sobota, 23 marca 2019

Czekamy



Jest. Przyleciała króliczka od Soni (klik) i (klik). Dziękuję.

Rozkłada mnie jakiś wirus, więc idę sobie. We wtorek jadę na trip po dublińskich muzeach, muszę się wygrzebać z tego zasmarkania. 

piątek, 22 marca 2019

Z notatek




„...wolałbym być kimkolwiek innym, ale gdybym był kimkolwiek innym, to wolałbym tym kimkolwiek innym nie być, prawda? Wszyscy są, niestety, jakimś „ja” albo uważają się za jakieś „ja”, na jedno wychodzi. Ale co to za „ja” – tego nie wiemy”.

(Jorges Luis Borges)[1]

Próbuję zamknąć oczy i nie widzieć. Nie czuć nadchodzących chwil. Nie wyobrażać sobie lęku. Czuję, jak wnika w palce, w podniebienie, to wystarczy. Myśli przesiąkają zawartością wchłanianą z książek czytanych nad owsianką, nie wiem nawet, czy jest sens wspominać o gastryce. Ale nie mogę się jej oprzeć, nie mogę przestać. Ból, który nie ma żadnych zalet, zwyczajnie zatopiony w płynie ustrojowym. Smutek i cienie. Ogrom wyobraźni, która przenosi się w czasie. Szarpie i wydaje z siebie straszne dźwięki, targa znaczeniami, rozbudowuje obraz klęski. Nie znoszę tragizmu. Nie oswajam się z próżnią i z tym, co nie poddaje się zapomnieniu. Ze wszystkim, co dociera z zewnątrz. Powolne narastanie bitów. Chłód mgły. Słowa nie mają znaczenia, kiedy wokół rozgrywa się spór o władzę. Brnę w bierność, w samotność, w rozpad. To odkładanie przeżyć na później, przechodzenie z kropli w kroplę. Obserwuję niedołęstwo władzy. Cała ta zgroza i lęk. I próbuję sobie wyjaśnić to ekspresyjne straszenie zagładą czymś z kosmosu, naturą, której nadajemy rysami szlachetną śmierć. Wycieram się wzrokiem z oceanem, sztormami nazwanymi imionami kobiet i mężczyzn. Jakbyśmy świetnie się znali, dlatego muszą podrzynać mi gardło akurat wtedy, kiedy spieszę się na autobus miejski, by dostać się na uczelnię. By tam przez moment poczuć się ważną, najjaśniejszą i wolną. Daję im wszystkim radę, nie tracę rozumu, to tylko sentymentalne pierdoleto, całkiem dobrze przyswojone i wymyślone słowo. Nie wiem w zasadzie, dlaczego tych wszystkich kanalii nie mogę nazywać złymi słowami, jakby były zarezerwowane tylko dla literatów, którzy mogą bezkarnie w książkach nadawać realizm poszczególnym scenom. Czy to ma sens? Wtedy mąż mówi: „Ciszej, ciszej!”. I zastanawiam się nad moralnością; czy w niej pozostać, być niewolnicą ładnych, okrągłych słów, czy walić w oczy nieokrzesanych, okrutnych, rasistowskich typów. Słyszę od czasu do czasu, że humanizm jest nadzieją dla tego świata. Serio? Boże uchowaj. Nie mam w takim razie żadnej wiedzy o humanizmie. Chociaż wiele razy myślałam o sobie i obowiązku w ramach przypominania o życiu i wartości, jaką jest. Niestety nie mam wystarczającego poczucia humoru z domieszką cynizmu, jedynie nadnaturalny sarkazm, który produkuję i propaguję bez wzbudzania ogólnego zainteresowania. Dlatego ogłupiam się sztuką, upajam wręcz. Od czasu do czasu mam ochotę porozmawiać z kimś o istocie rzeczy, inspiracjach, dyrdymałach. By się rozchmurzyć. I tutaj próbuję uporządkować jakoś własny chaos. Przypomniałam sobie odpowiedź Borgesa, kiedy Ferrari zapytał go:

„– Zwykle mówi pan także o czymś uporządkowanym albo kosmicznym, przeciwstawiając to chaosowi.

