czwartek, 18 października 2018

Middle




O czym myślę, kiedy chcę zapomnieć? O dokuczliwym bólu, który nasila się zawsze o tej porze roku, trzy dni przed? O transgresji. Dokonuje się na moich oczach, dlatego unikam odbić, nie fałszuję. Jesteśmy z Paddym tak niepodobni do siebie, a jednak wciąż się doszukuję pewnych detali, niuansów. Śpiewa i patrzy na mnie z przyjemnością. Wywołuje szmer, od którego mam coraz więcej pytań. Dlatego piję wino i czytam opowiadania Lema, porządkuję rzeczy, których jest coraz mniej. Zali wżdy moi drodzy. Znowu dochodzę do wniosku, że czas nie ma sensu. Poczwarzeję, od tego i wciąż mam ochotę na czarną kawę z miodem.

niedziela, 14 października 2018

Bomba myślowa



Gorzej jest tylko wtedy, gdy zawieram w sobie samo sedno. Czuję metaliczny posmak i całość nie ma jakby sensu. Napisałam całość, a mam na myśli siebie, to co wypływa z głowy i drobne opuszczenia, których się dopuszczam. Z jednej strony piękny świat, z drugiej prymitywne teksty w stutysięcznym nakładzie. Słucham Robota Kocha i zastanawiam się nad szerokim dźwiękiem, na ogół niewiele mnie przenika. Mam dużo zajęć, pracy, przetwarzam się na swoich łamach, nie wychodzę z wprawy, a wysoka samokrytyka wyostrza zmysły, tworzy coś, czego jeszcze boję się nazwać. Przede wszystkim przenikliwość. Bywa szorstko, ale czy właśnie nie o to chodzi, by się trzymać celu, zachwycać wschodami słońca, zachodami? Pić wodę ze źródła, oddychać powietrzem przygnanym od oceanu, czuć sól na podniebieniu, jak odległe echo kolejnej burzy.

poniedziałek, 8 października 2018

Urzeczywistnianie





Właściwie mogę wyrzec się tańca, towarzystwa cieni, niepotrzebnych słów, nawyków, od których kręcą się nogi, a nocami sen błądzi po pustych ścianach, lęgnie się po kątach. Stoję w oknie i obserwuję, jak wycinasz nożem dziury do równoległych światów. Nie jestem gotowa na to, co może się wymknąć z drugiej strony. Na przeciskanie słów przez lniane zasłony, podrygiwanie ciała chwilę po tym, gdy zrozumiałam, czym jest rozmowa w ciszy. Doskonalenie języka, nagości, upinania włosów (...) - czytaj dalej, klik

Rozproszenie







Kiedy z przyjaciółmi staliśmy nad urwiskiem, w płaszczach
w kształcie liści, próbowałam sobie wyobrazić intensywność,
z jaką możemy się różnić. Zapachem, skórą, porastającym mchem
w pęknięciach skał, smugą chmur i drogami odciętymi od oceanu
uwięzionego pomiędzy dwiema warstwami lodu na asfalcie.

Kopiujemy wyuczone zasady, schematy, dzięki którym łatwiej
stymulować pamięć. Zmuszamy się do skupienia wzroku dziesięć stóp
nad wodą. Przyjaciele usuwają z piasku litery. Dzielą ziemię znakami
należącymi do dyżurnej grafiki. Może odwiedzą nas znowu, wtedy
schowam się w łóżku. Przeciągnę nastrój farsy. Zeszłej nocy
śmiesznie wyglądali spod kołdry.

