Niedługo lecę do Polski i tak sobie czytam najróżniejsze wieści. Jak na przykład Dominik Tarczyński szerzy swoje kocopoły tu i tam, Patryk Jaki dokłada swoje, Ziobro śmieje się z miękiszonów, a Romanowski… chyba nie wyłapałam czy służby mają go na oku, gdzie. Pozostają jeszcze inni rozproszeni i bezkarni. No i co z tym wszystkiem Panie Donaldzie Tusk? Twoja koalicja brnie w kryzysie i to w znacznie poważniejszym niż PiS. Problemem nie jest już opozycja. Problemem jest narastające przekonanie własnych wyborców, że przez cały ten czas rządzenia nie wydarzyło się nic, co uzasadniałoby entuzjazm z jesieni 2023 roku. Wyczytuję z komentarzy to tu to tam rozczarowanie. Nadmiarowe, pączkujące rozczarowanie. Przez osiem lat jako opozycja do PiSu budowaliście obraz państwa wymagającego naprawy. Obserwowaliśmy ogromne nadużycia władzy, zawłaszczanie instytucji, bezkarność polityków, żenując propagandę, która polaryzowała społeczeństwo, łamanie standardów demokratycznych. Miliony ludzi uwierzyły, że po zmianie rządu przyjdzie nie tylko nowa administracja, ale również nowa jakość polityki. Dzisiaj zadaję wam pytanie: gdzie ona jest? Największym błędem koalicji okazało się przekonanie, że zwycięstwo wyborcze było wyrazem głębokiego poparcia dla jej programu. Tymczasem było przede wszystkim aktem sprzeciwu wobec PiS. To zasadnicza różnica. A wiecie jak to działa. Sprzeciw jest energią jednorazową. Nadzieja wymaga codziennego podtrzymywania. A koalicja przez długi czas zachowywała się tak, jakby sam fakt odsunięcia PiS od władzy miał wystarczyć na całą kadencję. Tymczasem ja i moi znajomi nie głosowaliśmy przeciwko czemuś. Głosowaliśmy przede wszystkim za czymś. I właśnie tego za czymś dzisiaj brakuje. Najbardziej dotkliwe jest poczucie niespełnionych obietnic dotyczących rozliczeń.
Ktoś mi powiedział, że powinnam śledzić szczegóły prawne. Serio?! Większość ludzi tego nie robi. Nie analizuje sporów konstytucyjnych. Nie roztrząsa kompetencji prokuratury czy zawiłości sądowych procedur. Jeżeli o mnie chodzi, to obserwuję bardzo prosty obraz: politycy, którzy mieli ponieść konsekwencje, nadal funkcjonują w przestrzeni publicznej. Wielkie zapowiedzi zderzyły się z rzeczywistością, która wygląda jak ciąg dalszy bezkarności. Ziobro, Romanowski, Morawiecki, Kaczyński, Czarnek, Obajtek, Mejza, Sasin, Kamiński i cała reszta… i jeszcze Elżbieta Witek, Szydło. Ale zostawiam ich, bo przecież zbliża się koniec kadencji. I cóż koalicjo. Przyjrzałam się nastrojom społecznym, żadne pikiety/miasteczka i inne afery prawej strony, gadki szmatki nie przykryją tego, co się nie wydarzyło. Sytuacja młodych ludzi, bo uważam, że to jest najbardziej zaniedbany temat, który pcha ich w objęcia Konfederacji. W ostatnich latach Polska weszła w fazę głębokiego kryzysu mieszkaniowego. Pokolenie dwudziesto- i trzydziestolatków coraz częściej żyje w poczuciu trwałej niepewności. Wysokie ceny mieszkań, koszty najmu, nieprzewidywalny rynek pracy, odkładanie na później założenia rodziny (brak przyjaznej polityki socjalnej, braki solidnego wsparcia rodzin, czyli żłobki, przedszkola), to nie są dla młodych abstrakcyjne problemy ekonomiczne. To ich codzienność. A jednak trudno wskazać jedną wielką reformę, która stałaby się symbolem zmiany pokoleniowej. Młodzi nie potrzebują kolejnych konferencji prasowych. Potrzebują dowodu, że państwo zauważa ich sytuację. Kiedy tego nie dostają, zaczynają szukać alternatyw. I konfederacja czuje w tym swoją szansę, Serio, nikt z Was tego nie dostrzega? Ta miłość do radykalnej prawicy nie pojawiła się nagle czy antysystemowe ruchy. Po prostu szukają kogokolwiek, kto mówi o ich