wtorek, 29 września 2026

Artyści

 


No to oglądam Lalkę i Dżentelmenów. I to są dla mnie dwie zupełnie różne przyjemności. Lalka podoba mi się bardzo, każda persona, piórko, perła, koronka, rękawiczka, bruk i brud. Jest w tym wszystkim coś, co mnie wciąga, ta cała materia epoki, jej przesada, elegancja i cały ten syf. Lubię patrzeć na ludzi, którzy są ubrani jak z obrazów, a jednocześnie chodzą po błocie. Natomiast Dżentelmeni odjeżdżają kompletnie, przez Guya Ritchiego, więc trudno abym oczekiwała umiaru. U niego wszystko jest podkręcone, gangsterka, pieniądze, arystokracja, przemoc, dowcip, kobiety, mężczyźni, ubrania, samochody, psy, trupy i angielska posiadłość, która najwyraźniej może być jednocześnie pałacem, meliną i przedsiębiorstwem narkotykowym. Skrajność nad skrajnościami. I dlatego to działa na mnie jako rozrywka. Bo właśnie tak traktuję oglądanie filmów i seriali. To nie musi być wielkie dzieło. Ma mnie jedynie na chwilę wyłączyć z mojego własnego mózgu. Książki są oczywiście najważniejsze, z nimi pracuję, czytam, wracam, grzebię. Film czy serial jest czymś innym. Resetują mnie. Mogę sobie usiąść i patrzeć, jak ktoś inny ma problemy, najlepiej w pięknych wnętrzach i z dobrze zrobioną scenografią. Tym bardziej że nigdy nie byłam wielką fanką książki Prusa. Prus mnie nie uwiódł na tyle, abym chciała do niego wracać z nabożnością. Więc alternatywna wersja bardzo mi odpowiada. Znam historię, znam bohaterów, ale mogę wejść w to od innej strony, przez kostiumy, twarze, wnętrza, gesty, światło. I nagle Wokulski nie musi być Wokulskim z mojej szkolnej pamięci. Może sobie po prostu być facetem w świetnie skrojonym garniturze, który patrzy na Izabelę jak na nieszczęście, którego pragnie. A ostatnio towarzyszy mi jeszcze pizdeczka, w sumie pizda, ale wolę zdrobnienie. To jest znakomite słowo i jak przepięknie się odmienia: pizdeczka, pizdeczki, pizdeczce, pizdeczką, pizdeczko. Można z nim przejść przez całą składnię bez żadnego wysiłku, szczególnie w czasie kierowania autem w mieście. Jest małe, miękkie, a jednocześnie ma w sobie pewną bezczelność. Idealne w czasie oglądania seriali, w których jedni noszą perły, drudzy strzelają do ludzi, a ja siedzę sobie z pizdeczką i mam święty spokój. No i Jakub Jarno, jak Mróz, no temu panu odjechał peron. Marionetka ten Jarno. I jeszcze... Benjamin Clementine, najpierw epizod w Diunie, a teraz w serialu, miód i orzeszki. Jarno pizdeczka, Benjamin artysta. Tak już jest. 

poniedziałek, 28 września 2026

Klucz

 








Patrz na zdjęcie od dołu. Najpierw był hałas, chaos i myślałam, że zaraz na nas spadnie stado kaczek. Jak w bajce Migration. Ale w końcu kaczki się ogarnęły. Uformowały klucz i odleciały. 

niedziela, 27 września 2026

O śmierci

 



Ktoś mnie zapytał o wiersze, które nie weszły do książki powyżej. Ten wiersz nie pasował do cyklu. Moim zdaniem oczywiście. Wciąż mu się przyglądam i pewnie znajdzie  miejsce w innej książce. 

To się wydarzyło w czerwcu
z trzewi, na zawsze

To było późne popołudnie, ciepłe, ale wietrzne.
Dłonie trochę wilgotne od trzymania się za ręce.
Szłyśmy razem, bez pośpiechu ulicą Cedarwood,
zna nas na pamięć.

