Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stożki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stożki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 stycznia 2015

Mam ją w myślach, w wierszach...






Chciałabym móc. Wtedy nie musiałabym analizować siebie. Mój strach tkwi w bombonierkach. Wybieram wino, żeby nie wyjść na jakąś taką. Znowu usłyszałam, że nie słyszę. Pewnie to ta kombinacja słów, które wchodzą na głowę, zamiast do. Słuchasz mnie you know? Wszystko ci wyśpiewam, wypiszę. Na kartkach, ścianach. Gówno prawda, że jesteśmy wolni. Wychodzę i czuję zapach, prowadzi mnie od bramy do baru. Mołdawskie mocne wino. Jak zwykle miałam rację. Jak powinnam reagować? Nie płakać? Wyciągać się za mordę? Chciałabym you know, coś chciałabym… 

wtorek, 9 grudnia 2014

O straszeniu przed snem



Nosorożec przewraca wiele rzeczy do góry nogami, bezradnie, szczególnie gdy ocean poraża i burzy się. Nie ma nad nim kontroli, dlatego wyśpiewuję ballady, a ludzie zaglądają z drugiej strony brzegu, łącząc się przez proxy. W ostatnich dniach, zniknęły koty, pierzchły owce; naturalnie i zdrowo można wygrzewać się w oknie i nie myśleć o odzieraniu kotów ze skór. Niewątpliwie myszy nas zjedzą w zimie. Owce czują jaźń. Boża udręka paruje młode z młodymi. Nikogo nie obchodzi irlandzki sen o zapychaniu ciała świeżo zazielenionym umysłem. I ślubuję bez skutku - w szafie, w pościeli, kiedy słyszę o miejscach, gdzie owce głodzą dzieci. Wyobraź sobie niechęć wszystkich pieśni, które komponują się z torami. Z rodziną, wspomnieniami, o których trzeba zapomnieć, zanim cię zjedzą.


niedziela, 7 grudnia 2014

Post dedykowany czytelniczce Miłosza

fot. Grzegorz Majchrzak

To jest tak, że czasami rozmowa jest zaczepką, kiełkującą myślą, embrionem, tym czymś. Tak jest i tym razem... Wyrzucam za nawias, co ugrzęzło i zajmuję się mową ciała, obiadem, tiramisu. To był dobry dzień. Niespodzianki. Czytamy książki, lubisz Miłosza i dzielisz się ze mną odciśniętymi znakami. Ja tak mam z Herbertem, a może... nie wiem z kim tak nie mam, biorę tomiki, leżą gdzie popadnie, czytam Pamięć Smieny Wioli Grzegorzewskiej, jej wiersze są jak druga skóra, jak młodość, która wraca w zapachu jaśminu. Bez moich Irlandzkich poetek nie poznałabym tego kraju. Pokochałam, a one mnie. Więc czytam, odkładam, prasuję koszulę, następną, idę do Ingeborg... I tak... posłucham Sigur Ros, posłucham Ibeyi, przebiegnę się po świecie, wrócę na Mullaghmore do Yeatsa. Każde miejsce na końcu języka czymś pachnie. Zapamiętuję, muszę tam wrócić, ale najpierw praca.

piątek, 5 grudnia 2014

I dalej takie tam...

Connemara


Nie będzie o poezji, ani o prozie, zagrywkach i rozgrywkach. Nie będzie beki, dowcipów, ani hejtów. Jestem pochłonięta tekstami do sZAFy. Jak się tak naczytam, to odejmuje mi mówę. Nie wiem, czy awangarda została doceniona, czy klasyka. Nie wiem, nie mam na to wpływu, tak samo na to, co jecie, pijecie i z kim rozmawiacie. Zwyczajnie nie chcę wbijać się w żadne tendencje i wywracać na drugą stronę. Jest chłodniej. Rozmawiam o krzywych horyzontach, przerysowanych liniach, geometrii w malarstwie, która jest obrzydliwa, oczywiście jeden przez drugiego klepie się po ramieniu i wzdycha: piękne, piękne! Sztuka, to wyzwanie. Czy bycie popularnym jest naprawdę takie istotne?! 

