sobota, 13 marca 2021

Epozod dziewiętnasty




Układam w sobie te wszystkie porozsypywane elementy i zastanawiam się, jak żyją ci, którzy nigdy tego nie robią. Możliwe, że tylko tak mówią, ale wierzę ludziom na słowo. Taka jestem. Innowacje. Czuję, że zostaję w tyle. Innymi słowy, teraźniejszość mnie pokonuje. To jest ten moment, kiedy proszę syna: a możesz zajrzeć do komputera, bo tam coś mi nie styka. Wtedy syn patrzy na mnie podejrzliwie i zastanawia się, co tam znowu rozbabrałam. Pewnie lepiej żyje się w niewiedzy, łatwiej. Nowicjuszostwo; niekompetentność; nieznajomość; amatorstwo; nieskładność; ciemnota; niefachowość; niekompetencja; niedouczenie; niewłaściwość; bezmyślność; głupota; obskurantyzm; ignorancja; dyletantyzm; nieuctwo; brak wiedzy; amatorskość; ograniczoność. Zatem wróćmy do momentu, kiedy jednak cieszymy się ze znajomości ogólnej geografii i zażywamy spokoju, przy uczeniu się słówek hiszpańskich.


czwartek, 4 marca 2021

Epizod osiemnasty




Nie zdążyliśmy porozmawiać, bo nagle zjawiła się dziewczyna o czerwonych włosach i zafascynowani wpatrywaliśmy się w jej efektowny chód. I chociaż szybko odeszła w swoim kierunku, jeszcze długo na nią spoglądaliśmy bez słowa, z fascynacją i poruszeniem. Pomyślałam, że to tylko włosy, ale to nie była prawda. W jej chodzie było coś ze sztuki, baletu, artystycznego spektaklu; twórczość artystyczna; działalność artystyczna; występ; show; urzeczywistnienie; kultura; dokonanie; seans; utwór dramatyczny; pokaz; utwór; pokarm duchowy; pokazówka; inscenizacja; przedstawienie; teatralizacja; dramat. Najedliśmy się do syta tym widokiem i uznaliśmy, że czas wracać do zajęć. Zakładając maskę na twarz pomyślałam, że jeszcze ją spotkam.

czwartek, 4 lutego 2021

Epizod siedemnasty





Narracje, które obserwuję przywołują najróżniejsze emocje. Wzruszam się, denerwuję, płaczę – z najróżniejszych powodów. Emocjonalność to domena ludzi, ale domyślam się, że często spostrzegana jako słabość: zamiłowanie; niemoc; ułomność; pociąg; niedomaganie; inklinacja; choroba; wątłość; ciągoty; bezbarwność; skłonność; niedyspozycja; przypadłość; sentyment; predylekcja; upodobanie; anemiczność; dolegliwość; niedoskonałość; skaza. A wydawałoby się, że prościej się nie da.

sobota, 23 stycznia 2021

Epizod szesnasty




Znaki, symbole, życie niezależne od przekonań. Koronki dziergane przed snem. Śnienie odsłania myśli głębiej i zastanawiam się, co jest istnieniem, a co iluzją, absurdem. Bajeczka; bajer; blaga; blef, bujanie, bujda; bzdura; dezinformacja; fantazja; fikcja; herezja; kant; kit; kłamstwo; koloryzowanie; legenda; lipa; łgarstwo; nieprawda; nieszczerość; opowiastka; obmowa; plotka; pogłoska. Zmieścić te wszystkie synonimy w odsłoniętą myśl, wyrzucić za siebie i zapomnieć.

środa, 13 stycznia 2021

Epizod piętnasty



Jestem trochę porozrzucana, co rzutuje na moje samopoczucie. W nieustającej ekspresji tracę wątek, by po chwili go odzyskać. Towarzyszy mi przy tym ogromna radość. Poruszam się wciąż w sferze znaków i symboli. Semantyka i retoryka. Pogłębiam: dynamizuję; eskaluję; intensyfikuję; nasilam; natężam; ożywiam; podnoszę; potęguję; powiększam; przyśpieszam; rozwijam; udrażniam; wzmacniam; wzmagam; zwiększam; przyspieszam; rozszerzam; wytężam. Wykańcza mnie napięcie, od samego pisania czuję wzmożenie i przyspieszony rytm/puls. Kieruję mój monolog do światła. Szukam go w sobie.

