sobota, 24 września 2016

Dzień zrówna się z nocą




                                                                    Żywilii


Zmienia się jak burza, która przerywa bliskość.
Ktoś zawłaszcza historię, srebro, kłębki włosów.
Nie mam dla nich odpowiedniej nazwy,

dlatego wyraźnie coś mi dolega. Ściera w środku, na ostro
toczy zmysły. Kiedy wyjechałam z poplątanego otoczenia,
poczułam moc nadprzyrodzonych zjawisk. Miliony cięć,
tarabanienie o ziemię, ale nikt tego nie usłyszał.

Zieleń rozrasta się w ogrodach, nadal kwitnie w świętych miastach.
Nie wymieniamy ich tytułów.
Po swojemu, moczymy stopy i dzielimy się myślą
z artystami. Wsiąkamy w ziemię, szukamy bardziej przyjaznego języka.



dwa lata temu w maju


John Lemke - The Unwinding

piątek, 23 września 2016

Jesień budzi coraz później




Sonia posyła na marginesie @, że zniknęłam. Przymykam oko i zerkam w jej stronę. Jestem, jestem. Czytam listy. Że jak patrzę tak, to mnie widać, a jak tak, to nie. A Pani nie chce, kiedy inni chcą. On, on i ona, i tamci z góry i z dołu, po całości. Wzdłuż i w poprzek. No i tak odprawiam maile, jeden za drugim. Pomiędzy zupą grzybową a kawą, jedną i drugą. Wyjściem, przyjściem. Praniem, składaniem, prasowaniem. Pomiędzy deszczem a słońcem. Wiatrem a księżycem. Co ci jest? Nic, idę poczytać o śmierci, mrocznej roli azbestu w budownictwie i takie tam.

czwartek, 22 września 2016

Tricky | I'm Not Going (feat. Oh Land)

Noski Noski



Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Nosorożca. I w związku z tym dniem dostałam taki wspaniały prezent, oniemiałam. Piękny, prawda?! Autorką jest jedna z moich ulubionych artystek Ewa Lutomska-Barcikowska, którą cenię, jej niezwykłą twórczość również. 



Takie tam stożki

Czasem podejmuję impulsywne decyzje, ale mama zawsze powtarzała za Mickiewiczem: mierz siły na zamiary, więc pomyślałam dlaczego nie.

https://www.facebook.com/irishlightfestival/photos/a.1587852344844994.1073741831.1540038636293032/1588234168140145/?type=3&theater

https://www.facebook.com/irishlightfestival/photos/a.1587852344844994.1073741831.1540038636293032/1587862008177361/?type=3&theater

https://www.facebook.com/irishlightfestival/photos/a.1587852344844994.1073741831.1540038636293032/1587862591510636/?type=3&theater

Znacie te miejsca, bo przecież zanudzam Was nimi :) ale cóż, taką mam atlantycką obsesję!

Inne zdjęcia mojej pięknej wyspy http://irishlight.ie/



środa, 21 września 2016

Już miałam iść




Kładę się, próbuję zasnąć i kiedy zaprzeczasz, że tam byłeś,
zginam się wpół. Boleśnie, z dłońmi na biodrach, z oczami w dół.
Książki porzucone w trawie, poza domem, wszędzie.
Rozmowy ciągną mowę z myśli, z głowy, z rąk, które wypuszczają,
jak obrazy, historie o ludziach, ich dzieciach i pożegnalnych listach.

Co mam myśleć, kiedy nie myślę, że ranię stopy, nie smakuję mięsa,
nie zabijam, nie odradzam się w zachodzie słońca. Każda miłość
wyprzedza rozkosz. Gdybyś widział. Pod spódnicami czeka rozesłana
przestrzeń, rozgrzana językiem namiętności radość,
głód pulsującej krwi, kolejny motyw.

