wtorek, 12 listopada 2019

Bob





Let’s Animate - Icarus Module: 


Immerse yourself in the world of myths and moral messaging using Icarus – the ancient Greek myth as a foundation to develop your storyline. In the original myth Icarus defied his fathers advice and flew too close the sun, melting his wax and feathered wings and falling to Earth. There are various interpretations where the moral is described as the perils of overconfidence /ambition / curiosity / rule breaking. We want you to look beyond the original story, this is not a literal retelling but an opportunity to explore the possible themes behind it. Consider modern applications and think cinematically. Aim to transport the viewer into a world of animated puppetry and theatrics, retelling the tale of Icarus through the lens of a contemporary interpretation in a defined and symbolic manner. 

środa, 6 listopada 2019

Biji Rojava




Co sile po dobru

Kiedy kamień uderza mocniej, mogłabym skleić jego ciało,
mogłabym zakryć twarz i wszystkie oczy oderwać od gałęzi, na której rosną.
Mogłabym wynieść pudła wypełnione lalkami,
choć brakuje im rąk, nóg. Słyszę melodię. Czekam na sygnał:
słońce wcześniej wzeszło? Życie kręci się, wiruje światło, zieleń przywiera do skóry,
wspomnienia, które schroniły się w łazience, pod wanną. Ciemniejsze niż zwykle,
mógłbyś coś z nimi zrobić? Nauczyć uciekać, biec. Aż osłabną, tyle rzeczy
nagle wychodzi na ulicę. Bezgłowe, bez krzyku. Brak im pieniędzy,
nie używają mebli, nie piją kawy. Wchodzą we mnie zapachami,
przybierają kształt zdolny do oswojenia. Staram się mieć siłę,
zobaczyć, dotknąć małych ptaków i miejsce, w którym gniazdują. Lalki.
Zawsze jest ktoś, kto zdąży pomalować im usta, napoić sokiem z owoców.
Odczekać, aż pożegnają się odsłaniając twarz i serce. Posłuchaj, oddychają.


wtorek, 5 listopada 2019

Szkolne okoliczności






Akcja wciąż toczy się na niewielkiej uczelni. W ten sposób poznaję bliżej bohaterów mojej książki. Dydaktyzm nie dociera tutaj do każdego. Pojawia się bohater o imieniu pochodzącym od jednego ze świętych. Bardzo chętnie porozumiewa się inwektywami i egzotycznymi opowieściami o tym, co właściwie jest niecenzuralne i nie wiem, co przyczyniło się do jego niezwykłej popularności. Mam wrażenie, że o świecie nie wie nic, wmawia jednak tym młodym ludziom, którzy do niego przylgnęli, że jest inaczej. I tutaj przypomniał mi się wyrok w sprawie jednej z ostatnich afer finansowych. Ten młody mężczyzna ma podobny dar przekonywania, co właściciele piramid finansowych. Nigdy nie zrozumiem tego fenomenu podążania za wygadanym dyletantem.


sobota, 2 listopada 2019

Na nowo




Tłumaczę się z tego, co utraciłam.
Było wielkości monstrualnego zwierzęcia, 
czytałam je w taki sposób.

Zamartwiam się, jeżeli chodzi o nosorożce.
Wróciły. Wyrośnięte, zanurzone w osobnym świecie.
Bezpiecznym, wielkim i kompletnym.
Nieodgadniona wyobraźnia. 

Należymy do siebie, dlatego mnie poniosło. 
Za cenę zjazdów do dzieciństwa, niewinności. 
Nie opieram się wyobraźni. Niby prosty schemat myślenia, 
a jednak chwilowo widzę siebie w szarej skórze. 
Szykuję się na wojnę.

poniedziałek, 28 października 2019

Barwienie



Zatrzymuję się przed domem, gdzie rośnie stara magnolia.
Krajobraz pamięci. A może musimy karmić się przemianami, 
połączonymi ze sobą odnośnikami i cienkimi nićmi? 

Sięgając po intensywne słońce, 
mimo że nikt nas nie woła, nie ponagla, 
wykańczamy się.

I nie wiem, kto ma rację, 
dopóki nie spłonie las deszczowy, utonie Paryż,
rozsypie się w mak Lizbona. Przejdzie kolejna plaga. 
Z domu do domu, przeleci strony powieści, teatralnych filmów. 

