zł, ucieszyłem się bo to wtedy była dla mnie duża suma pieniędzy. Oczywiście zapytałem, dlaczego akurat ode mnie i od razu dwa? Odpowiedź brzmiała tak: "Bo jesteś tańszy od Sasnala, a malujesz bardzo podobnie". Zdumiałem się wtedy i nie mogłem doczekać się, kiedy wrócę do domu i sprawdzę w Internecie, kto to jest ten Sasnal. Wróciłem, sprawdziłem i żałuję, że nie byłem przed nim. 

MP: Czyli spojrzałeś na swoje malarstwo z dystansu i uchwyciłeś podobny sposób patrzenia na świat? Jak to jest być malarzem, kiedy większość Polaków siedzi przed telewizorem? Czy Twoje życie artystyczne to głęboka izolacja, czy może jednak jesteś otwarty, przekraczasz podwórka w poszukiwaniu inspiracji/impulsu, jak to jest z Tobą?

HG: To jest tak, że też siedzę przed telewizorem. Lubię oglądać niektóre programy (Discovery, Animal Planet i TVN Turbo). Rzadko, bo dużo pracuję, jednak wieczorem zdarza mi się, przyznaję. Bycie malarzem jest czymś niesamowitym, to rodzaj przywileju. To wspaniałe uczucie, że mogę i potrafię przelać myśli, pomysły i projekty na płótno. To tak, gdybym spytał Ciebie, jak to jest być poetką. Odpowiedziałabyś tak samo, tylko zamiast na płótno powiedziałabyś "na papier". Mam coś takiego w głowie, kiedy jestem w miejscach, gdzie jest przestrzeń i spokój, biorę podręczny notes i szkicuję to, co chcę, żeby było na płótnie. Czasem przeglądam zdjęcia i już rodzi się coś, co może zapoczątkować pomysł na obraz. Impuls. Samolot na niebie, który zostawia smugę spalin. Zamykam oczy i już wiem, jak będzie wyglądał na szafirowym tle. Czasem problemy zaczynają się, gdy już jestem w pracowni i nie jest tak kolorowo, jak było w głowie lub na kartce z notesu. Ale po paru dniach, tygodniach walki jest efekt, który sobie wyobrażałem. Czy moje życie artystyczne to głęboka izolacja? Po części tak. Lubię pracować w samotności, lubię decydować, co zrobię i jak to zrobię. Jedyną osobą, która czasem powie: "Pokaż, co tam namalowałeś" jest dziadek. On wie, jaki jestem i nie mówi mi tego raz w tygodniu, tylko raz na dwa miesiące. Stwierdza, że na pewno powstało coś nowego i chciałby to zobaczyć. Wtedy pokazuję mu wszystko, co mam (jak na przeglądzie malarskim na studiach), więc patrzy i wreszcie mówi: "ja bym zrobił to tak, to jest fajne, a jak tło jest takie delikatne, to może ten pas trochę mocniej pociągnąć". Czasami pomaga mi podjąć decyzję. Łatwiej jest coś zmienić lub zaakcentować mocniej, kiedy właśnie dziadek utwierdzi mnie, że tak będzie lepiej. 

MP: Fascynujące, że dziadek jest Twoim pierwszym krytykiem. Myślę nawet, że bezcenne. Czytałam kiedyś w jakiejś książce, że artysta odzwierciedla środowisko, w którym żyje. Twój rozwój osobisty wpływa na twórczość, widzisz w sobie zachodzące zmiany? Czy potrafisz je ocenić? Porównać?

HG: Uwielbiam go słuchać. Zawsze biorę do serca jego uwagi, bo ma ogromne doświadczenie w tej dziedzinie. Co do odzwierciedlania środowiska, w którym żyję. Chyba nie ma na mnie wpływu. Jestem zupełnie innym człowiekiem, kiedy jestem przy płótnie. Świat zewnętrzny znika, nie myślę o niczym, tylko o tym, co będzie zaraz się działo, co powstanie i czy efekt końcowy będzie taki, jaki bym chciał. Zupełnie inaczej jest, kiedy wracam do świata, w którym żyję. W życiu codziennym często znajduję czas na myślenie o malowanym obrazie lub o tych już skończonych, czy może coś jeszcze dodać lub zmienić, jakby wyglądało z czymś jeszcze lub bez tego czegoś. Bardziej odzwierciedlam środowisko naturalne, które mnie otacza. Jestem człowiekiem znad morza. Uwielbiam malować obrazy związane z wodą. Przestrzeń, minimalizm i spokój. Patrzenie daleko na horyzont, gdzie niebo łączy się z wodą i linia staje się prawie niewidzialna, jest czymś wspaniałym. 