I wtedy wstaję. Nie wiem, czy liczyć cedry, czy iść przed siebie,
wzdłuż cieni, na południe.
By przeżyć w torfie, w megalitycznych kamieniach,
w odciskach spiral materaca.
Zalane mlekiem poranne wzgórza
kruszą się, łysieją. Budowane z piaskowców opowieści –
za nimi tęsknię, za rytmem ziemi, oddechem oceanu, pamięcią pchnięć,
do których dostrajam się i faluję tysiącem odbić.

Przełamuję świeżo upieczony chleb, słabość do ciepła, owoców utartych
w miodzie. Śluz wycieka, rozmazuje się jak jesienią po nocy dzień.


wtorek, 20 września 2016

Legendy, dwie części...




Podróż poza czasem*



© Edyta Purzycka
Ryba, kosmos i bąbelki
28 x 17 grafika


Co jest najistotniejsze w obrazach i grafikach? Kompozycja, barwy, pierwsze i kolejne tło, pociągnięcia pędzlem, kreski pióra, noża, uwaga, jaką na sobie skupia wydobyte światło. Motywy i szereg artystycznych detali, bez których obraz niewiele znaczy. Podobnie jest z poezją, oczywiście, to jest moja opinia, więc można się ze mną zgodzić lub nie. Kiedy szukałam odpowiednich ilustracji do wierszy Romy Jegor, pomyślałam o jej scenach i mając przed oczami piękne teksty, czytałam je na głos. Pomyślałam, że jednak wszystko zaczyna się od języka. Odchodzenie od codzienności, wypełnianie pustki, liczenie dni, skupianie się na symbolice. Proces powstawania planów czasowych najróżniejszych zjawisk, spotkań; to wszystko doprowadziło mnie do grafik Edyty Purzyckiej.

Czytając wiersze Romy, wodziłam wzrokiem po grafikach Edyty i kiedy znalazłam się wewnątrz intencji, zrozumiałam, że kolejny obraz i słowa zazębiają się. Krawędzie nachylają się ku sobie, łączą i dzięki temu obserwuję rekonstrukcję dwóch artystycznych światów. W obu przypadkach możemy łączyć podmiotowość z odsłoniętą dynamiką. Ta rekonstrukcja jest wrażeniem odbiorcy, aktem woli autorek, które przybliżają nas do swojej twórczości, nadają właściwości barwom, światłu, odbiciom. A rzeczy wyobrażone pozwalają się doświadczyć w sposób zmysłowy. Pozwalamy się uwodzić, cokolwiek rozumiemy przez cel tej fantastycznej podróży. I kiedy przyglądam się scenom na obrazach, szukam dla siebie odpowiedzi, przenikam wyrysowaną wodę i nagość. Zrozumiałam, że nie ma sensu doszukiwać się podziałów tylko dlatego, że wiersze i obrazy powstawały osobno. Jednak magia sztuki, pewien uniwersalizm pozwala nam na logiczne łączenie i budowanie scenariuszy. Podział plam, kresek, światłocienie postaci, zwierząt i przedmiotów nadają sens symbolom. Wnętrza tajemnic wynikające z obsesji artystek pasują do siebie idealnie. Rozpisane w wersach olśniewają bogactwem dialogów, które przypadkowo stworzyłam, zestawiając ze sobą wiersze Romy Jegor i grafiki Edyty Purzyckiej.


Chemia słońca

Upał obiera nas do kości ze słów dotyków
i myśli jak bieżąca woda
wysychają języki pocałunki chęć przytulania
spania na łyżeczkę na twoim albo moim boku
chodzimy nadzy i wszystkie zamiary świecą w nas
jakbyśmy odkryli rad polon albo jesień
próbujesz się ukryć za zapachem mięty 
i perłowymi włosami dziewczyny z procol harum
a mnie mówisz że kobieta nigdy nie jest dość naga
nigdy nie jestem
jaśniejszy ślad nad prawą piersią białe nitki rozstępów
i ciemna koronka tęczówki
skutecznie zawładną całą chemią słońca

                                                        © Roma Jegor



Zaczepiam się o tę myśl złożoną z czułości i formy. Mówiąc o grafikach, zastanawiam się nad liniami podziału, nad detalami, które zniewalają i tworzą oparcie dla farby. Wcierana skrupulatnie, otwiera lub zamyka horyzont, stanowi o sile artystki, o jej wyobraźni i miłości. Myślę, że to, co się rodzi z niepokoju, może inspirować nas wszystkich. Zmuszać do wyjścia poza schemat. Sięgamy po dogmaty i uśmiechamy się do słów.



