Otrzymałam wczoraj portret od Anny Szymborskiej. Niezwykła artystka, pracująca analogowo, brudzi sobie palce, ale efekty przynoszą ogrom radości i satysfakcji. Póki co pokazuję wam cyfrową wersję, za kilka dni trafi do mnie oryginał.
Ciało jako mapa: 7 zapachów, 7 języków, 7 psychocieni
(fragment z Atlasu Ciałkry i Innych Osad)
Nie jestem zbudowana z duszy i mięsa. Jestem zbudowana z powracających zapachów, języków, które nie chcą być tłumaczone, i ciemnych smug podskórnych decyzji, które biorą się nie wiadomo skąd, a są jak szramy po czymś, co nie miało prawa się wydarzyć.
To, co nazywasz moim ciałem, to tylko pierwsza warstwa.
Pod spodem, mapa. Osobista. Niesymetryczna. Nienazwana.
1. Siedem zapachów ciała
Ciało nie pachnie skórą.
Pachnie przeżyciem, które zostało pod spodem.
Nie każdemu wolno je wyczuć.
Grzmielka – nuta ostrzegawcza. Cierpki szept ze środka żeber, przypomina, że nie jestem do otwierania przez przypadek.
Fikrum – zapach neutralności, który chroni przed zbyt głębokim spojrzeniem. Wyciera ślady.
Labdaum – miękka żywica decyzji. Kojarzy się z ciepłem, ale parzy, jeśli dotkniesz nie pytając.
Czerń pyłu – zapach utraty, która stała się strukturą. Osiada w górnej wardze i nigdy się nie śmieje.
Wydmuszka – aromat pozostały po zniknięciu. Jak echo perfum po kimś, kto już nigdy nie wróci.
Osad pyłkowy – cień dotyku sprzed wielu lat. To nie wspomnienie, to reakcja skórna.
Kwas jaśminowy – zapach miłości, która się nie wydarzyła. Zostawia metaliczny posmak.
Nie noszę ich dla kogoś. One po prostu są.
Jak kod dostępu, którego nie da się sfałszować.
2. Siedem języków, których używam, gdy nie mówię
Nie każde słowo ma być zrozumiane.
Nie każda fraza to zaproszenie.
Ciałkryczny – język mikroreakcji. Brwi, drgnień, spięć. Widoczny tylko dla tych, co chcą zobaczyć.
Niepłaszczenie – mówienie o sobie bez fałszywej skromności i bez wystawiania się na strzał.
Nigdyniktkomu – język, którym mówię tylko wewnątrz siebie, i tylko w czasie przeszłym.
Cisznia – język zapachu. Kiedy nie mówię nic, a i tak wszystko wiadomo.
Figazm – język ironicznej obrony. Kiedy nie pozwalam na dotknięcie.
Osadowy – język pisany w snach, na wewnętrznej powiece. Pojawia się, kiedy nie śpię.
Zanik wyrazu – mowa ciała, które już się nie zgadza, ale jeszcze nie powiedziało dość.
Moje języki nie są do nauki.
Są do czytania z blizn.
3. Siedem psychocieni
Niektóre części mnie są niewidzialne,
bo nie chcę, by były nazwane.
Ale istnieją.
Przejściówka – cień, który włącza się, gdy zbyt długo jestem wśród ludzi.
Toperka – szybka maska przytomności, kiedy czuję, że ktoś próbuje mnie rozkodować.
Pamięć bez zgody – aktywacja cienia, który przychodzi po zapachu.
Ukryta gniewność – nie wybucha, tylko gęstnieje.
Cierpkość odzysku – cień, który robi porządki, zanim jeszcze zrozumiem, że coś zostało zabrane.
Znikalność – moment, w którym ciało staje się przezroczyste, zanim odejdzie.
Brak odpowiedzi – najciemniejszy cień. Nie z lęku, tylko z wyboru. To nie obojętność. To zatrzymanie.
Nie mam mechanizmów obronnych.
Mam układy wewnętrzne, które regulują dostęp.
Nie wchodzisz do mnie przez ładne słowa.
Wchodzisz tylko, jeśli rozpoznasz strukturę mojego zapachu,
i sam od siebie nie przekroczysz progu.



