W kręgach oceanu, w przekształconej perspektywie
obrazu rozpoznałam ich twarze. Ułożą się na wodzie.
W pierwsze ujęcie. Eksperymentalne, malarskie.


z tomu Mullaghmore strona 51

czwartek, 4 października 2018

Nawroty




Spójrz, niewiele można oczekiwać od tej pory roku. Zamarza deszcz, na rękawie gil i nagle znikające krople krwi. Każdy cykl mija, więc powtarzam chłodno, nie popędzaj kota, psa, owiec, torując sobie drogę. Wyłazi ze mnie zwierzę, szczypie powietrze, trawę, zrywa więź z obrazami nad łóżkiem. Mój drogi, spójrz w dół. Wpasowuję się w światło świdrujące spojrzenia. Przyszłość snuje się, nasłuchuje, powtarza imiona. Można koniec rozwiązać przed końcem i wylać, zdradzić, splamić obrus? Zgadnij, czy kadry z wyobraźni to najszczersze emocje, które rozchylają usta. Oddalenie boli bardziej niż wygnanie. Gdybym potrafiła zmienić noc w toń, rankiem zapomnieć o ciosach burzy. Nie słyszeć echa bitew, wypowiadać jak dziecko zaklęcia, co mogą zatrzymać lęk, zamrozić każdą ulewę.

poniedziałek, 1 października 2018

Doświadczenie niewywołujące lęku



Jeżeli mówimy o doświadczeniu, odmiennych słowach, przekładach z polskiego na angielski, mam świadomość, że mówimy, odmieniając przysiady i rozsiadanie się na sofach, kanapach, fotelach. Odmieniamy się z każdym powrotem, wybuchamy płaczem, histeryzujemy, kiedy zamykam drzwi. Później długo opowiadam o tym, jak nie potrafię, nie chcę, nie mogę. Poniekąd ze strachu, ale o tym już nie wspominam, bo przecież mój wizerunek nie wskazuje na słabości. - czytaj dalej, klik

sobota, 29 września 2018

Mleczne dziecko




Odpowiadam na ślady. W Europie, poza nią, wszędzie tam,
gdzie wiatr i brak braków. Właściwie nie ma takiego miejsca.
Na skórze nadmiar czekolady – o, tam i tam.
Nie możesz oddychać? Świst.

Później wyciągniesz ze słoika nutellę. Palcem.
Ludzie umierają bezgłośnie. Przynajmniej nie czują
zapachu intensywności powagi, z jaką wypowiadamy
sentencje. Wciskam pięć razy „w”, a powinnam „e”.
Obok siebie. Jesteśmy obce.

Wielkie krainy bydła, znalezisk, dawnych miast. Oni wiedzą,
one widzą, potem zacznę malować. U schyłku. Można wszystko
wymarzyć, zaciekawić przyjaciół, wymazać. Przeciągnąć ręką po białych
grzbietach koni. Pozwoliłam im zatrzymać się w locie, przy hinduskiej
ulicy. Ożywiamy smaki, bez wyrzutów sumienia. I nie mdli cię.

Wciąż myślę, że to unik. Wykwit. Wyciąganie płatków, jednego
po drugim. Wychodzenie zza firanki na śnieg, jakbyś była
zrobiona z pobladłej krwi i tiulu. Bez siły. Przezroczysta.


czwartek, 27 września 2018

Rytm





Powtarzalność pocałunków, ust, pór roku. Wir wirów, które rozchodzą się w oceanie.
Przenikają kości, grą w deszczu rozpuszczają sny, tak głębokie jak noc
nad równikiem albo puszczą amazońską. Pytałeś mnie, czy pójdę tam
z tobą, czy potrafię złapać odpływ. Uwolnić tysiące mrówek z kropel, kiedy
lśnią w oczach, odbijają się od liści, płatków bromelii. Bledną
nad płomieniami, ich lekkość przenika płuca.

Dookoła powódź, wiatr odkrywa brzuchy drozdom. Znowu to samo.
Zalane ścieżki, nornice. Młodzi przesiadują w barach, wdrapują się
na wysokie stołki. Zamordowano niebo. Ciemność nigdy nie była tak nisko,
blisko, tuż za rogiem.

Nie chcę zamieszkać gdzie indziej. Tylko tutaj mężczyźni przędą wełnę
w kolorze ziemi. Plotą warkocze, stawiają murki, oddzielają grudy od nożyc
do strzyżenia.