Chwila oddechu

To tylko chwila oddechu moment kiedy
zegary odkładają wskazówki
myśli jak białe wielbłądy przestają kopać piach
dachy schną z pożądania i paruje krew wieczoru
Zasłony owijają nas niespiesznie
dojrzewają księżyce w stanikach
i zaczynają łowić śmiechy łuszczyć słowa
mrowić palce odciśnięte w snach dachówek
To tylko moment zatrzymanie ziemi
mikroświat spokoju mikroszept gałęzi
zanim zacznie galopować nasze wołanie
i nim się łódka zmysłów zamieni w przepaście
To tylko bańka światła garść ziaren sezamu
i miłość teraz śpiąca jak kot pełen mleka

                                                              © Roma Jegor


Kilka dni temu obejrzałam reportaż o Edycie. Zerknęłam do jej pracowni. Utwierdziłam się w przekonaniu, że determinacja artystyczna panuje nad człowiekiem. Znajduje się w oczach, w gestach i w barwie głosu. Miłość do ludzi i zwierząt przynosi ulgę, formuje emocje i dzięki temu możemy sięgać w głąb tych grafik. Są odbiciem, tłumaczeniem przestrzennym życia, skalą świata, którą możemy odebrać dzięki bodźcom. Cieszę się, kiedy sztuka wizualna odbija się w literaturze. Gdy świadome budowanie obrazu małymi plamami odzwierciedla tworzenie nastroju przy pomocy słów.



Decyzja


Najpierw wschodzi słońce i wszystko staje się niebieskie
horyzont prostuje brwi ocean odzyskuje mowę
Przedzierasz się do tych błękitów przez bibułkę snu
powoli opuszczasz wydmy 
Patrzysz przez różową błonę powiek
i nie masz pewności czy tamta jasność
urodzi sobie ciebie raz jeszcze
Jest tyle piasku do oświetlenia tyle nocnych śladów
jeszcze bezpańskich dopóki 
nie wyciągnie ich na wierzch światłocień
Kiedy decydujesz się w końcu otworzyć oczy 
i unieść podbródek nad niebieską linijkę 
raz jeszcze jesteś ruchem wodnego zegara 
minutą na którą patrzy ocean

                                               © Roma Jegor


Otwarty układ liryki i grafik jest wszechstronny i konsekwentny. Dzięki temu efekt zestawienia wierszy i obrazów stanowi pewną całość, chociaż zbudowaną osobno i w odpowiedzi na zupełnie inne potrzeby artystek. Ale czy rzeczywiście na inne? Wartość sztuki jest czymś niezwykłym. Bo sztuka nie musi mieć regularnych kształtów czy równych długości wersów. To nasze emocje rządzą obrazami i słowami. To my nadajemy im nieregularność lub harmonię. Od nas zależy wrażenie spójności, ruch, dostrzeganie piękna.

Wciąż odczuwam potrzebę splątania ze sobą talentów, twórczości ludzi mogących stać się dla siebie kimś bliskim. Wejść na inny poziom rozmowy, motywacji zdolnej inspirować i prowadzić do kolejnych rozwiązań.