niedziela, 10 stycznia 2021

Epizod czternasty




Rozmawiamy o kiczu, zdążyłam już do niego przywyknąć, bo wszędzie mnoży się i kwitnie. Nie wiem wprawdzie, czym jest kicz dla was, ale umówmy się tak: byle co; badziewie; tandeta; syf; lipa; tanizna; szajs; gniot; marnizna; miernota; słabizna; chłam; ramota; świństwo; szmira; chała; obrzydliwość; szkarada; bubel; knot; chałtura; dziadostwo; lichota; buble; marnota. I tak definiujemy najróżniejsze szkaradztwa, ale są też tacy, którzy lubią to, co dla nas wydaje się słabizną. Zatem dzisiaj nic nie manifestuję.


wtorek, 5 stycznia 2021

Epizod trzynasty



Ktoś mi powiedział, że nasze doświadczenia, przyzwyczajenia są jak ściana, na którą naklejamy najróżniejsze tapety, plakaty, najlepsze i nagorsze momenty. Najlepsze jednak szybko wsiąkają, a najgorsze są jakby nieprzemakalne, dobrze się utrzymują i przebijają każdą tkankę. Myślicie, że można zedrzeć lepkie warstwy, które narosły z przyzwyczajeń i otworzyć się szerzej na świat? Zadrwić z własnego szaleństwa i zakrzyknąć z innymi – ratujmy lasy i wieloryby. Nadchodzi moment w którym górę biorą ambicje. Amatorstwo; aspiracje; chęć; ciągąty; dążenie; mania; miłość, obsesja; ochota, pasja, pęd; powołanie; umiłowanie; wrażliwość; pogoń; zmysły; predylekcja; oddanie; energia; zapał; zdolność; żar; plany; marzenia. Wiele tych słów na początku wydawało mi się sprzecznych, a jednak energia, z jaką przemierzamy ziemię wciąż rośnie. Więcej nas i więcej.

piątek, 1 stycznia 2021

Epizod dwunasty




Badam historie społeczne i za pomocą ilustracji do jednego z amerykańskich tygodników tworzę wielowarstwową narrację, która nie jest linearna, ale pozwala na ujawnienie cykliczności historii. Badam motywację z udziałem kobiet, jak są odbierane i dlaczego wywołują napięcie po przeciwnej stronie. Różnorodność kobiet, ich tożsamość, mnóstwo nas, dlatego tak wiele głosów – widzenie; wzmianka; konstatacja; uwaga; wtrącenie; brzmienie; przekonanie; dźwięk; wyobrażenie; myśl; refleksja; zapatrywanie; zdanie; uznanie; przeświadczeni; stanowisko; ocena; stwierdzenie; mowa; informacja; twierdzenie; spostrzeżenie; pogląd; deklaracja.

sobota, 26 grudnia 2020

Epizod jedenasty






Zadawanie się z ludźmi zawsze niesie ze sobą konsekwencje, wspominałam o tym wiele razy. Teraz mamy Covid, fatalne przekłady książek i przyjaciół zmagających się z depresją. Naiwnie czekam, aż wszystko dookoła ucichnie, rozejdzie się po kościach i wyjdziemy sobie naprzeciw. Nie będziemy ciągnąć tematów zarazowych, pudelkowych i cmentarnych. Rzeczywistość jednak tonie w absurdach. Ogrom przemocy werbalnej, brak elementarnych dobrych obyczajów powoduje, że bronię ważnych dla mnie ludzi i chronię własne gniazdo. Czuję w sobie przeciążenie, niechęć; awersja; chandra; repulsja; niesmak; ansa; smutek; abominacja; osowiałość; obojętność; zniechęcenie; antypatia; oziębłość.

Szukam w ludziach umiaru, w sobie odnalazłam. Oglądam Mroczne materie i widzę jak niewiele pamiętam z książek,

czwartek, 24 grudnia 2020

Epizod dziesiąty




Siedzę tu sobie w odosobnieniu. Zachowuję dystans do ludzi, świata. Odnajduję zachwyty i olśnienia w formułach chemicznych, które studiuję z powodu etykiet farmaceutycznych. Projektuję opowieść o miłości, humanizmie i energii. To, co odnajduję pomiędzy twórcami a światem… Zastanawiam się nad całością. Moja logika, poetycka swoboda, ale również arytmetyka – faluje na wietrze. Tak sobie dokładam, przewartościowuję i celowo analizuję. Kim jestem, by rozważać o tym wszystkim i ustawiać na siatce typograficznej, ważne, ważniejsze i najważniejsze. Decydowanie o warstwach, głębokości, uwarunkowaniach, które nadajemy całej kompozycji. Pewność siebie; asertywność; odwaga; bezpośredniość; rezolutność; zuchwalstwo; kontenans; zdecydowanie; animusz; rezon; pycha; naturalność; buta; wyniosłość; przebojowość; chełpliwość; zarozumiałość; energia; fason; zarozumialstwo; bohaterstwo; brawura; duma. Serio, serio.


