poniedziałek, 30 stycznia 2023

Słowa/Words





Adjusting to the lines under your feet. 
Carefully. Right after going up and down twice, 
after shifting from metatarsus to toes. You exercise, 
but your chin drops, corners of your mouth, eyes.
Facebook silliness, anthology manifests, rice from a Chinese shop.
Broken bottles in the park, a loop of woodland roads, a labyrinth.

Unnatural swings. Routine.

Next to the wall made of thousand-year-old stones. 
A dog sees a postman off. A Brasilian woman 
who never smiles. Through branches, through artificial turf.

Have I ever told you the story about Pat who lost his sheep?
You don’t want to know when I get a sack of carrots. 
We scare off the birds. Children. They play like we used to. 
Art of imagination.

Unripe fruit squeezed through cracks. 
Short breath from e-smoke.
The Atlantic stops the turmoil. Only hum and muscle pain.
St Brigid's woven cross. Trees covered in moss.
Rooves or walls on all sides. 
Humidity forming in the throat, hair.

How many clouds in this country, how many convulsions. Ginger braids, 
fiery kisses. In silence. Beyond whispers. In the cutout.
In the old photo of Celtic signs. On the lips. Behind the teeth.

piątek, 20 stycznia 2023

Z rozmów o sztuce

 


Spoglądam na stertę raportów. All questions carry equal marks.
Nie ma znaczenia ile pominę. Czas zawsze pozostaje w książce
i ujawnia się wtedy, gdy otwierasz przedmowę.

Oczywiście, że opublikują o czym rozmawiamy, co napisaliśmy,
jak odpowiadam łącznie i rozdzielnie. Ile odbitek pozostało w koszu,
jaką intonację mają piosenki. Nucę przed snem Robota Kocha.

I nie wiem, czy ciemność albo wspomnienia ze wspinaczki
na Knocknarea coś zmienią, bo raz – że oczy mnie bolą, dwa – stopy również.

Lęk prowadzi powoli, zawsze rozważnie, z ogromną dozą nieśmiałości.
Za cieniem układam dyrdymały z nocy. Zgromadzone w jednym miejscu,
pod kontrolą, mają kolor porannego szronu. Nagromadzenie spraw,
śmieci, niezbyt jasnych zasłon w kącie. Wykorzenianie się znowu i znowu.
W walizkach, torbach podręcznych, w rzeczach ze sztuki.

Usiłuję w tym wszystkim widzieć – siebie, was, lenistwo z lewej strony.
Rzadko coś tak mocno prowokuje do sprawdzania się przy dodatkowym pytaniu.
Pamiętam jak Bernadette ostrzegała mnie, że pewne rzeczy znikają same.
I chociaż mam trzy godziny na dobór słów, ominięcie absurdów i zakochanie się
(ładnie brzmi – zakochana para), przekładam kolejną stronę, kluczę w odpowiedziach, 
przyglądam się, jak deszcz wytraca prędkość na szybie.

A przecież dużo jest dobrych stron. O rosnących drzewach, zawziętości,
by pozbyć się kretyństwa, patogenów zła, uczucia strachu. Odrzucam impulsy
i staję się czymś wygodnym. Do złudzenia przypominam matkę,
graną przez siebie przez wiele lat. Jakby powiedział ktoś znajomy – wiedziałem, że to ty. 
Kształt teraźniejszy, przejrzysty głos. Tylko spojrzenie sprawia, że niewiele mogę zobaczyć, 
wyjaśnić.

czwartek, 12 stycznia 2023

Powroty



Wróciłam do administrowania strony na FB, bez zalogowania się na prywatne konto nie mogę prowadzić fanpage, ale postanowiłam być zdystansowana, jeżeli można być zdystansowaną w takich okolicznościach.  


wtorek, 10 stycznia 2023

Forma




 

Wypływa z domów,
a może przedostaje się bezwolnie
i zmienia smaki snów, zbóż,
całego mechanizmu, przez który
cyklicznie wyrasta,
przerasta, snuje się i zapada w siebie.

Czego oczekujesz, kiedy wzywasz
jego imię nadaremno?
Parafrazujesz litanię dla jakiejś zabawy,
niezrozumiałej radości.

Ktoś zamieszkuje wieżę,
ukrywa pod kamieniami tytuły piosenek,
bawi się ze mną w chowanego.

Krąży wokół, ale nie mam możliwości
dotknięcia, zrozumienia.
Nadciągająca burza przykrywa
zakurzone skały, nawadnia pola.