Dla nich wyrabiam ciasto, piekę chleb. Przeliczam owce i krowy.
Gorączkuję, kiedy odchodzą na krawędź klifu. Czekają na znak leipreachána.
Dlatego staję na piętach, zdobię skórę. Jestem tym wszystkim.
Zbliża się burza.


poniedziałek, 24 września 2018

Skład perfum




Różowy pieprz, jeżówka purpurowa, kredki karminowe, zwinięte liście. Rulony wyblakłego papieru. Układam mozaiki z wyschniętych much, które nagle opadły na parapet. Właściwie istoty żywe wymazują z natury gatunki wydmuchane wiatrem. Zapisują potomków w odpowiednim kodzie, szczęściu i nieszczęściu, zależy od osobliwości.- czytaj dalej, kilka
 
 

piątek, 21 września 2018

Jeden po drugim






Nie wiem, który moment sprawił,
że uparłam się pozostać przy życiu.
Też mi poruszenie, siła, królowa Medb, a może Amazonka?
Zależy, gdzie kierujesz wzrok. Wtedy obraziłeś się, że
wiwatuję i gończym zdejmuję kagańce.

Nie rozumiem oburzenia, nie widzę wyciągniętych rąk,
swetrów. Oto ona, piękna i dzika. Wspina się na płot
i wdzięcznie przeskakuje kamienie. Chmury nie zmieniają kierunku,
wreszcie chłopcy dostają manto. Za swoje.

Pojawia się wygaszacz. Najpierw dzieci trzęsą się z zimna,
później bliscy opowiadają o depresji, łzach. Próbują mnie olśnić.
Aż w końcu brnę z nimi przez wiersze. Uczą się ich na pamięć,
linijka po linijce.

Nieokreślona przyjemność: tylko stać. W chmurach, w ciszy.
Mżawka osiada na dnie, tuż przy torfowisku powiedziałam,
że jest moich echem. Wszystkim. Pokrewieństwem, historią,
podróżną torbą, z której wyciągam kwiaty, fale, kości do gry.
Głód

Z tomu, Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu.


poniedziałek, 17 września 2018

Czynnik ludzki

 
 
 
Dobrze się rozumiemy. Tak jak nam przykazano, na dobre i złe. Wciąż skupiam wokół siebie tajemnice, jakbym szukała w nich czegoś, co mnie olśni, wybije, zadzwoni w głowie, ocuci. Skupisko ziemi, dobrze udomowione, złożone z tkanki roślinnej, martwych owadów, samotności. Ponieważ wszystko już było, łącznie z gminnymi pieśniami, sztandarami i całym tym blichtrem lepkich słów, pozostaję w konkretnym czasie. (...) - czytaj dalej, klik

Low - Rome (Always In The Dark) [OFFICIAL VIDEO]


niedziela, 16 września 2018

Cykl



Przebiega przez tunel, listki niespiesznie poruszają się na wietrze,
w stronę oceanu. Leć dziecko, nie skręcaj, nie odbijaj. Raz za razem.

Odkąd gwałtowny haust powierza wypełnił pierwszy raz płuca, otwierają się i zamykają.
Na początku nieporadnie. Podobno od wczesnych lat miał jakieś podejrzenie,
że należy wystukać każdy dźwięk, wykrzyczeć samogłoski, wystękać większe i mniejsze
przeciwności. Dzień za dniem. Monotonnie od rozsypanych mostów, tuneli, fragmentów
lasów, linii kolejowych, po zapach kiełkującej zieleni, którą z wiekiem równo przytnie.

Od czasu do czasu woda wypłukuje torf i ametysty, pęknięcia znosi w dół Achill.
Kiedy się spotkaliśmy – choroba – pomyślałam i wtedy jeszcze nie wiedziałam,
że z gorączką wyśnię ludzkich świętych, a ufność w ich wygłaskane piersi mnie uzdrowi,
tchnie czymś ascetycznym albo doszczętnie rozsypie.

