środa, 29 marca 2017

Poza oceanem

Wracam do napisanych wierszy i dłubię w słowach, wykreślam i wykreślam, nie wiem, czy wychodzi im to na zdrowie, ale mnie jest dużo lepiej.


widok na górę Ben Bulben od strony Streedagh Beach



Wiersze o kochaniu wybierane z myśli.
Pojednanie, lekkość piór, dystans, który rozsypuje się w blasku.
Tęsknota. Uzależnienie, obojętnie, czy w głowie, po czasie,
czy w czasie. Tak samo skręca palce i powoduje, że idę szybciej.
Ty idziesz.

Powiedz: dość. Jeszcze kilka razy dziennie, wewnątrz
i na zewnątrz. W torfie, z wiatrem. Niby się odwracam, niby
pada deszcz, właściwie mam tu wszystkich. Życie, cierpienie,
soczystą zieleń, na szczycie menisk wypełniony osadem z łez.
Krótkie odcinki dróg, żywopłot. Wycięte, wymoszczone bluszczem
otwory, przez które kiedyś wyglądały dzieci.

One lepiej rozumieją, co nas zbliża. Dźwięki z piosenek,
ciekawsze od filmów wspomnienia, brak śniegu.
Psy biegnące za stadem, wdzięczne za jedzenie, picie. Służą.
Twarze stąd. Czasami odwracam głowę. Nie widzę innych
domów – pełnych ryb i potomstwa bez imion.

Wielkie słowa nie ratują. Nie zmienią historii.
Przejażdżki donikąd. Dni znikają, chociaż ich nie pojęłam.
Nowe nazwy, na przekór ścianom jeszcze nie utulonym obrazami.
Czas określa ich rolę, stan i to, co kiedyś opowiedzą. Od początku.



Nyctalgia — A Hint of Eternity [Full EP]

wtorek, 28 marca 2017

Schematy




Paddy podsuwa pod mój nos reklamę z Lidla:

- eM, co ci nie pasuje na tym obrazku?

Przyglądam się, dziwne zdjęcie, kobieta trzyma długi trzonek, zakończony szczotką z metalowym szpikulcem, za nią jest patio obsypane kamieniami, doniczki z kwiatami.

- Ale nie patrz na otoczenie, tylko na nią.
- Szowinistyczna reklama, dlaczego facet nie trzyma tej szczotki?
- Ty byś w taki sposób trzymała szczotkę?
- Ja? Nigdy! 
- No dobrze, widzisz, jak ona trzyma ten trzonek? Przecież tak się nie sprząta.
- Szowinistyczna reklama, serio. Zamiast niej powinien być mężczyzna. 
- No jest.
- Gdzie?
- Na motorze.


W tej samej gazetce reklamowej akcesoria motoryzacyjne. 


poniedziałek, 27 marca 2017

Mother's Day




Pojechaliśmy na Mullaghmore, bo to właściwe miejsce w taki dzień. Zachód słońca. W zasadzie z minuty na minutę niebo wyglądało inaczej. Pewnie w nocy była świetnie widoczna Aurora Borealis, ale musieliśmy wracać.



niedziela, 26 marca 2017

Prowincja




Pocztówki. Wiejski krajobraz, krowy, owce.
Didaskalia na każdą porę roku, wyścigi konne, mecze i skoki
przez płonące obręcze. Nie wierzę w przesądy, nie szukam słów zastępczych. Piję w barze
u Paddy'ego i wsłuchuję się w irlandzkie piosenki o wolności.

O rytmie, od którego nikt nikogo nie szarpie, nie unosi, nie przenosi
za blisko albo daleko. Człowiek pisze o sobie wierszyki. Przepisuje znaczki
z papieru, wrażliwość. Dawno temu, kiedy jeszcze miałam
tajemnice, a wszystko znaczenie. Wolę biec w miejsce do zestawiania faktów. Do świata tuż, tuż
poza mną. Korzenie, jakkolwiek się nazywają, leżą i zawsze komuś przynależą.


styczeń 2016

sobota, 25 marca 2017

O kółku


Łabądek się przetarł, a ja wypłynęłam trochę dalej, znaczy głębiej w jezioro. Oczywiście zwialiśmy z domu nad to jezioro. Rodzicie nie wiedzieli gdzie jesteśmy. Myślę, że mogłam mieć siedem lat, może mniej, bo chyba wtedy jeszcze nie chodziłam do szkoły. No i łabądek zaczął się topić. Myślałam tylko o tym, że brat będzie miał przekichane, jak się tak tam utopię i zaczęłam machać kopytami i łapkami. Ale dzięki tej sytuacji nauczyłam się pływać. Doskonale pamiętam strach i brak oddechu. Uwielbiałam robić zakazane rzeczy. Tak samo było z karuzelą łańcuchową. Raju, jaka ja byłam niegrzeczna i odwalałam samowolkę. Ale starszy brat ciągał mnie ze sobą wszędzie, a może zwyczajnie pałętałam się z nim, więc to trochę i jego wina. Po tej karuzeli łańcuchowej mama wzięła urlop albo opiekę, bo ja byłam zielona, a nie przyznałam się przecież, że od karuzeli, bo obiecałam siedzieć cicho. Dopiero jak babcia chciała wezwać pogotowie, powiedziałam, że zaliczyłam trzy rundki na karuzeli łańcuchowej i latałam wysoko, wysoko.... i później wymiotowałam, jak kot.