Każdego dnia, kiedy włączam laptopa i zaglądam do skrzynki pocztowej, (na listonosza czekam od 8:30 do 10.) zalewa mnie masa spamu. Listonosz przynosi reklamy, na szczęście nie w ilości hurtowej i głównie dotyczą TV i usług pocztowych. A w Internetach wszystko na mnie czeka. Nowe Piny, Kasia wizażystka, testowanie Forda i Nissana, Smyk rozdaje punkty, Brown Thomas zaprasza na party. Nie mogę się niestety rozerwać, więc zostaję w domu. Bez pamięci, bo nie wpadam w pułapki marketingowe, tak mi przyszło na myśl, kiedy usłyszałam, że na emigracji jesteśmy ograniczeni… Otóż nie jesteśmy, może nawet łatwiej jest nam uniknąć tłumów, nie tylko znajomych, dlatego z premedytacją zostaję w fotelu. Lubię mój dom. Lubię ogień w kominku, muzykę, ciepłe bułki, calvados, termiczne rajtki. Cenię spokój, ciszę, sielski obrazek za oknem. I to nieprawda, że nie mamy wyboru jabłek, bo jest ich kilkanaście gatunków, żeby jeszcze ludziom chciało się je jeść. Niektórzy z Was pamiętają, jak Paddy przez cały październik znosił do domu worki jabłek i przerabiałam je w słoiki na farsze do szarlotek, strucli, innych kulinarnych wyczynów, które wciąż wymyślam. Mam dość jabłek, chociaż clavadosa nie. Nie muszę sobie nic wyobrażać, jest we mnie niewzruszona pewność trwałości. Więc idę się zaangażować w wypisywanie kartek świątecznych…


czwartek, 4 grudnia 2014

takie tam




Siedzę w sZAFie, przepisuję ingrediencje świątecznych ciast, słucham muzyki i zapominam się... wchodzę w sen, chociaż ciebie w nim nie ma, bo akurat czytasz o druidach, siódmym synie, pszczołach. Zachowam dla siebie tamtą noc, wyrywałam się z oceanu... aż zapachniało solą i torfem. Noc obmywa okna, rozlewa...

wtorek, 2 grudnia 2014

Zmora krótkich nóżek


http://www.farmleigh.ie/


Miałam 13 lat, kiedy wygrałam konkurs szkolny, to był wiersz o otulaniu samotności. Jednak polonistka wybiła z mojej głowy pisanie, podręcznikiem. Teraz myślę o wierzbach, zasypianiu nad notatkami. Grudzień. Ostatnie kartki z kalendarza, klucze, zwolnione tempo, gniazda, runy i irish whiskey... I ziemia, deszcz, dno, dziury... 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Leontia Flynn - Mit o Herbacianym Chłopcu

Gęsi, indyki, latające kaczki, wosk wylewający się z butelek po paddy'm, bajka o Królowej Magii, mit o herbacianym chłopcu, ruiny zamku, nocne sikanie w obskurnym barze, kalendarze z kutafonami i takie tam.

Leontia Flynn

sobota, 15 listopada 2014

biegałam za torebką z wełny i wybiegałam sukienkę

Koire

Jeżeli, któraś z Was marzy o sukience z parzonej wełny, to polecam pracownię Pani Kariny, niezwykła osoba, bardzo kontaktowa, miła. A rzeczy dopieszczone do niteczki. Uwielbiam detale, kiedy wszystko jest piękniejsze niż sobie wyobrażałam. Najciekawsze, że na podstawie moich zdjęć i wymiarów Karina trafiła idealnie w punkt.

