poniedziałek, 17 września 2018

Czynnik ludzki

 
 
 
Dobrze się rozumiemy. Tak jak nam przykazano, na dobre i złe. Wciąż skupiam wokół siebie tajemnice, jakbym szukała w nich czegoś, co mnie olśni, wybije, zadzwoni w głowie, ocuci. Skupisko ziemi, dobrze udomowione, złożone z tkanki roślinnej, martwych owadów, samotności. Ponieważ wszystko już było, łącznie z gminnymi pieśniami, sztandarami i całym tym blichtrem lepkich słów, pozostaję w konkretnym czasie. (...) - czytaj dalej, klik

Low - Rome (Always In The Dark) [OFFICIAL VIDEO]


niedziela, 16 września 2018

Cykl



Przebiega przez tunel, listki niespiesznie poruszają się na wietrze,
w stronę oceanu. Leć dziecko, nie skręcaj, nie odbijaj. Raz za razem.

Odkąd gwałtowny haust powierza wypełnił pierwszy raz płuca, otwierają się i zamykają.
Na początku nieporadnie. Podobno od wczesnych lat miał jakieś podejrzenie,
że należy wystukać każdy dźwięk, wykrzyczeć samogłoski, wystękać większe i mniejsze
przeciwności. Dzień za dniem. Monotonnie od rozsypanych mostów, tuneli, fragmentów
lasów, linii kolejowych, po zapach kiełkującej zieleni, którą z wiekiem równo przytnie.

Od czasu do czasu woda wypłukuje torf i ametysty, pęknięcia znosi w dół Achill.
Kiedy się spotkaliśmy – choroba – pomyślałam i wtedy jeszcze nie wiedziałam,
że z gorączką wyśnię ludzkich świętych, a ufność w ich wygłaskane piersi mnie uzdrowi,
tchnie czymś ascetycznym albo doszczętnie rozsypie.

Cisza ukojona oddechami, wiatrem i zapachem ziemi. Skały zalane rdzą,
przez które przebijają rozmaite przewidzenia, echa, zaprzeczenia. Obraz codzienności,
w którym nie brakuje wzruszeń, nienazwanych słów. To nas urządza i określa.
Dzieci zbierają kasztany. Pękają orzechy. Obok słoneczniki przerastają murki.


czwartek, 13 września 2018

Utrata błękitu



Nie zrywam z pytaniami, jednak odpowiedzi szukam w zbiorowości podmiotów lirycznych, które sobie wymyśliłam. Przez lata przewartościowałam wzory na własną modłę, w opozycji do mody i różnic pokoleniowych, które wciąż ktoś podtyka mi pod nos. Nie mam takich skłonności, chociaż mówisz, że jestem żyleta. Tłumaczę sobie ludzkie dzieci, ostre przedmioty, jakieś teksty o królowej angielskiej. Mogę tylko napisać, że jestem przeciwko. Umiałabym w czasie rewolucji powiedzieć, czego sobie nie życzę. Pamiętam twój ton, kiedy rozstrzygaliśmy dylematy naszych znajomych. Krępujące zobowiązania, z których nie potrafili się wywiązać. Ich złość wzbiera z opresji, wewnętrznej słabości. Na powierzchni pływają jakieś rośliny, zakręcone ryby gubią drogę tuż przy dnie. Mogłam mieć pretensje lub dyndać głową w dół, głucha na wymówki. Mogłabym być niesprawiedliwa i twarda. Później kruszyłabym palce w ciemności.

sobota, 8 września 2018

Z tamtego dnia






Smuga, do której się przysiadasz i trwasz do wiosny.
Pestki słonecznika palcami wydłubane ze skorupy chleba.
Niepokoje wypierane terapiami, prostym słowem,
przekazem tak jasnym, że gubi się ślad myśli.

Zachodzisz w głowę, ile jeszcze kontekstów, wyobrażeń,
listopadów wisielczych, wietrznych. Pokonujesz pierwszy plan, kolejny.
Intelektualny wysiłek kończy się na początkach opowiadań
Bukowskiego. Prześmiewcy o gombrowiczowskich ustach.
Wyciągasz z nich

ziarna, lepkie synonimy, wypływasz w podróż albo w objęcia.
Widzisz – ktoś się pogubił. Westchnienia młodych, kolaż najróżniejszych
technik. Nikt już nie uczy. Ożywcza literatura umartwiania,
o lisach, borsukach, porzuconych psach. Nie mają swojego czasu,
zainteresowania emulsją estetyczną. Nic się nie klei, nie rośnie.

Popiół opada na ramiona dzieci. Rozstaje dróg przysypane liśćmi.
Nierówności, jakieś pogłoski przerywane w pół. Coś nas przewiewa.
Rysujesz ręką w powietrzu, co już było.