Ustawia nas pod ścianą, pod drzewami,
wbija w ziemię, w błoto, grzęzawisko.
Wykręca palce, nadgarstki, zbolałe łokcie.

Układa się w cieple, w miejscu tuż za uchem,
w zakamarkach okularów.
Krąży i przygląda się, rysuje znaki,
opowieści.

Nie pozbędziesz się jej.


sobota, 7 stycznia 2023

Wiersze drogi. Ścieżki. Tropy. Kierunki. Przestrzeń





Wydawnictwo ostatnia sobota lata wydało właśnie tomik Miłosza Zawadzkiego tao maku. Zawadzkich poznałam przez blogowanie ponad dwie dekady temu, tak mi się zdaje, a spotkaliśmy się w Warszawie na promocji książki Liczby nieparzyste w 2014 roku. Mieliśmy oko na swoją twórczość.

Miłosz poprosił mnie o napisanie wstępu do książki. Zaskoczył mnie, bo wciąż rozstrzygam kim jestem, przepełnia mnie ambiwalencja. Mentalnie czułam się oderwana i wciąż uważam, że powinnam zasypiać na zimę i wybudzić się wczesną wiosną. Świat niepewności, braku zdrowego rozsądku, okrucieństw ludzi wobec ludzi przygnębia mnie i ciągnie w samo dno. Wpędza mnie w kłopotliwość, w czułostkowość, płaczliwość, sprawia, że staję się własną ofiarą.

Jego wiersze były zdumiewające, więc zaczęłam szukać punktów stycznych, podróżowałam w nich i pożerałam słowa, obrazy, przenikałam drogi. W tym czasie szukałam zapachu w poezji Miltona, ckliwie leczyłam się w wyobraźni, ciesząc się każdym wyjściem z mroku. Z pocieszeniem napływały zapachy i miodowy aromat.

Zatem wstępniak

Jestem zwolenniczką czytania wierszy zgodnie z własną wrażliwością,
poprzez osobiste doświadczenie, bez narzucania mi zasadniczego tonu.
Jestem przekonana, że autor myśli podobnie i dlatego zwrócił się do mnie
o napisanie tego tekstu.

Czułość, odmienianie życia otwierają drogę poetycką tao maku i już sam
tytuł nie może być chyba bardziej dwuznaczny, chociaż autonomiczny.
Wszystko, co powszednie w tych wierszach, wydaje się niezwykłe
i pasjonujące. To kwestia wejścia w porządek zdarzeń, obecność w
wyznaczonych liniach, drobinkach, w zasięgu wzroku, w przejściach
pomiędzy światami. Poeta uczestniczy w życiu napotkanych
i towarzyszących mu ludzi, odczuwa ich lęki, porusza kwestie
egzystencjalne. Rzeczowo i obiektywnie zmienia codzienność w liryczną
dyscyplinę, wplata w literackie krosna emocje, utrwala śmiech i płacz.

Miłosz nie rezygnuje z poszukiwań sensu drogi, nieważne jak bardzo bywa
kosmicznie, chaotycznie, ale też trudno. Tożsamość jego lirycznych
towarzyszy nie pozostawia we mnie złudzeń, że wiersze wyznaczają drogę
świadomego życia i odpowiedzialności za to, co spotykamy na swoich
ścieżkach. Jest w tych wierszach tęsknota za bliskością, naturą, jest
tajemnica stworzenia i pamięć ciała, niezależnie od wieku i upływającego
czasu. Wiele w tej poetyce odbić lustrzanych, odkrywania siebie,
świadectw i szukania potwierdzenia, że droga jest ostatecznym wezwaniem,
kontynuacją ambicji poprzez dotykanie różnorodności w lirycznej
kondensacji obrazów i ujawniania snów.

Autor godzi się, by płynąć wyznaczonym przez naturę nurtem, w koegzystencji
ze światem, kosmosem, w tajemnicy i w nienazwanych jeszcze chwilach.



piątek, 6 stycznia 2023

Mocniej, szybciej

 



Znajoma zapytała, co mnie napawa dumą, a co mniej. I chodzi tylko o mnie. Przez kilka chwil uśmiechałam się do siebie, bo ujrzałam osiągnięcia ostatnich lat, ale po chwili mina mi zrzedła, bo odnalazły się myśli, które od siebie wciąż odrzucam. A to było tak. Zaangażowałam się w ludzi, a to był błąd. Bo tamci ludzie potrzebowali mnie jedynie do własnych spraw i sprawek, a kiedy przestałam być potrzebna usiłowali zetrzeć mnie na proch. I co z tego, że teraz wspominają mnie z uśmiechem, może nawet z lubością. Ich plotki, bzdury, które o mnie opowiadali innym, narosły i żyją swoim życiem. I trochę żałuję straconego czasu, bo dzisiaj widzę bardziej i mocniej, jaki mechanizm napędza ludzką potrzebę istnienia.

