Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 października 2014

Patrycja dla mnie

Dostałam zdjęcie i wiersz od niezwykłej osoby:



Miałam wybrać ulubiony wiersz. Wybrałam lakier do paznokci w kolorze wina.
Tomik poezji upstrzony został kolorowymi karteczkami. Chłonę słowa. 
Uśmiecham się nad zestawieniami wyrazów, które przenikają układ nerwowy. 
Nie wiedziałam, że ktoś jeszcze poza mną mówi o pypciach na języku i łajzach.

Słodka kawa pachnie przyjemną goryczą. Ubite mleko wykipiało na kuchenkę. 
Ty układasz rzeczy na półkach, ja swój świat. Na nowo. Po raz kolejny. 
Wyczytuję erotykę, ciepło i życie codzienne. Znów czytam Liczby Nieparzyste. 
Wzrusza mnie w swojej prostocie i zwyczajnej rozmowie z bliskimi. Ze sobą?
Wszystko u Ciebie jest namacalne.

Patrycja Lipska 15.10.2014

środa, 24 września 2014

Etykiety i wypchane jastrzębie - "Guguły" Wioletty Grzegorzewskiej




Hektary – kraina, którą konsekwentnie odkrywałam na stronach książki Wioletty Grzegorzewskiej przypomina wieś rodzinną mojej mamy. Dawno nie czytałam tak niezwykle i obrazowo opisanej przyrody, ludzkiej doli i niedoli. Ta niewielka książka ma coś magicznego w sobie. Dorastanie, rozdroża, imponująca samodzielność narratorki i zarazem głównej bohaterki przypominają o własnej bujnej przeszłości, o emocjach, które towarzyszyły mi za każdym razem, kiedy wyjeżdżałam do dziadków. Przestrzeń, dziesiąty stopień zasilania, kominy, etos, w jakim żyli ludzie. Ojciec bohaterki preparował zwierzęta, ptaki – wtedy zapachy były wyjątkowo sugestywne, a opis czynności skrupulatny. Wiolka dla odmiany kolekcjonowała opakowania po zapałkach, szczególnie cenne egzemplarze zdobywała w najrozmaitszych sytuacjach, które wpędzały ją w kłopoty. Uświadomiłam sobie, że dylematy młodej dziewczyny towarzyszyły i mnie. Oczywiście to wciąż kwestia odbioru, poręczne dostosowanie do peerelowskiej rzeczywistości. Mnóstwo rozwinięć, optymistyczne lub tragiczne zakończenia. Chronologiczny porządek rozdziałów powoduje, że mamy możliwość obserwować rozwój myśli dziecka i nastolatki. Bunt i spór w nieuporządkowanych głowach dorastających towarzyszy Wiolki. Wapienne kamienie, legendy, zioła, zjawiska, wydarzenia opisane w subtelny sposób. Zrozumienie otaczającego świata, stawanie się nim każdego dnia. Umiejętność balansowania, pewien rodzaj elastyczności i radzenia sobie w każdej sytuacji. Podejście dziewczyny do spraw nieuniknionych, impulsy, spontaniczność, opisane z humorem pierwsze dotknięcia, stawanie się kobietą. Całość opisana językiem metaforycznym i na swój sposób bogatym. Jak zmienia się otoczenie, głupia ciekawość, pragnienie penetrowania tego, co nieznane. Wiolka jest sympatyczną dziewczyną, która potrafi się wspinać, kochać, tęsknić, czasami wydaje się szalona, a wszystko wynika z nakazu rozumu i jest silniejsze od perswazji otoczenia. Dorastanie w latach osiemdziesiątych nie było przyjemne, ale dystans, z jakim dziewczyna podchodziła do kolejnych etapów, napawa czytelnika poczuciem mocy, odwagi i szybkich decyzji. Jest w Wiolce duma i radość, jest magnetyzm, dlatego czyta się tę książkę jednym tchem. Guguły, niedojrzałe owoce. Tło opisywanych wzruszeń i uniesień, najskrytszych przeżyć. Uśpiony czas kolorów, pejzaży i trudnych do nazwania ludzkich katastrof, niedopowiedzeń. Wioletta Grzegorzewska odkryła swoje możliwości epickie, opisała przestrzeń egzystencjalną młodej dziewczyny, jej zmagania się ze sobą, możliwości i ograniczenia, odgłosy życia i śmierci. 

