Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mullaghmore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mullaghmore. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2014

Upadek






                                                                                        mężowi


Pokazujesz miejsca, gdzie mogłyby wytrysnąć źródła
zachwytu. Pozwalasz mi skończyć. Tak chcę, dokładanie
z krawędzi w przepaść, w bezkres.
Mówisz nie rób mi wiatru w uszach.
I odwracasz się na drugi bok. Traktuję chorobę niezależnie
albo szaleńczo, ze skutkiem natychmiastowym.

W podręcznikach brakuje naszego języka, krążenia, konieczności
podążania za naturą. Efekty to rodzaj sztuki, artystyczne cacka,
przewrotność, z jaką pleśń zakorzenia się na ścianie, próba
konstruowania podmiotu. Cały ten zgiełk, narracja, obłęd.
Ślady. Dzielimy się hasłami, których nie rozumiemy.

Hybrydy słowne traktuję jak przedłużenie myśli, pole widzenia.
Migrena rozchodzi się po lewej stronie pleców, tam ją przechowuję.
Pod skrzydłami tatuażu, zapewniam autentyczność, ciepło.
W ostatniej scenie wydam dziwny dźwięk, pozbawiony sensu.
Ponieważ mój los jest przesądzony rozsyp mnie. Pozwól lecieć z wiatrem.
W jedną stronę, w fałdy wody, jedwab oceanu.

sobota, 1 listopada 2014

Z cyklu Mullaghmore




Powrót


Zadziwiający, zwodniczy, zwraca ku sobie.
Kolejne zetknięcie z oceanem, torfem, wrzosami,
których nie mam odwagi wykopać nie zahaczając o przestrzeń
mojego ogrodu. Mogłabym urządzić to inaczej, groźniej.

Mniejsze i większe fale, gorliwość z jaką mnie tuliłeś
w przeszywającym wietrze. Zapamiętać myśli,
że nic lepszego nie mogło nam się przytrafić.
Poruszenie piekieł, tak mówiłeś o kotłach, gdy tworzyły pianę,
i sól pokrywała skały, mikroskopijne listki krzewów,

które wiatr przepędzał w naszą stronę. Pod górę.
Pomiędzy pustymi gniazdami, bo od dawna życie odebrało
beztroskie dzieci. Wolność nie wypełnia pustki, ulubionych rozmów
przy śniadaniu. Słowa jak upiory, kładą cienie, zarządzają oddechami
gdzieś w środku nie mojej wyspy. Nagość łasi się do nas.
Zastanawiam się, co możemy tu zostawić, rozsupłać. Spalić.

czwartek, 16 października 2014

Pisarze.pl i Mullaghmore

Na stronie pisarze.pl jest kilka moich wierszy do poczytania.


Mullaghmore


Dla mnie, to miejsce jest czymś więcej niż snem,
w którym rozbieram się z ciemnych błękitów, w doskonałości
z wyrzeczeń przechodzę do żywego. Nad torfowiskiem
dostrajam sierpniowe good morning do materii.
Łagodnieje nad brwiami. Roje robaków, polują jak dawniej.

Czy możemy tak trwać? W ich życiu przechadzać się, wahać.
Nasze ciała mogłoby leżeć pod drzewami. Jednak wstajemy
i bez lęku dodajemy kolorytu pagórkom, toniemy w oceanie,
wypływamy, nabieramy ostrości. Ta sama siła, która zgina konary
w locie. Ścigani przez umysł, porywani przez nurt, nikt nas nie chce

w raju owadów. Tak się zestarzejmy, wchłaniając zapach,
fragmenty rond, kwartałów, mury ogrodów.
Nawet sprzedawca precli spokojnie wyrabia ciasto, a ty
brzęczysz nad uchem, rozpalasz siatkówkę w oku.

Aż w końcu spadnie deszcz. Wyłowią nas razem,
z żabami, wonnymi kwiatami, ze stawów. Nie zmarnowaliśmy
swojej szansy.


sobota, 23 sierpnia 2014

Mullaghmore



Hugo Giza 



Dla mnie, to miejsce jest czymś więcej niż snem,
w którym rozbieram się z ciemnych błękitów, w doskonałości
z wyrzeczeń przechodzę do żywego. Nad torfowiskiem
dostrajam sierpniowe good morning do materii.
Łagodnieje nad brwiami. Roje robaków, polują jak dawniej.

Czy możemy tak trwać? W ich życiu przechadzać się, wahać.
Nasze ciała mogłyby leżeć pod drzewami. Jednak wstajemy
i bez lęku dodajemy kolorytu pagórkom, toniemy w oceanie,
wypływamy, nabieramy ostrości. Ta sama siła, która zgina konary
w locie. Ścigani przez umysł, porywani przez nurt, nikt nas nie chce

w raju owadów. Tak się zestarzejmy, wchłaniając zapach,
fragmenty rond, kwartałów, mury ogrodów.
Nawet sprzedawca precli spokojnie wyrabia ciasto, a ty
brzęczysz nad uchem, rozpalasz siatkówkę w oku.

Aż w końcu spadnie deszcz. Wyłowią nas razem,
z żabami, wonnymi kwiatami, ze stawów. Nie zmarnowaliśmy
swojej szansy.


niedziela, 27 października 2013

Oceanicznie

Zmiana czasu. Wkrótce na stałe nadejdą dni deszczowe, więc wyjechaliśmy. Najpierw do Cavan. Odwiedziliśmy znajomych, ale o tym będzie w kolejnym poście. Tym razem cel był jeden, ocean. Potrzebowałam tej siły. Wiatru, soli, energii. Nie przypuszczałam, że będzie aż tak, aż tak mocno. Odetchnęłam z ulgą, kiedy poczułam jak płonę i pulsuję. Dopadła mnie moc, opanowała i poczułam się doskonale. To co działo się nad urwiskiem... wiatr był tak silny, że nie byłam w stanie utrzymać aparatu w ręce. Jednak próbowałam, próbowałam i znowu!

piątek, 13 września 2013

wspominki

William Butler Yeats, syn malarza Johna Butlera Yeatsa. Mieszkał w niezwykłym miescu, w County Sligo, tam spędził dzieciństwo. Celtycki folklor, epika iryjska odrodziła się w twórczości Yeatsa. Jack Butler Yeats, brat Wiliama, malarz, również tam nieźle namieszał. Zatem nie można dziwić się, ża na każdym kroku w Sligo spotykamy się z określeniem - kraina Yeatsa. 



wtorek, 23 lipca 2013

A więc

Mullaghmore


Podczas wakacji przypominam sobie matki siedzące bezczynnie w parkach, w ogrodach, na pniu. Rozróżniam dwie: niewyraźną i wyraźną. Jedna natychmiast chce umrzeć, druga żyć wiecznie. Dobrze, że nie ma z nimi trzeciej - ulotnej. Paddy umówił się dzisiaj z Johnem. Jestem sama, jak ten palec. Jednak lubię te chwile, nie są szablonowe i daleko im do banału. Dopracowałam tekst, który mnie prześladował i niestety piję czarną kawę. Przez burzę. Nie wiem jakim cudem po burzy mleko nie nadaje się do picia.

niedziela, 14 lipca 2013

Migawki

a po drodze wspinanie się, kurchany, klasztory, zamki, ocean, góry, wodospad, i uroki county Sligo



jakby się ktoś wybierał, polecam mapkę http://www.johnthemap.co.uk/pages/sligo/county.html