piątek, 20 kwietnia 2018

Zingana




Albo zebrano. Gatunek afrykańskiego drewna z rodziny brezylkowatych. Coś jednak ta fala upału afrykańskiego przygnała. Zdjęcie w najmniejszym stopniu nie oddaje piękna przedmiotu, a właściwie bransolety. Ja stukam do egzaminów, Paddy poleruje i knuje, co by tu jeszcze skleić, podkleić i zagaduje mnie, kiedy jestem w zupełnie innym miejscu w mojej głowie. 
 


czwartek, 19 kwietnia 2018

O pamięci



Byłam dwa lata temu w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. klik

WOGULE


https://www.facebook.com/Wogule-559738121075041/


Nie kupiłam Vogue w polskim wydaniu, z resztą nie kupuję od dawna tego typu magazynów. W modzie nam nie po drodze i w wielu innych kwestiach nasze poglądy różnią się znacznie. Agnieszka Dąbrowska, ulubiona blogerka i artystka o wielu talentach, założyła na FP o nazwie Wogule. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo dzisiaj język ironii przybiera najróżniejsze formy i dobrze. 



Częstujcie się, udostępniajcie, lajkujcie. 

 

środa, 18 kwietnia 2018

O ludziach




Znajomy bloger napisał, że dostał anonim, a w nim sąsiad wylał żal, że pies szczeka od 6:45 przez dwie godziny. Komentarz do tej sytuacji i rada anonima wprawiła mnie w stupor, poradził by psa zaprowadzić do weterynarza i podciąć mu struny głosowe. Czy ja o czymś nie wiem? Po co ludziom zwierzęta? Moich sąsiadów psy ujadają dzień i noc. Do głowy by mi nie przyszło rzucić bezduszną radą i przy tym uśmiechać się z dziką satysfakcją. Okaleczylibyście swoje krzykliwe dzieci? Młody sąsiad wydziera się do 3 w nocy, kiedy gra. 



wtorek, 17 kwietnia 2018

Dla Diabła w Buraczkach

Miałam zdjęcia wysłać na adres, ale pomyślałam, że tej rzezi nie ma co ukrywać przed światem, w sumie to nie ja, to on. 

Przed

Po




tu jeszcze wybujałe odnogi

Tu już powoli wyrastają



Paddy obłamuje drzewka szczęścia, a one mają go za nic i odrastają jak dzikie. Z resztą on twierdzi, że tak się powinno je pielęgnować. A że mamy tych drzewek sto dziewięćset, to płaczę tylko przez chwilę, bo kiedy on kończy obłamywać ostatnie, te pierwsze już są wybujałe na pół metra.

Dzisiaj prawie każdy mnie zaczepiał i informował, że nadciąga fala afrykańskich upałów. Jakbym miała się w jakiś szczególny sposób na tę okoliczność rozebrać. Wyszłam z uczelni i prawie głowę mi urwało, lało i ogólnie, to niezły kipisz się zrobił, bo dostałam piaskiem prosto w twarz. Kiedy doszłam do przystanku, czułam że wżera mi się w oczy i w gardło. Kocham irlandzką pogodę, żeby nie było, nie marudzę. Te 17 stopni jutro jakoś zniosę. 


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wyimek z Próby zapisu




Przez lata przeżywałam wczorajsze chwile. Zmieniałam kropki, przecinki, wypaczałam sens zdań. Spotykaliśmy się na wybrukowanej drodze. Gubiliśmy się w zaułkach, za drewnianymi chatami. Możliwe, że zapach z pól nas wiódł. Nie można tego zrozumieć, chociaż scena wygląda naiwnie. Rzucam kamieniami w rzekę i to mnie nie razi. Przesuwa jedynie cel, rozwija i zwija świszczący oddech. Najważniejsza jest forma. Więc ćwiczę oko, palce. Odkładam ołówek, drewno, rozluźniam pięść (...) - czytaj dalej, klik 


 

niedziela, 15 kwietnia 2018

Gorzko gorzko, słodko słodko




Powinnam mieć na drugie imię - NieMamCzasu. Od czasu do czasu intryguje mnie wyrwane słówko. Obserwuję afery na fejsie, zazdrość, frustracje wynikające z niedojrzałości. Dla niektórych jest najważniejszą formą, z której nic nie wynika. Pretekstem do bójek słownych, ulicznych przepychanek, gąbczastych złotych myśli. Nie piszę wierszy, bo nie mogę się skupić, ale mam na krańcach świadomości kilka obrazów, zdań. Uwiązałam je. Dyndają  i czekają, aż będę mogła do nich wrócić. Rozpala się we mnie jakaś obojętność, znowu i znowu. Jestem w pętli. Wzmacniam ją lekkimi sałatkami z rukolą, wodą z cytryną. Niechże się zrodzi coś z niczego, przydusi mnie pytaniami, wyrwie męskie pierwiastki, niech pozostanie tylko wdzięk i wdzięk. Kobiecość. Nie ma tak, że wszystko jest dla wszystkich. Piękno wielu ludzi przerasta, ponieważ osobliwość jest czymś osobnym. Dla mnie i dla ciebie znaczy to coś zupełnie innego. Odczuwanie, nadwrażliwość, rozmaitość, dekadencja. Tak sobie wyliczam, co mnie napędza. Autonomia. Uzależniłam się od spokoju, kaprysów pogody, powodzenia i szczęścia. I teraz to jest tak, że to ja decyduję, gdzie chcę być.

