poniedziałek, 16 września 2019

Tekst w opracowaniu




Pomiędzy światem a strumieniem skojarzeń 
pokrętnych i rozbudowanych, ciągnących się od fundamentów, 
kamieni, warstw izolacji, wykwitów na ścianach, nie ma równości. 
Napięcie miedzianych połączeń. Cykliczność. Beztroska chłopców, 
kiedy kolejka nie ma końca i krąży od stacji do stacji 
i pod niskim napięciem baterii istnieje tu i teraz. 

Jest tym i tamtym, co zasadniczo niczym nie różni się od funkcji, 
okoliczności słów, ciągłej gotowości twórczej – nacięć, bruzd, z
grubień potwierdzających krwawienie tkanki. 
Świadectwem uniwersalnej przyrody, 
która werbalizuje się w odrodzeniu, w zbiorach, 
w magii kiełkujących zbóż i w rozsianej grzybni. 

W okalającym drzewa mchu. Metafizycznie 
każda forma wyraża się w semantyce dźwięków. 
Odbijają się od kosmosu, przestrzeni i pleśni, t
worząc magiczne formy. To jest tylko początkiem myśli, 
zalążkiem strony tytułowej.


czwartek, 5 września 2019

Sztuka przywracania




Chodzimy na palcach. Szepczemy. W określonej perspektywie 
cisza przybiera kształt błękitnej chmury. Delikatnie 
muska nasze palce i uszczelnia przestrzeń pomiędzy nami. 
Utrzymuje na nogach, byśmy w ślimaczym tempie przechodzili świat. 
Zielone pagórki, wrzosowiska, jakieś przeszkody. 

Czasami biały kot tracił równowagę,
zamykaliśmy palcami usta, 
bo wiadomo – cisza przerywana okrzykami 
fatalnie wpływa na stan umysłu niemowlęcia.

Przyjaźniliśmy się z okolicznymi psami,
dokarmialiśmy sfory. Miały oko na złodziei, 
nosa do wszystkiego, czego nie zauważaliśmy nocą,
kiedy chmura znikała i musieliśmy martwić się o stabilność pudeł. 
Wypełniały strych, bez dostępu do powietrza, pokarmu. 
Zapadały się w sobie, traciły prężne ścianki. Przez długie lata 
myślałam, że na strychu mieszkają bracia Karamazow 
przygnieceni ciężarami albo przyparci do muru. 
Udręczeni bez miary.


poniedziałek, 2 września 2019

O burakach






Przeczytałam wywiad z Janem Klatą. 

(...) Historia się nie powtarza, historia się rymuje, w tej chwili brzydko. Jakoś tak mam, że w którymkolwiek polskim teatrze ostatnio pracuję, w pobliżu widzę sklep z odzieżą patriotyczną. W Gdańsku fantastyczne hasło na koszulce: „Nie pytaj, ilu jest wrogów, tylko gdzie oni są”. Słyszysz to? My znowu szukamy wrogów i znowu na tygrysy mamy visy. Cała nauka historii poszła na marne.

Symboliczne dla mnie są historie ze świata kibicowskiego. Drużyna zdobywa mistrzostwo albo wygrywa mecz, a jej kibice ze szczęścia demolują swoje miasto, a nawet podpalają własny stadion. To jak namiastka ofiary całopalnej! 11 listopada widziałem, jak członek ochrony przeciwpożarowej Marszu Niepodległości trzymał zapaloną racę. Trudno o bardziej wymowny symbol – może i za chwilę podpalą wszystko wokół, przynajmniej katastrofa będzie spektakularna, choć bez widoków na przyszłość (...).

Zaraz po Klacie uciekłam w historię grafiki, tatuaży i folkloru japońskiego, który wypływał na skórze świata, inspirowany codziennością, aż stał się popularny i dostępny dla każdego.

Jednak najmocniej dzisiaj przemawia do mnie John Lewis-Stempel w "Prywatnym życiu łąki". Jestem oczarowana. A dopiero przeczytałam 9% powieści. Na głos. Bo Zosia uwielbia, kiedy jej czytam. Leży rano obok mnie w łóżku i słucha:

"(...)Po południu przez całą godzinę siedzę na pustym plastikowym pojemniku po burakach cukrowych w rogu łąki, gdzie leszczynowy żywopłot został przerwany. Słodkawy zapach resztek buraków jest dziecinnie uspokajający. Wpatruję się w miejsce zbrodni po drugiej stronie z taką uwagą, że nie dostrzegam gronostaja siedzącego kilka metrów ode mnie po lewej, i gapiącego się na mnie. Tak, to gronostaj, łasice nie bieleją na zimę. Ten zresztą pobielał w kropki, bo na boku i ramieniu ma wyraźną brązową plamę.

Ja mrugnąłem pierwszy, więc gronostaj ucieka, zostawiając za sobą kłęby śniegu.

W pobliskim Zagajniku wyśpiewuje fortissimo rudzik. Dostrzegam też strzyżyka niewiele większego od ćmy. Grzebie w liściach przy żywopłocie tuż obok mnie. Strzyżyki nie śpiewają zimą, bo są zbyt zajęte szukaniem pożywienia.