Cisza ukojona oddechami, wiatrem i zapachem ziemi. Skały zalane rdzą,
przez które przebijają rozmaite przewidzenia, echa, zaprzeczenia. Obraz codzienności,
w którym nie brakuje wzruszeń, nienazwanych słów. To nas urządza i określa.
Dzieci zbierają kasztany. Pękają orzechy. Obok słoneczniki przerastają murki.


czwartek, 13 września 2018

Utrata błękitu



Nie zrywam z pytaniami, jednak odpowiedzi szukam w zbiorowości podmiotów lirycznych, które sobie wymyśliłam. Przez lata przewartościowałam wzory na własną modłę, w opozycji do mody i różnic pokoleniowych, które wciąż ktoś podtyka mi pod nos. Nie mam takich skłonności, chociaż mówisz, że jestem żyleta. Tłumaczę sobie ludzkie dzieci, ostre przedmioty, jakieś teksty o królowej angielskiej. Mogę tylko napisać, że jestem przeciwko. Umiałabym w czasie rewolucji powiedzieć, czego sobie nie życzę. Pamiętam twój ton, kiedy rozstrzygaliśmy dylematy naszych znajomych. Krępujące zobowiązania, z których nie potrafili się wywiązać. Ich złość wzbiera z opresji, wewnętrznej słabości. Na powierzchni pływają jakieś rośliny, zakręcone ryby gubią drogę tuż przy dnie. Mogłam mieć pretensje lub dyndać głową w dół, głucha na wymówki. Mogłabym być niesprawiedliwa i twarda. Później kruszyłabym palce w ciemności.

sobota, 8 września 2018

Z tamtego dnia






Smuga, do której się przysiadasz i trwasz do wiosny.
Pestki słonecznika palcami wydłubane ze skorupy chleba.
Niepokoje wypierane terapiami, prostym słowem,
przekazem tak jasnym, że gubi się ślad myśli.

Zachodzisz w głowę, ile jeszcze kontekstów, wyobrażeń,
listopadów wisielczych, wietrznych. Pokonujesz pierwszy plan, kolejny.
Intelektualny wysiłek kończy się na początkach opowiadań
Bukowskiego. Prześmiewcy o gombrowiczowskich ustach.
Wyciągasz z nich

ziarna, lepkie synonimy, wypływasz w podróż albo w objęcia.
Widzisz – ktoś się pogubił. Westchnienia młodych, kolaż najróżniejszych
technik. Nikt już nie uczy. Ożywcza literatura umartwiania,
o lisach, borsukach, porzuconych psach. Nie mają swojego czasu,
zainteresowania emulsją estetyczną. Nic się nie klei, nie rośnie.

Popiół opada na ramiona dzieci. Rozstaje dróg przysypane liśćmi.
Nierówności, jakieś pogłoski przerywane w pół. Coś nas przewiewa.
Rysujesz ręką w powietrzu, co już było.

Światło powraca, rozpina się na moment, w tym fragmencie. O tu.




piątek, 7 września 2018

Zastąpić jedno imię drugim



Miałam nie narzekać. Dlatego pominę artykuły o znaczeniu poetów i ich poezji - współczesność nas rozdrobniła. Trwam sobie tu na dnie, tworząc wartości i przekształcając je w obrazy. Dosłownie. Konsumpcja, plastik, zaśmiecanie... To jest chyba słowo klucz. Ale jestem dla siebie azylem spokoju, dla Paddy'ego, bliskich. Przechodzę w jakąś łagodność, a poczucie przygnębienia wynika z braku akceptacji tego, jak ludzie pozbywają się relacji, zamieniają, wymieniają, niszczą by pocieszyć własne ego.

czwartek, 6 września 2018

Ciąg dalszy



Wycinam zdjęcia z filcu, prowadzisz moją rękę po zagłębieniach,
widzisz, czego nie dostrzegłam. Zaręczynowy pierścionek, obrączkę.
Lizaki kleją się do mankietów, palców, przywiera piasek do papierka
z pięciolinią bez nut, w zamian z kreskowym kodem.

Przeciągłe gadanie kobiety z ukosa nudzi, bolą mnie oczy, słabo rozpoznaję
w niej smutek, gdy znosiła na brzeg oceaniczne muszle. Twoje niebieskie
spojrzenie, barwne akty powieszone na ścianie. Nie zniknęły,
jak kamień w wodę.