sobota, 14 kwietnia 2018

O początku





Dwa lata temu dostałam aparat (dziękuję Bruno) i właściwie od zdjęć z kwiatami rozpoczęłam przygodę z fotografią. Doprowadziła mnie do wydziału Designu na jednej z uczelni w Irlandii. Zaczynam nowy etap, w fotografii również, bo teraz jakby znowu od zera, ale technicznie i klasycznie. Tak, to nie jest sen.
 
 
 
 
 
 

 

piątek, 13 kwietnia 2018

Oddawanie





Wchodzę w twoją ciszę, przeglądając się w kolorowych odcieniach ścian. Nie chcę słuchać nocnych jazd, przemówień, przeczołgiwania, pytań: może pani jest w ciąży? Kiedy zaczyna się od małp, a kończy na rozdawaniu spermy. I nikt nie musi tego widzieć. Skrępowanych uśmiechów, czerwonych od emocji uszu, zwapniałych, starych kości, farbowanych włosów. W zasadzie zawsze wychodzę na idiotkę, kiedy pytam o sedno sprawy. Nie wiedziałam, że można w ten sposób grać. Jak tamte kobiety w białych sukienkach. I kiedy mówię, że nie śpię przez drętwe opowieści, rybie łuski, skórki bananów, siłę nożowników, wychodzę z gry. Pozostaje tylko bezsenność, w powietrzu rozpływa się fala deszczu, nieustępliwa. Wtedy brakuje dni. Patrzę na rozjaśnione kreski atramentu, na sprostowania, przeprosiny. Pada i pada. Patrzę za siebie. Obijam się o lepkie drzwi, pocieszam sokiem z limonek, fantastycznym filmem, rozmowami o fryzurze prezydenta Stanów, o rozciągniętych zależnościach Zachodu i Wschodu, rzucam wzrok za linię graniczną, gdzie, jak zwykle, obojętność jest biała. Kobieta czy mężczyzna? 


środa, 11 kwietnia 2018

Do wyschnięcia





(...) Paddy zapisał myśl: kiedyś przestaniesz się rodzić i umierać.
Nie ze strachu przed poliestrem. Mrzonki o rozkładzie. Zamazane
gry wojenne sprowadzają nas do roli przedmiotu, dominują.
Nie ma potrzeby używania pojęć zanurzonych w niedbalstwie innych.
Cokolwiek zrobią, powtórzą odwieczne spory.
Wyrażam się kolorami.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Bransoleta



Przez ostatnie dni mój husband chodził za mną i przymierzał, odmierzał mój nadgarstek. Rysował, tworzył kopyta, wycinał, wyginał i tak o to, mam bransoletę z sapele.

Będą też szersze, węższe, z najróżniejszych drewien, na każdy dzień roku inna. 




poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Wiosno nasza

Jeżeli chodzi o dospanie, to nie działa. Zasnęłam długo po drugiej w nocy, by ze snu wyrwał mnie śmiech jakieś głośnej dziewczyny. Stała przed domem sąsiadów i zanosiła się od śmiechu. Super, pomyślałam i jeszcze ponad godzinę przewracałam się z boku na bok. Wstałam o 7. Cały dzień jestem jak Zombie. Rob zapomniał jak mam na imię i przez kilka minut kręcił, jak łysy słońcem, aż zajrzał do komputera i zbladł. Podszedł i wystawił dłoń, napisz mi proszę. Spojrzałam na niego i zabrał rękę. Serio, wyglądam dzisiaj jak Zombie. 














niedziela, 8 kwietnia 2018

Zmienność rzeczy




Związki rozmyślań uwalniające cząstki – przyglądam się im,
wirują w pamięci dzień po dniu. W porządku, który sprowadza
formę do tradycji. Łapczywość, z jaką dzieci przepływają Liffey.
Lekkomyślność, kiedy coś ukrywają za firanką.

Przez zimno przechodzi ciemność, przez sól łez pęcznieje skóra. Nie mogę
tego dotknąć, uzdrowić. Czytam o metodach zaskoczenia, o czasach roszczeń
do roszczeń. Za wiele czułych słów wydrukowano w obowiązujących
definicjach miłości.

Sierść kota, bardziej gładka w oczekiwaniu na filiżankę herbaty.
Mruganie do siebie, mruczenie. Drobne kroki, coraz więcej
rozmazanych owadów na szybie. Nieustępliwość,
z jaką oszukujemy siebie widoczkami w sepii.
Rodzaj smutku – nie móc wyjść i się zachwycić. Uwolnić.