To skupianie uwagi na słowach i obrazach powoduje, że wciąż odkrywam rolę sztuki w moim życiu. Eksponujemy w sobie różne stany, procesy, do których dodajemy zakończenia. Wartościujemy to, co nas rozwija. Związane z tym wszystkim przeżycia, uczestniczenie w narracji, jaka się tworzy, są szalenie ważne. Mocno tkwimy w nawykach, myślę, że aby mówić o przyszłości, musimy te nasze przyzwyczajenia w jakiś sposób pokonywać. Bo cóż widzimy, gdy zakładamy przeciwsłonczne okulary? Czasy się zmieniają, doświadczenia, rozmowy o wolności. O tym, jak postrzegamy to całe bogactwo artystów. I nie ma w tym nic wymuszonego, zwyczajnie każdy z nas jest inaczej ukształtowany, tak jak mnóstwo obrazów, które poszerzają naszą skalę wrażliwości estetycznej. Można się oczywiście doszukiwać innych przyczyn, dla których wybieramy sztukę taką, a nie inną. Można również zauważać w tym wszystkim ludzi lub wręcz przeciwnie. Jednak najważniejsze jest odczuwanie. Dowody wielkości wyobraźni, jakie w nas powstają, kiedy dokładnie przyglądamy się grafikom i z uwagą odczytujamy zdania wierszy. Rytm zestawionych obrazów i poezji nie wyczerpuje nas, lecz dokonuje czegoś niezwykłego. Jakby ktoś nas ożywił i wypuścił na nowo w świat. Miłośników sztuki z ogromem miejsca do odbioru bodźców. To ciągłe pożądanie, które wiąże się z poszukiwaniem i wpływaniem na bieguny rzeczywistości. Z reguły w tym wszystkim przystajemy do swojego czasu i miejsca, a przecież tak trudno jest w zamęcie ustalić jednoznacznie, co i ile jest warte. Ważne, by nie czuć wewnętrznej presji i nie oglądać się na opinie innych ludzi. Ufanie własnej wiedzy niewątpliwie wprowadzi w nasze życie równowagę i spokój. Może to zabrzmi anachronicznie, ale sztukę i twórców traktuję poważnie. I nie rozumiem tej gruntownej zmiany, jaka nagle wokół mnie następuje, tej szerzącej się pustki, której nie jestem w stanie wypełnić. I mogę śmiało napisać, że jedynie światło nie ma końca.


*Tytuł grafiki Edyty Purzyckiej

poniedziałek, 19 września 2016

Piękny świecie

Wymyśliłyśmy z córką, że pokażemy Paddy'emu Kraków. Jednak upał, od którego odwykliśmy spowolnił nas na tyle, że zrobiłam tylko kilka zdjęć. Było przyjemnie, chociaż gołębie były jakieś inne. Tłok, bo takich, jak my kręciło się mnóstwo. Spacerowaliśmy i takie tam. Jednak ciągłe przepraszanie, bo ktoś na mnie wpadał, albo ja na kogoś, to nie dla mnie. Przywykłam do prowincji, to jest mój świat. 



niedziela, 18 września 2016

Robot Koch and Savannah Jo Lack - Siku (Official Video)

Początki


Ryba Basi Trzybulskiej



                                                                         Kasi Tchórz

Od kilku godzin myślę o wspólnym pokoju,
o cieple torfu. Francuskie ciastko rozsypuje się w palcach.
Gotowe recepty nie są dobre na wszystko, tak jak znajomi.
Wtedy wyraźnie poczułam, że to nie była przyjaźń.
Niekończące się rozmowy, zdolność widzenia tego, co ukryte.

Musisz nauczyć się wypełniać pustkę. Tajemnicami z książek, 
dzięki którym chciałbyś nakręcić film. Opowiedzieć najprościej
historie o umiejętnościach, o tropach
ułożonych tak, żeby nimi bez lęku oddychać.

Wygrzewam się w słońcu z zielonymi jaszczurkami,
nie wiem, jaką mają duszę. Czy coś nas łączy,
przemyka jedno w drugie. 

