wtorek, 7 lipca 2020

Przymioty albo nie




Ziemia o tej porze pachnie
rozpadającymi się wieżowcami i popiołem. Dym.
Od niego drzewa skurczyły się z braku światła.
Krzyczysz. Nie rozpoznaję słów. Rzeczywistość wypełniają niemi.
Wciąż nie mogę zrozumieć rozwlekającego się czasu,
tego, co utrwaliłam w pamięci.

Napływających ze wszystkich stron zarysów.
Kształtujących się obrazów,
kiedy odwracam się i dotykam tego miejsca,
gdzie każdy pragnie włożyć palce.

Nic tam nie ma oprócz wody.
Wylewa się z wiader. Podmywa krawężniki.
Wciąż nie wiem, co jest pomiędzy nami.
Pomiędzy miejscami, które symbolizują pustynię.
Brak danych.

piątek, 3 lipca 2020

Lęk









Co chciałabym opowiedzieć?
O plamie na powierzchni,
wybuchach na dnie oceanu, 
górze lodowej,
może podtopić Irlandię. 

Zabrnęłam zbyt głęboko.
Pojęcia nie mam, kim chcę być, 
skoro już jestem,
kim jestem. Nie wiem,

czy potrafię wrócić do pięknych wizji świata.
Tryskać humorem, by energia wibrowała blaskiem.
Strach, że sztuka nic nie zmienia – ani myśli 
ludzi, polityków. Śmierdzące kałuże
z żółtymi otoczkami, niewinność doznań
i szereg omylnych fachowców od środowiska.

Bezradność... uczucie rzeczywiste
i bolesne, jak okres, który trwa i zawstydza.



wtorek, 30 czerwca 2020

Stelle Bianki Rolando



To była najprzyjemniejsza i najmocniejsza lektura w ostatnim czasie. Poetycka podróż. Każdy ma swój kosmos, ja też mam, teraz już tak. Napisałam niewielki szkic do kolejnego numeru eleWatora o tym, jak czytam gwiezdną podróż. Jestem trochę argonautką, podóż to moje życie.

Globula Boka

Kiedy stałam nocą w Odessie na plaży Morza Czarnego i wpatrywałam się w niebo, zastanawiałam, ile istnień pochłonęła czarna głębia. Czasami źle się z tym czuję, kiedy nie potrafię się oderwać, a może wyrwać z siebie wątków wyczytanych z książek, ludzi, ich historii, przeżyć. Jest taki wiersz Bianki Rolando „Argo"[1] o podróżującej w przestrzeni łodzi. Jest w zasadzie otwarciem gwiazdozbioru, przestworza, jego wspaniałości i nieskończoności. To czytanie przypomina mi jeszcze inny moment nad Morzem Korynckim rozpoznawanie gwiazd, wyobrażanie, jak się tworzyły, rodziły, układały. Zamysł poetki jest kierunkiem w czytaniu, ale wydaje mi się, że to też przyzwolenie, by w interpretacji skorzystać z własnego doświadczenia i pojemności umysłu, jaka tworzy się w człowieku dzięki obejrzanym obrazom, przeczytanym historiom, dotknięciom. To dodaje mi odwagi, by poszukiwać własnych odnośników. Podszeptuje, jak odkrywać tajemnicę, gwiazdozbiór po gwiazdozbiorze. W obrazach, rzeźbach, całym osobistym wachlarzu spotkań w muzyce i wszechświecie. Mam tych przeżyć ogrom, tak samo jak podróży w niezaliczone zakątki świata, wędrówek po muzeach, galeriach. Wpatrywanie się w obrazy, mozaiki na podłogach, malowidła na ścianach i wszędzie, dosłownie wszędzie, spoglądanie w gwiazdy. Odnajdywanie i nazywanie. Za każdym razem na nowo napływają do mnie znaczenia, fragmenty książek, publikacji. Bogactwo literackie nie tylko unaocznia, jak wciąż zbyt mało wiem, co inspiruje ludzi, czy wyłania się z antyku, a co pochodzi od zapachu, smaku czy w wchodzi w czystą fizykę. Ale akcentuję, że sztuka zawsze była dla mnie otwarciem, przejściem do kolejnego odczuwania. (...)


[1] Rolando, Bianka. Stelle. Biuro Literackie, Stronie Śląskie. Galeria Foksal, Warszawa 2019, str. 7.


Fragment wstępu. Pakuję pakiet ze zdjęciem i posyłam do redakcji. Taki ten mój świat ostatnio. Od terminu do terminu. 


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Wiatr zmienia kierunek






Mimo cienkich podeszew nie odczuwam różnic,
chodzi się tak samo. Dniem i nocą.

