niedziela, 10 grudnia 2017

Nucę



Nie przejeżdża tędy zbyt wiele samochodów, a zimą ludzie zerkają, czy u sąsiadów zaświeciło się w oknach. Czy mogą już spokojnie zasnąć. Skuleni w zimnej pościeli zaczynają drugi sen, oddają się wymyślnym zajęciom. Przypadek sprawił, że w nocną podróż wybrałam się z kimś, kto przyjmował świat jak leci, później dopiero zauważyłam, że w zasadzie wyszliśmy tylko do baru na piwo. Śnieg pokrył drobne listki, różę, poziomki, wycięte klomby i szloch niosący się z oddali. Jestem pewna, że za rok torując sobie drogę, będę miała wrażenie, że to już było, że każdy wieczór będzie przypominał następny. Mgławica, którą postanowiłam sfotografować przepadła za chmurami. Właściwie nic się nie dzieje. Wpatruję się w ciemność przed rzędem pustych szklanek. Zapisuję każdy przypadek, płatek po płatku, życzliwe i nieżyczliwe spojrzenia. Porównywanie do lalek, rysy twarzy, detale wynikające z zachowania. Obliczam ryzyko strat, które może doprowadzić do obłędu.

sobota, 9 grudnia 2017

Gówniana kawa


 
Rozmawiamy o kawie, że w Irlandii, to niestety wciąż podają bardziej napój mleczny niż kawowy, jeżeli chodzi o latte i inne rodzaje z mlekiem. Możliwe również, że przywykłam do mocniejszej kawy i kawiarniane są lekkie jak chmurka. Tak sobie siedzimy Paddy, córka i ja i czekamy na syna i brata. Popijam capuccino, które smakuje jak smakuje. I nagle Paddy mówi:

- Najlepsza kawa to jest ta, co ten lis pluje. 
- Nie pluje tylko sra, no, kupę robi.

czwartek, 7 grudnia 2017

Pięciominutowe prezentacje




Jakie to uczucie, kiedy wychodzisz z siebie do ludzi i nie pamiętasz o czym mówiłaś? Właśnie. Dzisiaj miałam takie doświadczenie, które mnie w jakiś sposób zniewoliło. Spoglądasz naprzód i widzisz siebie. Świat mija, rzeki odpływają, drzewa gubią ostatnie liście. Po drugiej stronie ulicy ktoś przeprawia się przez kałużę. Przenikam deszcz i staję w pomarańczowym świetle neonów. I w tym momencie Asma podała mi na dłoni pachnące przyprawy z targu w Istanbule. Troszczy się o mnie, kiedy odlatuję i przytrzymuje, gdy wracam. Coraz częściej rozlewiska zmieniają się w bagno i jest trudniej przedostać się w głąb lądu, ale nie przestajemy rozmawiać. Stajemy we własnych cieniach, i nie znikamy któregoś dnia, nie wiadomo kiedy.

niedziela, 3 grudnia 2017

sobota, 2 grudnia 2017

Powitanie


Dziecię przyleciało. W zimę słoneczną i mroźną. Dzisiaj jest już mglisto i dżdżysto. Wciąż jakieś płoty, pola i poletka. Konie i koniki. Zapomniałam już o ostatnim wichrze a zapowiadają następny. Wciąż słyszę: uczesz się, wyprostuj, nie skrzyp - za uszami, głośniej i głośniej. Coś się kołysze, coś upada. A może mój dom ma swojego ducha, który czeka albo biega od drzwi do drzwi. Pragnie abym go zobaczyła, tamto mieszkanie na górze, kiedy wcześniej nic tu nie było oprócz domu z czerwonymi drzwiami. Gałka w drzwiach obróciła się i znalazłam się we wnętrzu wyobraźni. Cisza i zachwyt. Miękki mech i kolorowe przedmioty, które się unoszą i odcinają świat od świata. Migoczące światło, zapach migdałów, jego nadgarstków. Przechodzi przeze mnie jakaś myśl, ciężka. Odciska się na skroniach.

Dark Rooms - "I Get Overwhelmed" (A Ghost Story OST)


piątek, 1 grudnia 2017

Przewodnik




Wstąpiłam w bryłę lodu, w jej kształt i chłód,
jednak żeby zatrzeć pamięć trzeba czegoś więcej. Nie mogę iść
dalej, zanim przebrzmi odgłos wiatru, zawróci w głowie.
Łodyżki, ogonki, półkola, to wszystko pozostaje w środku,
nie wiem, czy mogę je uratować.

Zostają pieszczotliwe piosenki, sznur, który nas łączy
z kosmosem. Wyspiarze tęsknie czekają na słoneczne dni
i wrzucają do szklanek kryształki. Uczę się z uśmiechem
wciągać powietrze i przytakuję świstem z bezdechu.

Może chodzi o krztynę dźwięku, co wydostaje się z obłędu,
kiedy wyplątuję zwiędłe kwiaty z wianków zawieszonych na drzwiach
albo łapię postrzępione kartki, później składam z nich statki.
Litery, wbrew mojej woli, rozpuszczają się i wypływają z wody
jak koła ratunkowe, w ich miejscu stoi nosorożec.

środa, 29 listopada 2017

Nawroty


Spójrz, niewiele można oczekiwać od tej pory roku.
Zamarza deszcz, na rękawie gil i nagle znikające krople
krwi. Każdy cykl mija, więc powtarzam chłodno, nie popędzaj
kota, psa, owiec, torując sobie drogę. Wyłazi ze mnie zwierzę,
szczypie powietrze, trawę, zrywa więź z obrazami nad łóżkiem.

Mój drogi, spójrz w dół. Wpasowuję się w światło świdrujące
spojrzenia. Przyszłość snuje się, nasłuchuje, powtarza imiona.
Można koniec rozwiązać przed końcem i wylać, zdradzić, splamić
obrus? Zgadnij, czy kadry z wyobraźni to najszczersze emocje,
które rozchylają usta. Oddalenie boli bardziej niż wygnanie.

Gdybym potrafiła zmienić noc w toń, rankiem zapomnieć o ciosach
burzy. Nie słyszeć echa bitew, wypowiadać jak dziecko zaklęcia,
co mogą zatrzymać lęk, zamrozić każdą ulewę.