Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tchórz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tchórz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2015

W ramiona

Kasia Tchórz


Kiedy rozmawiamy dotyka mojej dłoni albo pachnie wiatrem. Straszy muchy przez uchylone okno, rozmawia z pająkami. Barwi kwiaty na różowo i recytuje sny na każdym boku. 

- Więc lecisz prosto i nie zatrzymujesz się.
- A jak się zatrzymam?
- Spadniesz!

sobota, 27 grudnia 2014

Wszystko mamy wspólne

Katarzyna Tchórz 


Gdybym mogła wyśpiewać chwile odchodzenia,
moment, w którym piękno otwierało się i gotowe do skoku
tańczyło z dreszczami. Pośród teatralnych póz, gdy wracałam
z dziewczynami z książek Eliota.

Mogłam rozłożyć parasol. Ten sam, o który zawsze
pytają cię na lotnisku. Rozplączesz martensy,
a pan o czekoladowych oczach nazwie pięknością i słodko
obejmie nadgarstki, żebyś się nie zachwiała,
kiedy trudno siebie pojąć albo zapomnieć.

Czy widzisz sens? Nie przynosi zysków.
Zatrzymuję się na osiemnastym wieku, nie był light,
nawet nie potrafię biec przed siebie bez wspomnienia mapy,
zgodnej z krańcem świata. Miażdży wartość jałowej ziemi.

Jak zareagujesz na dwojga, gdy w słoneczny poranek przebiegają:
biała spódnica i spodnie - akurat to ich wyróżnia.
Po prawej stronie kwiaty. Myślisz, że tracę pamięć?

Owszem, przez godzinę niepotrzebnie głupio się czułam,
odbiegając od nóg. Nie zwróciłam uwagi na chłód i wszystkie
gazety, choć wiadomo jak się czuje strach, rzucający nas na łóżko
w wilgotną pościel.

31.08.2012

sobota, 20 grudnia 2014

Odliczanie

Katarzyna Tchórz 

Szukam siebie w prostych czynnościach.
Rozpalanie, parzenie, ale mieszka nam się świetnie.
Nie jestem mechaniczna, nie rozumiem dlaczego
suche odpowiedzi wciąż zaskakują filologów. Podobno
nie radzę sobie z emocjami, rozjeżdżam się. Jeszcze
jeden krok i świadomość zawiśnie na końcu zwiędłych
szyjek.

Ciemność wciąż nie na miejscu, w złej fazie,
do której nie dochodzimy. Odpływają rybie domy,
odlatują ptasie trele. Spirale liści, wiatr układa ziarna,
kiedy nie podglądam wyobraźni. Wtedy zaprzeczam,
że zasnęłam.

W klimacie przepełnionym wilgocią wąziutkich nor,
owadzich kryjówek. Nie przeliczam ich, nie wstrzymuję
dźwięku kołatek. Świat budzi mnie w porze nie do wytrzymania.
Jeden, dwa, trzy.

środa, 3 grudnia 2014

O zaangażowaniu


Katarzyna Tchórz 

                                                                  Kasi

Powiedziałaś, że dostrzegasz podobieństwo
w przyciętych włosach, depilowanych brwiach. We wnętrzu
dłoni formujesz ciepło. Codziennie spacerujemy. Ograniczona
ilość przekształceń. Tak łatwo innym podsumować słowami
ptaki, kosmos.

Oddelegować w niebyt zmiany, umieranie, które skazuje
na decyzje. Nieustanne połączenia. A kiedy patrzę w posiniaczone
twarze, noże tracą blask. Dzień ciemnieje, nie wiem, co zrobić
z rękoma.

Nie wiedziałam, że tamta część domu nie istnieje.
Jakieś portrety. I myśli czym jest obraz, pamięć. Dobra
na wszystko. Mechanizm, uruchamiany w nas jak bagno,
wciąga w tajemnice. Utożsamia lądy z osobami, odrzuca
złudzenia i tylko przepaści nie da się obejść, opłynąć.


