wtorek, 7 kwietnia 2020

Daleko od dołka




Tak sobie siedzimy i rozmyślamy o życiu. Słuchamy muzyki, czytamy książki. Widzisz, mówiłem ci, że zaoramy Ziemię, a ona nas wypluje. Potem pochyla się nade mną i całuje w czoło. A mnie się marzy żeliwny garnek z pokrywką do pieczenia chleba. A tu przegrywamy i nie możemy się wyrwać, nie ma dokąd. Kompletnie nie wiem, co dalej. Politycy są zbyt głupi, by zadbać o nasze bezpieczeństwo. Nic sobie nie robią z rozpuszczających się lodowców. Susza w tym roku będzie okrutniejsza, bo to, że podnosi się poziom wody, nie znaczy, że nam to pomoże i  jest się z czego cieszyć, zaleje nas kawałek po kawałku. Jest we mnie jakaś rezygnacja, brak wiary. 

sobota, 4 kwietnia 2020

Mam w pamięci


Drażni mnie postawa reprezentowana przez Trumpa, za wszelką ceną, po trupach. Piracenie, przyglądamy się temu, jak ludzie chamieją, deprawują innych, szerzą nepotyzm, obrzydliwość. Poparcie zidiociałego społeczeństwa, każdy kto stoi za wyborem Trumpa na prezydenta jest nie tylko ignorantem, jest głupkiem - delikatnie to ujęłam. Podobnie w Polsce, propaganda, jaki to PiS wspaniały, uratował kraj - przekaz w TVP. Od powtarzania głupot nie będzie lepiej, oj nie. Tak samo jak średnica nigdy nie będzie obwodem.

Obejrzałam Carnival Row, ostatni odcinek zapowiada mocny drugi sezon. Uwielbiam fantasy, świat, który daje mi wytchnienie. Jeżeli lubicie bajki, to zachęcam, chociaż serial brutalny, ale jakoś nie męczyło mnie to. Muzyka, zdjęcia, efekty, wyśmienita rozrywka. Często oglądam filmy na podglądzie, bo mnie nudzą, nużą, coś tam mi nie gra. Tak tutaj nie uroniłam żadnej sceny. Wiele razy cofałam, by obejrzeć jeszcze raz, zachwycić się ponownie. 




poniedziałek, 30 marca 2020

Równowaga albo jej brak



Od kilku dni trwa północ, właściwie to nie potrafię rozpisywać się o skali głupot, o które się potykam. Możliwe, że chodzi tylko o jakieś metafory, sny, lekkie przygnębienie. Gdyby wszystko można było załatwić jedną chusteczką, wymazać, przetrzeć, zapomnieć, zaraz po wyrzuceniu jej do kosza. Piosenki o liczeniu kroków, kiedy przestać, iść dalej, stanowić o sobie, w następnym dniu. Przyglądamy się żółtym motylom, jakby były wymalowane niespotykaną farbą. Pozwalasz mi się topić i kiedy widzisz, że tracę czujność w opuszkach palców, odpuszczasz, łapię oddech, bez dławienia, przełamywania klatki piersiowej. Nigdy nie jest zbyt późno, by wrócić do domu, gdzie psy szczekają, a długość ogrodu mieści się w dwustu krokach.

piątek, 27 marca 2020

Social dystans





Poniżej wklejam notatki z różnych miejsc, przypadkowe, ale w jakiś sposób ważne. Zapis pamięci. 

Skurczyła się przestrzeń, to zapewne wpływ dysfunkcji, która coraz częściej się odzywa i jakoś czuję mocniej jak dociera/naciera papierowy świat, Przyglądam się ludziom, w jaki sposób zwracają na siebie uwagę. Lekceważenie, cynizm, rekwizyty, którymi akcentują przynależność do najróżniejszych grup, grupek. Nie wierzę w zmiany, nóż, widelec, łyżka, wymieniamy na nowe, używamy tak samo. Wiem po sobie. Urazy, które tkwią we mnie głęboko do niektórych ludzi. Niby o nich nie pamiętam, ale... 