problemach. Podobny mechanizm działa wśród kobiet. Historyczna mobilizacja wyborcza kobiet nie była zjawiskiem przypadkowym. Była odpowiedzią na poczucie zagrożenia praw i podmiotowości. Wiele osób uwierzyło, że zmiana władzy przyniesie realne zmiany w obszarze praw reprodukcyjnych, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa. I co? No nie zrzucajcie wszystkiego na weta prezydenta. To już nie działa. Co zobaczyły kobiety? Wielomiesięczne spory koalicyjne, wzajemne blokowanie inicjatyw oraz polityczne kalkulacje. Na polityczki nie mogę patrzeć, czuję się przez Was wszystkie oszukana. Polityka ma jedną brutalną zasadę: wyborca może wybaczyć porażkę, ale rzadko wybacza poczucie, że został wykorzystany jako narzędzie wyborcze. Czy to do Was dociera koalicjo? Do tego problem z Polską 2050. Szymon Hołownia wszedł do polityki jako symbol zmęczenia starym konfliktem. Miał reprezentować coś nowego, bardziej obywatelskiego i mniej plemiennego. Dziś stał się częścią dokładnie tego samego systemu, wobec którego miał być alternatywą. Dno dna. Niech Ci ludzie już się lepiej nie odzywają. Jeszcze większym ciężarem dla koalicji stał się PSL. Niezależnie od rzeczywistych proporcji odpowiedzialności, ugrupowanie Władysława Kosiniaka-Kamysza zaczęło funkcjonować jako symbol politycznego hamulca. Za każdym razem, gdy pojawia się temat praw kobiet, związków partnerskich czy świeckości państwa, część opinii publicznej słyszy ten sam komunikat: nie da się, bo PSL. Ale ja nie głosowałam na PSL. Tylko na całą koalicję.
Skoro wiedzieliście, że nie jesteście w stanie zrealizować obietnic, dlaczego składaliście je z taką pewnością? Niepokojącym zjawiskiem jest coś jeszcze. Polaryzacja zaczyna się wyczerpywać. Przez dwie dekady konflikt PO-PiS organizował polską politykę. Dziś coraz większa część społeczeństwa odczuwa zwyczajne Z M Ę C Z E N I E tym konfliktem. Szczególnie młodsze pokolenia nie chcą już słuchać, kto bardziej nienawidzi przeciwnika. Chcą wiedzieć, kto ma pomysł na mieszkania, edukację, ochronę zdrowia, bezpieczeństwo ekonomiczne i rozwój kraju. Politycy obu stron zdają się tego nie dostrzegać. A przecież recepta nie jest skomplikowana. Koalicja musiałaby przede wszystkim odzyskać zdolność działania. Nie kolejnych deklaracji. Działań. Jedna wielka reforma mieszkaniowa. Jedno spektakularne uproszczenie dostępu do usług publicznych. Jedna odważna reforma sądownictwa uzgodniona ponad podziałami. Jedno rozwiązanie, które młodzi ludzie odczują w swoich portfelach. Jedna decyzja pokazująca kobietom, że ich głos nie był wyłącznie wyborczą walutą. Potrzebna jest również szczerość. Jeżeli czegoś nie da się zrobić z powodu prezydenckiego weta, należy to powiedzieć wprost. Jeżeli koalicja nie ma większości dla określonych zmian, również należy powiedzieć to uczciwie. Polacy coraz częściej wybaczają ograniczenia, ale coraz rzadziej wybaczają polityczny marketing. Najważniejsze jednak jest odzyskanie wyobraźni. Tik tak, tik tak. To jest ostatni moment Panie Premierze. Twój rząd sprawia dzisiaj wrażenie administracji zarządzającej kryzysem po poprzednikach. To za mało. Ludzie nie głosują na księgowych historii. Głosują na tych, którzy potrafią opowiedzieć przyszłość. Jeżeli obecna władza nie stworzy takiej opowieści, może przegrać nie dlatego, że społeczeństwo pokochało PiS. Może przegrać dlatego, że miliony ludzi przestaną wierzyć, iż ktokolwiek w Warszawie rozumie ich życie. A wtedy zwycięża nie konkurencja. Wtedy zwycięża frustracja. Wystarczy spojrzeć na referendum w Krakowie. Czy pójdę wybierać w następnych wyborach? Nie wiem, to zależy, co zrobi Tusk.
