wtorek, 22 grudnia 2020

Epizod dziewiąty



Rozpisuję się nad symbolami w ilustracjach. Zastanawiam się nad znaczeniem kolorów. Skąd wiemy, że trawa jest zielona, a liście jesienią żółkną, czerwienieją, opadają. Na dnie już nic nie widać, może tylko kilka kropel z wczorajszego sztormu. Nieprzerwanie trwamy na swoich miejscach. Systematycznie; stale; wiecznie; co krok; permanentnie; na okrągło; dzień i noc; niepowstrzymanie; ciągle; niezmiennie; nieustając; dniami i nocami; piątek i świątek; świątek i piątek; na każdym kroku; bez przestanku; non stop; w koło Macieju; bezustannie. Śmiesznie jest, kiedy tak zapisuję synonimy, które wybrałam, tak, jak wybieram kasztany z trawy. Z bez zastanowienia.


poniedziałek, 21 grudnia 2020

Zima




Ten rok już się kończy. Na szczęście. Chociaż nie wierzę, że nowy przyniesie jakieś przesilenie, poprawę, zmianę, albo wyciszy szaleństwo, w którym obecnie funkcjonuję. Moja wnuczka miała wypadek, nie spędzimy razem świąt, a z powodu covidu, nie możemy pomóc córce w jej codziennej walce w szpitalu. Nie pytajcie mnie o nic, to zbyt ciężkie i świeże bym mogła o tym pisać. Najgorsze za nami, jak już będzie po wszystkim napiszę więcej. Życie jest kruche i nieprzewidywalne. Jednego dnia zanosisz się od śmiechu, drugiego wypłakujesz ocean łez. Jestem w smutku i topię się każdego dnia. Bezradność. Przylgnęła do mnie jak druga skóra.

piątek, 20 listopada 2020

epizod ósmy




Wybieramy z ziemi warzywa, kamienie, badyle, zarżnięte drzewa. Zakopujemy plastik, aluminium, skorodowane samochody, zapomniane przedmioty. Trawa zaczęła pachnieć rdzą, kwiaty tracą kolor. Niepewność czy alkoholik rozgrzebuje popiół by pachnieć pamięcią, czy tylko bawi się pogrzebaczem. Później już tylko płytki sen i szum gotującej się wody. Po kilku dniach przypominasz sobie cały nieład, jaki zostawiłaś w chmurze; młyn; mętlik; bezhołowie; odmęt; kotłowanina; nieporządek; chlew; rozgardiasz; bałagan; pobojowisko; syf; zawirowanie; groch z kapustą; pieprznik; rozprzężenie; rozprężenie; galimatias; dezorganizacja; młyn; męt; bajzel; pomieszanie z poplątaniem; kołchoz; chaos, zamieszanie; miszmasz; bezład; zamęt. Wygrywa anarchia. Na przekór matczynym słowom, logice, czujności, która chroni przed upadkiem.


środa, 18 listopada 2020

Naga prawda





Dziękuję moim bliskim, znajomym i nieznajomym za pomoc poetce w potrzebie. Wiem, że minister kultury rozdał 400 mln. Nie wiem, czy potrafię zrozumieć pomoc tym, którzy mają dochody na poziomie kilku milionów, a pozostawianie samych sobie pojedynczych ludzi, którzy utracili niewielkie dochody i nie potrafią prosić albo nie wiedzą, jak się w tej sytuacji odnaleźć, uważam za bezduszne. Pytaliście mnie, czy znam osobę, której pomagam, nie znam, ale uznałam, że to bez znaczenia, nie można się odwracać od człowieka, kiedy wszyscy inni z powodu Covidu potrafią jedynie utyskiwać i nie zauważają drugiego człowieka. Najbardziej drażnią mnie niektóre kobiety (na szczęście, to pojedyncze przypadki), dużo mówią o feminizmie, humanizmie, pomocy, promocji poezji kobiecej, a kiedy jedna z nas spada w przepaść, nikt nie próbują jej dostrzec i wychodzi na to, że te fantastyczne slogany, które od lat głoszą, to puste, nic nieznaczące frazesy. Antologie, książki, udawanie zainteresowania, promowanie siebie, narcyzm, egocentryzm. Kiedy trzeba opublikować wiersz poetki, piszą do niej, przyślij, ale za darmo, bo my wszystko non-profit, ale w momencie kryzysowym od poetki odwracają się tyłem, zajmując jedynie sobą. Wiem, że wyjście ze strefy komfortu jest trudne dla tych wszystkich pań, ale napiszę wprost, jesteście zakłamane. Rozumiem, że nie macie pieniędzy, ale udostępnienie informacji nic was by nie kosztowało, a jednak udałyście, że nie ma sprawy, ale wiersz przyślij do promocji waszej strony… Poetka w kryzysie, to nie wasz problem. Odwracanie wzroku wychodzi wam idealnie, a wystarczyło zrezygnować z jednej kawy, butelki wina, kostki masła i te pieniądze przeznaczyć na osobę, którą tym gestem ratujemy przed bolesnym upadkiem. 