Kiedy pytasz mnie, czy jeszcze piszę wiersze, zacinam się myślami. Rozklejam i trudno mi jest się skupić na częściach mowy, kiedy mieszam odcienie niebieskie z czerwonymi. Wcieram sadzę w drobne ściegi, linie, zadrapania. Pokrywam woskami jakieś wyrzucane z siebie obrazy. Mówisz, że półcienie powstają po półkolach. Odkładam szklanki z winem symetrycznie względem stóp. Jeszcze coś tam powstaje w głowie, daleko od powierzchni, zalążek, drobny element z odległej perspektywy, międzyludzki gest nerwowo poruszany środkowym palcem. Z tych różnych rzeczy, spraw, nic nie wynika, nic. Gdybym chciała wyrażać się z nadzieją, krótko objaśniać doświadczenia, porównywać słowa Kanta z atmosferą ostatnich dni, zostałabym nowofalową wieszczką wyrywającą prywatność z akcji #metoo. Normalność. Mam wątpliwości, kiedy rozmawiamy o etyce, o młodych ludziach bez zasad, kwiecie polskiej poezji. 

Przyjaźń, która powaliła mnie na kolana. Powodowała, że żyłam spokojniej pośród zmartwień, przedmiotów, tez, dni. Nadbudowałam w sobie odpowiedni poziom zrozumienia, wyrozumiałości. To rodzaj fascynacji, przekroczenia granic, inaczej niż z mężem, kimś poślubionym. Ludzie w zasadzie mówią na siebie różne rzeczy, nie przeszkadzało mi to, co słyszałam, dla mnie ważna była mozaika na ścianie, jak się układa, faluje w świetle. Dałam się uwieść i porzucić. Przestałam być inspirująca, interesująca, możliwe, że nagle stałam się zwyczajna, prozaiczna i głupia. Co robi się z takimi ludźmi? Przemilcza się, zapomina, dystansuje i przepada w innych obszarach. Stare zamienione na nowe. Odwracasz się i mówisz, że przyjaźń z mężczyzną nie jest możliwa. Możliwe, tyle że to kobieta była. Tu i tam.

wtorek, 24 marca 2020

Sophia






Pracuję nad filmem o małym sharku, tak tu sobie wrzucam w trakcie pracy i ciekawa jestem co z tego wyjdzie na końcu.

czwartek, 19 marca 2020

Zaraza w literaturze



Nie nudzę się, ale poczułam, że muszę... Założyłam FP i liczę na Wasze wsparcie, zaproście znajomych do polubienia FP, przyłączcie się do mojego projektu, będźcie matkami i ojcami chrzestnymi tej strony https://www.facebook.com/margarithesp/

Dziękuję

wtorek, 17 marca 2020

Wtorek albo środa



Nie wiem, czy już się wyspałam, ale dzisiaj ogoliłam głowę i wreszcie mi lepiej. Nie śledzę wiadomości. W sumie niewiele się zmieniło w moim życiu. Dzięki wirusowi mogę robić projekty zdalnie, czyli kolejny powód by nie wychodzić z domu. Social phobia i tak trzymała mnie na tyłach wszelkich spotkań, teraz nie muszę przedstawiać wymówek, wykrętów. Poza tym cisza, spokój, jedynie muzyka, zapach kawy, czarnych kwiatów w tle. Liczę kroki, całe zestawy kroków, szepty, oddechy, niby coś mnie rujnuje, ale nie wiem, czy to kwestia dojrzałości, czy zwyczajnie lekceważę sobie świat. Cierpię na swój sposób i niewiele osób próbuje mnie zrozumieć, dla wielu lęk, to abstrakcyjne słowo i dlatego odwrócili się ode mnie z dnia na dzień. Zaplątałam się w kablach, dosłownie. 