Z tomu - Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu

sobota, 7 kwietnia 2018

Kładą się na łąkach







                                                                                             Alis na smutki

Upór i przekonanie, że możemy się minąć nie lądując w krzakach,
wzbudzają pewność, że ktoś musi nad tym wszystkim panować
i całym tym zgiełkiem rozporządzać.

piątek, 6 kwietnia 2018

Jóhann Jóhannsson — Miracle, Mystery And Authority


Określenia

 


W zetknięciu z ludźmi zawsze przypominam jeża.
Rozmaitość kojarzy mi się z niczym. Biorąc pod uwagę formuły,
mianowniki i życie z treścią. Coś, co buja, usypia, skąpi światła.
Włamuje się w anatomię głowy, wydziera z dłoni reprodukcje,
modele ulepione na potrzeby wiersza. Burzy spokój.

Nie potrafię wypowiedzieć dni. Przeżuwam. Konfrontujemy dykcje,
tak bardzo różnimy się od gości przychodzących na proszony obiad.
To trochę tak, jakby wydelikatniać dzikie zwierzęta i wmawiać dzieciom,
że nie ugryzą. Utrwalamy uwagę, próżność, serię przekleństw –
są nieco grubiańskie i zasobne w bylejakość.

Możliwe, że wychodzę z osłabienia. Z rozpędu. Albo nie jestem
wystarczająco kolorowa i sprowadzam okamgnienie do tragedii, rozpaczy.
Odnawiam się w wietrze, w układzie wstrząsów, w intonacji, co budzi
ptaki do śpiewu. Wybudza nas ze snu, z tego stanu
przywiązanego do dziwactw. Z niedowierzania i perspektywy ulic.
Zbiegają się po drugiej stronie, tuż za igłami, które stępiam. 
 
 

czwartek, 5 kwietnia 2018

Zawrotna jazda




Koniec z winem za sześć euro, z muzykowaniem nocą. Idę przed siebie, jest mi lżej, nie obezwładnia strach, nie kłują gwiazdy. To kiepski żart, że prążki na spodniach są jak rysy. Przeciągają się, kiedy zaliczam ukąszenia pszczół. Kocham publiczne ogrody, parki, jakkolwiek inne, ale jednak te same. Ludzie przybywają z różnych stron. Rozmawiamy o kardamonie, nieuleganiu włoskim mężczyznom. Może to kieszonkowcy, na końcu wszystkiego znudzeni? Zaczerwieniona próbowałam patrzeć przez deszcz. Monotonny dźwięk na poddaszu. Ćwiczę słowa. Dziwne, w złym guście. Ton na przemian brzydki, uroczy, protekcjonalny. Siedzisz na moim miejscu, grymasisz. Zdejmuję koszulę. Robi się ciasno, jednak to nic zagmatwanego. Kilka prześcieradeł, poszewek, katalog nowych rzeczy.

środa, 4 kwietnia 2018

Juliusz Gabryel




Zmarł niedawno Juliusz Gabryel, przedwcześnie. Nie znałam go osobiście, bo wiersze zaczęłam pisać dość późno, a zaraz po debiucie wyemigrowałam i przestałam bywać na środowiskowych imprezach literackich. A jakoś szczególnie towarzyska nie jestem, więc jest jak jest. Wiersze Juliusza trafiły do mnie pierwszy raz w 2012 roku, znajomy bloger Marcin Włodarski podesłał mi jego teksty do poczytania i później, kiedy tylko miałam okazję, czytałam. Powstał projekt jego książki, która dzięki przedpłatom zostanie wydana. Zachęcam Was do zadatkowania wpłat na książkę. Będziecie zachwyceni lekturą jego wierszy, są inspirujące i cenne.


Juliusz Gabryel

Fragment


Rozumiesz, wiem że rozumiesz. Za jakiś czas
rozpadniemy się w proch, stąd mój lament i wrzask.
Powiedz, kto będzie lamentował za mnie?,
kto będzie o tym myślał za mnie?,
ja i ty rozpadniemy się w proch, cała nasza wściekłość
i zajadłość gdzieś odejdzie, ja i ty rozpadniemy się
w proch. A jeśli wszystko przed tym zejściem na obcy ląd
obróci się w ruinę? Wobec tego zatańczę sobie na gruzach,
zanim oddamy nasze ciała do ostatecznej przechowalni.
Kiedy zostanie po tobie tylko cień to będę utrwalał twój cień,
będę dbał o ten cień na wyblakłym papierze pamięci.
Będę się chwytał tego cienia, jak czegoś co trwa.
Będę mówił o tym pod otwartym niebem
kiedy zacina kwaśny deszcz.

29.04.2017



wtorek, 3 kwietnia 2018

Doraźnie




Przebimbałam tydzień. Lało i leje. Ostatnio niespecjalnie przejmowałam się pogodą, ale to już jest lekka przesada. Fatalny dysonans pomiędzy pogodą a moim samopoczuciem, jak zwykle znajduje się w nieodpowiednim momencie. Próbuję się rozpisać, pozornie w sobie zawrócić do poziomu dostateczności. Chciałabym ruszyć z aparatem w góry, nad ocean, w łąki. A chyba przyjdzie mi fotografować ciasne ulice, połatane drogi, jakieś plamy.