piątek, 24 marca 2017

Nie kupujemy kwiatów




Czasami jest tak, że wchodzimy do sklepu, a sprzedawca zaczepia Padde’go i pyta, czy uratuje kwiatka, bo umiera. Już dobrze znają w tych wszystkich sklepach z przyrodą tego mojego gagatka. Paddy tylko spogląda na mnie i mówi: obiecuję, ten jest ostatni. Mam w domu z dwieście kwiatów, każdy z nich był ostatnim. Kupuję Padde’mu na urodziny doniczki, bo co kupić mężczyźnie, który z takim oddaniem pielęgnuje rośliny?



Mozart - Requiem By Herbert von Karajan, z cyklu: potrafię śpiewać!

I pomyśleć, że kilka lat temu stałam, jak te panie i śpiewałam Requiem Mozarta. To bardzo dobre wspomnienie. Ogromna satysfakcja. Niewiele osób rozumiało moją pasję, ale właśnie śpiewanie nauczyło mnie dyscypliny, punktualności i pracy w grupie. Musiałyśmy być w sopranach jednym głosem, spójnym w barwie i koniecznie zgranym. No i tekst dyrygentki - panowie i tenory, dźwięczy mi w głowie do dzisiaj. I niestety oceniam ludzi po głosie, sposobie mówienia. Mam swoje typy. Lata obserwacji. Muzyka nauczła mnie jeszcze milczenia, słuchania i patrzenia. Każdy szanujący się chórzysta zna Requiem Mozarta - oczywiście. 


czwartek, 23 marca 2017

O chorobach




Teraz widzę podkreślone wyrazy, nacięte nadgarstki.
Długie frazy twierdzeń i nakazów. Nakładane na siebie
opowieści. Wzrok narratorki, mnóstwo gestów. Spływają
po zasłonach uszytych z granatowego lnu. Im więcej
różnorodności, tym więcej znaków.

Opiewają ten sam sens, gdy pijemy na ostatnim piętrze i na widok
własnej krwi mdleję. Nie będę już gromadziła pustych butelek,
swetrów, śmieci. Miejsc, w których zaprzeczam spazmom i zapominam,
że można wpleść się w zbiorową niepamięć tłumu. Rozmyć lub odlecieć
w legendy o błyszczących domach.

Czy mogłabym tu być, nie mając pojęcia o życiu świętych? Nie jeździć na gapę,
mimo że nie mam niczego do stracenia? Po zawrót głowy,
po żywsze spojrzenia. Mamy prawo grać. Brzmieć w niezakazanych
tonach, tonąć w kłębach dymu.

Jest tyle alternatywnych historii, wydrążone i chropowate
wyłaniają się z wnętrza obrazu, jakby wypływały ze łzami.
Niczym pasożyty wczepiają się w skórę i przenoszą w oczach.

z tomu Mullaghmore

poniedziałek, 20 marca 2017

O statkach

collage i zdjęcie Baśka Trzybulska


Baśka opowiada o ziemi, glinie, o właściwych tropach
w głębokiej wodzie. Mamy tak samo. Zamykamy domy jednym kluczem.
Wypatrujemy czegoś w krzewach. Wsłuchane w muzykę, książki.
Przyglądamy się wierzchołkowi labiryntu, kominom,
które odpływają po wypaleniu. W szczeble wplątane pióra,
dźwięczny głos w oddali. Bażant żyje.

Niezgrabnie naśladuje bieg, może lot? Kaprysy. Przekładam na nasz język.
Z kolejnych domów bliżej do wioski, listy od ludzi, ich życzenia.
Senne opowiadania o znaczkach. Odważniki, precyzyjnie ustawione
na szali, jakby były częścią opowieści. O tym, jak nikt z nas nie wychodzi na swoje.
Jesteśmy wzajemnie pożyteczne. Puszczamy mimo uszu świsty i gwizd.

Dogasa zapałka. Ten moment, kiedy wybiegamy do ogrodu.
Przyciągamy kamienie, klatki, wzrok sąsiadów. Mówimy o tym samym
na innych płaszczyznach. Wzorami z kopert, które zalegają
w szufladach. Wraca podróżowanie w przestrzeni, pamięć ciała.
Za chwilę nie będzie nikogo, kto biega po wodzie.

