sobota, 18 maja 2019

Przedstawienia, Marek Piechocki




W Marka wierszach odnajduję nie tylko portrety (również obrazy Juliusza Piechockiego, brata Marka), ale mnóstwo ścieżek, tropów... Przedstawiania świecą światłem z podróży do wyobraźni ale nie tylko. Nie potrafię odróżnić co jest jawą, a co wartością dodaną. Wiersze pachną wiatrem, drzewami, wspomnieniami. Świetne wiersze, a poeta niedoceniony, ale w kraju, w którym poezję czyta tylko kilka procent ludzi, trudno się przebić. Wzdycham. A poezję polecam, daje wytchnienie i poszerza horyzonty. 

Znalazłam kilka zdjęć z Zatoki Drumcliff







Próbuję rozmawiać. Bez sztucznej atencji: pytanie, odpowiedź. Faky, żadnych domniemań. Człowiek wciąż w coś gra, a mnie się nie chce. Poszliśmy wczoraj na wernisaż trzeciego i czwartego roku mojego wydziału. Margo zapytała, który projekt podoba mi się najbardziej, odpowiedziałam, że żaden. Każdy jest na swój sposób interesujący, ale najbardziej... to nie potrafię wybrać. I tak muszą czuć się wykładowcy, stawiają swoje marki, sumują i tyle tego. 


czwartek, 16 maja 2019

Peonie







Ślimaki bezdomkowe zżarły nam czosnki ozdobne. Nie ma kwiatów, wystają tylko resztki liści. A podobno te gadziny nie lubią czosnku. Błędna teoria. Na szczęście piwonie im nie smakują. 

niedziela, 12 maja 2019

Tworzywo





Przepadłam w dźwiękach. Intensywne tygodnie, rutyna, jakaś nuda w tym wszystkim. Pociesza mnie obecność wnuczki. Dręczą różne takie. Zepsułam się, tak trudno jest mi pozbyć się strachu, niepokoju. Nic nie idzie tak, jak sobie wymyśliłam.

I cisnę się, przeciskam dłońmi, oczami, ustami, sama z siebie.
Nie musicie mnie zabijać, ładnie proszę i słucham The Cinemtaic Orchestra,
cały dom ze mną, chociaż nie zawsze tego chcą. I najbliżsi sąsiedzi, 
krowy, koty, dużo częściej ptaki i dzikie pszczoły. 

Widowiskowo i rozrywkowo. Potrzebujemy dodawania, mnożenia, 
dzielenia na decydujących, odchodzących i na każde słowo, które przepisuję
wieczorami. Mam rację, że odrzucam krzyk, płacz i mamrotanie.
Obce języki, wiara, że można mówić bezkarnie, zaciskać pośladki, 
lać wodę, by uświadomić sobie, co przywraca święty spokój.

Bez wiadomości w nawiasach, znaków zapytania. Łatwiej jest patrzeć
z lotu ptaka na ulicę, na świat. Bogaci i biedni wyglądają tak samo. 
Jak wszystkie śmieci na ziemi. Zagarniam je palcami.
Upycham głęboko w gardło, dławię się. Już po wszystkim.


niedziela, 5 maja 2019

O dotyku




                                                                                                                   Joannie Bekiesch



Problemy komunikacyjne, życiowe. Lekki zawrót głowy.
Zapis historii. Mundury, opaski, nerwowe okrzyki
niosą się nad ulicami. Chociaż tutaj mogę być wolna.
Powstrzymuję się, bo zwykle wybiegam przed siebie.
W myślach i w mowie. W chwilach szczęścia,
siadamy na klifie, żeby poczuć się lepiej. Sól oblepia,
żarliwie, do krwi.

Mam na to alergię. Trochę żałuję przypadkowych
spotkań. Nazywam je pojęciami z głowy. Urzeczywistnienia,
przeczucia. A przecież mogłabym lepiej, kiedy kolejny raz
ktoś pyta o imię i przekręca, wykręca się po mistrzowsku.
W czyimś notatniku istnieję jako bla, bla, albo Ma.
Bilans. Człowiek chce więcej i więcej.

Pokonuję nieśmiałość. Dostrzegam ludzi w zupełnie innym świetle.
W przedsionku - jeszcze nie starość. Coś drobnego, pestki
winogron. Niedoczytane powieści. Ułamek tego, co pozostawiam,
by się całkiem oderwać. Wymówić nazwiskami, dogmatami z książek.

Rysuję na serwetce ślimaki, domki. Pudła wypełnione farbami.
Zapach wosku. Słabość do drewna, kwiatów. Cienie.


czwartek, 2 maja 2019

Wiatr zmienia kierunek



Mimo cienkich podeszew nie odczuwam różnic,
chodzi się tak samo. Dniem i nocą.

Kolejne umowy na wywożenie śmieci
w podwójnym języku. Chociaż nie mam telewizora,
w wolnych chwilach rozmawiam z sąsiadką o kinematografii.
Później z odzyskanych cegieł układam kształt drogi.
Jeszcze nie wiem, gdzie nas doprowadzi.