wtorek, 25 listopada 2014

Spłonąć od spojrzeń - symbole zebrane

Katarzyna Tchórz 


Jesień dojrzała czarnym bzem, owocami róży. Dzień skrócił się niemożebnie. W setkach portretów przyglądam się oczom ludzi. Jedne są bardziej autentyczne, inne mniej. Wydałam drugą książkę, wciąż stawiam sobie pytania, czy jest aktualna, bo w książce wiersze sprzed dwóch lat? Czy obowiązujące reguły pisania są mi bliskie, czy potrafię sprzeciwić się przyjętym sposobom czytania wierszy, czy w ogóle coś takiego istnieje? Kto ma rację? Nie wiem, co dalej. Prawda jest taka, że wciąż poszukuję, nie tylko inspiracji, ale ciekawych miejsc, osób, przedmiotów. Wchłaniam spektakle, koncerty. Powiększam kolekcje nosorożców, książek, tomików poetyckich i płyt. Zmniejszam ilość znajomych na Facebooku. Siadam przed monitorem i próbuję zrozumieć, co mnie obchodzi w tym świecie, co skłania do kolejnych wyborów. Dwa lata temu wbiła mnie w fotel swoimi pracami Katarzyna Tchórz. Wiele z jej obrazów powstawało w trakcie naszych rozmów. Zapatrzyłyśmy się w siebie, chociaż mieszkamy w dwóch odległych częściach Europy. Rozmawiamy o wyobcowaniu, ale nie o samotności. Obrazy Kasi są projekcjami poszczególnych tąpnięć, dzielą przestrzeń tematycznie, łączą kobietę z naturą, przechodzą do marzeń sennych. Próby identyfikacji autorki z postaciami, które maluje, są błędne. Niestety, często spotykam się z takimi wnioskami. Brak zrozumienia jednak nie przeszkadza w nieskrępowanym rozszczepianiu uwagi na źródła inspiracji, które pochodzą z literatury, filmów, a nawet muzyki. Rozmawiając z kimś zorientowanym i wrażliwym znacznie łatwiej zbliżyć się do malarstwa Kasi, bogactwa momentów, warstw. Znaczenie obrazów rodzi się w naszej świadomości, sublimując wiedzę mamy szansę poczuć potencjał twórczy malarki i redefiniować pojęcia symboliki. Mamy więc szansę dowiedzieć się więcej o samych sobie, ponieważ ta relacja wciąż trwa. Odradza się w każdym powstającym obrazie i powoduje, że otrząsam się, potrzebuję tych przemian. Definiowanie na nowo alienacji wiąże się ściśle z odwagą wymalowanych postaci. Ich gesty, pozy, ich istnienie zaspokajają potrzebę ciszy. Odbudowuje hierarchię wartości, jakiej oczekuję w malarstwie. Nudzą mnie madryckie tancerki, fontanny, najróżniejsze grupki twórców, którzy wciąż prześcigają się w udowadnianiu swoich racji. Nudzi mnie pogarda, kpina i mówienie o niszowości, kiedy tej niszowości nie ma, jest zwyczajny brak zainteresowania. W końcu nic z tego nie wynika, bo żeby był odbiór, musi być bodziec, musi się pojawić coś, co nas zaabsorbuje bez reszty. I nie chodzi o uporządkowanie kompozycji, przycinanie, skracanie, czy rewizję emocji, która emanuje z kształtów czy barw. Spotykamy się na naszej intelektualnej drodze i zaczynamy pojmować rodzaj ekspresji, fantazji autorki. Jej wrażliwość i wyczucie kolorów. Odwagę w wyrażaniu się i niedostosowanie do wymogów mody. Kasia bardzo mi tym imponuje. Lubię formy, które przenikają się i sięgają w głąb obrazu. Dynamika sennych wizji Katarzyny jest niezwykle silna, malarka wybiega bezkompromisowo przed siebie i tworzy plastyczne, ale chropowate kształty. Idealna harmonia tego nieuporządkowanego świata jest tylko pozornie niemożliwa, to idealny kontrast nadaje sens malarstwu i właśnie w nim odnajduję harmonię. Nie wiem, czy malarstwo Kasi potrafię wpisać w jakiś nurt, jej aktywność artystyczna wciąż się rozwija i zawiązuje na różnych płaszczyznach, więc na szufladkowanie jest za wcześnie. 


Ciemnobrązowe oczy, kłębek futra,
obserwujemy się przez chwilę. Przywykłam
do pomyłek, stania w miejscu i rybich łusek 
w portfelu.


Kobieta jako artystka, do tego poszukująca syntezy najróżniejszych zjawisk, próbuje we własnych obrazach zmierzyć się bez zbędnego efekciarstwa z codziennością. Myślę, że jej temperament i silna psychika, sposób, w jaki się wyraża, wprowadza niepokój w kompozycje. Jednak uważam, że to ogromny atut artystki. Świadczy o indywidualności, ubogaca przekaz.


Rybki w akwarium mijają mnie w oczekiwaniu na tetra betta -
pokarm dla bojowników. Zakładam, że nie otwierają ust i plują 
piaskiem, gdy wybuchają ich ciała. Czy wtedy piasek jest piaskiem?