Kolejne umowy na wywożenie śmieci
w podwójnym języku. Chociaż nie mam telewizora,
w wolnych chwilach rozmawiam z sąsiadką o kinematografii.
Później z odzyskanych cegieł układam kształt drogi.
Jeszcze nie wiem, gdzie nas doprowadzi.

Pozostaje kwestia kółek, zapadają się z mokrą ziemią.
Raz w tygodniu przejeżdża autobus, po nim chłopaki opróżnią pojemniki.

Może to być początek historii, rąbka sukienki
albo chustki. Zawiązuję supły, wieszam na nich miętę,
i kiedy wzbiera ocean, jedziemy w głąb wzgórz,
w kaloszach, z możliwością powrotu. Mijamy owce, krowy,
żyjemy pod jednym niebem.

Rozlewa się, nacieka, przykładamy odrobinę do zimnego czoła.
Jestem pewna, że nie ubędzie ptaków, nie zniknie
zieleń. Może nam zabraknąć lodu, kwitnącego bzu, ust,
czegoś tam jeszcze.



środa, 24 czerwca 2020

Tworzywo




I cisnę się, przeciskam dłońmi, oczami, ustami, sama z siebie.
Nie musicie mnie zabijać, ładnie proszę i słucham The Cinemtaic Orchestra,
cały dom ze mną, chociaż nie zawsze tego chcą. I najbliżsi sąsiedzi,
krowy, koty, dużo częściej ptaki i dzikie pszczoły.

Widowiskowo i rozrywkowo. Potrzebujemy dodawania, mnożenia,
dzielenia na decydujących, odchodzących i na każde słowo, które przepisuję
wieczorami. Mam rację, że odrzucam krzyk, płacz i mamrotanie.
Obce języki, wiara, że można mówić bezkarnie, zaciskać pośladki,
lać wodę, by uświadomić sobie, co przywraca święty spokój.

Bez wiadomości w nawiasach, znaków zapytania. Łatwiej jest patrzeć
z lotu ptaka na ulicę, na świat. Bogaci i biedni wyglądają tak samo.
Jak wszystkie śmieci na ziemi. Zagarniam je palcami.
Upycham głęboko w gardło, dławię się. Już po wszystkim.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

„Można panikować” reż. Jonathan L. Ramsey


„Można panikować” (napisy EN, PL, ES, RU - naciśnij przycisk „CC” pod filmem) to przepełniony nostalgią portret 62-letniego fizyka atmosferycznego, prof. Szymona Malinowskiego, dyrektora Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Profesor zajmuje się zjawiskami prowadzającymi do zmian klimatycznych i od lat ostrzega o nadchodzącym zagrożeniu. Szymon, który przez całe życie zawodowe edukuje innych, jest ukazany w momencie kiedy musi poradzić sobie z osobistą tragedią, która skłania go do oceny dokonań życia."

The fate of the planet is in our hands! "It’s Okay to Panic" is a nostalgic portrait of 62-year-old Professor Szymon Malinowski, Director of the Institute of Geophysics at the University of Warsaw, who worries that climate change may cause human civilisation to collapse in the coming decades. A career educator, Prof. Malinowski studies phenomena leading to climate change and for years he has been raising the alarm about the threats we face. The film visits him at a moment when he must deal with a personal tragedy. The film is available in 4K and has subtitle options in English, Spanish, Polish, and Russian. Press "CC" button to activate subs.

Warto obejrzeć. Mamy poglądy, a nie wiedzę, to mnie całkowicie przekonuje. Dziękuję panie profesorze. Publikujcie film u siebie na blogach, bo to bardzo ważny film.

piątek, 19 czerwca 2020

Osadzenie




Ramy, ramki, sensotwórczy moment, kluczowy dla izolujących się ludzi. Nie mieszczę się w żadnej z odpowiedzi. Proponuję, by najpierw zrozumieć czym jest tworzenie. Badanie, przyglądanie się procesom historycznym. Wtedy przypadkiem trafiam na film o tym miejscu. I wyczuwam plątaninę zagmatwanych emocji. Funkcjonuję w udręce, pomiędzy urazami a niechęcią. Wychodzę przed dom, na ulicę. I przyglądam się przechodniom. Słucham, jak troszczą się o siebie, bliskich. Odwracają od problemów, nie słyszą pomruku brunatniejącego poranka. Ktoś wsiada do samochodu, do tramwaju, pociągu, odjeżdża na przedmieścia albo do innej dzielnicy. Nie patrzy za siebie. Z siatami wypełnionymi zakupami, jakimiś sprawunkami. Mijam eleganckich i mniej eleganckich ludzi, w tym świetle to bez znaczenia. Przecież jest wolność, naturalność, rozmiłowanie w umiłowaniu. W powietrzu jednak wisi klęska, susza, ryzyko życia. Jeszcze wczoraj rozmawiałam z Paddym, że czas abym skończyła z tym czarnym wieszczeniem, nocnym czytaniem, bo on zwyczajnie przestał się przy mnie wysypiać. A mnie budzą jakieś dziwne dźwięki, lament, tajemnicze zawodzenie. Niewysłowiony smutek.