Poniżenie. Zaklęci w wizjach materialistów, 
nie regulujemy odbiorników. Spojrzeć na kawałek życia
z pewnego oddalenia. Z wysoka.


czwartek, 24 października 2019

Bob



Systematycznie piszę blog, oczywiście robię to tylko w głowie. Notuję potyczki słowne z homofobkami, antysemitkami, z najcjonalistkami. Rozpisuję agresję i arogancję. Wszechwiedzę na tematy, o których już na wstępie widać, niewiele wiedzą. Rany, wolałabym zbijać bąki, ale zajęłam się animacją. Miniatury wymagają skupienia. 12 klatek na sekundę. Dzieje się, nie tylko w mojej głowie jak widać.





piątek, 18 października 2019

W drodze





A może właśnie chodzi o przetaczanie początków 
do końca, z gagami, niepotrzebnym fiku-miku, 
spalonym teatrem i całym tym pięknym światem,
który niknie, przelatuje przez palce. Chwyta się byle czego 
i oddycha jak leci. Później zgaśnie. 

I nie ma lepszego czasu, ani gorszych dni. Codziennie
potykam się o martwe drzewa. Ogólnie nie wiem, komu wymierzyć policzek.
Ile faktów składa się na jeden porządny upadek. Kość pociera kość.
Pytałaś mnie, czy wierzę w Boga, w ofiarność. Śmierć zwierząt nie pozwala mi
pogodzić się z fachowcami od nawrócenia, z państwem. Za plecami przeinaczają
nasze kroki, zwodzą na manowce, mącą. I przypominam sobie smak drugiej miłości.
Kieliszek calvadosu. Ból odklejanej tęczówki.


sobota, 12 października 2019

Do miejsca



kolejny wyimek z tekstu do 29 numeru eleWatora

(...) Dlatego czasami próbuję rozmawiać. Bez sztucznej atencji: pytanie, odpowiedź. Fakty, żadnych domniemań. Człowiek wciąż w coś gra, a mnie się nie chce. Poszliśmy wczoraj na wernisaż trzeciego i czwartego roku mojego wydziału. Margo (wykładowczyni) zapytała, który projekt podoba mi się najbardziej. Odpowiedziałam, że żaden. Każdy jest na swój sposób interesujący, ale najbardziej?.. Nie potrafię wybrać. I tak muszą czuć się wykładowcy. Stawiają swoje marki, sumują i tyle tego. Wszystko ponad wymaga używania większego zasobu słów, wewnętrznego wychodzenia przed siebie i tu wyłania się mój osobisty dramat – między słowami a zdarzeniami powstaje coś, co jest łatwiejsze w obróbce, wyłania się obraz albo wiersz i nie potrzeba drugiej osoby do tej formy komunikacji. Widzę swoje słabości, pewien rodzaj niechęci do większości ludzi, którzy zatrzymują się przy jednym wzorze i tylko mówią, że cenią różnorodność. Nie daję się nabierać. Bycie bez pozy, gdzieś daleko jest dobrym doświadczeniem. Zazwyczaj bywam niedoskonała, ale świadomość pozwala mi pracować nad sobą. Ciągłe analizowanie opisów, faktów, przeżyć, etyki jest niezbywalną częścią mnie, ale też wielu ludzi, których cenię za ich działalność, wiedzę, wspaniałą wyobraźnię, orientację światopoglądową. Innych lubię, bez szczególnych wyznaczników. 


Ocaleniem dla mnie jest sztuka. Obiecałam kiedyś, że napiszę kilka słów o akwarelach Rafała Rudko, jednak trochę mi z tym zeszło, bo oko i ucho koncentrowałam na jakiś głupotach, a przecież akwareliści zasługują na uwagę. A Rafał Rudko na moją szczególnie, bo jest po stronie dobra i estetyki (...).

czwartek, 10 października 2019

Tuż za rogiem na trzecim piętrze zwolnił się pokój. Zaledwie kilka minut od oceanu…



Wobec brunatności świata pozostaje mi tylko bycie na krańcach stron moich książek, zeszytów, notatników i pamiętników. Nie jestem świetnie zorientowana, raczej o faktach dowiaduję się na końcu. Docierają do mnie jedynie jakieś niedomówienia, środowiskowe malkontenctwa, poniewierki – ziewam. Wiedza o ludziach i sprawach, które przenikają social media i tak przepadnie, razem z Internetem. Chiny mają wyłącznik. Tak mówią. Dlaczego mam im nie wierzyć? Zbiorowość. Doświadczyłam już tego, tak samo potocznego życia, jak i zwykłej nienawiści czy zawiści, zwał jak zwał. Ludzie swoim zachowaniem zaprzeczają temu, co mówią. Zajadłość, jaką u nich obserwuję, spowodowała, że mi się zwyczajnie odechciało. Z czasem zauważyłam, że tak jest lepiej, przyjemniej. Z szacunku do siebie przestałam rozmawiać z ludźmi, którzy są zwyczajnie nieetyczni i źli. Nie lubię dostawać wybuchającymi słowami, zarzutami wyssanymi z palca, że komuś coś odebrałam, że próbuję coś zniszczyć. Szczerość to jednak broń na głupka. Dbam o siebie, szanuję swój czas i cenię harmonię, równowagę. Człowiek bez właściwości zmienia twarz, jest ambiwalentny. A mnie relacje z ludźmi wypierającymi moralność i estetykę nie interesują. 