Pozostaje kwestia kółek, zapadają się z mokrą ziemią.
Raz w tygodniu przejeżdża autobus, po nim chłopaki opróżnią pojemniki.

Może to być początek historii, rąbka sukienki
albo chustki. Zawiązuję supły, wieszam na nich miętę,
i kiedy wzbiera ocean, jedziemy w głąb wzgórz,
w kaloszach, z możliwością powrotu. Mijamy owce, krowy,
żyjemy pod jednym niebem.

Rozlewa się, nacieka, przykładamy odrobinę do zimnego czoła.
Jestem pewna, że nie ubędzie ptaków, nie zniknie
zieleń. Może nam zabraknąć lodu, kwitnącego bzu, ust,
czegoś tam jeszcze.


Z donosów




Wyszukać najgorsze zdjęcie z moją osobą i opublikować bez zgody na swoim FP, czyli kolejna beka, zadowolenie z siebie, a może nowy sposób na dowartościowanie, nie wiem co o tym myśleć. Niby przywykłam do tego, że ludzie zawsze znajdą sposób, by się pośmiać cudzym kosztem, ale mnie nie jest do śmiechu.

niedziela, 28 kwietnia 2019

The banana life


To się narobiło. Obsceniczne banany, które według ministra kultury deprawują dzieci i młodzież, ranią jego uczucia religijne i co on tam jeszcze ma, jeśli ma. PiS, jak każda populistyczna partia pokazuje palcem, co jest cenzurowane, a co nie. Zauważyłam, że zwolennicy tej partii, mają problem ze zrozumieniem piękna i jedyne, co ich karmi, to kompleksy. Smacznego.

piątek, 26 kwietnia 2019

środa, 24 kwietnia 2019

Swoboda




Karmiono nas lanymi kluskami z cynamonem.
Co nie jest złe, kiedy mam tego więcej w kieszeniach,
w szczelinach drewnianych domów. Pomalowałam je
kolorami z jeziora. Trawi nas odmienność.
Wracamy do siebie.

Schodzę głębiej i głębiej.
Do młodości, oczu
– niebieskich albo szarych. To zależy,
na co patrzysz i jak daleko sięgasz.

Bawisz się przy tym drewnianymi kośćmi,
przekładasz je w palcach i odkładasz,
kiedy przynoszę wino. Aby mnie zrozumieć,
wykładasz z kieszeni wszystko, co masz.
Przyglądam się guzikom, śrubkom,
rachunkom ze spożywczego, drobnym
i metalowym zatrzaskom, które ocalały.

Nie wiem skąd, przecież nie jesteś z pokolenia busoli.

środa, 17 kwietnia 2019

Kwitnienie



Gdzie indziej moglibyśmy położyć się
i zasnąć, wzdłuż tych znaczonych półek,
kiedy klucz wciąż jest u ciebie w kieszeni? - Eilean Ni Chuilleanain


Z trudem oddycham, wyłuskuję cię z oczu, myśli, z litości.
Na drugim brzegu skała, nie widzisz? Pluskanie,
jest jak trop dla gwiazd. Beczki po sardynkach, małżach. W dębie
moje tysiące skarbów. Zimno, sennie.

Pękająca fasola, oderwana kieszeń fartucha. Przechodzimy taką samą drogę.
Kołyszemy się, przytulamy do pluszowych zasłon, porannej pościeli.
Odpowiadasz pocierając krawędź blatu.

Podobasz mi się. Tańczymy obok siebie. Scena z butelkami,
kilka kropli na szczęście. Nasza wylewność
kończy się obok butów, blisko drzwi. Znoszę suknię ślubną mamy,
powiększam jej zdjęcie, lecz nie słyszę głosu.

Nie zastanawiam się nad powodem milczenia. Patrzę na pięści,
zdartą skórę i odmierzam kieliszki wódki.
Jesteś niewidzialna, kiedy niebieskie strumienie uzdrawiają ludzi,
oczyszczają krtań, powieki, niebo. Mam twoją dziurkę w ustach,
zostawiasz mnie w spokoju.


niedziela, 7 kwietnia 2019

Żywotność



Wciąż czekamy... Córka siedzi na piłce i robi pompony. Ja się wykańczam planowo, Paddy patrzy na nas z politowaniem. To chyba najdłuższe czekanie w ostatnim czasie. Wiosna, chociaż chłodno jeszcze...

sobota, 6 kwietnia 2019

Wolność





W różny sposób pomagamy, nie odwracamy się od potrzebujących. Ania Juchnowicz otrzymała zestaw wierszy i stworzyła dla nich dom, książkę, dochód ze sprzedaży zasili rodziny skazanych z Tybetu. Więcej na ten temat możecie przeczytać tu - klik.

O książce - klik
Licytacja   - klik