sobota, 21 października 2017

Na uspokojenie




Szept, za którym wspinasz się, spadasz, podnosisz i tak dalej.
Nie jest za późno, nawet kiedy myślisz, że jest. Blask czasowników.
Przegięcia, wygięcia z woli osób trzecich. W pląsach, w locie
ptaków w jedną stronę. Cała ta maszyneria o kant rozbić.

Wybór, od którego nie ma ucieczki. Przypływ. Odkładane rachunki
za wodę, bo niby nieotwieranie kopert jest jak
nieodkręcanie kranu, można wyprzeć, przeczekać strach, odpływ.
Wyliczane tytuły, nazwiska, dzięki którym dojrzewamy i odmieniamy „ó”
otwarte lub zamknięte.

Bajki o głosach, malowanych ptakach, ocalonych, wstaję z kolan.
Przyglądam się rysom, pęknięciom, wybuchom gejzera, łamię głos i ołówki.
Tylko szmer, jednostajny, lekki powiew. Wmawiamy sobie,
że ludzie się nie dzielą, segregują śmieci, ocalonych. Zaprzeczamy
we właściwej kolejności, kiedy brzęczą na torach, w świetle.


czwartek, 19 października 2017

Wernisaż we Wrocławiu




Zapraszam na wernisaż wystawy ceramiki Barbary Trzybulskiej - Nigdzie się nie wybieram.

Artystka studiowała w latach 1990-1995 na Wydziale Ceramiki i Szkła w pracowni profesor Krystyny Cybińskiej na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Mieszka i tworzy w Ciepłowodach. Więcej informacji: http://galeriam.com/artysci/barbara-chrzaszcz-trzybulska/

Utknęłam. Nigdzie się nie wybieram.
Świat pędzi, przyspiesza,
a ja zostałam, jak moje statki na mieliźnie w ciszy i w pustce.
Glina – krucha materia. Utrwalona w ogniu
zmienia się, by przetrwać stulecia.

A podobno nic nie trwa wiecznie.
Barbara Trzybulska



20. października, godzina 18.

Galeria M
Jatki 10/11
Wrocław

niedziela, 15 października 2017

Prodigy




Robert przekonany, że czegoś mi brakuje, poleca grzecznie, abym kliknęła w pomoc. Klikam. Chociaż rozumiem więcej niż myśli. Nerwowość, która wkradła się pomiędzy nami, odczuwam jako pulsowanie. Krąży w każdej komórce. Zastanawiam się, ile papierosów dziennie wypala. Łapie oddech, jakby mu brakowało spółgłosek i chwil, kiedy odchodzi od okna. Uśmiecha się, gdy toruje drogę do projektora. Zamiast jego pleców wolałabym śledzić wątek z ciągami. Zapisuję pytania i w milczeniu owijam palce kliszami z ułożonych słów. Zaprzeczeń. Czasowników sennych i lekkich. Typowych dla jesiennej aury. Zaczyna od końca. Wypowiada moje imię. Głośno. Rozszczelnia na podniebieniu każdą literę, śmieje się, odsłaniając jedynki. Jakbyśmy rozmawiali o mechanice kwantowej. Widzę wierzchołki drzew. Okno przysłania resztę.

czwartek, 12 października 2017

Polaryzacja świata



Przyglądam się mieszkańcom Karaczi. Kobieta zatrzymuje doświadczenia gestami. Bolą ją od tego dłonie, głowa i przekształcone fragmenty doznań. Przekombinowałaś - powiedziała Asma i zasyczała obco. Doświadczenie zrodziło się ze zmysłów i świąt wypisanych na kartkach kalendarza. Najjaśniejsza gwiazda przywraca nadzieję. Tak mówię, chociaż od dawna nie wierzę w obrzędy i w to, że można z mozaikowej układanki wyprosić coś dla siebie. Coś ugrać… Można jedynie przegrać, jak przegrywa się w państwa miasta. Dla Asmy teraźniejszość nie ma nic wspólnego z ramówką lokalnego radia. Z moją również. Tłumaczę jej drogę do Moydrum Castle. Nigdy nie słyszała o U2, chociaż zna na pamięć wiersz Yeatsa o łabędziach. Jedno z drugim nic nie łączy, oprócz zieleni.

Ryuichi Sakamoto - The Revenant Main Theme (Alva Noto Edit) - Music Video


wtorek, 10 października 2017

Już miałam iść




Kładę się, próbuję zasnąć i kiedy zaprzeczasz, że tam byłeś, zginam się. Boleśnie. Książki porzucone w trawie, poza domem, wszędzie. Rozmowy ciągną mowę z myśli, z głowy, z rąk, które wypuszczają, jak obrazy, historie o ludziach, ich dzieciach i pożegnalnych listach. Co mam myśleć, kiedy nie myślę, że ranię stopy, nie smakuję mięsa, nie zabijam, nie odradzam się w zachodzie słońca. Każda miłość wyprzedza rozkosz. Gdybyś widział. Pod spódnicami czeka rozesłana przestrzeń, rozgrzana językiem namiętności radość, głód pulsującej krwi, kolejny motyw. I wtedy wstaję. Nie wiem, czy liczyć cedry, czy iść przed siebie, wzdłuż cieni, na południe. By przeżyć w torfie, w megalitycznych kamieniach, w odciskach spiral materaca. Zalane mlekiem poranne wzgórza kruszą się, łysieją. Budowane z piaskowców opowieści – za nimi tęsknię, za rytmem ziemi, oddechem oceanu, pamięcią pchnięć, do których dostrajam się i faluję tysiącem odbić. Przełamuję świeżo upieczony chleb, słabość do ciepła, owoców utartych w miodzie. Śluz wycieka, rozmazuje się jak jesienią po nocy dzień.


Magdzie

poniedziałek, 9 października 2017

Z dialogów





W trakcie rozmowy z Paddym włączyłam przez przypadek jakąś relację z wernisażu na YT, którą szybko wyłączam.

- Czy na wystawie malarstwa zwierząt afrykańskich trzeba puszczać muzykę afro?
- Jak zapraszasz na wesele kapelę cygańską myślisz, że będą grali Stinga?




Tool - Intension [Planet Earth / Life]