Tak właśnie rozmawiamy, o rybkach, kotach, balonach, z których spuszczamy powietrze, ogłaszamy ich klęskę. Gwałtownie i na zawołanie potrafimy uporządkować całe to rozproszenie na półkach. Wtedy bardziej czuję wartość literacką jej obrazów, które mogłyby być ilustracjami do książek, celowe i logiczne związki, szybkość nakładania farby, energiczne pociągnięcia pędzla. 


Jak opowiedzieć wrzesień gęstym pędzlem?


Jeśli chcesz się dowiedzieć, nie możesz iść na skróty, łatwiznę. Katarzyna tak zestawia ze sobą postacie malowanych ludzi, że antropomorfizacja wyraźnie się zazębia, scala i dostosowuje do całości jej wizji. Jeżeli potrafimy odczytać analityczne zamiłowanie malarki do łączenia postaci z naturą, odkryjemy niezwykłą scenografię przemian, istnień trafnie uwypuklonych, barwnych plam, które przenicują myśli. W tym przypadku widzieć oczami, to za mało. Czas bezrefleksyjności przed obrazami Katarzyny Tchórz nie istnieje. Nasza bliskość jest narkotyczna i nieskończona, bez żadnego zamysłu wczuwamy się w świat. Śmiejemy przez łzy, opowiadamy o twórczości Nowosielskiego, Różewicza, Karpowicza i Wirpszy. Zapełniamy marginesy symbolami. Dzięki Kasi rozumiem innych ludzi, ich emocje i to, jak rozległy może być ból.



                                     Kasi z Irlandii 

Prawdziwe historie smakują
truskawkami, chyba że zbliża się lipiec.
Ktoś jest do kogoś podobny, przed czy po?

To jak przejście przez bramę Belfastu, 
by spłonąć w protestanckiej dzielnicy.
Wyobraź sobie wagę chmur, liście herbaty
ukryte w ciele. Nie zawsze dym wskaże kierunek 
buszowania wiatru.

Zostajemy w domu, pękają ściany, 
mniej lub bardziej kruche. Tąpnięcia.
Po wszystkim, tłum przejdzie i pójdzie. 
Przepłynie rzekę, muł osiądzie na twarzach.
Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?

Spaliłam wiersz, za mocno pachniał tytoniem
z twoich książek.




Tekst ukazał sie w 10 numerze eleWatora w kolumnie 'dlaczego nie zostałam malarzem'


http://www.elewator.org/





wtorek, 11 listopada 2014

Maski


Katarzyna Tchórz 


Za chwilę pójdziemy w góry albo zmienimy się w to,
co dochodzi w nas o trzeciej w nocy, opada przy drzwiach.
Kobietę udaje kobieta, mężczyznę, wszystkie uczucia.
Sterta kości, ości, słychać nieprzytomne jęki,
przejmujący krzyk. Tymczasem uzupełniamy się całym ciałem,
rozumem i siłą.

Kłucie w krzyżu, od którego gubimy się na granicy obrazów,
pozostawia nas w ramie. Najpierw opowiadamy o malarskiej
potrzebie sugestii, wspieraniu detali, przestrzeni. Później
opada to, co zakrywa brokatowa zasłona.
Koniec komedii. Ktoś przyjedzie nas zmienić,
oderwać od kolejnej nocy, torebek z kardamonem.

Wydaje się, że nic złego się nie może przytrafić. Środek,
rozwleczony po całej przestrzeni względem osi, przypomina
gwiazdy. Powiedzmy, że komuś znowu wydarto noc, jakbyśmy
widzieli się we śnie i znosili z gór. To jeszcze bardziej podsyca
wyobraźnię , dlatego mamy ochotę na placek ze śliwkami,
kawę z cynamonem, opowiadanie Lema.


piątek, 24 października 2014

Skąd pochodzi wiedza

Mam w sobie Pamięć Smieny, wszystko widzę, co mi się zdaje, taki posmak raju, z całą naturą dookoła, oceanem. Wciąż męczą mnie przeczucia, powracają w snach. Ocalam je w wierszach. Niekiedy ich martwość ciągnie pod kołdrę, wtedy przychodzą dyszące nosorożce. Idziemy na wycieczkę, przylegamy do siebie, na śmierć i życie. Jeszcze jeden dowód na to, że granica pomiędzy metaforami, a rzeczywistością jest niewielka albo w ogóle jej nie ma.

Katarzyna Tchórz 

piątek, 17 października 2014

Znaczenia


Katarzyna Tchórz 

Mogłabym napisać miniaturę, gdybym nie wywlekła ze środka
pszczół, woni kwiatów, płonnych nadziei. Proszę przytrzymaj,
zatrzymaj i szepcz do Apis. W drodze można stracić twarz,
osunąć się na głowy pasażerów. Spocić pod naporem
drobnych palców. Uciskają punkty, odnajdują jasne miejsca.
Zostawiają rysy na mapie.