 Koire na FB
 Koire Shop


czwartek, 13 listopada 2014

Wypycham kieszenie



Nie wszystko co napisałam lubię. Skrupulatnie przyglądam się lewej i prawej dłoni. Wystukuję natrętną miłość do siebie, do Paddy'ego, dzieci, powietrza, oceanu, nosorożca, owiec. Paddy nie lubi wyliczanek. Ponieważ przedmioty zaczynają ze sobą rywalizować, epitety mnożą się, kwiaty więdną. Czuję jak nadchodzi śmierć, intymna, obca, a zarazem beztroska. Inicjując przecięcie ścięgien, rzucamy się w otchłań. Więc liczę palce z siłą, jakby była z zewnątrz. Jesteś jak wyśnione marzenie. Literacka maszyna do wyszukiwania szczegółów i logiki. I nagle zapachniał kapuśniak, pieczony chleb, prażony kminek. Od rana przymusowa praca, zajęcia, błogość w sercu.


środa, 12 listopada 2014

Przyjść na dancing i zdjąć majtki




Drgnęłam. Kto kogo ocalił i dlaczego. A może nikt, nie było wystarczającego powodu. Wyczerpałam się dzisiaj. Przeczytałam kilka tekstów z błędami i zaczęłam je popełniać. Dysleksja wcisnęła mnie w fotel, siedź gdzie siedzisz. Siedzę. Obserwuję kobiece i męskie formy zdań, pochodne emocji. Jestem życzliwa, ale bezsilna.

piątek, 7 listopada 2014

Zima i takie tam

lecę bo chcę


Kogo oczarował Konrad po raz szósty, miłość po indyjsku, bojkot e-bookowy, wirtualny szlak Orfeusza, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, wiersze do szafy, biblia modowa w stylu Mystery, witam, witam Panią, witam Państwa, prośba jedna, druga, trzecia, księżniczki, sriczki, piczki...

- co robisz eM?
- siedzę w szafie
- a myślałem, że odleciałaś 


środa, 5 listopada 2014

Lecą liście

Czapla art

Czapla art

O piętnastej chmury zaciągnęły słońce. No i masz. Napisałam dla Asi wiersz, przepisałam go dwa razy. Leży na pulpicie, a ja nabieram dystansu. Wiem, że dopiero jest listopad, ale marzę o maju. Ciepłych długich dniach, gdzie w ramionach męża będę spacerowała tu i tam. Znowu jestem na granicy zimy i deszczu. To nie jest zły czas, mogę się zająć pisaniem, układaniem wątków w książce. Myślę, że dojrzałam do prozy. Możliwe, wszystko jest możliwe…


poniedziałek, 3 listopada 2014

Czuć, że kwiaty nie pachną i coś jeszcze!



Nie wiem, czy to starość, czy pogoda,
ale porcelana też przestaje błyszczeć.
Rano nalewam herbatę do filiżanki,
którą dostałam od kogoś, kto już nie pisze.
Nie szkodzi. Herbata stygnie jak wszystko.

Na biurku stoją nosorożce, stawiają opór kurzu,
udają trwałość, chociaż wiem,
że w środku mają powietrze z innego kraju.
To powietrze kiedyś też zniknie.

Grudnik kwitnie w listopadzie,
jakby chciał mnie oszukać, że czas
jest jeszcze do naprawienia.
Nie wierzę mu, ale podlewam.
Tak trzeba, uczono mnie: dbać,
nawet jeśli nic nie przetrwa.
 
Dziecko spyta kiedyś, dlaczego
kwiaty pachniały tylko w bajkach,
a nie w naszym ogrodzie.
Odpowiem, że zapach był pierwszym kłamstwem natury.
Później już wszystko poszło łatwo:
śnieg w maju, woda bez ryb,
dzieci z oczami jak szkło.

Nie czuję strachu, raczej czułość,
dla tego, co się jeszcze nie wydarzyło,
a już się kończy.
Kiedy gaszę światło, porcelana świeci
jakby w środku miała resztkę sensu.
Jakby chciała mnie przekonać,
że znikanie to też jakaś forma istnienia.