niedziela, 14 czerwca 2020

Twój wróg nie jest moim wrogiem




Zauważyłam, że są ludzie, którzy lubią mieć wrogów, podchodzą blisko i najpierw szepczą do ucha, wyczuwają, na ile mogą sobie pozwolić i tak drobią, krok po kroku. Sączą słodki jad, a już po chwili leją do uszu nienawiść. Ktoś fajny w naszych oczach, powoli staje się też naszym wrogiem, nie lubimy go, bo nie. Nawet nie wiemy, kiedy do tego doszło, a przecież sympatyzowaliśmy, takie tam. Trump opowiada o Antifie, że to samo zło. Myślę, że im bliżej wyborów, nienawiść będzie rosła, proporcjonalnie do sączonej propagandy. W Polsce najróżniejsze grupy były obiektem nienawiści władzy. Smoleńskiem, uchodźcami, ośmiorniczkami wygrywano wcześniejsze wybory, teraz jest LGBT, wieże 5g, szepionki, aborcja, wolność kobiet, kultura i sztuka, wszystko co jest nie pomyśli rządzących. Ludzie się wzajemnie oskarżają o najróżniejsze przynależności, poglądy, gdzie kto, co, z kim rozmawia, publikuje, co czyta, a czego nie je. Ci na rowerach są gorsi od tych biegających, biegający od chodzących, wózkowe od bez wózkowych. Tęcza, to już znak szatana, a tylko chłopak i dziewczyna, to jedna rodzina. Przekaz tak idiotyczny, krzywdzący, bolesny. I mogłabym wymieniać najróżniejsze przykłady nienawiści, nasiąkania wymyślnymi oskarżeniami, ktoś sobie przypisuje wyłączność do czegoś, a przecież to jedynie zazdrość, o niej już nie chcę nawet wspominać. Protestujmy. Kiedy znajomi oskarżają najróżniejszych znajomych o bzdurne sprawy, protestujmy! Bo może nadejść taki moment, że nikt nie stanie w naszej obronie.


sobota, 13 czerwca 2020

Grunt



prace Anny Kozłowskiej-Łuc



Ciepło wypływa z domów, 
a może przedostaje się do nas, bezwolnie, 
zmienia smaki snów, zbóż, całego tego ustrojstwa, 
które cyklicznie wyrasta, przerasta, snuje się i zapada w siebie.

Czego chcesz, kiedy wzywasz jego imię nadaremno. Z litanii 
układasz parafrazy, twórczość bliska kpiny, jakieś zabawy, 
wciąż nie rozumiem. Kto zamieszkuje wieżę,
chowa pod kamieniami tytuły piosenek. Późną nocą 

znowu zaprzeczam. We śnie. 
Odwracam od siebie szczęście, 
a przecież raz mogłoby być inaczej. 
Bez pytań o sens, punkty zwrotne. 

Śledzę ślad ścieżki na szybie i widzę ucieczkę. 
Przed brzegiem wody, wypełnionym alienacją, niczym. 
Jeszcze później, kiedy przestanę tonąć, pojawi się dzień 
i cały galimatias zniknie. Wyparuje. 

Mówię na głos, by odwrócić uwagę od tego, co mnie dręczy 
pod stopami. Krawędź coraz bliżej.


5 maja 2017

czwartek, 11 czerwca 2020

Nadmiar




Obrazy, ilustracje, grafiki. Różnię się w zależności od wiersza, opowieści. Tło; wyłania się i szybuje w miejsca, o których czytałam w książkach z historii sztuki. Wieszam na ścianach płachty bawełny, maluję na nich domy, deszcz, który towarzyszy mi przez 222 dni w roku. W języku polskim jest więcej słów zakorzenionych w obrazach, w formach do posługiwania się, by ułatwić zrozumienie, porozumienie. Ulec koncepcji świata, pękającej w szwach od elitaryzmu artystów. Zachłyśnięci bioniczną wodą, brudzimy podstawkami od herbaty pracę naukową, oddajemy charakter linii papilarnych w odbitych kręgach i łączymy w jednym portrecie. Jednak wciąż mam w sobie to uczucie, że wszystkiego dookoła jest zbyt dużo. Przepełnienie, bez umiaru, ograniczeń. Specyficzny pozór. 

wtorek, 9 czerwca 2020

Kwitnienie




Z trudem oddycham, wyłuskuję cię z oczu, myśli, z litości.
Na drugim brzegu skała, nie widzisz? Pluskanie,
jest jak trop dla gwiazd. Beczki po sardynkach, małżach. W dębie
moje tysiące skarbów. Zimno, sennie.