Stoimy w cieniu wiatru. Dokładnie wiemy, skąd przychodzi zmęczenie.
Jak szybko gęstnieje krew. Black orchid. Będziemy o tym myśleć.
W kółko, w leśnej pętli. I nic z tych rzeczy nie zniknie. Dzwonki.
Domki. Kolaże. Zdania dzielone przecinkami. Suszone owoce
popijane sodówką. Nasz śmiech i brak złudzeń, że dosięgną naszych
rąk. Szkoda. Mamy widok na kawał świata. Lasy, góry, ocean, dom
za domem.




collage i zdjęcie Baśka Trzybulska

niedziela, 19 marca 2017

Pętla




Bażant na najwyższej gałęzi jest jeszcze ptasim dzieckiem. Pomiędzy podmuchami wiatru podwija skrzydła. Nie męczy się. Przecież wyląduje tam, gdzie chce. Zanim przez gapiostwo jakieś dziecko wypuści klamkę z rąk. Wyobraź sobie huk. Chlupanie. Bieg. Trawa dopasowuje się do stóp. Później grudki torfu pozostawią ślady. Ścieżka zniknie za domem z małymi oknami i czerwonymi drzwiami. Wyraźnie słychać kobiece głosy, jakiś trzask. Chwila spokoju. Godzinny spacer. Obok mur. Ciągnie się na kilometr. Precyzyjnie poukładany z kawałków łupka, kamieni polnych. Za nim rosną wysokie buki. Jeszcze dalej ciągną się pola, po których biegają dzikie konie, ciągnie się las. Po obu stronach traktu. Zamknięta droga. Kilka równych otworów zabitych deskami. Wiosną kwitną tam żonkile. Co chwilę przebiegają obok umięśnieni faceci z zadyszką. Ich ręce pracują sprawnie przy tułowiu. Odblaskowe kamizelki chronią przed deszczem i nadjeżdżającymi autami. Szybciej, szybciej, szybciej. Jednak najzabawniejsze są matki pchające wózki, które w jednej ręce trzymają odpalonego papierosa. Ciekawe, jakie będą tego skutki?

sobota, 18 marca 2017

Lotność




Drewniane domy, korale, muszle – umazane terpentyną.
Brązowe połacie torfu, zorza polarna. Rdzewiejące pręty.
Wyczuwam tętno trawiastej wyspy.

W wodzie z miodem. Chłodzę dłonie o ścianę. 
Cisy przybrały kształt wiatru. Wskazują wschód,
parkany i bramy porośnięte bluszczem. Inne rzeczy toną w Shannon.

Każdej zimy wraca szczekanie psa, hałas od strony autostrady.
Można usłyszeć śpiew, kilka słów modlitwy, dojrzeć owoce głogu,
jeżyn, których nikt nie zbiera. Zapach pieczonego chleba,
wymieszany z irlandzką whiskey sprawia,

że w naszym ogrodzie nic się nie zmienia. Źródło
przesądów wyschło, więc inny ktoś znajdzie drogę, przedrze się
podziemnymi korytarzami. Potwierdzi, że magiczne właściwości ziół i ja
przybyłam tu znikąd. Tylko mój syn, kiedy wchodzi na boisko, wygrywa
każdy mecz.

Rozsiewam przeróżne ziarna, śmiech.
Nie boję się egzorcystów, espresso
i niemożliwych tego świata.



grudzień 2015

piątek, 17 marca 2017

NAD BRZEGIEM STAWU - reportaż o Baśce Trzybulskiej

I proszę, jeżeli nie macie w domu telewizora, tak jak ja, to jest właśnie ten moment, okazja by obejrzeć program o Basi na YT. Polecam subskrybcję kanału, są tam inne interesujące filmy. 



Taki dzień



Świętujemy.

środa, 15 marca 2017

61. sZAFa w sieci

zdjęcie moje - http://szafa.kwartalnik.eu/

czytaj online

Nurtuje mnie następująca kwestia – co właściwie dzisiaj jest kulturą, a co nią na pewno nie jest? Coś mi się tam kołacze w głowie i mam swoją teorię, olśnienia i lśnienia. Jednak czuję, że powinnam być niema. Niech mówią czytelnicy. Zmyjcie z nas winę. Oczyście atmosferę ze smogu, z przywidzeń i neurotycznych decyzji. Co jest przyzwoitością, a co kwintesencją fałszu? Tak sobie siedzimy i rozmawiamy. Wsłuchuję się w nowe kompozycje Maxa Richtera, Ólafura Arnaldsa. W tym wszystkim jest jakiś początek, pozostawanie w środku. Łączenie sensów. Przemawianie do roślin, zwierząt. Co zrobiliście dla siebie? Dla innych?