Obecnie towarzyszy mi twórczy eksperyment, obsesje związane z typografią, z naturą, uzupełnianie skomplikowanych dni czytaniem, wiązanie płaszczyzn. Zdecydowanie od zawsze definiowały mnie obrazy, dlatego więcej czasu poświęcam estetyce. Przyglądam się światu i im dłużej patrzę, tym mniej estetyki widzę. Wchodzę w mroczne i ciasne przestrzenie ludzkich nieużytków, które są przez nich budowane z misternym pietyzmem cudowności. Obrzydliwe, ułomne. I nie tłumacz mi, że każdy żyje jak lubi.

Jestem przekorna z urodzenia, mam inny pogląd na profesjonalizm, nawet, gdy wynika ze spontanicznych poczynań, u mnie każdy otwór musi mieć tę samą średnicę, co w projekcie.

Oczywiście potrafię umocować coś na taśmę dwustronną, ale staram się nie marnować materiału i przyrody.

Dzień przyspiesza, pulsuje wspólnym rytmem. Wstań, ćwicz, wiesz o co chodzi. Właśnie tak.


wtorek, 27 grudnia 2022

Choinka

 



Strojenie choinki, jak nigdy wcześniej, naprawdę sympatyczne i Sophia była w tym wszytskim ogromnie szczęśliwa. 

i

Grinch



wtorek, 20 grudnia 2022

Wiersze nie przychodzą do głowy

 


                                                                                             Magdzie Podbylskiej

Rozmawiamy o deadline'ach, smoczych księżniczkach
w wieżach zapierdolu. We śnie fryzjer ścina blond loki, wtedy przecieram
dłonią kark, śmieję się z irlandzkich dowcipów. Zapoczątkowane w wyobraźni,
miejsca wypełnione ludźmi, ubitą ziemią. W podmuchach. Wracają i wracają.

Nosorożce, obrazy, w których toną.
Podobne kształty, miękkość linii. Jemy dwa razy więcej albo
mniej, zależy od długości przerw, głębokości talerzy.
Zaciągamy rolety. Zaciemniamy, udajemy.

W folderze Inne odnajduję wiadomość od nieznanej kobiety.
Wywleka z siebie wykałaczki, opętanie i miłość do brunatnych
słów. Kęsy, ugryzienia. Tu i teraz. Jakby się nad tym zastanowić,
jej obecność gdzieś tam wyrywa mnie ze znudzenia. Przemienia.
W końcu.


2017

Prussian blue

 







Zostałam poproszona o wykonanie pięciu zaproszeń na ślub. Cotton paper, watercolor, gold ink, tracing paper i moje umiejętności graficzne i typograficzne. Środka nie pokazuję, bo tak się umówiłam z młodymi. Poza tym pracuję nad doktoratem, nie moim, składam książkę, robię ilustracje. Dzień za dniem mijają. I zostałam wybrana po spisie powszechnym do kolejnego badania statystycznego. Jest to o tyle dziwne, że w Polsce moja rodzina też była wybrana do podobnego badania. Dzisiaj przez dwie godziny byłam przepytywana na różne okoliczności ostatniego roku i tak doszłam do wniosku, że nie jesteśmy statystyczną rodziną, pod żadnym względem. I niech tak zostanie. 

sobota, 17 grudnia 2022

Chwała bohaterom

 


