wtorek, 22 września 2020

Epizod pierwszy




W 2012 roku zaczęłam pisać serię epizodów, utknęłam w nich, ale postanowiłam wrócić i kontynuować, chociaż już w nieco innej formie. Dlatego zaczynam od początku.


Mówię do Paddy’ego, że nie chciałabym mówić o swojej pracy, o sobie. I patrzę na niego gdzieś obok, jakby nagle przestały wybuchać pomiędzy nami konflikty. Niestrudzenie podajemy sobie ręce, opowiadamy o całej tej hałastrze. I dociera do mnie rosyjskie pochodzenie tego słowa; banda; dzicz; hołota; horda; motłoch; sfora; szajka; tałałajstwo; tłuszcza; wataha; zgraja. Tyle o politykach, a może, aż tyle.


sobota, 12 września 2020

Zacieranie z rzucaniem spojrzeń na Knocknarea





Pozwalam sobie na tekst. Pokrzywiony, smętny,
coś przenikający albo przymykający, zależy
pod jakim kątem patrzysz i ile długości torów
połączyłeś w jednej wyprawie.

Na ile jesteś niegroźny a na ile kumasz
okoliczności w jakich się znaleźliśmy.
Później całą egzystencję wyśpiewujemy
lub pożremy. Kiedy boli mnie głowa
od wysokich dźwięków. Alleluja
i zmiłuj się nad nami pani.
Wylewność z jaką tulimy się do siebie.

Drżenie.

Dziwne uczucie, więc tulę się do poduszek.
Trochę niezgrabnie, kapryśnie. Jestem
niezbyt wyraźna dla ciebie, niezbyt naiwna,
nie robię już fiku miku ani nie bimbam sobie
z pracujących ludzi przed południem.

Łączę poboczne sprawy, w jeden łańcuch.
Wiedziałam, że coś cię wypełniło, poruszyło.
Kiedyś opowiesz.

poniedziałek, 7 września 2020

Pracownia Thomasa





Niczego nie chcieliśmy obgadywać. To się stało
ledwie widoczną smugą na ścianie. Odwracanie wzroku,
rozstrojenie w zestrojeniu. Nie śmieję się, kiedy błahe słowa
wykruszają każde poruszenie. Właściwie niepotrzebnie
otwieram torebkę i waham się. Ciału już nie wystarcza kołysanie
z drzewami, pod nimi. Unikam gromów, jasnego nieba. Tańców.
Smukłych kobiet, topornych płaszczy. Nie wiem, dlaczego wciąż przegryzam
łodygi barwnych kwiatów.

Na marginesie.

Czego nie lubisz? Porozrzucane wydruki z pracy dyplomowej.
Błędy w drugich wersach, brakujące litery, ledwo zauważalne
piksele. Mrużysz oczy i wtedy pod jakimś pretekstem wstajesz.
Przyglądasz się zaciekom na szybie, drobnym pająkom.
Przesuwam punkty kontrolne w Ilustratorze,
wykonuję te same ruchy. Odrzucam ludzi. Jak leci.
Całe kolumny niczego. Raz po razie.



piątek, 4 września 2020

Człowiek mutualizmu


 

Zosia dostała koty od Anny Kozłowskiej-Łuc, dzisiaj pokażę Wam jednego...

Człowiek mutualizmu

Przyglądam się pastylkom na dobre śnienie, poluzowanie, chłód, skarlenie. 
A ludzi pokonuje jakaś twarz, okrągła, wyrwana z fasolowej tyczki, 
przesiąknieta marnością, kpiną, duchem świętym. Nazwijmy go Jimi.

Etatowy ciapek, durny sambóg robiący nas w bambuko. 
Turla się po świeżo wyprasowanym lnianym obrusie
i zostawia nieprzyjemne ślady. Mentalnie - trudno powiedzieć.

Jimi urodził się jak wszyscy. Wyrwał z wody i wykrzyczał 
coś kobiecie w twarz, machnęła na niego ręką,
jednak niesmak wciąż czuć na podniebieniu.

Żartujemy, że gdyby Jimi połknął odpowiednią tebletkę,
ludzie nie pukaliby się w czoło, gdy rzuca dzieciom
kontrolowane spojrzenia. Tymczasem Jimi przesadza
ze swoją lepszością.

Mówi, że został powołany i ściga poszukiwaczy złotego runa.
Nie chcę wiedzieć, widzieć, opowiadać o najlepszych snach
po tabletkach na uspokojenie.  