– No cóż, oczywiście, przecież kosmos to ład, a chaos jest jego przeciwieństwem, Przy okazji, ja nie wiem, czy mówiliśmy o słowie „kosmetyka”, które pochodzi od „kosmosu” i oznacza mały ład, mały kosmos, który każdy narzuca swojej twarzy. Rdzeń jest ten sam, a więc ja na przykład jestem raczej chaotyczny, bo nie używam kosmetyków, prawda?”[2]

I tak dochodzę do miejsca, w które chcę powrócić. Uporządkować i ustanowić w sobie, jako pewien rodzaj odrębności. Oczywiście pragnę trafnie nazywać to, co czuję. Zmieniać wizje w obszary, nienazwane w nazwane, aby być dobrze zrozumiana. Chociaż nie zależy mi na tym aż tak mocno. Dlatego nie będę się już odwoływała do rozstrzygnięć z literatury, bo mogłabym jedynie napełnić wiersze wizjami innych, a przecież są to moje własne idee.


[1] Borges, Jorge Luis. Ferrari, Osfaldo. „W dialogu III”. Tłumaczenie Aleksandra Łuń, Wydawnictwo Helion. Gliwice, str. 223.
[2] Tamże, str. 211.


wtorek, 19 marca 2019

Filip Bajon i tło

Pudełko do ciastek zaprojektowałam z czereśniowej naturalnej okleiny, okrągłe, cacuszko. Piękne, eleganckie, 20 cm średnicy. Pokażę jak skończę. Teraz projektuję etykiety, fonty, kolory. Grafikę, którą pokazałam wcześniej wykorzystałam do tła.  Papier khadi, do tego najróżniejsze farby, tusze, kredki, woski. I efekt względnie mnie zadowolił. Zupełnie niezaplanowany zabieg, ale spodobał mi się, wykładowcy również. Wydaje mi się, że uważa mnie za szaloną. W każdym razie, podkład do etykiet już mam, teraz tylko grafika sama w sobie, głównie skupiam się na tym, by nie przesadzić. Podoba mi się tworzenie dla marki i samej marki (nazwa, logo, wizerunek). Tworzenie tradycyjne, bo teraz na świecie następuje powrót do prac ręcznych. Grafika komputerowa jest tania i łatwa, z marszu dostajesz mniej punktów za projekt wykonany jedynie w programie graficznym. 




poniedziałek, 18 marca 2019

Krajobraz osadzony pomiędzy krańcami





Wypalanie traw i krzyk owadów.
Nie odzyskują jasności, złoszczą się, prawie tak głośno
jak spłoszone konie. Już wiesz, dlaczego nie można
wyjaławiać ziemi. Mimo że na dnie klifu,
gdzie pulsują krople słońca, pęcherzyki powietrza
chlupią pod stopami.

Ciężkie głowy różowych kwiatów.
Kołyszą się w stronę oceanu, wyjścia w głąb.
Właśnie dlatego tu jesteśmy – abyś mógł
zauważyć nakrapiane żuki. Poczuć zapach sierpniowego
torfu. Wystarczy, że przestaniesz pamiętać, co cię złości.

Zabawy ptaków, które nawołują nas śpiewem. Ich śmiech,
jak znikają w rozżarzonym powietrzu. Już nie uciekasz
w środek pustki. Spotykamy się na skraju, uczymy
nazw paproci, szumu mchu drążącego kamienie. Patrzymy na
zniszczone domy o niskich oknach. W tle szarpany dźwięk
skrzypiec. I puste place, na których kiedyś bawiły się dzieci.


sierpień 2015 (z tomu, Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu)

niedziela, 17 marca 2019

Drypoint


Zrobiłam w sumie osiem odbitek, zanim poczułam, tak, to jest to czego chciałam. Bawię się. Mieszam czarne z białym, żółtym i czerwonym. W przerwie, pomiędzy etykietami a esejem z historii sztuki.


sobota, 16 marca 2019

Wiosno, gdzie jesteś?



Jestem w kiepskiej kondycji, ale coś tam dłubię. Wykańczam projekty i siebie przy okazji. Zdjęcia zrobiłam w Zatoce Drumcliff.


niedziela, 10 marca 2019

Otulacz dla noworodka


Zanim zajmę się wycinaniem lam na urodzinowy tort córki, zostawię Wam coś miłego, ciepłego i atrakcyjnego. Lis.p (klik) zrobiła dla Zosi koc. Zachęca się babcie do robienia takich koców z naturalnych nitek... Nie potrafię nic takiego wykonać, dlatego pani Lis zgodziła się bez mrugnięcia powieką. 