A o moich kolegach poetach, to nawet nie wspominam, z resztą od dawna wiem, na kogoś z Was mogę liczyć. Tym razem było podobnie.



piątek, 6 listopada 2020

Globula Boka - o wierszach Bianki Rolando




Kiedy stałam nocą w Odessie na plaży Morza Czarnego i wpatrywałam się w niebo, zastanawiałam, ile istnień pochłonęła czarna głębia. Czasami źle się z tym czuję, kiedy nie potrafię się oderwać, a może wyrwać z siebie wątków wyczytanych z książek, ludzi, ich historii, przeżyć. Jest taki wiersz Bianki Rolando „Argo"[1] o podróżującej w przestrzeni łodzi. Jest w zasadzie otwarciem gwiazdozbioru, przestworza, jego wspaniałości i nieskończoności. To czytanie przypomina mi jeszcze inny moment nad Morzem Korynckim — rozpoznawanie gwiazd, wyobrażanie, jak się tworzyły, rodziły, układały. Zamysł poetki jest kierunkiem w czytaniu, ale wydaje mi się, że to też przyzwolenie, by w interpretacji skorzystać z własnego doświadczenia i pojemności umysłu, jaka tworzy się w człowieku dzięki obejrzanym obrazom, przeczytanym historiom, dotknięciom. To dodaje mi odwagi, by poszukiwać własnych odnośników. Podszeptuje, jak odkrywać tajemnicę, gwiazdozbiór po gwiazdozbiorze. W obrazach, rzeźbach, całym osobistym wachlarzu spotkań w muzyce i wszechświecie. Mam tych przeżyć ogrom, tak samo jak podróży w niezaliczone zakątki świata, wędrówek po muzeach, galeriach. Wpatrywanie się w obrazy, mozaiki na podłogach, malowidła na ścianach i wszędzie, dosłownie wszędzie, spoglądanie w gwiazdy. Odnajdywanie i nazywanie. Za każdym razem na nowo napływają do mnie znaczenia, fragmenty książek, publikacji. Bogactwo literackie nie tylko unaocznia, jak wciąż zbyt mało wiem, co inspiruje ludzi, czy wyłania się z antyku, a co pochodzi od zapachu, smaku czy w wchodzi w czystą fizykę. Ale akcentuję, że sztuka zawsze była dla mnie otwarciem, przejściem do kolejnego odczuwania. Stawanie przed obrazem i rozkładanie go na czynniki, wchodzenie w cudzą skórę, czytanie z niego, interpretowanie wejść i wyjść. To jest rodzaj przywileju. Podziwiam Bianki umiejętność pisania o barwach, pęknięciach, cieniach — jak się układają, co wskazują, gdzie się zaczynają, a gdzie kończą, kogo przypominają, ile lat mogli mieć pasażerowie i czy cisza, która ich otula, jest tą samą ciszą, którą właśnie odczuwam. Każdy poetycki zapis, obraz składa się z warstw, szlaczków i możliwości interpretacji. O scenariuszach wiem niewiele, chociaż powinnam więcej. Studiowałam przez ostatni rok najróżniejsze sposoby pisania scenariuszy filmowych i animowanych. Śmieję się, że jednak wolę realizować cudzy plan niż własny. Może dlatego łatwiej mi jest wejść w to zacięcie autorów. W tajemnicę Poliszynela. W linie i kropki, które są zaczątkiem sceny, która odbywa się w przestrzeni lub tylko w płynie mózgowym. 

