niedziela, 18 listopada 2018

The Highly Sensitive Person




Jestem nadwrażliwa, wręcz obsesyjnie nadwrażliwa. Unikam ludzi, którzy przygniatają mi palce albo skrobią pięty. Często robią to nieświadomie, dla mnie jednak ich zachowanie jest złośliwe, podłe albo zwyczajnie nie do wybaczenia. Takich ludzi układam na półce i knebluję im usta. Nie mają do mnie dostępu. Przekreślam ich i nie chcę mieć nic wspólnego. Unikam, przemilczam i nawet nie chcę słyszeć od znajomych, przecież nic się nie stało. A jednak, ból, który czuję jest okropny, twardzielom zazdroszczę odporności. Wciąż się tego uczę. Nadwrażliwość jest gorsza od cholery.

Książki







piątek, 16 listopada 2018

Nawroty





Spójrz, niewiele można oczekiwać od tej pory roku. Zamarza deszcz, na rękawie gil i nagle znikające krople krwi. Każdy cykl mija, więc powtarzam chłodno, nie popędzaj kota, psa, owiec, torując sobie drogę. Wyłazi ze mnie zwierzę, szczypie powietrze, trawę, zrywa więź z obrazami nad łóżkiem. Mój drogi, spójrz w dół. Wpasowuję się w światło, świdrujące spojrzenia. Przyszłość snuje się, nasłuchuje, powtarza imiona. Można koniec rozwiązać przed końcem i wylać, zdradzić, splamić obrus? Zgadnij, czy kadry z wyobraźni to najszczersze emocje, które rozchylają usta. Oddalenie boli bardziej niż wygnanie. Gdybym potrafiła zmienić noc w toń, rankiem zapomnieć o ciosach burzy. Nie słyszeć echa bitew, wypowiadać jak dziecko zaklęcia, co mogą zatrzymać lęk, zamrozić każdą ulewę.

środa, 14 listopada 2018

Potrzebuję Waszej dobroci




Anna Musiał jest nie tylko świetną poetką, ale również niezwykłą osobą. Poezję wydaje się dzisiaj trudno, kiedy nie mamy dofinansowania instytucji kulturalnych, a przecież ogólnie wiadomo, że kultura jest coraz bliżej Torunia, tzn pieniądze na kulturę. Gdyby każdy z nas dorzucił  kilka złotych na zrealizowanie jej projektu, poszło by gładko i bez zająknięcia. Proszę Was jedynie o uwagę dla jej wrażliwości. Dziękuję.

Kierunek do zrzutki Anny Musiał - klik


alfa

w mieszkaniu o ścianach cieńszych niż papier
urastam do miana samozwańczej alfy, samicy, 
suki, która wydała na świat młode, potem wykarmiła.
podobno ich komórki macierzyste nadal wędrują 
po moim ciele - kiedy siadam do niedzielnego obiadu,
kiedy pielęgnuję ogień.

wieczorami patrzę na miasto,
odległość stanowi bezpieczną barierę. pozwala oswoić 
wewnętrzne dziecko, ukoić płacz po utraconych.
błądzę po powierzchni, świat przyjmuje barwę popiołu.
wydaje z siebie ostatni zgrzyt. 
skurcz.

----------------------------

Anna Musiał, ur. w Poznaniu. Poetka, recenzentka, redaktorka Babińca Literackiego. Autorka tomu poezji „Pandemonium” (Wyd. Eperons-Ostrogi, 2015). Publikowała w wielu magazynach papierowych i internetowych, np. Wyspa, sZAFa, Metafora, Babiniec Literacki, 2Miesięcznik, Helikopter, Inter- czy Nowe Myśli. W 2017 roku wiersze autorki znalazły się w antologii 2Miesięcznika pt. „Grała w nas gra” i „Antologii Poetów Polskich 2017” wyd. Pisarze.pl. Okazyjnie zajmuje się fotografią, pisze felietony i prowadzi stronę autorską annamusial.com

wtorek, 13 listopada 2018

Nie powstrzymujcie się od śmiechu


Od tego robią się podobno zmarszczki. Na zdjęciu brakuje jednej wielkiej teczki, dzisiaj zostawiłam ją w domu. Wory nabierają innego wymiaru. Oczywiście Ci co mnie znają osobiście, wiedzą, że ja to ja, a plakat obok jest mojego autorstwa, jak widać, zachwytu nie ma, powstrzymuję się by nie parsknąć śmiechem. No to idę dalej dłubać, a Wy miejcie radość.