Co robię, jak mnie tu nie ma



Zrobiłam Magdzie baner... Poeci dla Tybetu organizują czytenie wierszy,  dla nich powstał plakat i takie tam, klik, o Niewidzialnych kajdanach możecie poczytać tutaj, klik.


sobota, 9 marca 2019

Prowincja



Didaskalia na każdą porę roku, wyścigi konne,
mecze i skoki przez płonące obręcze. Nie wierzę w przesądy,
nie szukam słów zastępczych. Piję w barze u Paddy'ego
i wsłuchuję się w irlandzkie piosenki o wolności.

O rytmie, od którego nikt nikogo nie szarpie, nie unosi, nie przenosi
za blisko albo daleko. Człowiek pisze o sobie wierszyki. Przepisuje znaczki
z papieru, wrażliwość. Dawno temu, kiedy jeszcze miałam
tajemnice, a wszystko znaczenie.

Wolę biec w miejsce do zestawiania faktów. Do świata tuż, tuż
poza mną. Korzenie, jakkolwiek się nazywają,
leżą i zawsze komuś przynależą.

sobota, 2 marca 2019

Gorzka



Coraz częściej spotykam się z naruszeniem moich praw autorskich. Wzdycham, tyle mi pozostało. A dzisiaj nowe kolaże. Chwila oddechu i zabieram się do przygotowania podkładów do portfolio, tworzę książkę o moim procesie twórczym i z tego powodu na tomik nie mam czasu. Tak wyszło. Może jak jesień tej zimy minie, poczuję się mocniejsza i wyjdę z okropnej skorupy, którą nazywam - nie chce mi się. Bo nie chce mi się ogromnie. Zmuszają mnie do życia terminy i Paddy. Dziękuję że jesteście, wy również. 





czwartek, 28 lutego 2019

Próba

Siedzę nad okładką ulubionej płyty. W 1993 roku wzbudziła kontrowersje i ocenzurowano zdjęcia. Grzeczna jestem, możliwe nawet, że nudna, nie zamierzam Was szokować.


niedziela, 24 lutego 2019

Portfolio

Przygotowuję prace do portfolio i dla znajomych...

Fotografuję ostatnie tygodnie przed pojawieniem się Zosi. Czas ucieka, a ja pracuję nad sobą.



piątek, 22 lutego 2019

Z miłości do dobrego nastroju

Przyleciała moja walentynka. Trochę to trwało, ale Poczta Polska ma coraz większe trudności logistyczne, nic nie dociera na czas. 


http://moodscentbar.com/pl/


W Warszawie jest takie magiczne miejsce MOOD SCENT BAR. Pomyliłam chyba Pana z Panią, ale przecież jestem mistrzynią wpadek, więc żyjmy długo i młodo. Dzięki zapachom jest to możliwe, dlatego polecam. Tym bardziej, że znajdziecie tam coś, czego żadne komercyjne marki nie serwują. I cóż, myślę, że zostałam stworzona by żyć w niszy. W młodości okropnie się tego bałam, myślałam o alienacji, jak o skazaniu, tworzyłam histeryczne historie, a strach... Dzisiaj jestem wdzięczna życiu i zadowolona.

piątek, 15 lutego 2019

Wąwozy porośnięte trawą





Zima. Zdjęcie, na którym wdychamy i wydychamy
nieskrępowane wspomnienia. Narażamy się klaunom
albo lgną do nas matki łykające leki na bezsenność.

Odmawiam i maluję czarne kwiaty.

Na stosach gazet. Ogniwa. Moczone w indyjskiej herbacie.
Łańcuch pleciony czyimś losem, błysk w oczach. A może chodziło
o nostalgię. Klamki umazane pianką do golenia. Późniejsze
krzyki. Łódź, którą zapamiętałaś z morskiej podróży. Była długa,
jakby z dwóch krańców, dwóch krain. Coś w tym wszystkim

się nie zgadza, oprócz moich tatuaży i powolnych ruchów
płochliwych kotów. Ich ciemne kontury rozmywają się,
kiedy nie jestem w stanie myśleć. Narażam życie.
Z jakiegoś powodu ludzie proszą abym śpiewała im do snu,
kołysała ich dzieci, opowiadała bajki. Najchętniej o szczęściu.