Dzisiaj było pożegnanie przyjaciela mojego brata. Robert był na wojnie w Ukrainie. Emerytowany ze służb specjalnych, z wieloma odznaczeniami, skuteczny taktyk. Niezwykle charyzmatyczny, oddany, do tego czuły na krzywdę słabszych, których zawsze bronił. Pojechał na wojnę, bo uznał, że musi coś zrobić, coś więcej. Osierocił nastolatkę. A Państwo tyle mówi o patriotyzmie, obowiązku, jak ważne jest życie, a dzisiaj na jego pogrzebie nie było nikogo ze służb, nikogo z Państwa, nawet burmistrzowi, którego rodzina pochodzi z Ukrainy, nie chciało się przyjść na pogrzeb i oddać hołd bohaterowi, Ksiądz mszę odprawił na odwal, zakładam, że rodzina za mało zapłaciła, bo nawet nie wspomniał, że żegna bohatera, skupił się na sprawach prozaicznych, nie potrafił w imieniu rodziny pożegnać kogoś, kto więcej zrobił dla Polski i dla ludzi od wielu z nas. Byłam niedawno na pogrzebie emerytowanego żołnierza irlandzkiego, był w wojsku kierowcą. Mszę celebrowali miejscowi księża, dwóch kapelanów wojskowych i celebransi w mundurach, odwieziony wojskowym samochodem na cmentarz w asyście honorowej wojska, z orkiestrą, sztandarami, z przemówieniami i opowieściami z jego fantastycznych dni, by przybliżyć, jakim był wojskowym, przyjacielem, ojcem, dziadkiem. Pogrzeb w całości opłaciło wojsko. Nie zginął na wojnie, zmarł, po długiej i ciężkiej chorobie. Robert zaś, po śmierci, nie został potraktowany, jak człowiek, który najlepsze lata życia oddał Polsce, nikt nie wspomniał o jego szczodrości, o jego oddaniu, humanizmie. Przyjaciele stanęli nad jego grobem i opowiedzieli o jego zasługach, a przecież nie był tylko kompanem dla przyjaciół, większość życia spędził na służbie, zginął na wojnie, jakiś urzędnik mógł wesprzeć rodzinę przy organizacji pogrzebu, podnieść jego ważność w tym ostatnim pożegnaniu. Jestem zgorszona takim traktowaniem bohaterów. Co z tego, że umarł na wojnie w innym kraju. Ta wojna dotyka wszystkich, a tylko nieliczni decydują się, potrafią i mogą nas bronić tam na miejscu. Tym bardziej, ta obojętność służb w Polsce mnie rozczarowała.


czwartek, 15 grudnia 2022

-1











Pogoda idealna do chodzenia, oddychania i biegania. I tak sobie z Sophie w wolnych chwilach chodzimy podglądać wiewiórki, ptaki, owce i inne stworzenia. Lekki przymrozek nam tu mruczy, o wiele bardziej przyjazny od deszczu, więc niech sobie będzie jak najdłużej. 

 

niedziela, 11 grudnia 2022

W zrozumieniu nie chodzi o to, być lubianym przez wszystkich

 



Bycie daleko dopełnia się murem z kamieni. Coraz trudniej jest mi rozmawiać. To wychodzenie i wysłuchiwanie, nawet w branży, mam wrażenie, że dotykają mnie ludzie o mentalności lizusowskiej i przeszkadzającej. Cwaniactwo, ignorancja, wypadające z rękawa opowieści. Głośny śmiech. Po każdym powrocie odlatuję we własną drogę. W niej nie brakuje żadnej ściany, jestem w chmurach, kiedy mam ochotę. Pojawiam się, gdzie chcę, w środku, na zewnątrz, zależy od przygody, abstrakcji. Gram i nie daję się zabić. Uchodzę z życiem, gromadzę świeczki na torcie. I za każdym razem wiem kim jestem. Odwdzięczam się milczeniem, bo świat nie jest stworzony dla mnie, zalewany asfaltem, betonem. Łączony rurami, kanałami, które porasta mech, oblepiają pleśnie, rdza. Rozrasta się ból, blizny ziemi, wykwity, wykorzenianie.

A tutaj (klik), Krzysztof Śliwka opublikował dwa moje wiersze.  


wtorek, 6 grudnia 2022

Do utraty tchu

 


Nic nie dodaję, nie zmieniam,
wciąż mam nadzieję, bo przechodzę
przez twoje uczucia, pragnienia. Przez park.
Wyróżniasz się na tle myślowego zamętu,
a mógłbyś nie skracać drogi, nie zakopywać skórek
bananów pod oknem, w ziemi stworzeń,
nie opuszczać mnie, gdy żyję w tobie pełną piersią,
zrozumieniem, smugą czarnych perfum, kwiatów,
które ścinałeś w każdą pełnię, gwałtownie,
kręciło nam się w głowach, aż niewielki skrzep
oderwał się i utknął w najczulszym miejscu,
wsiąkł na przedramieniu, w kreski liścia ginkgo,
w siateczkę czerwonych żyłek, w czerwień cięć,
w inną osobę, w jej utratę.
W lęk.