Fascynuje mnie słowo, obrazy, głębia myśli i to, co zostało dostrzeżone, zauważone, odczytane i intelektualnie przedstawione najróżniejszymi technikami graficznymi, malarskimi. Nowe doświadczenia, przestrzeń, międzyludzka życzliwość. To są sprawy, w których widzę odbicie własnego odczuwania. Nie zależy mi na schlebianiu innym, bo to degraduje, podskórnie wykańcza i nie jest w mojej naturze. Nie żałuję straconego czasu. Kiedyś wydawał się czymś innym (...).


Wyimek z tekstu do 29 numeru eleWatora

sobota, 5 października 2019

Pracownia Thomasa




Niczego nie chcieliśmy obgadywać. To się stało
ledwie widoczną smugą na ścianie. Odwracanie wzroku,
rozstrojenie w zestrojeniu. Nie śmieję się, kiedy błahe słowa
wykruszają każde poruszenie. Właściwie niepotrzebnie
otwieram torebkę i waham się. Ciału już nie wystarcza kołysanie
z drzewami, pod nimi. Unikam gromów, jasnego nieba. Tańców.
Smukłych kobiet, topornych płaszczy. Nie wiem, dlaczego wciąż przegryzam
łodygi barwnych kwiatów.

Na marginesie.

Czego nie lubisz? Porozrzucane wydruki z pracy dyplomowej.
Błędy w drugich wersach, brakujące litery, ledwo zauważalne
piksele. Mrużysz oczy i wtedy pod jakimś pretekstem wstajesz.
Przyglądasz się zaciekom na szybie, drobnym pająkom.
Przesuwam punkty kontrolne w Ilustratorze,
wykonuję te same ruchy. Odrzucam ludzi. Jak leci.
Całe kolumny niczego. Raz po razie.


niedziela, 29 września 2019

Umieranie przed czasem




Karmisz akwariowe rybki, a za oknem ludzie roznoszą papierowe torby.
Każdego roku kwitną jeziora. Na szczęście w grach logicznych nie trzeba tłumić śmiechu,
by kontynuować dobrą zabawę. Końcówki dróg zbiegają się w punkcie
zwanym ludzkim przeznaczeniem, jakby wtedy było łatwiej
zalogować w sobie tajemnice. Określić ich smak i zapach. Oswoić.

Dawno minęła jesień, za długo wpatrywałeś się w spadające dachówki
podczas burzy, w zakłopotanego skrzypka, którego muzyka
potwierdza, że zdarzenia mają naznaczoną kolejność. Brzęczą, wystukują rytm,
znaczenie słowa.

Najbardziej podoba mi się, gdy ojciec obejmuje matkę. Zapomniany wzór
sukienki, misternie wszyte koronki i hafty. Z delegacji czule pisane listy.
Splamiony kawą materiał koszuli. W biel domu wgryza się bluszcz,
kruchy żywopłot, jakby odwiedzały nas tylko drozdy. Wiem, bardzo tęsknisz
za innym domem, kłamiesz, że w kuchni przy stole najlepiej smakują naleśniki,
a siekane mięso przypomina jagnięta prowadzone na rzeź.

Warzy się krew, uderza. Modlisz się, żebym zgrzeszyła albo odeszła
z pękiem chusteczek, gałęzi, z folią transferową do czekolady. Porzuciła cierpkie uwagi,
wstęgi wieńców, atak deszczu, chwila i nie będzie widać zarysu pleców
wspominanych zmarłych. Kwiaty.
Odgłos spadających ziaren.

sobota, 28 września 2019

Za oknem




Nie pokemony, a błękitne wieloryby szkodzą na śmierć.
Chociaż synowie śpią spokojnie i do szkoły zabierają kanapki
z chleba razowego.

Zamieniamy pisownię w telefonach jednym przyciskiem.
Z wiadomości o kodach, retrospekcji, głebokim żalu
wybieramy milczenie.

Ludzie nie wiedzą, czym jest śmierć, kiedy skaczą z mostu
albo z dachu. W liście jest coś o świetle otworu, może
o plikach, blinkach i o szkle, które nie wyglądało na szkło.