środa, 29 października 2014

Nie zajmujemy się polityką

fot. Grzegorz Majchrzak 


Co mogę? Powierzchowne, szorstkie, porośnięte. Mech. Mocno wplątany w pożółkłe trawniki. Maszyna Paddy'ego skrupulatnie oddziela pasami koniczynę od źdźbeł. Polemika na temat koszenia intryguje nas mocniej i mocniej, może chodzi jedynie o dotykanie? Kij, piłka, dołek i dół. Skrupulatnie notujemy nie tylko dni, tygodnie, miesiące, biegamy od święta do święta. Paddy strzyże bezustannie. Patrzymy na siebie tak intensywnie, jakbyśmy nigdy tego nie robili, więc zanoszę mu sałatkę, drobno posiekane warzywa. Żeby się przymilał. Proponuje piwo - owce są jego prywatną sprawą. Mój nosorożec też, więc grzecznie dziękuję. Jem sałatkę, on pije piwo. Jestem małomówna, mimo że macham palcami do każdego przechodnia. Moja ręka z jego kosiarką mogłaby być jednością, gdyby nasze opinie były zbieżne ze śladami, jasne i doskonalsze pomiędzy skórą a kurtką. Rzecz zaskakująca. Paczka, wyselekcjonowana, podróżująca po świecie. W dni parzyste przechyla się w prawo, w nieparzyste w lewo. W efekcie listonosz trafił na Paddy'ego, który niemal wyrwał mi paznokieć z palucha, gigantyczne męskie ciało spoczęło na moich nogach potrząsając paczką. Na własne oczy widziałam, jak zmienił skórę, nie wiem, czy w przyszłości moje protesty cokolwiek dadzą. Paddy jest pierwszy. Wchodzi w skład jednoosobowego jury i przyznaje nagrody wedle uznania. Jest szansa, że jutro dostanę wymarzony szal, ale ja nie o tym. Powoli rozcinałam papier, delektowałam się detalami. Papier od serca, adres w nutach niczym partytura dla Małgosi. Paddy w wyjątkowych sytuacjach zawsze jest pierwszy i uwielbia uczestniczyć w moim życiu. Przygotowuje śniadanie, drukuje okolicznościowe kartki, tworzy wydarzenia, zapisuje przepisy, tradycyjnie gromadzi wszystko pod schodami. A kiedy próbuję bez skrępowania oddać się szaleństwu, pakuje mnie w auto i w każdym sklepie zmusza do mierzenia butów. Chociaż nie jestem kopciuszkiem i potrafię rozróżnić czarne od białego. Owija moje nadgarstki tasiemką i chętnie wcisnąłby mnie w koronki i takie tam. Gdyby to była feministyczna bajka albo chociaż ciut różowa. Wracając do nosorożców...

wtorek, 28 października 2014

Dualistyczne przepychanki



Przez "dzisiaj" próbuję ze wszystkich sił odejść od tradycji. Główny nurt infantylnie rozchodzi się w lewo i w prawo, brakuje metafizyki, uśmiechów. Za dużo zdrad, pouczania. Nosorożec nie wytrzymuje, zaciskam kolana na widok jego zębów. Już wiem, dlaczego nie mamy przyjaciół oprócz owiec i Paddy'ego. Słuchamy się w oryginale. Paddy, próbuje czytać, ale przerzuciliśmy się i w innym języku wyliczamy, co nas drażni. Dzisiaj krów nie doi się tradycyjnie, w szkołach średnich nie przelewa krwi. Żadnych nieszczęść, chyba że wzajemne oskarżenia o niezrozumienie, nietolerancję. Nie pamiętam, kto pierwszy mnie docenił. Nosorożec odrzuca proste pojęcia i drapie po plecach z angielską kulturą. Później pijemy herbatę z odrobiną mleka, zapychamy herbatnikami usta, w jego podniecone palce wtykam mopa. Wypłukuję z butelek kamień. Podłogi lśnią, szkła, żyrandol. Wiemy, kim jesteśmy, nawet, jeżeli szmuglujemy papierosy, lekceważmy czas na kolację. Nie ma pociągu na północ. Najważniejsze, że jest nad Ocean. Z obu stron przyszedł mróz. Irlandczycy polewają auta zimną wodą, polewamy i my. Paddy śmieje się i krzyczy, że poranek jest cierpki a jaja są twarde. Doganiam gościa, przeganiam, w sklepie leżą kotlety jagnięce. Pięć razy w tygodniu wzruszam się i ścieram okruchy herbatników ze stołu. Jak rzekł Paddy, tak się stało. Świeci słońce. Nie wiem, co mam dzisiaj do zrobienia. Czy coś muszę, czy nie. W zasadzie wszystko robię na bieżąco, więc może na początek śniadanie. Avocado z prażonymi pestkami, pieczoną papryką i cukinią. Wszystko dzieje się tak jak powinno. Krowy przelazły na drugą stronę pastwiska, pies sąsiadów drze się i drze. Dzieci podskakują do rodziców, rodzice ani rusz, w żadną stronę. Samochody tu i tam, paliwo znowu zdrożeje, podniosą akcyzę na wino, i wprowadzają obowiązkowe czesne za naukę, ale nie mam złudzeń, wszyscy są ze sobą szczęśliwi. 