poniedziałek, 16 marca 2020

letnie decyzje



W czwartek, Leo (premier), ogłosił zamknięcie szkół, przedszkoli, żłobków, uczelni i poprosił, aby ludzie pozostali w domach, zanim to jednak nastąpiło, otworzyło się piekło, z ludzi wyszły najgorsze cechy. Ze sklepów zniknęły najtańsze produkty, papier, makaron i takie tam. Oczywiście drogie produkty nie zostały wykupione. Załapaliśmy się na cukinię i świeże owoce. Upiekłam szarlotkę, przygotowałam kolorowy makaron z warzywami, relaks. Dzisiaj rano zebraliśmy się i pojechaliśmy do miasta. W sklepach jest wszystko, od zatrzęsienia, ludzi nie ma, więc spokojnie zrobiliśmy zakupy na kolejny tydzień, jak zawsze z resztą i wróciliśmy do domu. Tak, zauważyłam, że ludzie wycierali dłonie chusteczkami, my z resztą też i nie spotkaliśmy kaszlących czy zakatarzonych, a w Irlandii jest to widok nagminny. Wizja śmierci, jednak podziałała na wyobraźnię. Zamknięto puby, dyskoteki i restauracje, bo niestety młodzi nie rozumieją, co znaczy prośba - zostań w domu i nie chodzi o Ciebie, ale Twoich dziadków, rodziców, starszych, czy schorowanych sąsiadów. Mamy długi weekend, bo 17 Marca obchodzimy święto Świętego Patryka, jednak w tym roku parady i imprezy towarzyszące zostały odwołane. Już na początku miesiąca przebąkiwano o takich wytycznych i szczerze dziwię się tym, którzy zaryzykowali i przylecieli do Irlandii w ostatnich dniach, dzisiaj ogromnym szokiem musiała być dla nich wiadomość, że już raczej stąd nie wylecą, chyba że ktoś dla nich wyczarteruje samolot... 

sobota, 14 marca 2020

Druki pierwsze



W przebłysku świadomości, pomiędzy jednym projektem a drugim, czytam książki o Typografii. „Typografia to rzemiosło, które nadaje ludzkiemu językowi wizualną formę, a co za tym idzie, niezależną egzystencję. Jej pniem jest kaligrafia – taniec żywej dłoni, przekazującej treść na maleńkiej scenie – a korzenie sięgają życiodajnej gleby (…). Dopóki żyje korzeń, typografia będzie nas prawdziwie zachwycać i dostarczać prawdziwej wiedzy i naprawdę zaskakiwać” – Robert Bringhurst. Typografia powinna być zrozumiała, zwięzła i dostępna dla wszystkich, ale nie musi. Nie musi za wszelką cenę o czymś stanowić. Dla mnie jednak powinna być estetyczna, harmonijna, zależna, powiązana i wybierana z umiarem. Układana tak, by stanowiła o jakieś tajemnicy, wzbudzała uczucia i odczucia. Chyba mogłabym o tym zatraceniu pisać w nieskończoność, tylko jaki to ma sens, kiedy nie ma już dla nas ratunku.



poniedziałek, 2 marca 2020

Koło ratunkowe



Mnóstwo ludzi choruje, dzisiaj z powodu nieobecności głównego wykładowcy jednego z projektów, zajmuję się ilustrowaniem. To żmudne zajęcie, ale daje mnóstwo satysfakcji. A wyżej książka, ostatnio poprawiam sobie nastrój odkrywając, jak robią to znani ilustratorzy. Nie samą typografią człowiek żyje, fajnie, kiedy można połączyć jedno i drugie. 

czwartek, 27 lutego 2020

Zmiana klimatu/Climate change



U mnie wciąż jeden temat: klimatyczny. Przez trzy dni miałam zajęcia z ilustratorem i muzykiem Davidem Rooney. Pouczające, interesujące, inspirujące. Wyczerpałam się przy projektach książek i nie byłam zbyt mocno kreatywna, ogólnie czuję się tak, jakbym straciła motywację. Żadnego dobrego słowa, jedynie well done, ale tutaj każdy to usłyszy, największy partacz również, więc jakie to ma znaczenie, dlatego puszczam wolno.