Poetka opowiada, jak bardzo nie lubi poezji.
Usprawiedliwia pijaństwo. Kłamie. Odwracam płytę
w analogu. Sklejam się, a krew brudzi kąciki ust.
Co mnie obchodzi cudza ulga, przerażenie czy pretensja, że nie jest
pierwsza, kiedy wciera krem w cellulit kształtnych ud i bioder.
Nie patrz - mamrocze. Jesteś wolny, jeżeli potrafisz się powstrzymać.
Od szkaradztwa, zmarszczek, narzekania na ból – drętwieję.

Aż w końcu przyszła wyczyścić pamięć, jak się przychodzi z wiosną.
Na domiar złego mięknę, mam w sobie ludzką godność.
Staroświecki charakter, zasady wyciekające z kręgosłupa.
Wygląda, jakby wszystko, co go okala, było mięsistym cieniem,
dopóki nie wzejdzie słońce. Wymyślną maszyną do znoszenia
wizji i halucynacji. Na jawie nikt nie zwraca uwagi
na ciszę. Różne formy życia.


piątek, 27 września 2019

Klif




Zniekształcam się po rozmowach o dniach,
które przebiegły rozkapryszone albo przejmujące, jak nigdy dotąd.
Zawieszam tablice, pracę pamięci, wkuwanie na blachę.
Jedno z twoich ulubionych twierdzeń,
że wielki talent rodzi się ze świadomości.

Fragmenty zdjęć, dziewczyn, ramion.
Ich głębia wyłania się z mroku. Z detali,
poza którymi nic nie ma.

Ruch wiatru, a może dystansu. Problemy łączą,
przylegają do wspomnień. Kleją się, aż strach stracić się z oczu.
Lęk wetknąć w pokusy o wielu imionach. Rytuały wychodzenia,
przechodzenia, polewania się wodą. Trwały blask,
mordercze ilustracje i doprowadzanie do końca czegoś,
czego nie ma. Wizualne byty, cybernetyczne podmioty liryczne,
treściwe ciągi uformowane z liczb.

Kultura opierająca się na niekompletności, na dziurze.
Wrzucam w nią parki, ocean, owce. Męczę się ze skałami,
oślepiającym słońcem. Przestrzeń pochłania plamy,
łączy procesy myślowe, podłącza nas.
Dziwacznie lub żartobliwie przystraja, jak gałęzie z drzew.
Zmienia kąt widzenia.

Październik 2014


czwartek, 26 września 2019

bullying in college



Prześladują mnie na studiach, Irlandka i Polak, para, której wydaje się, że tak jest zabawnie. Każde moje potknięcie językowe nagradzają idiotycznymi uśmieszkami, teatralnie odwracają się i chichrają, jak dzieci, które nie odróżniają dobra od zła. Dziewczyna dawała mi ostro popalić w minionym semestrze, ale robiłam dobrą minę do złej gry. W końcu studiuję dla siebie, to był mój przemyślany krok. Przez całe życie stawałam w obronie słabszych, uczono mnie, że szacunek do drugiego człowieka, niesienie pomocy innym jest częścią człowieczego jestestwa. I tak, wiem, że karma wraca, jednak to nie zmienia faktu, że odechciało mi się studiów. Dzisiaj cały mój entuzjazm przepadł. Jak w jakimś koszmarnym młodzieżowym serialu. Tylko nie wiem, co ja robię w tym wszystkim.  Dodam tylko, że ogólnie ludzie są przyjaźni i dojrzali, jest świetna atmosfera. Ale kto ma największego pecha w życiu?! Zawsze znajdzie się jakiś wyjątek, by wszystko zepsuć.


Tak, to jest kolejny pomysł na opowiadanie.




poniedziałek, 16 września 2019

Tekst w opracowaniu




Pomiędzy światem a strumieniem skojarzeń 
pokrętnych i rozbudowanych, ciągnących się od fundamentów, 
kamieni, warstw izolacji, wykwitów na ścianach, nie ma równości. 
Napięcie miedzianych połączeń. Cykliczność. Beztroska chłopców, 
kiedy kolejka nie ma końca i krąży od stacji do stacji 
i pod niskim napięciem baterii istnieje tu i teraz. 

Jest tym i tamtym, co zasadniczo niczym nie różni się od funkcji, 
okoliczności słów, ciągłej gotowości twórczej – nacięć, bruzd, z
grubień potwierdzających krwawienie tkanki. 
Świadectwem uniwersalnej przyrody, 
która werbalizuje się w odrodzeniu, w zbiorach, 
w magii kiełkujących zbóż i w rozsianej grzybni. 

W okalającym drzewa mchu. Metafizycznie 
każda forma wyraża się w semantyce dźwięków. 
Odbijają się od kosmosu, przestrzeni i pleśni, t
worząc magiczne formy. To jest tylko początkiem myśli, 
zalążkiem strony tytułowej.