– Dziwnie jest urządzony ten świat – odezwał się do mnie nagle, gdy pekaes skręcił na Pułaskiego. – Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, już nazywają mnie starym, a przecież w środku jestem jak te guguły.



wtorek, 9 września 2014

Hałaśliwe ustawianie talerzy



Hugo Giza

polecam 


Przyglądam się różnym kulturalnym miejscom. Szukam czegoś dla siebie, dla czytelników, dla tych wszystkich, co lubią chodzić po moich śladach. Zauważam, że większość ludzi tworzących nie zastanawia się nad tym, że nie przykładając się do wyrażania siebie, nie przykładają się do wyjścia z kryzysu, w którym tkwią. Lekceważenie odbiorcy, ignorancja, wpływają na malejącą liczbę chętnych do spotkania z dziełem artystycznym. To nie problem kłującego w oczy kiczu, banalnych piosenek, czy tandetnych karteczek namalowanych akwarelką. Świat się zmienia, ewoluuje. Ludzie zaniedbując własną tożsamość kulturową muszą liczyć się z konsekwencjami. Tożsamość, to łącznik pomiędzy przestrzenią, a zachodzącymi zmianami, których większość nie przyswaja, nie rozumie. O sztukę należy troszczyć się podobnie jak o włosy, dłonie, o to, co jemy. Odrzucanie złych nawyków, chociażby językowych, powoduje, że stajemy się kimś, kto dba o coś, co jest bezpośrednio z nas, po czym poznajemy drugiego człowieka. Ta natarczywość bycia wszędzie odbije się niektórym wrzodami na żołądku. Upodobanie do własnej sztuki, jako jedynej i właściwej w XXI wieku, jest nieporozumieniem. Niektórych artystów ogarnia grzech acedii, sami to sobie serwują. 

środa, 5 marca 2014

Na jawie

Nie wiem, co chciałabym zjeść, ale wiem, co przygotuję na obiad. To jest tak, że wychodzę z domu i zabieram ze sobą dużą torbę, chociaż przed wyjściem myślałam, żeby wziąć mniejszą, poręczniejszą, taką przez ramię. Oduczyłam się mieć bałagan w torebce. Narzuciłam sobie dyscyplinę. Kalendarz, telefon, portfel, klucze, piórnik, w którym jest więcej niż mniej, parasol. To wszystko?! Czasami książki. Nie odgrywam żadnej roli, chyba, że czytelniczą. Uśmiecham się do miejsc w których byłam, będę, albo wyobrażam sobie jakie mogłyby być. Muzyka wibruje wysoko, pojawia się i znika, dźwięki, od których prostuję stopy, rozluźniam ramiona. To wszystko może wydać się smutne, denerwujące. Myślę jednak, że wchodząc w siebie głębiej, światło jest równie mocne. Kto z was zgubił się po drodze czytając książkę?! Albo nie pamiętał, co robił wcześniej, co pił, co jadł?! Idę przed siebie, zapominam gdzie idę.

Iva Pas

środa, 1 maja 2013

Święto pracy



Wersja piracka kojarzy mi się z przemysłem obuwniczym. Jeden drugiego podrabia, podgląda, a w sumie najwygodniej po ogrodzie zasuwać w kaloszach i walonkach, szczególnie w Irlandii. Natomiast fantazja powtarzana trzykrotnie przypomina mi, że dzisiaj jest pierwszy maja i może należałoby walonki zrzucić i napić się piwa. Może, nie wiem. Lekkość. Tak, lekkość daje nadzieję, że kiedy myślę: wolność, to czuję zapach trawy, wilgoć oceanu i nie muszę nic, nic. W sumie, najlepszą dawkę optymizmu dostarcza muzyka. Oczywiście Abrahamsen na mojej liście wciąż pierwszy, później Tool, i trochę muzyki klasycznej. Mało to ma wspólnego z punk rockiem, ale może wieczorem pośpiewam. Z drugiej strony sąsiedzi mogą wezwać Gardę, ale może piosenki w ich wersji będą znośne i będziemy się fascynować sobą aż do wzruszenia ramionami i ich odjazdu. Samodzielnie hoduję roślinki. To bardziej Paddy'ego zielsko ale podlewam, nawilżam i gadam. Mamy już dwie czerwone papryczki. Truskawki wciąż marnie rosną, pomidory doczekały się pikowania. Nie doczekałam się kawy, ale przecież nie jestem badylarzem, ogrodnikiem, mam czas.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nieprzerwane pozowanie światłościanów