Sophie miała dwa dobierane warkocze,
zaplotłam jej świat w symetrię. Czarne,
jednobarwne spodnie, pasiastą bluzkę,
ładny blur, mówi, bo biały z czarnym robi szary,
a szary to nasz kolor, babciu,
najlepszy ze wszystkich, pomiędzy wszystkim.


Na nogach różowe trampki, akcent, ślad, znak rozpoznawczy.
Na bluzce odrobinę wytarta nalepka Good job.
Szłyśmy bez plecaka, tylko z butelką wody.

I wtedy zapytała: Babciu, a ty jesteś średnio młoda czy stara?
Światło przeszło przez jej rzęsy i widziałam tylko drżenie.
Przeszył mnie wiatr, jakby sam chciał usłyszeć odpowiedź.
Odpowiedziałam, że jestem już dojrzała,
ale jeszcze nie stara.

Zatrzymała się. Spojrzała w górę,
prosto w moje oczy, jakby nic poza tym nie istniało.
I powiedziała: Jak umrzesz, to będziesz w moim sercu.
Zawsze. Bo jesteś najważniejsza.
I będę płakała. Długo, babciu, bardzo długo.


I wtedy to przyszło, fala, której nie sposób zatrzymać.
Uklękłam obok niej. Objęłyśmy się mocno, jakby świat
był czymś, co można objąć ramionami.
I powiedziałam, że to wszystko prawda,
i że zostanę w niej.
W tej chwili, w tym blasku,
w naklejce, mimo że odkleja się na rogu,
w cieniu naszych ulubionych kolorów.

W domu kawa na kuchennym blacie, ostygła,
a połówka jabłka brązowiała powoli,
jakby wiedziała, że dziś nie potrzebuję słodyczy.


Czerwiec 2025

niedziela, 20 września 2026

Podsumowanie

 













Zdjęcia powyżej zrobił Paweł Dąbrowski. 


poniedziałek, 14 września 2026

Księgarnia Czarnego, młodzież, Pani dłońka!

 




Pani Dłońka
Imię własne: Mimitsuki
Zamieszkanie: pod skórką światła w pokoju Sophie
Zdolność specjalna: rejestruje dotyki nieintencjonalne
i gubi te zbyt ciężkie

Mimitsuki: zapiski z palca wskazującego

Mieszkałam kiedyś w kieszeni chirurga,
ale było tam za zimno.
Teraz noszę się w fałdach dziecięcej piżamy,
pomiędzy guzikiem a snem.

Znam alfabet skóry,
każdy znak: glazee, wuship, mizumiał,
czyli uścisk z wody, dotyk kota z mgły,
spojrzenie palca po japońsku.
W nocy dotykam rzeczy,
które Sophia kocha przez sen,
przemiękłych brzegów koca, uszka od misia,
wewnętrznego światła lalek.

Zbieram to wszystko w dotykownik,
tam zapisuję rzeczy, które ktoś mógłby zapomnieć,
– że światło może mieć zapach
– że rąbek sukienki może wiedzieć więcej niż Google
– że puchczość to prawdziwa jednostka czułości.
Jestem też tłumaczką między dłońmi,
gdy ręka babci drży, a ręka wnuczki śpi.
Przekładam drżenie na zrozumienie
i milczenie na coś, co koi.

Mówią, że jestem stworzona z miękocienia
i z odgłosu och w zderzeniu z aksamitnym.
Nie przeczę.
ale mam też pazurki,
gdy ktoś zostawia dotyk, który boli,
potrafię go unieważnić.

PS

W jednej ze szkół dzieci i młodzież czytają na lekcjach 'Dla córki mojej córki', dostałam zdjęcia listów i rysunków, oryginały trafią do mnie na spotkaniu w Poznaniu, bo to jest jedynie wyimek. Wymyślamy już Sophie scenariusze, by odpowiedzieć na każdy list. 


W piątek jadę do Warszawy, w księgarni Czarnego spotkam się na pogawędkę z Anną Matysiak. Przyjdziecie.