niedziela, 23 kwietnia 2017

Nieokreślona przyjemność



Z dzisiejszego spaceru. Owady zapylają. Poprocie umarły. Również w naszym ogrodzie, więc coś jest na rzeczy.

...tylko stać. W chmurach, w ciszy.
Mżawka osiada na dnie, tuż przy torfowisku powiedziałam,
że jest moim echem. Wszystkim. Pokrewieństwem, historią,
podróżną torbą, z której wyciągam kwiaty, fale, kości do gry.
Głód.



Torfowisko






Torf przygotowany do układania piramidek 

sobota, 22 kwietnia 2017

Warsztaty collage'u










Z Barbarą Janas-Dudek i z Jackiem Dudkiem zapraszamy na warsztaty plastyczne z Barbarą Trzybulską, które odbędą się 03.06.2017 r. o godzinie 11.00 podczas XV edycji Portu Poetyckiego. Zgłoszeń można dokonywać za pośrednictwem maila: portpoetycki@wp.pl


Barbara Trzybulska – ukończyła studia na wydziale Ceramiki i Szkła w pracowni prof. Krystyny Cybińskiej, ASP we Wrocławiu. Ceramiczka i moja przyjaciółka. Nie rozmawiamy ze sobą tak często jakbyśmy tego pragnęły, ale czy przyjaźń wymaga aż tylu słów? Patrzę na Basine prace i wiem, co się dzieje. Siedzi nad wodą, jest staw, są kwiaty malowane angobami, misy, dzbany, butle, skrzynki. Jej prace bliskie naturze, przypominają o cudowności tego świata, działają jak kompozycje ziół na konkretne schorzenia. Prace, które przypominają jak wiele jest kultur, tradycji, coś co nie przemija. Obserwuję jak kontempluje świat wewnętrzny, a kiedy gubi niebo, lepi je na nowo. Podobnych doznań dostarcza mi wpatrywanie się w ocean. Prace Baśki naznaczone są symbolami, przez co nie mogą się znudzić. Kiedy wysłałam jej swoją książkę, zadziałał naturalny mechanizm, w którym połączyła to, co materialne, zmysłowe, naturalne i odwołała się do swojego doświadczenia. Tak powstały kolaże, które są odpowiedzią do moich wierszy. To jest właśnie wejście w przestrzeń, która absorbuje, prowadzi do namacalnego świata sztuki. Tak powstaje nowy język. Właściwie obie zazębiłyśmy się w tym co robimy i tak trwamy. Baśka nie poddaje się presji otoczenia. Mam wrażenie, że nosi w sobie naturalny konserwatyzm, który nie pozwala jej się rozłazić w twórczości. Jej prace są kontynuacją zainteresowań. Czyli nie tylko potrafi malować, formować materiał w którym pracuje. Posiada niezwykłą zdolność , nadaje wszystkim wykonywanym czynnościom, przedmiotom, ważność, co powoduje, że sztuka jest czymś oczywistym. Mam wrażenie, że pieczony przez nią chleb, też jest dziełem samym w sobie.

Artystka pogłębia swoją wiedzę i łączy z doświadczeniem. Kompozycje przefiltrowane przez subiektywne odczucia. Baśka tworzy niewyczerpalne interpretacyjnie przedmioty. Przestrzeń, która jej sprzyja, odciska się na jej twórczej pracy.

Małgorzata Południak





Na zdjęciach prace Baśki Trzybulskiej

piątek, 21 kwietnia 2017

Po północy




Z książki wypadają ulotki z Inis Mór.
Wiersze Jarniewicza w deszczu smakują torfem.
Paddy rozsuwa zasłony i nagle przechodzimy
do wnętrza dramatu.

Błąd. Zapis i podział słów z natury, z myśli, z rodzaju
ludzkiego. Dłonie kaleczone o dłonie, o pięty,
coś wynika z braku albo pustki. Czy znaczy to samo?
A może na wyspie wysp nie ma haczyków? Uczucie bliskości,
huk fal i powietrze ciężkie od burzy. Sztuka wnętrz?

Celowo powtarzam wyrażenia i cząstki. Z przerażenia. Zanim trafię
na College Street, a może gdzie indziej. Przysłonię wejście, stare sprawy,
zwykłe dni nastawiane budzikiem. Zabarykaduję się świeżym drewnem.
Cedry pachną dojrzałymi drzazgami. Nie pamiętam odległych dni.
Tymczasowych dokumentów, skoków przez murki, poręcze.

Może niepamięć bierze się z dna, bez świadków, opadają ręce.
Nucę swój udział. Łatwiej snuć opowieść: wchodzę i wychodzę.

kwiecień 2016


czwartek, 20 kwietnia 2017

Owce i Lis


Nie potrafię robić zdjęć ludziom, ale owcom... specjalnie dla Lisa i dla tych co lubią wool.