środa, 2 września 2020

Podróżowanie w przestrzeni

 



W minionym roku pracowałam nad książkami artystycznymi. Wykonałam mnóstwo ilustracji. Skrobłam płytki, taplałam się w tuszach, w farbach, wycinankach. Uwielbiam ten moment, kiedy wchodzę do warsztatu i zaczynam odmierzać papier. Wielkie płachty Fabriano rozdzieram na cztery, na mniej. Limitowane serie odbitek. Radość z udanych prób, czasami rozczarowanie, szczególnie, kiedy ktoś wchodzi w mój czas i depcze po piętach. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

O daremności






Ziemia przepada. W słonej wodzie 
skóra zblednie, później wyschnie, 
przemieni się. Powiesz – życie ci spopielało, 
rozeszło się wzdłuż i wszerz. Do śmierci 
regulujemy zegarki, mówimy o nieskończoności, 
godzimy kilka prac, mnóstwo zajęć jednocześnie. 
Wzywamy imiona bogów, błahostek. 
Owszem, z drugiej strony mogłam milczeć. 
Oglądać seriale na Netfliksie 
i spoglądać na kolejny dzień, 
polityczne gadki, reguły. 
Sporo w nich pustych dźwięków, 
rozciągniętych fraz, 
naprężonych łuków, 
grzbietów. Straconego czasu.


wtorek, 18 sierpnia 2020

Wymiana albo spiętrzenie

 




Buduję miasta. Wydaje się, chociaż pozornie, 
że ręce nie sięgają Zwrotnika Raka. W ślad za myślą,
wylewami rzek. Przecież mogę się pobłogosławić
i wystrzelić w kosmos. Zapomnieć 
o podziale komórek. Świat jest czymś, co się kształtuje 
i rozsypuje. Donosi w trzęsieniach ziemi, 
z niszczycielską siłą kaprysi i pozostawia po sobie pustynię. 
Metody stare jak świat. W obrębie siebie 
zawsze zostajemy na czyjejś łasce albo brakuje nam odwagi. 
Czego chcę? 

Ktoś powiedział – ułóż miasto. Stopniowo 
zwiększałam odległości. Dekorowałam ulice 
rozsianymi w kartonie domami. Leżały na grzbietach, 
wielkie żuki albo wieże bez anten. Powódź coś zniszczyła. 
Nie tylko uprawy i leśne ścieżki. Powietrze nasycone zgnilizną, 
kwitnie pleśń i roznosi się rdza. Miejskie życie. 
Tyle o nim wiemy co nic.


czwartek, 13 sierpnia 2020

O książkach z wierszami



Książka o której mówię najmniej, a przecież jest najciekawsza. Kiedy nagle z nieobecności wchodzę w najróżniejsze warstwy obecności 
i odkrywam na nowo świat, wyspę.

Podróżowanie w przestrzeni

Otwieram szerzej okno. Do rozmyślań przenikają zapachy
ze studni, z nadżartych cegieł. Ruiny niepotrzebnie tracą kształt,
jakby życie miało być tylko przeszłością
albo zniekształconym zarysem wierzchołków wzgórz.
Raz wzniesione są zaledwie ułamkiem równowagi.

Kogo obchodzą pachnące pestki, które pękają pod ziemią,
przeobrażając się w energię. Im częściej dotykam
miejsc, w których więcej bólu, tym szybciej wschodzi i odbija
piętno, nieczułe na najbardziej skomplikowaną pułapkę.

Możliwe, że można prościej przemijać. Wystarczy nie schodzić
ze ścieżki, nie tłumaczyć, ile rat pozostało do spłaty,
spinając pośladki biec tu i teraz. Nie dać się lękom
o przyszłość ruin.

2012

Książkę można kupić tutaj - http://www.wforma.eu/liczby-nieparzyste.html

i znajdziecie również na stronie wydawnictwa późniejsze tomy Mullaghmore i Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu


Jestem w twoich oczach pigeonem owocowym

Wiosenna burza powoduje wstrząsy, drżenie rąk,
czołgasz się pod oknem, obok wygiętych główek
kwiatów. Lubisz moje zmieszanie, duszność, lepkość.
Ich siła przyciąga nas do siebie, pęcznieje zamiast tęsknoty
tęcza nad zamkiem.