Podróżuję i niesie mnie w głąb, na fali antycznych przypowiastek, pieśni, scen, na fali wiatru, jakiejś chwili. Mrocznej i miłosnej. Innym razem lekkiej, a zarazem nie przenikliwej, bo kiedy my śpimy, ona zestawia rano z południem, krew ze słowem pomywaczki. Czym jest władza, śpiew, przyroda? Czym bogactwo, a czym sława? Coś nas dzieli, rozdziera, kończy nagle i stajemy przed sobą — jak kiedyś — nadzy. Książkę poetycką Bianki Rolando owiewa tajemnica. „Stelle” to piękna poetycka opowieść — podróż. Artystyczny język, słodki i gorzki, pełen postaci, próśb i malowniczych zdarzeń, którym jako czytelniczka mogę się przyglądać i podziwiać. Brać dla siebie i do siebie, wszystko zależy od tego, czy patrzymy w tym samym kierunku. Znalazłam się w tej opowieści z własnej woli, mam nadzieję nauczyć się od autorki patrzeć i czuć, wnikać w człowieczeństwo na podobnym poziomie i odnajdywać odpowiednie formy. Wiele razy zastanawiałam się, czy nie myślimy zbyt ciasno o sztuce, dopasowując się do potrzeb środowiska albo do tego, co nam wystarcza. Oczywiście znajomość arkanów fizyki, astronomii, historii sztuki pozwala pewne sprawy usystematyzować. Wtedy opieramy nasze poglądy na wiedzy. Jasno formujemy odnośniki i bez ograniczeń rozmawiamy o organicznej cząstce poezji. Ogromnie lubię w poezji mrok, szczególnie o zaokrąglonych kształtach, tak sobie go wyobrażam i tego domaga się mój umysł, który już dawno przestał się we wszystkim doszukiwać logiki. Czymże jest w końcu logika, skoro kieruje mnie w stronę rozumności? Dlatego na potrzeby czytania poezji i interpretowania sztuki porzucam wszelkie logiczne sposoby poruszania się w przestrzeni kreatywnej. W asymetrii i analogii. Przechodzenie przez życie jest dla mnie jak pojawianie się gwiazdozbiorów. Czas ich widoczności, odczuwania, tworzenia. Ryby są mi szczególnie bliskie. Towarzyszą przez większość życia, mogłabym się wpatrywać w ten moment w nieskończoność, ale wiem, że umrę i wtedy ten moment będzie moją tajemnicą. 

„(…) – Ja jestem bezpański pies, a ty jesteś jaszczurką wnikającą do ust, 

niosącą sycący blask, a ty jesteś pokaleczonym ptakiem błogosławieństwa (…)”[2]

Rany, Bianko, płaczę, kiedy docieram do sedna twoich słów, do słów pieśni, pękających skał. Zapuszczasz we mnie nasiona, które toczą się w słowach wiersza, tonę w ich fali, drżę w uniesieniu. Może to zbyt patetyczne, ale czyż życie nie zawęża się zbyt często do spraw błahych i ponurych? Z całym twoim pokiereszowanym niebem, nienazwanymi melodiami, które pamiętam z dzieciństwa. Właśnie teraz wracają do mnie i przylgnęły na nowo, wsunęły się w tę przestrzeń pomiędzy podniebieniem a krtanią. Dławię się i szlocham. I nastaje świt. Z nim słowa. Rozpalone do czerwoności, wyrwane z głębi. Ryzykuję, pisząc ten tekst, bo czymże jest opisywanie własnych przeżyć, wizji, lubości, osobistych/intymnych odczuć, wyobrażeń? Przecież na niewiele to się zda autorce, a jeszcze mniej jej czytelnikom. Pomiędzy „Argo” (stanowczo wolę, bo przypomina mi Argonautów), a „Koroną Południową” znajduje się przestrzeń i tajemnica dla każdego. Ta tajemnica drąży we mnie specjalne miejsce. To jest ten moment, kiedy dokładnie, słowo w słowo, odnajduję rozkoszny i słodki smak upojenia. Kiedy mogę „Wagę”, mój zodiakalny gwiazdozbiór, rozsypać i dopasować. 