Carbon dioxide, a key greenhouse gas that drives global climate change, continues to rise every month. The gases absorb solar energy and keep heat close to Earth's surface, rather than letting it escape into space. That trapping of heat is known as the greenhouse effect.

Workshop with David Rooney on climate change.


technique: lino and mixed media, collage

piątek, 14 lutego 2020

Najlepsze strony profili




Sprawy ojców, do których trudno dotrzeć,
synów, przeciągających ciała w letnich łóżkach i najczęściej obojętnych. 
Odnajdują się w słowach, w mowie szeptanej,
z nostalgią i z zaskoczeniem. W cierpkim smaku ginu.
W dymie. W przecieranych oczach. W głębokich spazmach.
Kto jest bardziej uwikłany, a kto tylko obejmuje
odrapane z kory drzewa?
Pociąga nosem, próbuje coś ugrać,
wygrać rundę? Oczekiwanie. To koniec, ty zasrańcu.

To wyżej zalatuje bzdurą, jakąś niepotrzebną historyjką,
wymyśloną na potrzeby małomiasteczkowych płaczek,
mitem miejskim, podawanym z ust do ust albo w palcach.
Chusteczki higieniczne owijają każdy kęs, purpurową literę,
szkarłatny znak, każdego dnia spadają z dębowego stołu
o mocnych nogach bez śladów po kornikach.
Turlają się, idą w zaparte albo przyklejone pod stopami
przenoszą w kawałkach drobiazgi, w plamach.
Roztarte. Stracone w pyle.

Ojcowie. Wymyśleni na potrzeby zimy, bolesnego razu,
zapisywani małymi znakami, ciągiem niepowodzeń.
W gadkach o niczym, o siadaniu na końcu. O rękach
sięgających światła, o celowości życia w ciemnościach,
w cieniu, ukradkiem, z dala od uniesień. Blisko matrycy,
w drobno rozstawionych otworach, w wyciekającej farbie,
w przeniesieniu, bo tak jest zawsze lepiej. W jedną stronę,
w odorze szajsu, który rozpowszechniają w kolejne urodziny.

niedziela, 9 lutego 2020

Słowa rysują skórę jak papier


Napisałam o przyjaźni, która jak szybko zapłonęła, tak szybko się wypaliła. Tak, przerabialiśmy już ten temat wielokrotnie. Jestem przewrażliwiona i przerabiam/analizuję porażki wiele razy, no muszę. Przyglądam się i widzę, to wypięcie na mnie i składam kolejne ilustracje. Wycinam strony. Odcinam pastelowe kolory. Och dyplomacja, podkolorowane dni, smak dżemu truskawkowego, większy obraz, zasięg. Są ludzie, którzy sprawnie zmieniają skórę, zainteresowania, inspiracje. Miłość do jakiejś nosicielki wartości. Szum, czułość, ocalenie. To było zwykłe nadpisanie z mojej strony, dałam z siebie więcej niż otrzymałam. Rzeczy wzniosłe i upadłe, rany, jestem głupia, to nieuleczalne.  

sobota, 8 lutego 2020

Proste jest proste




Wyobrażam sobie szczęśliwych ludzi. Dzieci wspinają się na ich kolana, w górze bardzo im się podoba. Kiedy dorosną, zobaczą okolicę inaczej. Pomyślą, że ktoś to pomieszał, sierpień z październikiem, góry z morzem, dzień z nocą, a nawet białe z czarnym. Rano słychać jedynie śpiew ptaków. Szykuję się do wysłuchania całej masy bzdur i obiecuję sobie, że zanim wrócę do domu, strzepnę je z ramion. Staram się być na odpowiedniej wysokości, by móc obserwować i w porę reagować. Obracam się w niknącym świetle, o tam i przyglądam migoczącym refleksom w nadciągającym zmierzchu.