No to idę.

poniedziałek, 27 października 2014

Tak się wychodzi

Jacek Witczyński 


Dopadłam siebie na korytarzu, wrzeszczałam. Nie lubię tego w snach. Wszystko tonęło w ciemnościach, a przecież znamy się od dziecka. Niekiedy dotykałam pół nocy albo wychodziłam z domu, żeby wspiąć się na wzgórze. Kołysanie wiatru, cisza, cierpliwość księżyca, gwiazd. Nie miałam wtedy ochoty przemawiać do ogrodów, drzew, kwiatów, które podpalały się na mój zapach, widok. Zaczynam od początku.

piątek, 24 października 2014

Skąd pochodzi wiedza

Mam w sobie Pamięć Smieny, wszystko widzę, co mi się zdaje, taki posmak raju, z całą naturą dookoła, oceanem. Wciąż męczą mnie przeczucia, powracają w snach. Ocalam je w wierszach. Niekiedy ich martwość ciągnie pod kołdrę, wtedy przychodzą dyszące nosorożce. Idziemy na wycieczkę, przylegamy do siebie, na śmierć i życie. Jeszcze jeden dowód na to, że granica pomiędzy metaforami, a rzeczywistością jest niewielka albo w ogóle jej nie ma.

Katarzyna Tchórz 

piątek, 26 września 2014

Z notatek




Spam mnie rozgryzł, nie dostaję już propozycji wycieczek, związanych z nimi zniżek 50%, nic, odczepili się. Mam siedzieć w Irlandii i upajać się zapachem oceanu, gór, pól torfowych, krowich, owczych, końskich. Gapić się na maskonury, łososie, delfiny, morświny. Łazić, od kurhanu do kurhanu, podziwiać rzeźbienia celtyckich krzyży i megalityczne kręgi… idę! A, zapomniałam o wodospadach, ogrodach, cedrach, jeziorach, rzekach w których wciąż pływają pstrągi!


czwartek, 25 września 2014

wirus zabójca

Dookoła dojrzały zapach jesieni, a ja mam katar. Teraz wszystko zaczyna się od nowa. Wiadomo, mżawka, mgła, codzienne męczenie się z wciąganiem rajstop, pończoch. Właściwie, to huczy mi głowie, gotuje się. Odchodzi i przychodzi. Piszę esej o twórczości Kasi Tchórz, więc pojawiam się i znikam. I wciąż cieszę się z wydanej książki, niech mnie ktoś uszczypnie :)




nie mogę się oderwać

'This Is My Hand' My Brightest Diamond

niedziela, 14 września 2014

Refleksje estetyczne i inne







Przebudziłam się. Nie lubię porannego pośpiechu, dlatego wstaję godzinę wcześniej. Ziemia, góry, ocean, wszystko, co tworzy związek jest niezwykłym zjawiskiem, więc po co lecieć w kosmos? Skoro ogień i woda następują zawsze po sobie, należy być ostrożnym. Nie lubię przesyconego, patetycznego języka, z retoryką, która jest trudna do zaakceptowania. Wszystkie zużyte myśli, puste pseudoromantyczne frazy nie budzą we mnie emocji. Oczywiście, jeżeli ktoś jest więźniem umysłu, wyuczonych tonacji, to mnie nic do tego. Jednak takie zapożyczenia zawsze już będą nadużyciem.