„(…) jeżeli to są podzielone rzeki to nie jest niebo tylko podzielone rzeki a ty wyspa jesteś a ja i ja i ja to twoje części absydy uświęcone wiatrem sumiennym przenoszone jego stopą studenną studzienną echem łączenie będziemy wychwalać gwałtowność głębokimi nieboskłonami pange lingua gloriosi przenosić się stopą studenną czerwona lamówka niesie się doskonale kolorem i dźwiękiem na polanie czołgałaś się jak dzika w każdą stronę w której mogłabyś być przyjęta jestem przyjęty nie przeklęty studenny jak stopa która mnie niesie stopa niesie mnie znacznie dalej ciebie ze mną nic nie waży my nie-ciężar jesteśmy dla 

tej stopy gwałtownej gdyż

mapy nie składa się od zewnątrz

do zewnątrz (…)”[3]

Wreszcie ktoś mówi do mnie moim językiem, do wewnątrz, zauważa we mnie (tak sobie wyobrażam) szereg anomalii, drobnych gwałtowności, mglistych gór, przepastnych odczuć. Zawieszam na mój osobisty drut wskaźnik, którym posłużę się w pozostałym życiu, w pozostałym zewnętrznym niczym. Szereg pętli i połączeń, procesów poznawczych i niesamowite odczuwanie. W tym wszystkim jako człowiek czuję się usatysfakcjonowana. Wreszcie artystka mówi do mnie, do moich skojarzeń, dojrzewających myśli, impulsów, pewnej rzeczywistości, na której opieram swoje jestestwo. I nie chodzi mi o wyodrębnianie możliwości, jakie kreują się w wyobraźni pod wpływem obrazowania poetyckiego, a jedynie o ten rodzaj komunikacji, który stwarza siłę. Siłę, by umieć podnieść własną wyobraźnię, zamknąć oczy, stojąc w bliskości równika i wsadzić swój palec w kosmos. Na potrzeby poetyckiej ballady, która już zawsze będzie żywa i możliwe, że będę ją próbowała pojąć przez resztę życia. Stykając się z innymi ludźmi, słuchając ich i wyobrażając sobie Gołąb/ka, Byka, Skorpiona i może ta konfrontacja, codzienna i optymistyczna, jest nowoczesnym wieszczeniem. Zapisem, odbiciem w skale kości skroniowej. 

„(…) Zdobywca – szeregują mnie. Najmłodsze „ja” stoi niepewne imienia. Najstarsze „ja” wie, że nic się nie zmienia, nadzieja w tym, które spłonęło na stosie uwitym przez rzekę. Chciałam wpłynąć w łagodne ramiona morza, złapać choć na chwilę właściwy kierunek. Złapać niewłaściwy kierunek i znacznie dalej podróżować (…)”[4]

Samotność, tajemnica, głębia, nieskończoność. Najzwyklejsze akceptowanie i godzenie się z życiem. Bez lęku, który jest jak druga skóra, która porosła mnie jak porost naskalny. Człowiek. Ziarenko. Rozłączenie. Znikanie. Cykliczność. Przenoszenie. Rozproszenie. To oczywiście nie jest tak, że wszyscy poczujemy to samo, czytając poetycką opowieść o nierozłączności czasu i przestrzeni, że zrozumiemy naszą nic nieznaczącą obecność w tej przestrzeni. 

„(…) Niech mnie oczyści twój płacz, Abiku

Znasz dobrze tę ciemną porę, Batuku

dłoń w dłoń i pod powieką znajdziesz

gońca (mknie w naszym tętnie bez końca) 

inne napoje, inne są nasze pokarmy

trzymamy się w ustach i rozłączyć trudno (…)”[5]

Jakże jest mi bliska konsekwencja obrazowania. Czy ja w ogóle jestem? Czy ta książka tylko mi się przyśniła? W jakim stopniu jestem w stanie ją pojąć, przeżyć, przeniknąć? To poetyckie marzenie. Książka, która ogromnie mi się podoba. I nie dlatego, że przylgnęła do mnie i jest obecna, ale dlatego, że wciąż zaskakuje, szepce i nuci pieśni, będące już kiedyś w moim życiu, wydobywające się wielokrotnie z przepony na wielu scenach świata. Zaszczepiłaś we mnie, Bianco, moc życiodajnego życiorysu gwiazd. Myślę, że to rodzaj narodzin, przemiany, jakiejś nieskończonej chwili, którą dzięki tobie odzyskałam. Mimo lęku i wewnętrznego niepokoju.





[1] Rolando, Bianka. Stelle. Biuro Literackie, Stronie Śląskie. Galeria Foksal, Warszawa 2019, str. 7. 

[2] Tamże, str. 31. 

[3] Tamże, str. 123. 

[4] Tamże, str. 129. 

[5] Tamże, str. 158


10 czerwca 2020


tekst ukazał się w 33. eleWatorze