Ukrywasz się w przestrzeni pokoi, w cieniu kwitnącego kasztana,
w naszej miłości. Kolekcjonujesz opowiadania i znowu za wcześnie,
by wrócić, przyciąć którąś z fotografii. Przesuwasz palcami po stopach,
wzdłuż łydki, uda. To fascynuje i przeraża, więc klękam, górne światło
miga jak w słońcu ogon jaszczurki, błyszczy splot mięśni.
Wśród rozrzucanych listów, książek, ramion moje nabrzmiałe piersi.

Rozsypujesz okruchy ciasta dzieciom, resztki wsuwasz w szczeliny dachu
ptakom, dlatego przestałam zastanawiać się, czy na chwilę zniknąć. Zostawić
księżyc w pełni, twoje zimne kciuki, usnąć. Jak co roku nie pamiętam, kiedy
pochłonie mnie pragnienie, gdy rozmawiając, zazębimy się o siebie.
Coraz mocniej splecione ręce i najtkliwsze, choć proste słowa.


wtorek, 4 września 2018

Mówisz, że lubisz moją ciszę




Wlecze się za mną każdego dnia, snuje lapidarnie w wątpliwościach – wyjść czy zostać. Właściwie cały ten spacer, to po trosze wędrówka donikąd. Z konieczności podążam trasami pod górę, z górki, wzdłuż klifów, oceanu, w rozpalonym słońcu, plażami hrabstwa Sligo. I pojawią się pytania, jak żarty na temat kultury Azji, niezidentyfikowanych kurhanów, głazów, przy których widnieją tabliczki z napisem „do remontu”. - czytaj dalej, klik

poniedziałek, 3 września 2018

Wrzesień




Dedykowane wiersze. Choroba, pomyślałam i wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mam gorączkę, będę śniła przez całą noc ludzkich świętych, ufność w ich wygłaskane piersi mnie uzdrowi. Jak w życiu. Rzadko znoszę czułość, nie odwiedzam przyjaciół, nie odpisuję na listy, nie odrywam wzroku od dźwięków, które unoszą się w powietrzu. Poza gorączką nie pamiętam zbyt wiele. Nieźle mi odwala. Diabły podkradają mnie samemu Bogu, ale nie odstąpię im snów. Mogę podarować deszcz, jakieś niebezpieczne związki, historie o niegrzecznych chłopcach, których piekło mogłoby pochłonąć. Mam tu swoje szczęście. Przekonanie, że nie istnieją przypadki, drogi donikąd, nawet jeśli prowadzą po trzęsawisku. A wszystko bierze się z kanapek przed zaśnięciem, z książek, które czytam i funduję sobie całą tę metafizykę, jakby była namacalna i popychała dni do przodu. Szybciej i szybciej. Mogłabym napisać analizę dzieła literackiego, ale odnalazłam stare listy. Nadaję im kształty kredkami olejnymi, a może chodzi o porządek, do którego nie mam głowy, sprawnych rąk.

piątek, 31 sierpnia 2018

Niebieskie żyłki




Nie pamiętam powieści z zimowych wieczorów albo imitacji płócien, na których rozrzucone dłonie wyglądały jak zwykle szaro, z domieszką zieleni. Chciałabym precyzyjnie przyciąć kwiaty, wjechać bez słowa w oślepiające słońce, nie poczuć zmęczenia, utraty tchu i zgubić się, i odnaleźć. Rybki w akwarium mijają mnie w oczekiwaniu na "tetra betta" - pokarm dla bojowników. Zakładam, że nie otwierają ust i plują piaskiem, gdy wybucha ich ciało. Czy wtedy piasek jest piaskiem? Ubiegłej nocy niezmordowanie ćwiczyłam bujanie, huśtawka rozpędzała się i zanim straciła impet zrozumiałam, że bez sensu wyłamywać futrynę długim wahaniem. Plamy z atramentu pokrywają opuchliznę liter, kreski drgają, kiedy próbuję odczytać wzór, spisaną skargę. Obok drzwi łopata oparta o wieko pudełka z owadami, przesuwa się. Widocznie dyskusja na temat ciężaru bólu nie powstrzymuje rodzaju ludzkiego. Lamentu.

Nils Frahm - Encores 1 EP