Mam w pamięci wiele obrazów, śledzę artystów, poluję, zapisuję. To nie są produkty z certyfikatami, takich nie znoszę. Tak samo obrazy Muncha - obrzydły mi z powodu różnicy temperamentów autorów ekfraz. Nie lubię powszechności, lokowania patriotyzmu w drzewach, tkwienia i wzorowania się. Poczucie przynależności jest tu zupełnie obce. I kiedy widzę, jak ludzie na siłę domagają się należnego im miejsca, upodabniają się, odwzorowują znaki, litery, słowa, kiedy semantyczny kod staje się usystematyzowany, a wszystko co nie zostało wyuczone, jest nieważne. Odczytanie tekstu, którego kod jest nam doskonale znany to bułka z masłem, dżem truskawkowy. Tyle, że dżem jem tylko z truskawek mojej mamy, wysmażony i doprawiony dla mojego podniebienia, sorry, ale żadnych podróbek z Biedronki, Tesco, czy Lidla. Propagowanie poezji to przecież żadna konieczność, może jedynie działalność wspierająca. Tysiące ludzi pisze i mówi w niezliczonych językach, ciągle jednak o tym samym: o nowoczesnych tendencjach, o cyklicznych zjawiskach, wypadkach samolotowych, związkach partnerskich... Kulturowość trudna do uniesienia. Nawet nie próbuję zrozumieć, bo jaki zasięg terytorialny określa poetę? Przepraszam, wychodzę. W zasadzie rozproszenie jest niekorzystne dla każdej ze sztuk. Ta iluzja realności w niektórych wierszach, obrazach, muzyce sprawia we mnie pomieszanie sztuk. Wieszam obrazy na ścianach, słucham Abrahamsena i czytam nadesłane powieści. Troels Abrahamsen jest genialnym muzykiem, kompozytorem, jego barwa głosu świdruje zmysły, przekracza realność, idę dalej, dalej niż weszłam czytając Kunderę, Ashbery'ego czy Borgesa, dalej niż Ginsberga. Abrahamsen ze swoją muzyką stał się w mojej rodzinie nadrzeczywisty. Przestrzeń wypełniają idealne proporcje wszystkiego, ten facet mi się nie nudzi. On pobudza, wyrywa, kreuje - tak wyglądam „od kuchni”. Całe to gadanie o wizerunku, przemocy, wyzwolonej wyobraźni. To tak nie działa. Jest Troels, ja jestem, litr kawy, pudełko biszkoptów w czekoladzie, czasami wymieniam na pleśniowy ser i czerwone wino, znowu podnieśli VAT na alkohol. Są nosorożce, ja jestem - przedzieram się przez pancerz, układam w szczegółach, pustostanach, wypełniam rogi i tworzę fragmenty wnętrza. Mam właściwe warunki do uprawiania sztuki. Jakiejkolwiek. Rozumiem potrzeby ludzi, abstrakcję liryczną, te wszystkie grona erudytów, którzy są skłonni zdominować kulturę, sztukę, jednak mnie im się nie uda. Jestem zbyt skomplikowana, hermetyczna, wymagająca. Przepraszam.


sobota, 19 stycznia 2013

18 - Troels Abrahamsen - Not Moving

"Chwała czy też wartość niektórych ludzi polega na tym, że nie piszą dobrze; innych- że nie piszą."
Jean de la Bruyere

Tak sobie myślę, krojąc marchewkę w której uduszę kaczkę, gotowanie jest równie wymagające jak pisanie. To się tak nie da wodzić na pokuszenie. Zapach przyciąga okoliczne pliszki, poeci pijaków, później możemy rozbijać się po świecie, paląc stosy, puszczać wianki, cuda, cuda. Wysławiani pod niebiosa lubujemy na fejsbuku kółka duszpasterskie, a pytanie o in vitro wywołuje w niektórych paniczny lęk. Wysłuchuję wszystkie wymyślone historie, przyglądam się wybujałym w ambicje ludziom. Mętne i bełkotliwe pisanie wydaje się wnikliwe, co za ironia! W rozmowie z przyjacielem podsunął mi myśl: artysta powienien być prostolinijny, aby tworzyć. Osoba pokrętna nie może być autentycznie kreatywna. Król ma zawsze rację, no ma.

"Człowiek powinien upodabniać się do sztuki, nie stając się podobnym do żadnego dzieła"

a tu Troels