Światło powraca, rozpina się na moment, w tym fragmencie. O tu.




piątek, 7 września 2018

Zastąpić jedno imię drugim



Miałam nie narzekać. Dlatego pominę artykuły o znaczeniu poetów i ich poezji - współczesność nas rozdrobniła. Trwam sobie tu na dnie, tworząc wartości i przekształcając je w obrazy. Dosłownie. Konsumpcja, plastik, zaśmiecanie... To jest chyba słowo klucz. Ale jestem dla siebie azylem spokoju, dla Paddy'ego, bliskich. Przechodzę w jakąś łagodność, a poczucie przygnębienia wynika z braku akceptacji tego, jak ludzie pozbywają się relacji, zamieniają, wymieniają, niszczą by pocieszyć własne ego.

czwartek, 6 września 2018

Ciąg dalszy



Wycinam zdjęcia z filcu, prowadzisz moją rękę po zagłębieniach,
widzisz, czego nie dostrzegłam. Zaręczynowy pierścionek, obrączkę.
Lizaki kleją się do mankietów, palców, przywiera piasek do papierka
z pięciolinią bez nut, w zamian z kreskowym kodem.

Przeciągłe gadanie kobiety z ukosa nudzi, bolą mnie oczy, słabo rozpoznaję
w niej smutek, gdy znosiła na brzeg oceaniczne muszle. Twoje niebieskie
spojrzenie, barwne akty powieszone na ścianie. Nie zniknęły,
jak kamień w wodę.

Ukrywasz się w przestrzeni pokoi, w cieniu kwitnącego kasztana,
w naszej miłości. Kolekcjonujesz opowiadania i znowu za wcześnie,
by wrócić, przyciąć którąś z fotografii. Przesuwasz palcami po stopach,
wzdłuż łydki, uda. To fascynuje i przeraża, więc klękam, górne światło
miga jak w słońcu ogon jaszczurki, błyszczy splot mięśni.
Wśród rozrzucanych listów, książek, ramion moje nabrzmiałe piersi.

Rozsypujesz okruchy ciasta dzieciom, resztki wsuwasz w szczeliny dachu
ptakom, dlatego przestałam zastanawiać się, czy na chwilę zniknąć. Zostawić
księżyc w pełni, twoje zimne kciuki, usnąć. Jak co roku nie pamiętam, kiedy
pochłonie mnie pragnienie, gdy rozmawiając, zazębimy się o siebie.
Coraz mocniej splecione ręce i najtkliwsze, choć proste słowa.


wtorek, 4 września 2018

Mówisz, że lubisz moją ciszę




Wlecze się za mną każdego dnia, snuje lapidarnie w wątpliwościach – wyjść czy zostać. Właściwie cały ten spacer, to po trosze wędrówka donikąd. Z konieczności podążam trasami pod górę, z górki, wzdłuż klifów, oceanu, w rozpalonym słońcu, plażami hrabstwa Sligo. I pojawią się pytania, jak żarty na temat kultury Azji, niezidentyfikowanych kurhanów, głazów, przy których widnieją tabliczki z napisem „do remontu”. - czytaj dalej, klik

poniedziałek, 3 września 2018

Wrzesień




Dedykowane wiersze. Choroba, pomyślałam i wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mam gorączkę, będę śniła przez całą noc ludzkich świętych, ufność w ich wygłaskane piersi mnie uzdrowi. Jak w życiu. Rzadko znoszę czułość, nie odwiedzam przyjaciół, nie odpisuję na listy, nie odrywam wzroku od dźwięków, które unoszą się w powietrzu. Poza gorączką nie pamiętam zbyt wiele. Nieźle mi odwala. Diabły podkradają mnie samemu Bogu, ale nie odstąpię im snów. Mogę podarować deszcz, jakieś niebezpieczne związki, historie o niegrzecznych chłopcach, których piekło mogłoby pochłonąć. Mam tu swoje szczęście. Przekonanie, że nie istnieją przypadki, drogi donikąd, nawet jeśli prowadzą po trzęsawisku. A wszystko bierze się z kanapek przed zaśnięciem, z książek, które czytam i funduję sobie całą tę metafizykę, jakby była namacalna i popychała dni do przodu. Szybciej i szybciej. Mogłabym napisać analizę dzieła literackiego, ale odnalazłam stare listy. Nadaję im kształty kredkami olejnymi, a może chodzi o porządek, do którego nie mam głowy, sprawnych rąk.