niedziela, 11 listopada 2018

Trakt jeden i drugi

 
 
 
Jestem... Zasypiam późno, wstaję wcześnie. Pomysł goni pomysł, tworzę plakaty na zawołanie, chcesz purpurowy, jest purpurowy, chcesz z fragmentami grafik, jest z fragmentami, w lewo tekst, w prawo, w górę, w dół. Żeby było śmieszniej, milczę, i dobrze mi z tym milczeniem. John w czasie indywidualnych konsultacji zapytał, czy jestem zadowolona z tego co zrobiłam do tej pory. Bez zastanowienia odpowiedziałam, że mam satysfakcję przez 5 minut. Później nadciąga znużenie, fala zmywa ze mnie dziki uśmieszek i stoję przed monitorem, zastanawiam się, co to za shit. Na początku nie było kolorowo, bo jednak jestem zbyt nastrojowa, uprzedzona. I jeszcze ten przymus mówienia, co myślę, krok po kroku, eksponowanie tych myśli, a przecież ja nie chcę opowiadać, demonstrować i zdradzać szalone wizje, wyrysowywać je i nazywać punkt po punkcie. Jeden typek w czasie mojej nieobecności, wyciąga moją research book z szuflady i ją wertuje. I już nie zostawiam książki na uczelni, tylko tacham codziennie do domu i rano od nowa na uczelnię, do biblioteki, po korytarzach, labiryntach, wspinam się, opadam. Jestem objuczona worami. Jest we mnie lęk i odwaga. Ścieram się, Paddy nie zawsze jest tym zachwycony, bo tylko przy nim mogę okrasić to wszystko stosownymi komentarzami.

piątek, 9 listopada 2018

Milkchild





I respond to the traces. In Europe, further out, wherever
there is wind and lacking of lacks. Actually, there is no such place.
Excess chocolate on the skin - oh, there and there.
Can't breathe? Whoosh.

Later you’ll scoop nutella out of the jar. With your finger.
People die in silence. At least they don't
smell the headiness of gravity with which we voice
sentences. I press “w” five times, and it should have been "e".
Next to each other. We are strangers.

Great lands of cattle, discoveries, ancient cities. They know,
they see, then I will start painting. Towards the end. You can do anything,
dream, intrigue friends, obliterate. Drag your hand over
the horses’ white backs. I allowed them to stop mid-flight, on the Indian
street. We bring flavours to life, without remorse.
And you don’t get nauseous.

I still think this is an evasion. Efflorescence. Pulling out petals, one
by one. Stepping out from behind a curtain into the snow, as if you were
made of pale blood and tulle. Powerless. Transparent.




Tłumaczenie wspólne, ale ostateczny szlif nadała Anna Błasiak, tłumaczka i poetka.
Jestem jej ogromnie wdzięczna.

https://wcieniuskrzydel.blogspot.com/2018/09/mleczne-dziecko.html

poniedziałek, 5 listopada 2018

Na rozległą ciszę...





Rysuję na serwetce ślimaki, domki. Pudła wypełnione farbami.
Zapach wosku. Słabość do drewna, kwiatów. Cienie.

sobota, 3 listopada 2018

Już miałam iść







Próbuję zasnąć i wtedy zaprzeczasz,
że tam byłeś, zginam się. Boleśnie.
Książki porzucone w trawie, poza domem,
wszędzie. Rozmowy ciągną mowę z myśli,
z głowy, z rąk, które wypuszczają, jak obrazy,

historie o ludziach, ich dzieciach i pożegnalnych listach.
Co mam myśleć, kiedy nie myślę, że ranię stopy,
nie smakuję mięsa, nie zabijam,
nie odradzam się w zachodzie słońca.