Wyjechałeś i wówczas przełożyłam książki na półkę.
Podobało mi się, bo było wygodnie. Człowiek wciąż płaci
wysoką cenę za pragnienia, stale kogoś drażni albo szuka
okularów. Później nie pamięta, od czego się zaczęło.




maj 2015

sobota, 17 września 2016

Julien Marchal - Two Unreleased Tracks

Muszę cię zakończyć




Czytam owcom i baranom. Dodaję odrobinę tahini
do smaku, szybkiego przełknięcia grudek. Na dnie, w gorącym mleku
migdałowym układają się ulubione słowa. Objadamy nieużytki,
wygrzebane w deszczu korzenie. Młode szkodniki wypływają pierwsze.
Mówisz, że drapią w gardle. Powietrze brązowieje od torfu.

I czytam o sprawiedliwych, ślepej kobiecie, która w letniej wodzie
dręczy palce. Czy można zadręczyć się na śmierć? Z okazji końca.
Ważnej chwili, detali, których nie jest się w stanie dostrzec. Miłość podłączona
do czegoś twardego albo może tylko nam się wydaje, że nadejdzie sen i
zwolni od odpowiedzialności.

Omijasz w nim drogi, jeziora, szpilki wystające z trawy. Rodzi się nowy
trakt. Bez ołtarzy na skrzyżowaniach. Wżerów tak głębokich,
że zboża nie kiełkują. Wtedy dociera do mnie ranek. Pachnący bułkami,
masłem. Kawa i nieproszeni goście. Przerywają lekturę, zaginają rogi.
Ich odciśnięte na blatach linie szorowałam dwa dni.


piątek, 16 września 2016

Podróżowanie w przestrzeni

Barbara Trzybulska


Otwieram szerzej okno. Do rozmyślań przenikają zapachy
ze studni, z nadżartych cegieł. Ruiny niepotrzebnie tracą kształt,
jakby życie miało być tylko przeszłością
albo zniekształconym zarysem wierzchołków wzgórz.
Raz wzniesione są zaledwie ułamkiem równowagi.

Kogo obchodzą pachnące pestki, które pękają pod ziemią,
przeobrażając się w energię. Im częściej dotykam
miejsc, w których więcej bólu, tym szybciej wschodzi i odbija
piętno, nieczułe na najbardziej skomplikowaną pułapkę.

Możliwe, że można prościej przemijać. Wystarczy nie schodzić
ze ścieżki, nie tłumaczyć, ile rat pozostało do spłaty,
spinając pośladki biec tu i teraz. Nie dać się lękom
o przyszłość ruin.

Johann Johannsson - A Song For Europa

Co za ludzie, co za obyczaje




Kiedy przechodziłam przez kontrolę celną w Dublinie, wszyscy się do siebie uśmiechaliśmy, nie pikałam i nikt nie czepiał się zawartości mojego bagażu podręcznego. Nie musiałam wyciągać aparatu, telefonów, nic, jedynie pogawędka, spojrzenie w oczy, co tam mam i już. Kiedy tak samo ubrana, z wypełnioną torbą dozwolonych rzeczy odprawiam się w Katowicach, pikam. Pewnie stare kości, a może belona, chociaż zjadłam tylko kęs. No i macanko, obleśne macanko. Gorzej, bo zawartość tutek nie podoba się celnikowi. I kiedy drugi raz przepuszcza torbę przez skaner, nie wytrzymuje:

- Co tam pani przewozi?
- Biżuterię, długopis, pióra, to i tamto.
- To jest wisior?
- Jak widać!

I szarpie się z największą tutką, jak histeryk, ostrzegam, żeby uważał, więc spogląda na mnie zabójczo. Serio, mam dość nadętych chamskich polskich celników, ale uśmiecham się cierpliwie do debili i czekam, aż skończą demonstrować umiejętności fizyczne. Do tego wybebeszanie aparatu, telefonów, sprawdzanie smaku lakieru do paznokci. Terrorystka Małgorzata opuszcza chory kraj. I później pan w kolejce z wódką w koszyku, zamiast się uśmiechać, fuka, jak jakiś fuczał.