Krajobraz osadzony pomiędzy krańcami

Widok na Lough Mask


Wypalanie traw i krzyk owadów.
Nie odzyskują jasności, złoszczą się, prawie tak głośno
jak spłoszone konie. Już wiesz, dlaczego nie można
wyjaławiać ziemi. Mimo że na dnie klifu,
gdzie pulsują krople słońca, pęcherzyki powietrza
chlupią pod stopami.

Ciężkie głowy różowych kwiatów.
Kołyszą się w stronę oceanu, wyjścia w głąb.
Właśnie dlatego tu jesteśmy – abyś mógł
zauważyć nakrapiane żuki. Poczuć zapach sierpniowego
torfu. Wystarczy, że przestaniesz pamiętać, co cię złości.

Zabawy ptaków, które nawołują nas śpiewem. Ich śmiech,
jak znikają w rozżarzonym powietrzu. Już nie uciekasz
w środek pustki. Spotykamy się na skraju, uczymy
nazw paproci, szumu mchu drążącego kamienie. Patrzymy na
zniszczone domy o niskich oknach. W tle szarpany dźwięk
skrzypiec. I puste place, na których kiedyś bawiły się dzieci.

sierpień 2015









Connemara

środa, 19 kwietnia 2017

Sin Fang, Sóley & Örvar Smárason: Random Haiku Generator

Zamknięci



Dorocie Surdyk


Woda. Nasiąkanie piasku i żwiru, od źródła.
Trwale wydziergane liście. Trawione przesądami.
Podobno istnieją święci, którzy w przemytych oczach
chorych dzieci - widzą. Różowe figurki z koroną
na głowie.

Krwawe sceny klasycznych filmów. Tunele. Przetarta skóra
na kolanach. Tylko dlatego, że uwierzyłaś w magiczną moc
bezksiężycowej nocy. Nucisz bezustannie skoczne melodie.
Mieszają się z wyciem psów, trzaskaniem drzwi, niezmiennością
odgłosów miasta. Jakby błękit wtarł się w ziemię. Spowił mgłą.
Zakpił z codziennych czynności.

Zwykłe historyjki albo te rozhuśtane, podobne do naszych dzieci.
Bawią się owocami głogu, grudkami gliny. Umorusani po kostki
zielonym mchem. Mówisz, że na skraju łąki wydeptane owcze ścieżki
rozjadą się w czasie deszczu.

Patrzę, jak cienie ze sobą walczą. Ocierają dusza o duszę.
I wymawiam imię pierwszego właściciela ziemi, rozcieram w palcach
pył. Unosi się mgła, opadają nieskomplikowane kryształki słów.
Jesteśmy sobą. W wyobraźni jeździmy na butach
po płyciźnie zmrożonego jeziora. Zanim zacznie kruszeć i pękać lód.
W głowie, w penetrującej ułudę wyobraźni.

luty 2016








wtorek, 18 kwietnia 2017

niedziela, 16 kwietnia 2017

Za oknem





Nie pokemony, a błękitne wieloryby szkodzą na śmierć.
Chociaż synowie śpią spokojnie i do szkoły zabierają kanapki
z chleba razowego.

Zamieniamy pisownię w telefonach jednym przyciskiem.
Z wiadomości o kodach, retrospekcji, głebokim żalu
wybieramy milczenie.

Ludzie nie wiedzą, czym jest śmierć, kiedy skaczą z mostu
albo z dachu. W liście jest coś o świetle otworu, może
o plikach, blinkach i o szkle, które nie wyglądało na szkło.

Poetka opowiada, jak bardzo nie lubi poezji.
Usprawiedliwia pijaństwo. Kłamie. Odwracam płytę
w analogu. Sklejam się, a krew brudzi kąciki ust.
Co mnie obchodzi cudza ulga, przerażenie czy pretensja, że nie jest
pierwsza, kiedy wciera krem w cellulit i kształtne biodra.
Nie patrz - mamrocze. Jesteś wolny, jeżeli potrafisz się powstrzymać.
Od szkaradztwa, zmarszczek, narzekania na ból – drętwieję.

Aż w końcu przyszła wyczyścić pamięć, jak się przychodzi z wiosną.
Na domiar złego mięknę, mam w sobie ludzką godność.
Staroświecki charakter, zasady wyciekające z kręgosłupa.
Wygląda, jakby wszystko, co go okala, było mięsistym cieniem,
dopóki nie wzejdzie słońce. Wymyślną maszyną do znoszenia
wizji i halucynacji. Na jawie nikt nie zwraca uwagi
na ciszę. Różne formy życia.


" The String of Horizons" Łukasz Górewicz, Karolina Wyrwał, Krzysztof Lu...

sobota, 15 kwietnia 2017

Oczyszczenie



Obok wyrasta młody tytoń, dalej, aż po horyzont skrada się upał.
Ostre światło odbija różne obrazy, obojętnie.

Ile miałam lat? Sięgnęłam dna. I jedno wspomnienie przywróciło atak
kaszlu i słowa  wiele jest serc, które czekają na emeryturę.
Mam obsesję na punkcie masowych grobów, końca końców.
Czekam.