Każda miłość wyprzedza rozkosz.
Gdybyś widział. Pod spódnicami czeka rozesłana przestrzeń,
rozgrzana językiem namiętności radość, głód pulsującej krwi,
kolejny motyw. I wtedy wstaję. Nie wiem, czy liczyć cedry,
czy iść przed siebie, wzdłuż cieni, na południe.

By przeżyć w torfie, w megalitycznych kamieniach,
w odciskach spiral materaca. Zalane mlekiem
poranne wzgórza kruszą się, łysieją.
Budowane z piaskowców opowieści – za nimi tęsknię,
za rytmem ziemi, oddechem oceanu, pamięcią pchnięć,
do których dostrajam się i faluję tysiącem odbić.

Przełamuję świeżo upieczony chleb, słabość do ciepła,
owoców utartych w miodzie.
Śluz wycieka, rozmazuje się jak jesienią po nocy dzień.


wrzesień 2016

poniedziałek, 29 października 2018

Ciche ciało kobiety i jej dziecko



Budzę się z odpowiednim uśmiechem, to tyle,
jeżeli chodzi o podjęcie decyzji, odejmowanie
złych chwil. Oblepione przecinkami lub winą
posłuszeństwa, wędrują, aż skruszy je wiatr.

Rozwieje ostatnie wątpliwości. Zaśniesz spokojnie,
jakby nic nie zaszło. Musisz głęboko wejść w siebie
i utulić rannego ptaszka, głowę ulepioną ze spojrzeń,
lekkiego poruszenia z dala od rozumu.

Oddychaj. Zaciskaj pośladki, oczy, kiedy zmieniają się kolory
i powinnaś przegryzać suszone morele. Pęczniejesz jak pestka.
W takich sytuacjach bez znaczenia są błahe słowa, obietnice
wyjmowane z chusteczek, puste oddechy, jasne niebo.

Ktoś je tam przemalowuje, byś przenosiła dane,
zakładała nogę na nogę, podnosiła ciało, głowę wsparła na dłoni,
kiedy zdaje się, że nie można bardziej nacisnąć, niemal czuć
pod palcami pęknięcie, to miejsce.

Jeszcze kilka razy tam wrócisz i odejdziesz. Bez wyjścia.
Znowu poczujesz świat, strach. Rozciągasz go w palcach.
Uśmiecham się do ciebie. Czekamy. Dość osobliwie.




piątek, 26 października 2018

Pokrewieństwo ze sztuką



Nie wiem, ile snów powinnam zebrać, by wyrazić coś więcej niż przestrzeń wokół siebie, która się nie wypełnia. Jeśli nigdy nie istniały, dlaczego czuję ich zapach, dotyk, widzę, jak biegnę albo szybuję i nie pojmuję czasu. Podążam za zwierzętami, szukając dziury w całym, przekręcając klucz za kluczem. Drzwi albo ustępują, albo nic za nimi nie ma. Nie znajduję odpowiedniego świata, nie wracam przed świtem, w drodze gubię język, siebie i odnajduję, jakbym wypełniała się jestestwem na kilka chwil w realności. Pakuję do torby bloki, kredki, ołówki i nie zdecydowałam, gdzie spędzę noc. Kiedy patrzę na przestrzeń w kolorze indygo, tłumaczę sobie język snów, pragnę inności, gwałtownych zmian, jakiejś szalonej historii, która mogłaby się odbić na ścianie.

wtorek, 23 października 2018

Krótko o zdolnościach




Sprawy dzieją się i zanim pojmę, jak działają na innych, zadbam o higienę myśli, upomnę się o śniadanie i inne rzeczy, które dzielą się na zbyteczne i dla kobiet. Mówisz mi, że wolność zawsze jest kosztem kogoś. Realizujesz się, udzielasz społecznie i zapominasz o nieuchronności śmierci. Przy tym to wszystko, co powiedziałam wcześniej, wydaje się wtórne, nieistotne i nieracjonalne. I co z tego, kiedy widzę więzy, ludzki umysł kreujący szczęście, ludzkie dzieci rysujące po ścianach domy, drzewa, chmury, słońce. Dorosną i rozprawią się z kulturą, z nieznanym i znanym według własnego wyobrażenia. Fanatycy ucieczki w nieznane wypełnią się wolnością, przekonaniem, że jakoś to będzie. Intrygująco.