Mgła opada i wymazuje cały świat wokół łąki. Moja łąka jest wyspą (...)"

I przypomina mi się głupi i ogólnikowy tekst jednego z popularnych recenzentów książkowych. "W Polsce literatura jest kryzysowa, bo tu nikt nie czyta."

Jeżeli literatura jest kryzysowa, to tylko widziana tak przez narcyzowatych typów, którzy obrażają ludzi, bo tak jest wygodnie. Bo co mi zrobisz kobieto! Nikt nie czyta!

Brzydzę się takimi frazesami.

Jestem nikim. 


Bach - Cello Suite No. 2 in D minor BWV 1008 - Pincombe | Netherlands Ba...

niedziela, 1 września 2019

Gdybyśmy byli dla siebie stworzeni




Zostawiam ślady. Rozciągnięte w słońcu, 
łapczywie tulą się do ziemi. A kiedy nie chcą mnie opuścić, 
wtedy wyobrażam sobie jesień. Pokrzywione drzewa, 
podlegamy temu samemu. Przeciekamy przez palce, 
ociekamy wodą. Należymy do świata powierzchnią stóp,
nierozłączni do końca.


piątek, 30 sierpnia 2019

TOOL





TOOL po 13 latach wydał nową płytę. Z projektowania graficznego przygotowywałam opakowanie i nowy wygląd wybranej płyty wydanej w latach 80/90. Jestem fanką TOOLa, dlatego padło na UNDERTOW. Bardzo przyjemne zadanie.









środa, 28 sierpnia 2019

Bez skargi




Zasypia godzinę przede mną.
Budzi zanim zdążę zebrać sny,
by nie wracać na strych, do lewitacji.

Upadki. 

Bolesne jak słowa roztrzaskane o podłogę. 

Odpryski. 

Skóra przesiąknięta muzyką. 

Poranki. 

Są częścią niewiarygodnych historyjek. 
Z Gildą nawlekamy koraliki, przetykamy kapelusze, 
obserwujemy sąsiadów, mijamy się z nimi. 
W przejściu. Pielęgnujemy trawniki 
na dwóch poziomach, hortensje, róże, 
bujamy kosze kwitnących poziomek. 
Ukrywamy skorupy w ziemi, 
pod krzakami. Przyglądamy się jak przerastają.


poniedziałek, 26 sierpnia 2019

O daremności




Ziemia przepada. W słonej wodzie 
skóra zblednie, później wyschnie, 
przemieni się. Powiesz – „życie ci spopielało, 
rozeszło się wzdłuż i wszerz”. Do śmierci 
regulujemy zegarki, mówimy o nieskończoności, 
godzimy kilka prac, mnóstwo zajęć jednocześnie. 
Wymawiamy imiona bogów, błahostek. 
Owszem, z drugiej strony mogłam milczeć. 
Oglądać seriale na Netfliksie 
i spoglądać na kolejny dzień, 
polityczne gadki, reguły. 
Sporo w nich pustych dźwięków, 
rozciągniętych fraz, 
naprężonych łuków, 
grzbietów. Straconego czasu.

piątek, 23 sierpnia 2019

Peace




Płonie Amazonia, Syberia, lasy tropikalne, Ziemia.
Rzeczywistość rozpisuje się o podatkach, forsie.
Dziesiątki wiadomości, kartek, drzew. Czegoś, co nie daje spokoju,
bez obaw, pomyślałam, kiedy nad naszymi głowami unosiły się balony.
Pękły. Nie było zmiłuj, nie znaleźliśmy punktu oparcia.
Nie było domów, mostów, książek. Coś opalizowało na horyzoncie,
materialne byty. Prostokątne od leżenia. I tylko dzwony.
Na wieki wieków.







wtorek, 20 sierpnia 2019

grafiki, kolaże


Odzyskałam prace, które wędorwały tu i tam. Widocznie pociąga je wielki świat.

Zawsze przekonuję się na własnej skórze o ludzkich wilkach. Dlatego najchętniej rozmawiam o fikcji. Fikcja bywa poodobna do beznadziejnej realności, odczuwalna po chamsku i dająca nieźle w kość. Bywa również tworzona przez najróżniejsze osoby za psudo-życiem, pseudo-szczęściem. Fikcja, to różne salta, fikołki i przeskoki. Ludzkie zawierzenia i błędy. Zaświaty, wchodzące pod kołnierz biedronki, stonki, fikcyjne pająki. Białe maki, zielone oczy, rude loki. Biotoniczna woda, aljenacja i smak wyobraźni. Fikcja drodzy, bywa warunkowa, kiedy szmal się nie zgadza, a ludzie w moich oczach walczą o coś. Fikcja przytłacza, fikcja znosi na margines, klif, w głębię oceanu. Fikcja, to nie tylko prawa, ale również jutro podszeptywane w wolnej chwili. Kwitną nam fikcje zielone, fuksjowe i fantastyczne.