Mój rozwój osobisty nie powoduje zmian w twórczości. Oczywiście zmieniam się, dorastam, jestem mężem i ojcem. Stałem się jeszcze bardziej samodzielny niż wtedy, kiedy zaczynałem swoją przygodę z malarstwem na pierwszym roku studiów. Zachodzą w moim życiu ogromne transformacje, ale na szczęście nie wpływają na twórczość. Może zmieni się ona za jakiś czas, ale jak na razie zbyt długo szukałem w swoim malarstwie tego "czegoś", żeby już myśleć o zmianach.

MP: Zaakceptowanie odrębności w sztuce przychodzi z trudem wielu artystom. Często sprowadzają do wspólnego mianownika, to, co robią inni i deprecjonują wartość ich twórczości. Porusza mnie w Tobie prawdziwość i brak takich emocji jak zazdrość, czy silne dążenie do bycia wszędzie. Widzę ugruntowane poglądy, zainteresowania i akceptację tego, co z Ciebie wyrasta. Mam nadzieję, że lubisz w sobie ten spokój i pełną podziwu skromność?

HG: Dziękuję. Miło mi, że to doceniasz. Czasem mam takie myśli, co by było, gdybym był teraz w innym miejscu, a moje malarstwo znałoby pół świata, ale te myśli szybko znikają i dalej robię swoje. Chciałbym, żeby tak było kiedyś, ale to nie jest najważniejsze w życiu. Taką skromność to chyba mam po dziadku, on właśnie taki jest. Nigdy się przed nikogo nie pchał, wszystkim życzy jak najlepiej. Mimo tego chciałbym być trochę inny. Świat pędzi, jest era Internetu i telewizji. Kiedyś może ktoś mnie dostrzeże. Tak jak Ty. I wiem, że było mi to potrzebne, dzięki takim odkryciom człowiek bardziej wierzy w siebie i w to, co robi. Ale jak wspomniałem wcześniej, nie jest to najważniejsze. A co do spokoju - to tak, jestem spokojny, ciężko mnie wytrącić z równowagi. Co innego kiedy prowadzę samochód. Wtedy o spokoju nie można mówić. 

MP: Jakie masz plany? Cele?

HG: Oczywiście chciałbym coś osiągnąć w dziedzinie malarstwa, mieć czas, żeby móc malować codziennie i z tego żyć. Moim celem jest otwarcie galerii w Trójmieście. Jak na razie to odległe plany. Polska to nie jest kraj, który pomaga artystom. Żeby się przebić, trzeba mieć szczęście, albo wszędzie się wpychać. Skoro ja taki nie jestem, to małymi kroczkami będę dążył do celu, aby stworzyć takie miejsce, w którym bym pokazywał twórczość mojego dziadka, moją i młodych artystów, przy okazji pijąc dobrą kawę. Mam nadzieję, że któryś z włodarzy Gdańska, Sopotu lub Gdyni będzie mógł mi pomóc w znalezieniu lokalu, który będzie początkiem wspaniałej przygody w rozpowszechnianiu sztuki.

MP: Życzę Ci wytrwałości w podejmowanych działaniach. Masz jakieś życzenia, pragnienia, które w tym miejscu mogłyby się spełnić?

HG: Dziękuję. Będę do tego dążył ze wszystkich sił. Nie wiem, czy mam jeszcze jakieś życzenia i pragnienia. Spodziewamy się z żoną drugiego dziecka w listopadzie i chyba najważniejsze, żeby wszystko dobrze przebiegło podczas porodu. O tym ostatnio najczęściej myślę. No i chciałbym zacząć robić swoje wystawy, ale muszę do tego czasu namalować kilka obrazów i przełamać nieśmiałość, która mnie w jakiś sposób blokuje /chodzi o wystawy/. A resztę osiągnę sam, oby tylko zdrowie dopisywało. Jak do tej pory jest pięknie, bo wiadomo, jak jest zdrowie, to można zrobić wszystko.