sobota, 20 października 2018

...o tym, co dobrego do naszego życia w ciągu ostatniego miesiąca wniosły trzy wybrane osoby, w moim przypadku była to grupa ludzi







 
Poprosiłam o pomoc, tak zwyczajnie i bez owijania w ozdobny papier. Poprosiłam przyjaciół i znajomych, hejterów odesłałam na drzewo. Mam nadzieję, że drzewo jednak wytrzymało. Nie spodziewałam się, że tak wielu osobom na mnie zależy, okazało się, że niektórych z Was nie znam i nie jesteśmy zbyt blisko, a zechcieliście wesprzeć mnie w twórczej drodze, którą wybrałam. Kalina, Bruno, Iza, Cicho, Roma, Wiola, Ania, Joanna, Iw, Monika, Wioletta, Marta, Anita, Aleksandra, Ola, Dorota, Julia, Agnieszka, Aneta, Anna, Magdalena, Iwona... dziękuję za prezent urodzinowy. Za dobre słowa, wsparcie i okazaną serdeczność. I tak jak obiecałam, za jakiś czas obdarzę Was moimi malowidłami. Cierpliwości. 

Napiszcie o swoich sytuacjach z ludźmi, o dobroci, jaką otrzymaliście od nich w ostatnim miesiącu.

piątek, 19 października 2018

...o tym, co dobrego do naszego życia w ciągu ostatniego miesiąca wniosły trzy wybrane osoby


Podglądam Lisie (klik) sprawy na FB i obserwuję, lajkuję piękne rzeczy, które robi, uśmiecham się do jej słów, albo zastanawiam nad życiem. Kiedyś otworzyłam okno i owiała mnie pewna myśl związana z wełną i Lisem, a że czasami gawędzimy o przyzwoitym mikroklimacie, historyjkach wewnętrznych, sprawy się same potoczyły i otrzymałam rzecz przepiękną, puchatą i ciepłą. Kontakt z Lisem nie kończy się na wyjściu z poczty. Rozmowy płyną w niezwykłej harmonii, kawa w południe, dłuższe pauzy, krótsze dni. Czasami cisza po obu stronach w jednaj chwili, jednak w tle mnóstwo dobroci i przyjemności. Lisu jak już przytula, to grzeje... bezinteresownie i dojrzale. Uspokaja mnie, kiedy coś zawisa w nieokreślonym miejscu i nie mogę się od tego odczepić. Bo jak się okazuje nosorożce i lisy mogą się przyjaźnić z powodzeniem. Muszę już iść, ale to nie koniec. 

Zgodziłam się na zabawę, w tytule temat. Napiszcie o swoich sytuacjach, o dobroci, jak to napisała Lis, kąpiel w czystej myśli. 


czwartek, 18 października 2018

Middle




O czym myślę, kiedy chcę zapomnieć? O dokuczliwym bólu, który nasila się zawsze o tej porze roku, trzy dni przed? O transgresji. Dokonuje się na moich oczach, dlatego unikam odbić, nie fałszuję. Jesteśmy z Paddym tak niepodobni do siebie, a jednak wciąż się doszukuję pewnych detali, niuansów. Śpiewa i patrzy na mnie z przyjemnością. Wywołuje szmer, od którego mam coraz więcej pytań. Dlatego piję wino i czytam opowiadania Lema, porządkuję rzeczy, których jest coraz mniej. Zali wżdy moi drodzy. Znowu dochodzę do wniosku, że czas nie ma sensu. Poczwarzeję, od tego i wciąż mam ochotę na czarną kawę z miodem.