piątek, 31 sierpnia 2018

Niebieskie żyłki




Nie pamiętam powieści z zimowych wieczorów albo imitacji płócien, na których rozrzucone dłonie wyglądały jak zwykle szaro, z domieszką zieleni. Chciałabym precyzyjnie przyciąć kwiaty, wjechać bez słowa w oślepiające słońce, nie poczuć zmęczenia, utraty tchu i zgubić się, i odnaleźć. Rybki w akwarium mijają mnie w oczekiwaniu na "tetra betta" - pokarm dla bojowników. Zakładam, że nie otwierają ust i plują piaskiem, gdy wybucha ich ciało. Czy wtedy piasek jest piaskiem? Ubiegłej nocy niezmordowanie ćwiczyłam bujanie, huśtawka rozpędzała się i zanim straciła impet zrozumiałam, że bez sensu wyłamywać futrynę długim wahaniem. Plamy z atramentu pokrywają opuchliznę liter, kreski drgają, kiedy próbuję odczytać wzór, spisaną skargę. Obok drzwi łopata oparta o wieko pudełka z owadami, przesuwa się. Widocznie dyskusja na temat ciężaru bólu nie powstrzymuje rodzaju ludzkiego. Lamentu.

Nils Frahm - Encores 1 EP


środa, 29 sierpnia 2018

O wczorajszym dniu




Zostanę tu na dłużej, nie zrobię hałasu, nie wymknę się tylnym wyjściem. W zasadzie nie lubię piątków, błota i przekleństw mężczyzn, kręgów świetlnych wciętych w zatokę. Rachitycznych kółek dymu, które niespiesznie kończą żywot nad moją głową. Kiedy odsłonię rolety poczuję chłód, moment chętnie opisywany przez znawców burz. Niezbędne powtórzenia, bicie serca wyjaśnią każde potknięcie. Dziś identyfikuję się z łóżkiem, szafą, z biurkiem. Trudno sobie wyobrazić inne życie, drobinki piasku, marsz. Nierówności tutejszych wzgórz. Mówię do siebie puść, niech się kręci.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Wątek miłosny




Przed laty należała tylko do siebie. Jeszcze zanim się okazało, że istnieją inne wcielenia, wątki kryminalne, splecione niejasności tuż za linią życia. Tajemnicze nieznajome, niedzisiejsza młodzież, późniejsze ucieleśnienie zła. Siedzimy na schodach, niektórzy trzymają w dłoniach ciastka, puszki z colą. Winda krąży pośród jezior i lasów, bowiem w świecie fikcji wszystko jest możliwe i uleczalne. Nikt nie zwracał uwagi na jej długie nogi, wąskie stopy. Otwierała drzwi i łączyła nostalgię krajobrazu z owocami z sadu. Nie miałyśmy obowiązku czuć się szczęśliwe (...) - czytaj dalej, klik

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Zawracanie


Nie potrafię zamknąć oczu, odczytuję zieleń, punkt po punkcie. Zwodzi, wplata się i przeplata. Tamtędy biegła ścieżka, tak się mówi, więc biegnę, zamiast iść. Podobno trudno odnaleźć wiarygodną historię, kiedy na skutek erozji ściany są bardziej nieme niż strome. Z drugiej strony, czy każda opowieść musi zatoczyć kręgi, opadać? Wytarte półkola drewna, sznury na bieliznę, próby odejścia. Czegoś się nauczyłam, czegoś mniej ryzykownego od wypychania zwłok zwierząt trocinami. W powietrzu unosi się zapach perfum, kolacji. Tonę w rozmowach o wczorajszym dniu, o zwykłych miejscach, których nie odróżniam, bo uparcie i jawnie szukam. Próbuję nanieść kolory, naprawić zlew, wgryźć się w prostą treść obsługi piekarnika, dołączyć do sufitu gwiazdy. Odkryć drogę do świetlików, ustawiając buty pod właściwym kątem. Proporcjonalnie do powtórzeń albo w dół.

piątek, 24 sierpnia 2018

Coś się zmienia



(...) Próbowałam napisać o konieczności zbliżania się do siebie. Niezdarnie, bo nie rozróżniałam jeszcze gatunków drzew, bluszczy. Staliśmy przed sadem, a może przed mieszkańcami na dziko. Opuchnięci z manii, z przerażenia. Pewnego razu opowiedziałeś wstydliwymi słowami o nędzy. Dłoniach czarnych od torfu, o zarazach, wykwitach na skórze. W atmosferze młodości, gdy byliśmy głupi i śmieszni. Przypatrz się bezdomnym, co przepełniło ich zatrute oczy, kiedy w schludnych fartuchach bawiliśmy się w snobizm. Klify pchają cienie w dół. Ciągną gadatliwe echo, maminsynków. Na dno. Zaglądamy do studni, w pamięć. I wtedy robię notatki z psychologii. Definiuję świadomość i nieświadomość. Wyciąganie ręki, lepienie słów z końca języka. Różne sposoby przebiegania przez ciało do środka. Znosisz zapachy, kolor wrzosów utykasz w miejsca; wsiąkną w nie wrzaski. Ukryłeś tam coś pomiędzy paniką a ciepłem. Rodzaj rozstroju. Podchodzi do gardła. Z głosem (...) 



