czwartek, 18 stycznia 2018

Rysa


Zamyśliłam się w tym miejscu. Nie dlatego, że ktoś umarł, ani z powodu błyszczących skrzydeł ważek. Przecież to takie trywialne, jak uszminkowana rudowłosa piękność, czy słuch absolutny. Wydobywanie torfu z wrzosowisk. Miesza mi się w głowie, kiedy myślę o lojalności przyjaciół. To ten moment, w którym zgrzytnęło i zniknęło. Jak ręką odjął. Ujrzałam ledwo żywe ptaki, suche liście ginkgo. Kilka głębokich oddechów. Poruszyło się coś w wysokiej trawie, trzcinie, we mnie. Wiedziałam, że kiedyś zostanę sama w środku wyspy. Lśniące krople, mokre kamienie, dolmeny. Masz to, co sobie wyśniłaś. Ostry zapach mydlarni, słodki z fabryki czekolady. Niewiarygodne, że musiałam w to uwierzyć. Pamiętam, jak się zwijała w metaforę. Odwijała i topiła w oceanie. Czy ze mną jest coś nie tak, że się nad tym zastanawiam?!

wtorek, 16 stycznia 2018

Idąc przed siebie. „Idąc” Krzysztof Mich





Książki drogi charakteryzują podróżników, ludzi, którzy wciąż przekraczają siebie i nie wiedzą, gdzie ich ta droga zaprowadzi. Krzysztof Mich rozpoczyna swoją książkę od niezwykłego zdjęcia. Dziewięć kafli w trzech językach informuje, że stoimy na Via Dolorosa, Via Circus, na drodze cierpienia.  Prowadzi nas przez ślady muzułmańskie i chrześcijańskie. Idąc, a raczej podążając za poetą i jego wspomnieniami, mamy okazję uczestniczyć w wydarzeniach, które wciąż wydają się świeże. Jesteśmy bezradnymi świadkami, a jednak przyglądamy się z oddali:

(...) żydowscy chłopcy zabrali ubranie koledze
rzucają jeden drugiemu
on stoi bezradny
właśnie zrozumiał że nikt go nie obroni
najbliżsi przyjaciele uciekli (...)

Na zdjęciu siedzi uśmiechnięty żołnierz, jakby ten moment nie dotyczył bólu, nie był tym miejscem, na które patrzymy, jakby świat się zatrzymał. Wojna wciąż trwa, a ludzie przesuwają się od stacji do stacji, ranią się wzajemnie, wciąż wierząc w Boga. Idąc za słowami Krzysztofa Micha, poczujemy się pogodzeni z losem tych ludzi. Wiemy jednak, że to potrząsanie, gorliwość, z jaką się przekrzykują, nie wyrwie ich z biedy. Jesteśmy tu tylko na chwilę. Kiedy wyschniemy, wsiąkniemy w ziemię, tam dalej będzie trwała wojna. Przechodzimy z obrazu do obrazu. Zwykłe dni wypełnione zapachem mięty i tytoniu, bólu. Czy ktoś z nas wie, jak pachnie cierpienie z powodu utraty? Przy piątej stacji życie toczy się  z dnia na dzień. Turyście poświęca się najwięcej uwagi, bo właśnie w tej chwili (...) sok z figi i z kiwi w upał ożywi / pamiątki z drzewa oliwnego cedru cyprysu (...).  W Idąc zdjęcia pobudzają wyobraźnię, słowa odciskają drogę, opowieść. Krzyże, świeczki, wąskie uliczki. Śmiejące się dzieci, płacz matek. Drogowskazy, tajemnice, które krążą jak plamki w oczach. Opowieść o cierpieniu przeplatają symbole. Nagość, szorstkość płótna, trzcina, gwoździe, klej kostny, to nie jest magia. To utrwalona z pokolenia na pokolenie historia odkupienia, a odkupienie pochodzi z ziemi, nie z nieba. Jeżeli myślicie, że pętla, w której żyją mieszkańcy Jerozolimy nie zaciska się na przegubach ich rąk, na gardłach, to jesteście w błędzie. Krzysztof dzieli się z czytelnikiem gestami ludzi, których utrwalił nie tylko w swoich lirykach, ale również na zdjęciach. I kiedy obserwujemy rysunek drzewa na skale, odczuwamy spokój.

Kupują świeczki z wosku
zapalone stawiają przy ścianie
sadza zostaje na kamieniach
jak codzienna żałoba (...)

Koniec drogi, grób jest wciąż pusty. (...) jasno jest tylko wtedy gdy patrzysz / w stronę wyjścia.

Druga część książki Przezroczystości przenosi nas do Warszawy. Na wypełnionym bielą zdjęciu, mężczyzna ugrzązł w śniegu. Na horyzoncie wieżowce i Pałac Kultury. Czasami, tak mi się wydaje, jedyne co mają bezdomni, to wspomnienia. Chociaż mogę się mylić, niewiele wiem o takim życiu. Jednak poeta dopilnował, abym zobaczyła jego oczami, jak żyją bezdomni, ludzie spoza marginesu społecznego. Każdy z nich miał dzieciństwo, bliskich, bujał w obłokach albo wygrzebywał robaki z ziemi. Dzisiaj milczą albo zachrypłym głosem wspominają. Ukradkiem ronią łzy za tymi, którzy odeszli. Mich jest nie tylko podróżnikiem, który przenika światy. On też zwyczajnie splata losy odrzuconych. Tych wszystkich wędrujących po drogach cierpienia. Czym się różnią, kto za kogo oddaje życie, jaką wybiera ścieżkę, kierunki?