MP: Życzę w takim razie powodzenia na wszystkich płaszczyznach Twoich działań i pomyślnego rozwiązania. Dziękuję za rozmowę

HG: Dziękuję.




9 komentarzy:

  1. Drugi raz czytam i jeszcze z większą rozkoszą intelektualną, spokojem, i skupieniem niż pierwszy raz. Tyle piękna do rozważań. Muszę tu wspomnieć o Sasnalu z którego twórczością zapoznałam się dzięki Tobie Małgorzato. Oczywiście Hugo również był artystą podsuniętym przez Twoje nim zafascynowanie. Pierwszy był Hugo, potem Sasnal i nie ukrywam, że zastanawiałam się w sobie, jak to się dzieje, że mają podobny, nawet w niektórych pracach identycznie wymalowany przestrzenny spokój. Widzą i czują podobnie. Nie przystoi porównywać, ale zastanawiać się mogłam, czy znają swą twórczość?...I kiedy przeczytałam Waszą rozmowę, wszystko wydało mi się tak prawdziwe, wspaniałe i to jak Hugo odkrył, że jest ktoś taki na świecie jak on, ktoś kto wypracował podobnie jak on w sobie taki, a nie inny nurt... Podoba mi się jego prawdziwość w tym co robi, szacunek do rodziny, dziadka, do sztuki..i jego przemyślenia codzienne, tak dla mnie oczywiste w których znajduje czas na rozważanie mając obraz pod powiekami, co zmienić, dodać. Też mam takie myśli, najczęściej pojawiają się w postaci marzeń przedsennych, zawsze widzę pięknie, to co chcę by powstało...ale i tu jest trudność, nie koniecznie udaje się przenieść w rzeczywistość to w taki sposób, jaki widzę w marzeniach. Często spać przez to nie mogę.
    <3 Dziękuję że jesteście, oboje rozwijacie moje wnętrze, kształtujecie swoim widzeniem świata. Walnęłabym tu piękną myślą, ale powiem sama, każdy człowiek stworzony jest z ludzi, którzy spotykani na jego drodze mieli znaczny wpływ na kształtowanie jego wnętrza. Nauczyciele "życia". i teraz tylko ode mnie zależy co będę dalej pielęgnować w sobie i rozwijać.

    http://youtu.be/s9yibUR5KNI

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczoraj nocą przeglądałam "Szafę" dzięki Tobie. Czytałam ten wywiad i bardzo spodobała mi się Wasza rozmowa..przyjemny, ciepły ton. Niezwykła skromność utalentowanego człowieka.
    Czytałam też artykuł o teatrze, oglądałam cudowne prace. Nie chciało mi się wychodzić. Dobrze,że są takie miejsca. Dziękuję, że nas do nich prowadzisz.


    OdpowiedzUsuń
  3. ".........Polska to nie jest kraj, który pomaga artystom. Żeby się przebić, trzeba mieć szczęście......."

    i tego szczęścia (nawet jeśli trzeba mu dopomóc), życzę Pani i Panu (Artystom)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam pięknie za poczytanie i komentarze, to dla mnie ważne, dla Hugo pewnie też.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Małgosi za ten wywiad, strasznie się go bałem bo był on pierwszym wywiadem w moim życiu:) Cieszę się, że dobrze wyszło i da się go przeczytać. Dziękuję Alis, at-the-attic Alicja Rodzik, sunrise, bp premiera za tak miłe słowa. Dobrze jest wiedzieć, że są tacy ludzie jak Wy, dzięki którym jest motywacja do dalszego działania i tworzenia :)

    Pozdrawiam wszystkich :)

    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  6. "Świat pędzi, jest era Internetu i telewizji." właśnie dlatego, dobrze, że jesteście oboje...
    "Polska to nie jest kraj, który pomaga artystom." - jak, dobrze, że są jeszcze ludzie tacy, jak Wy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczytałam się. Świetny wywiad, wyważony, inspirujący, mądry...bez nadęcia, bez wpychania się na siłę z wymuszonym polotem, które tak często odgradza od chęci poznania artysty, człowieka, jego twórczości, a tutaj aż się chce dalej, więcej słuchać. To samo emanuje z tych obrazów - spokój, harmonia, wyciszenie, zachwyt światem. Też lubię słuchać, ale białe płótno, w ogóle białe płaszczyzny mnie przerażają :)
    Życzę powodzenia i gratuluję !

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.