wtorek, 20 października 2026

Urodzinowo

 



Tak wyszło, że mam dzisiaj urodziny. Z tej okazji chciałabym napisać coś o sobie, ale bez podsumowań, deklaracji i postanowień. Z wiekiem coraz mniej interesuje mnie to, co wypada, a coraz bardziej to, co jest prawdziwe. Wiem, że nie wszystko należy zatrzymywać, nie każdą znajomość podtrzymywać i nie na każde pytanie odpowiadać. Czas robi swoje, ludzie się zmieniają, odchodzą, inni zostają dłużej. Ja również się zmieniam. Nie mam już potrzeby tłumaczenia się ze wszystkiego ani przekonywania kogokolwiek do moich racji. Wciąż jestem ciekawa świata, ludzi i słów. I nadal zależy mi na tym, żeby nie przeżyć życia wbrew sobie. Dziękuję za życzenia, wiadomości, pamięć i dobre myśli. Za każde słowo, które ktoś zechciał dzisiaj skierować właśnie do mnie. Nie traktuję tego jako oczywistości. Wiem, że pamięć o drugim człowieku też wymaga uwagi, a czas, który sobie nawzajem dajemy, nie jest czymś bez znaczenia. Dzisiaj po prostu jestem. O rok starsza i wciąż zachęcam Was do zakupienia mojej ostatniej książki „dla córki mojej córki”. Taki drobny prezent urodzinowy i przyjemny gest.

https://business.allegro.pl/oferta/malgorzata-poludniak-dla-corki-mojej-corki-18874566867


poniedziałek, 19 października 2026

I dalej, wychodzimy z cienia

 




VII. Po wyjściu

Wychodzimy z cienia. To wszystko. Żadnej muzyki.
Żadnego objawienia. Na schodach ktoś rozlał mleko.

Przechodzę nad nim ostrożnie.

Za drzwiami poranek w kolorze starego srebra.
Miasto pachnie dymem, kawą i mokrą sierścią.

Czuję ulgę. Przez siedem sekund.

Potem widzę w szybie odbicie twarzy.
Jest spokojna. Chociaż to mnie niepokoi. Podchodzę bliżej.
Szyba jest zimna. Po drugiej stronie ktoś stoi.
Nie rusza się. Ja też nie.

I dopiero wtedy rozumiem, że cień,
z którego wyszłam, nie był mój.


niedziela, 18 października 2026

Teraz moja kolej

 




Drażnią mnie czasami anonimowi komentatorzy i nie sama ich złośliwość, lecz jej przebranie za rzeczowość. Człowiek stawia kropkę, jakby właśnie wygłosił sąd ostateczny, a tymczasem przemyca uprzedzenie, którego nawet nie zadał sobie trudu rozpoznać. Bawi mnie, kiedy ktoś najpierw puszcza w obieg pogardliwą sugestię, a potem poucza adresata o czytaniu ze zrozumieniem, jakby obraźliwy podtekst przestawał istnieć, gdy autor postanowi udawać, że go nie było. Nie moja wina, że sama pani się utożsamiła to retoryczna akrobatyka, najpierw rzucić kamieniem, a potem objaśniać, że przecież nie miało się go w ręku. Do tego poezja jako szlachetna autoterapia, śmiała diagnoza, zwłaszcza jak na kogoś, kto pomylił krytykę literacką z ocenianiem cudzych motywacji. Jeśli pisanie wierszy jest autoterapią, komentowanie cudzej edukacji i twórczości najwyraźniej bywa terapią zastępczą, tyle że bez widocznych postępów. A troska o refleksję w świecie, w którym wszyscy wszystkich oceniają, brzmi osobliwie, gdy zostaje wyrażona w komentarzu, który właśnie to robi. Proust miałby tu używanie, nie tyle nad samą ludzką zawiścią, ile nad talentem do przedstawiania własnej złośliwości jako bezstronnej obserwacji. Nie każda uszczypliwość jest dowodem zawiści, ale żadna nie staje się intelektualną błyskotliwością tylko dlatego, że jej autor opatrzył ją pouczeniem o czytaniu ze zrozumieniem.


piątek, 16 października 2026

Wychodzimy z cienia cd





IV. Rzeczy po przejściu

Po deszczu pojawia się metaliczny zapach ziemi.

Nie wiem, kto pierwszy powiedział, że ziemia oddycha.
Ale ziemia niczego nie mówi. Rozpuszcza kości,
przyjmuje włosy, przerabia guziki,
zjada obrączki.

Pod trawą pracuje cała administracja umarłych.
Dzisiaj znalazłam w błocie czerwony guzik.
Ma cztery dziurki.

Cztery możliwe drogi
do kogoś, kto go przyszył.
Podnoszę go. Przez moment jest mój.
Potem już nie.



V. On


Powiedział, że nie wierzy w piękno. Miał tatuaż.
Nie pytajcie gdzie. Nie wszystko trzeba przenosić
z ciała do liter. Na stole leżała pomarańcza, przekrojona zbyt równo.
Pachniała jak światło w supermarkecie.

Obok leżał nóż. Starszy od rozmowy.
Rozmawialiśmy o zdradzie, ale w rzeczywistości chodziło o pogodę.
Potem On wyszedł. Na krześle został zapach.

Tytoń,
wanilia,
mokry materiał.

Do tej pory nie wiem, czy mnie opuścił,
czy tylko wyszedł po coś,
co miał zostawić tutaj od początku.

wtorek, 13 października 2026

Z cyklu: wychodzimy z cienia

 




Połów

Łapiemy słowa rękami. Niektóre są śliskie.
Inne mają zęby. Jedno ugrzęzło między palcami
i przez trzy dni nie mogłam przestać
myśleć o dzieciństwie.

Drugie było martwe. Trzecie pachniało koperkiem.
Czwarte powiedziało, nie przesadzaj.

To było najgorsze.

Wyrzuciłam je do rzeki.

Wieczorem wszystkie wróciły
do kieszeni płaszcza.
Niektóre rzeczy mają bardzo dobrą orientację.