 Mimo wszystko wierzysz w miłość
tę wszech obecną
lecz trudną do opisania
czasem skrytą za zbitym szkłem
czasem za szkłem obsranym przez muchy
wierzysz że miłość jest ale nie wiesz
jak jej szukać i gdzie ci
którzy o niej opowiadali (...)
skoro oni nie wiedzę to może
nie trzeba jej szukać może ona jest
tak samo przezroczysta jak ty?

Krzysztof Mich podróżuje w wierszach i sam staje się przez chwilę bezdomnym, ale też  człowiekiem, który uwalnia w wersach dusze innych bezdomnych. Wydaje się, że potrzebują go do życia, tak jak  smaku wiśniówki. Rozpisuje w wierszach ich rezygnację z siebie, niezaradność i brak motywacji.  Nie ocenia ich, nie rozgrzesza, jedynie ukazuje drogę, wybór, kierunek, w którym zmierzają. W jakiej pętli żyją ci, którzy stają się numerem, często z powodu uzależnienia, przemocy, zrywają z dawnym życiem, zasypiają w pustostanach albo pod gołym niebem, a wszystko co posiadają mieści się czasami w jednej foliowej torbie. Wiersze Krzysztofa nie są łatwą lekturą. Wciąż zadaję sobie pytanie, co na to wszystko Bóg? „Dzień dobry jestem bezdomny tobie tego nie życzę”. Jakimi jesteśmy ludźmi, jeżeli nie interesujemy się życiem tych, którzy z najróżniejszych powodów patrzą na nas przez szybę z drugiej strony. Przecież wszyscy idziemy w tym samym kierunku.

Idąc, Krzysztof Mich, Alter, Warszawa 2017

it's all water over the dam



To podobno mit i nawet sam wynalazca usiłuje się wykręć z najbardziej depresyjnego poniedziałku w roku, ale jednak coś jest na rzeczy. Wczoraj było okropnie. Nie pomogły żarty, drinki i ciepły prysznic. Sypie śnieg. Zanim dotrze do ziemi już go nie ma, ale oblepił mnie i przemoczył. Wiosno, proszę o jedno, nie zwlekaj. 



poniedziałek, 15 stycznia 2018

The Cranberries - Ode To My Family


Synteza



Pozdrawiam serdecznych przyjaciół. Odrealnionych i tych siedzących na kanapie z prawej strony. Przechodzimy z siebie do siebie. Mijamy się w czwartym bloku na literę W. Przynoszone i odnoszone kubki z kawami. Czułam się głupio, kiedy pastylki na kaszel łykałeś jak tabletki, a ze specjalnego zbiornika wypuszczałeś wodę na podłogę. Ściekała ze stropu z obu stron. - czytaj dalej, klik

piątek, 12 stycznia 2018

Takie tam stożki


Kupiłam temperówkę na baterie. Niestety, wycofano albo inaczej, nie kontynuowano sprzedaży wcześniejszego modelu, a to była maszyna... nie do zdarcia - wynika z recenzji tego produktu. Niestety, obszukałam Internet, nie ma  nic podobnego, nawet w zastępstwie. Nie rozumiem dlaczego. Ubolewam w sobie i temperuję wszystkie ołówki i kredki, syn, kiedy wychodzę z domu. Paddy jeszcze się nie odważył. On używa ołówków automatycznych. Jednak, jak powiedział, cieszy się moim szczęściem. Gdyby żyła moja babcia, powiedziałaby, że złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, przyznaję, ze mną właśnie tak jest. Nie jestem zbyt dobra z rysowania, ale lubię dobrze naostrzone ołówki i kredki. Córka mówi, ćwicz rękę, więc ćwiczę. Portret zaginionej i drugi córki.



czwartek, 11 stycznia 2018

Równiny

foto: Monika Putschka
http://www.wforma.eu/2017-antologia-wspolczesnych-polskich-opowiadan.html

Monika napisała życzenia i przysłała zdjęcie. Nie wszystko układa się tak, jak tego pragniemy, wiem. W moim odczuciu warto wyrażać się szerzej, mocniej i z czułością. Nie ma we mnie zaślepienia, każdy z nas jest inny, to dostrzeganie ważnych momentów powoduje, że z całej tej paplaniny różnych ludzi wychodzimy przed nasze domy i patrzymy w słońce. Mimo że przez jakiś czas byliśmy zatopieni w marazmie, czasami w beznadziei. Sądzę również, że przytrafi się nam obłędna wiosna, sea pinki kwitnące nad oceanem, całe kaskady niezwykłych roślin, pięknych chwil i ciszy. To, co dzisiaj wydaje się nam nie do pokonania, nagle zniknie. Podobno wszystko mamy w głowie. Należy to tylko odszukać i naprawić. 

środa, 10 stycznia 2018

Robimy różne głupoty


Przepadło zdanie, które zapisałam tydzień temu na żółtej kartce. W zamyśleniu każde słowo powtarza się jak mantrę – w głowie albo na styku linii biodra i niczego, w piwnych oczach, w akcentach środka. Rezonujemy i patrzysz na mnie przez zadymione szkła okularów. Wydaję się jakaś ponura, z resztą na opuszkach palców mam resztki kremu czekoladowego. To jakby odbiera mi miano ponuraka, ale dodaje też innych cech. - czytaj dalej, klik.