Pękająca fasola, oderwana kieszeń fartucha. Przechodzimy podobną drogę.
Kołyszemy się, przytulamy do pluszowych zasłon, porannej pościeli.
Odpowiadasz pocierając krawędź blatu.

Podobasz mi się. Bujanie obok siebie. Scena z butelkami,
kilka kropli na szczęście. Nasza wylewność
kończy się obok butów, blisko drzwi. Znoszę suknię ślubną mamy.
Powiększam jej zdjęcie, lecz nie słyszę już głosu.

Nie zastanawiam się nad powodem milczenia. Patrzę na pięści,
zdartą skórę i odmierzam kieliszki wódki.
Jesteś niewidzialna, kiedy niebieskie strumienie uzdrawiają ludzi,
oczyszczają krtań, powieki, niebo. Mam twoją dziurkę w ustach,
zostawiasz mnie w spokoju.



sobota, 6 czerwca 2020

Utknęłam



Jestem coraz dalej, co dobrego może mnie spotkać, kiedy zbliżam się do ludzi? Tak sobie wymyślam, kiedy nie rozumiem kumulacji obojętności, która nawiedza świat, przyglądam się i coraz mniej mi się podoba. Chociaż dookoła pachną róże, czarny bez, peonie. Bluszcz się rozrasta, pnie w górę. Naturalnie. Omijam narracje wypełnione pretensjami, jakimś szelestem na skraju niepokoju. Wyławiam z sieci najróżniejsze perełki. Modernizuję przestrzeń dookoła i myślę o historii pisma, jak powstawało. Pokrywane drobnymi znakami skały, wibrujące spirale, ich moc, w krainie nierzeczywistej i schowanej za mgłą. Pisze się. Warto podkreślić, że od dawna.


Moc, jaką wtłacza ocean, posmak torfu, soli.
Przypomina o wszystkim. O wielkim głodzie,
walkach o niepodległość.

Mity, legendy, magia celtyckiego świata.
Zamawiam fish and chips i wpatruję się w niewielką czcionkę,
w papier, którym wyłożono stół. Za oknem krzykliwe mewy,
sceneria, jak z irlandzkich powieści.

Przypomniałam sobie,
jak z kolegami wymienialiśmy komiksy drukowane w Świecie Młodych.
Nie chciałam się uczyć na pamięć Inwokacji i wiele innych historyjek.

Dzisiaj nic z nich nie wynika. Może jedynie kształt pamięci.
Wymieszana, posiada własny wybór opowiadań,
kiedy odkładam kolejną książkę na półkę, myślę,
że nie ma znaczenia, czy znam wiersze Byrona, Yeatsa, Heaneya,
wiem jaki kolor mchu pokrywa kamienie i ruiny okolicznych zamków.

Nie ma znaczenia, kiedy ktoś zadaje pytanie, dlaczego jestem miła.
Tak zwyczajnie. Cofam się. Tworzę listę zakazanych sformułowań.
Tak powstaje niezrozumialstwo, co utrudnia dostęp. I tak jest lepiej, prościej.


wtorek, 2 czerwca 2020

Prace ogrodowe




Po długim weekendzie nic się nie zmieniło. W zasadzie wciaż nie możemy się oddalać od domu, to znaczy, że ocean zobaczę dopiero w sierpniu. Ale ruszyliśmy do przodu z różnymi pracami dookoła. Upał i wisząca nad nami z tyłu głowy zapowiedź suszy. Dzisiaj jest przyjemnie, ochłodziło się. Widziałam na twitterze zdjęcia z Lissadell House, kwitną pięknie róże rugosa, u nas w ogrodzie pojawiła się dzika róża, musiała się zaplątać razem z kwiatami, które przywlekliśmy z którejś wyprawy. Wyrosła pomiędzy dzwonkami a liliami. Oplotła ostrokrzew. Dziwna sytuacja, ale pozwoliliśmy jej się wydarzyć. Niech rośnie, pięknie kwitnie, na jesieni dostanie inną podporę.