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

O plażach i komunikacji...




Przeczytałam u znajomego w komentarzach, że na plażach w Irlandii jest podobnie jak w Polsce, śmieci, baloniki, pety, butelki. Na drogach kiepsko, podobnie jak w Polsce. Zaniemówiłam. Jeżdżę po Irlandii, na plażach bywam. Po pierwsze w Irlandii nie ma ogromu turystów, więc Ci wyselekcjonowani, którzy wybulili kilka tysięcy na auto z wypożyczalni, noclegi, jedzą najczęściej w barach, których jest zatrzęsienie albo tacy, co są na zorganizowanej wycieczce i wtedy jest ktoś, kto czuwa nad ludźmi. Irlandczycy tłumnie wyjeżdżają na plaże Morza Śródziemnomorskiego i inne, bo tam mają gwarantowaną pogodę. W Irlandii, to jednak loteria. Z tego powodu na plażach nie ma tłumów, a jak już są to w niedzielę, z autem parkującym przy plażowym krześle, śmieci wszyscy zabierają do domu, nie widziałam innego zwyczaju. Plaże ogólnie w większości nie są zatłoczone, jest czysty piasek albo kamienie. Woda lazurowa i przyjemna. Chyba że chodzi o roślinność oceaniczną po sztormie, tak ona zalega na plażach, bywa, że usycha lub gnije. Naturalnie i bez wydziwiania. Na drogach też bez specjalnego tłumu, chyba że zbliżasz się do obwodnicy większego miasta (sic!), to jest tłoczniej, ale zachodnie wybrzeże - pełen relaks, nikt na nikogo nie trąbi, nie popędza, jest leniwie, kulturalnie, nawet jak się zgubisz zawsze znajdzie się ktoś, kto podprowadzi Cię do mechanika, uśmiechnie się, nawet Rom, tego też doświadczyłam. Niektóre plaże znajdują się na terenie prywatnym, właściciel pozwala korzystać z drogi prowadzącej do plaży i z plaży, musisz tylko zachować czystość, umiar i ogładę. Zasady są proste, jesteś u mnie gościem, zachowuj się i ludzie się zachowują jak należy. Pewnie znajdzie się jakiś wyjątek, ale nie spotkałam brudnych plaż i buractwa, chyba że pochodzili ze Wschodniej Europy. Tak tak, tutaj Polska to kraj stamtąd. W toaletach przy plażach zawsze jest papier toaletowy i bieżąca woda, za darmo. Serio ludzie, jeżeli ktoś raz był w Irlandii i to na plaży w Dublinie, nie był w Irlandii. Dublin, to nie jest cała Irlandia, chociaż możliwe, że wielu tak myśli. Owszem Dublin jest stolicą Irlandii, jest największym i najbardziej zatłoczonym miastem na wyspie, ale dla turystów kochających naturę polecam podróże na zachód, południe i północ.



sobota, 17 sierpnia 2019

Stamtąd




Można zacząć od niczego, patrzysz w lustro i 
widzisz siatkę połączonych naczyń. Od wnętrza, 
odejdź. Na wyciągnięcie ręki, ulatującego dymu 
z papierosa. W przestrzeń lat. Uciekam 
od twardniejących pięści, zaciętych myśli. 
Nie mam pojęcia czy to jeszcze seks, 
czy już przemoc. 

Nie zapisuję opowieści #metoo. 
Jęknęłam słabo, kiedy pomyślałam, 
że pisałabym i pisała. Dzień i kolejny. 
Puściłam dłonie, przetarłam piersi. 
Nie jestem gotowa. Przewrócić się 
na plecy i tak leżeć. W niezgrabnym ciele, 
w podmiotowości. Byłam u progu, 
zawróciłam.


środa, 14 sierpnia 2019

Jak ludzie




Ostatnie sny ze specyficzną muzyką w tle. Z rozgrzanym lodowcem. Zimnymi ogniami. Z dymem słabnącym na południu, rozprzestrzeniającym się na Syberii. Chciałabym napisać o czymś mniej powszechnym, lekkim, co mogłoby mi towarzyszyć, kiedy gwałtownie podniesie się woda. Z pustki. Przeleje i wypełni doliny. Zapłacisz za wszystkie upchnięte po kątach woreczki foliowe, za disco polo, setki po seksie i cytaty z Coelho. Zaczęłam to sobie układać w głowie, co mogłabym powiedzieć ludziom pijącym piwo z plastikowych kubków. Ich kulejąca inteligencja, głośny śmiech i skoro przyznałeś, że jest to głupie, a za chwilę dolewasz sobie kilka łyków... Pieprzysz Świat na stojąco, czasami przy owacjach niosących się przez łąki i pola Ziemi. Jej słone i słodkie wody niech mnie przeleją. Wiem, co robi. Straszy i przypieka skórę. Dowcipkujemy o pogodzie, jest nieźle, nawet wtedy, gdy wyjaśniam, że pogoda nie łączy się z klimatem, to może byłoby ciekawe, gdyby nie było głupie.