czwartek, 23 sierpnia 2018

Jakby koniec


Koniec wakacji. Za dwa tygodnie zapomnę o gorącej kawie, czytaniu w porannym łóżku i ogólnie, szybko zapomnę o tym, co było. Lubię zapominać. Wpadnę w sztukę. Z własną jaźnią, podświadomością i ogromnym zapleczem intelektualnym, nagromadzonym przez lata. Budzi to we mnie strach, bo w dłuższej perspektywie nie sposób uciec od nudy. Jest jednak zmysłowość. To czuję, kiedy myślę o pisaniu i malowaniu. Jakoś to poskładam, wydobędę z nadchodzącego roku akademickiego nowe inspiracje, dźwięczne opowiadania.





Każda z nas ma dwa punkty widzenia, bujną wyobraźnię - czyta Małgorzata Południak


środa, 22 sierpnia 2018

W jednej chwili




Nie wiem po czyjej stronie jest sprawiedliwość i czy w ogóle sprawiedliwość istnieje. Kto jest nieczuły, a kto wciąż powraca z echem. To jak miłość, która przerwana zbyt wcześnie wzbija się w przestrzeń, straszy, dręczy. Tajemnice, milczenie, puste żaglówki. Rozbite o skały zmieniają się w śmieci. Mleczne krowy, mięsne bydło. Wyobraź sobie zwierzęta, każde pyta o swoje imię przed śmiercią. Życie w harmonii? Nie chcę takiej człowieczej natury. Ludzkie zwyczaje, buczenie, burczenie. Nie jednoczę się w myślach z całym światem. Wiem, nie ma dla mnie ratunku. Jestem w tym świecie szeptem. Żadnych obcych, przenikania, udawania, podawania się za kogoś innego. Poddawania się.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Slow Meadow - Ghosts in the Brazos



Mówmy sobie po imieniu



Obojętność albo niedorzeczne zainteresowanie odbija się na kocich łbach. Efektownie, głośno. Każdy kolejny raz już bez pauzy, jeden za drugim. Bez przerwy. Krzyczymy do siebie, do nich. I niczego się nie dowiedziałam o ekscytujących związkach, plecionych sznurach, obronie. W nadwyrężonych dłoniach falują źdźbła trawy. Ściskasz je dla sztuczek, gwizdów. Później długo leżymy i podziwiamy gwiazdozbiór Raka (...) - czytaj dalej, klik

piątek, 17 sierpnia 2018

Mały miś, szmaciany miś.


https://www.facebook.com/SzmacianeMisie/

Wieje. Pada deszcz. Wszystko to dzieje się, i już poprzednio gdzieś zdarzyło. Słowa odklejają się i wirują. Mamy komputery, rozmawiamy w czasie rzeczywistym, obserwujemy świat. Unicestwienie. Przychodzi mi do głowy instynktownie. W tym pokręconym dniu trafił do mnie miś. Budujemy w sobie porozumienie. 



czwartek, 16 sierpnia 2018

Zupa z Azji



Gromadzę wokół siebie pustkę. Paradoksalnie nazywam ją jądrem ciemności. Przejaśnienia, których nie należy unikać, też tam wpadają. W zasadzie, to wywołuję w sobie konsternację. Światem, życiem, zbiorem momentów, wejść i wyjść. Ktoś napisał, że jestem surowa, to dowodzi, że pewne napięcie wywołane błędną interpretacją, przenika bardziej niż bym tego pragnęła. Odpiszę na listy, muszę tylko na powrót polubić słowa. Czekam na ocalenie i rozczytuję tomiki znajomych, ulubionych poetów.

wtorek, 14 sierpnia 2018

Wzory do naśladowania, zapamiętania, zapomnienia

 
 
Szukam równowagi. Wywołuję obrazy, ładują się jak baterie słoneczne. Kiedy pijesz kawę z mlekiem, idę z naszkicowaną kozą przed siebie i zastanawiam się, jak ją ożywić. Oswoić. Wyobraź sobie ogniwa, biomasę, z której można kształtować stworzenia. Smak świeżo upieczonego chleba, masła, tkane chodniki, pierwszą herbatę z cytryną. Nie mam czasu na pisanie listów. Wiatr zmienia się, roznosi zapach dalej i dalej. Nie rozpoznaję nocnego światła. Przestałam czytać książki pod kołdrą. W porannej mgle czekam na dźwięk dzwonów. Coraz mniej we mnie radości z dziecięcych bajek. Jakby koniec.