Na wyciągnięcie ręki radość z pieczonego chleba, pasztetu babek.
Drzewo blokuje drzwi, kartkami z książek. Na piętrze
gaśnie światło. Perspektywa niknie. Nie wiemy, ile nam zajmie
odcinanie gałęz. Kiedy zegar wybije pełnię, oglądamy się.
Deszcz uderza o szyby, podtapia kostki, zapadam się w głąb. Znowu liczysz
spazmy; uwierz mi, widziałam jak szybko odlatują ryby
z domami na grzbietach,

z drzewkami laurowymi. Niebieskie ogony zakręcone w górę,
odwrócone misy. Funeralny krajobraz przywleczony znad brzegu
powiewa pośród sieci. Już więcej nie potrzeba ci detali,
smutku, by zauważyć brudną wodę. Przelewa się, wypełnia.





środa, 12 sierpnia 2020

Nic nie jest na swoim miejscu



Zauważyłam, że wielu ludzi ma problem z uszanowaniem drugiego człowieka, jego wyborów. I nie chodzi nawet o płeć, ale o zrozumienie, humanizm. Mój znajomy na warsztatach dotyczących akceptacji, stanął przed pracownikami i opowiedział o sobie. O rasizmie, jego żona ma ciemny kolor skóry, o homofobii, jego syn w liceum zmienił płeć. Wielu pracowników, którzy robili idiotyczne rasistowskie i homofobiczne uwagi, nie wiedzieli, gdzie się schować. Bądźmy dla siebie ludźmi, chcemy być akceptowani, akceptujmy. Wszystkie akcje obrażające się wzajemnie. Reakcja – akcja. Jeżeli jeździłabym autem z napisami obrażającymi księży, że pedofile, złodzieje. kozojebcy, w końcu oberwałabym od ludzi, którzy mieliby tego dość. Albo, że wszystkie kobiety to kurwy i stałabym pod domem Marty Kaczyńskiej. Akcja – reakcja. Jeździ ktoś tym autem oblepionymi kłamstwami i ludzie odpowiedzalni za utrzymanie ładu i porządku nic z tym nie robią, są zwyczajnie złymi pracownikami. Agresja rodzi agresję. Takie to podniejcające, rzucić słabszego na asfalt i dociskać jego głowę kolanem? Przestańmy obrażać się wzajemnie. Metody bilbordowe, samochodowe, z obrażliwymi zdjęciami, napisami, to dehumanizacja, bez znaczenia od której ze stron się zaczęło.

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Lekkość bawełnianej siatki




Przy porannej toalecie myślę
o śnieniu. Tak rozpoczynam dmuchanie
na zimne. Płaszcz przeciwdeszczowy,
kalosze, maska, gumowe rękawiczki.

Ostrożność.

Codzienność.

Roznosi się na ustach
albo opuszkami palców. Lubi nas gnębić,
przepychać się pomiędzy regałami
w sklepie, w tłoku, z góry w dół,
po schodach, w windach.

Podnoszę się na duchu,
nie mam sprecyzowanych planów.
Jedynie jarski obiad
pachnie od kilku minut.
Później wydłubiemy pestki z jabłek,
nie ubrudzimy się przy tym.

Z powodu jakiejś odmiany,
fartucha, bieżącej wody.
Zaraz po przebudzeniu
zastanawiam się,
kto zaprogramował mój sen,
zaplanował życie.
Rozpisał jadłospisy.

piątek, 7 sierpnia 2020

Pochodzenie



Każda część statku odsłania strukturę,
kolory ziemi. Trwa proces, bez nazw,
gdzieś na boku z popiołów. Odbudowane miasta,
ulepione okrągłe mury.  Pokonane trudności.
Zawarte w aforyzmach. Nałożone na siebie,
jak podatki, które chłoną ulubioną kawę,
herbatę, przyprawy z dalekich krain.
Możliwe, że Orwell przewidział znacznie więcej
i grozi nam wszystkim zatopienie.

Zsuwam się z domem do oceanu. Tonę 
z nosorożcami, plączę stopy w lnianych zasłonach.
Ściąga mnie głębia, bardziej na zachód.
Kiedy się budzę, oglądam ogród. Poprawiam kapę
na łóżku, bezustannie myślę o falach. Jak odbierają
sea pinks, rozgniatają je o kamienie i trawią obszar,
na którym niedawno budowałam zamki z piasku. 
A może jakieś życie?

Ólafur Arnalds, JFDR - Back To The Sky