Chodzimy zamaszyście, sztywniejemy przy zamkniętych furtkach.
Liczymy, ile razy szczeknął pies, zapiał kogut. Wracamy
po wyschniętych śladach. Zaginam rogi kartek,
przerywam posiłek i zamyślam się, kiedy nie reagujesz
na mój widok.

Dolewamy wody do wina, nic się nie dzieje.
Cudów nie ma. Ptaki kołują nad bzem. Upierasz się,
że trzeba coś zrobić, skoro wyciskają sok z naszych owoców.
Emigrantka z miłością do świata. Jakie to proste, gdy nazywają mnie
inaczej, tylko słowa na końcu języka swędzą.


poniedziałek, 13 października 2014

Wieczór poezji, obrazów i Ciemna Strona Mocy


Olu, dziękuję za kawę z kardamonem, magiczną, pyszną i mocną. Dziękuję za nocne rozmowy, muzykę i niezwykły czas. Aleksandro, Kasiu, przyjaciele, czytelnicy, słuchacze… jesteście wspaniali. Cisza i Wasze skupienie, kiedy czytałam wiersze, wciąż to czuję. Powietrze, które należało do Was, radość, mogę śmiało powiedzieć, że był to piękny wieczór. Rozpoczął się nowy etap dla mnie. I co teraz? Teraz będę przywoływać obrazy pamięci, uśmiechać się do Was.


http://csm.info.pl/
http://csm.info.pl/


http://csm.info.pl/

środa, 8 października 2014

Brzemię


Katarzyna Tchórz


                                                                         Kasi

Nie napiszę o krwi miesięcznej, wkłuwaniu się pod skórę,
skurczach, które generują ciepło. Wiersz jest zapisem strachu.
Spaloną korespondencją z młodości. Podwiązki, zakładki
z książek, igiełki cedru, zbiegają się ze sobą. To ciężka choroba
nie móc przystanąć. Nie móc.

Przysłaniam twarz, a ty krzyczysz, że po tamtej stronie,
będę martwa. Bardziej się nie da. Więc opuszczasz mnie,
dojrzałe jabłka, kości do gry.

Zamyślam się nad czerwoną pastą z papryki. Zgłodnieliśmy
albo nie możemy sobie wyobrazić zapomnienia, waty w bawełnianych
siatkach. Wypełnione grzebałam w dole, posypywałam wapnem.
Z przeciętych do kości palców, sterczące ścięgna. Po moim odejściu
pozostaną blizny.

Dziury. W jesiennym niebie, kolekcji bursztynów i nosorożców.
Towarzystwo zbiorowej histerii. Mają podobne cienie,
skradają się. Ubrane w flanelowe koszule zdobione
w filcowe kwiaty. Wyściełane liśćmi.
Podczas powodzi tracimy się z oczu,
zostają słowa.


wtorek, 7 października 2014

O sobie


Katarzyna Tchórz 


                                                                           Romie


Mam, jak ty, dobre dzieci albo nie, niebo nad sobą
i pod, jestem miła. Okrywam się kocem,
na nitkę nizam szron, kruszony chleb. Wczoraj coś
potrącili mi z wypłaty. To nieprawda, że w Irlandii
nie widzi się koni. Kraj przepełniony jest
końskimi uśmiechami, rżeniem, nie stroni
od stadnego życia.

Nikt bez powodu nie traci pamięci. Najczęściej rozmawiamy
o pogodzie, wkurzeni lubimy stawać sobie na drodze.
Sąsiad z góry mruga do mnie na przejściu. Przypomina
całe to gadanie o handlu whiskey, ziemniakami albo wołowiną.
Aż chce się spać. Rzuciłam palenie i, za przeproszeniem,
nikogo mój wyczyn nie obchodzi. Inaczej odczuwam ciężar spojrzeń.

Przez ladę. Pomyślałam, że jest tu duży wybór alkoholi, ale
dlaczego w rogu stoi czarno biały telewizor, pod sufitem
wiszą płetwy. Zgubiłam kilka lat i nie wiem, czy bardziej uwielbiam
ciszę, czy ocean. Kiedy nikt nie obserwuje, skaczę po skałach,

za mną owce, wybieramy muszle, jakieś badyle. Jesteśmy zjawami, które
trudnią się zadeptywaniem trawy. Coś jednak zostaje, wiruje nad wodą,
odchodzi w sny, które poplątane czekają na cud, żebym choć raz okrutnie
zdziwiona mogła przeczytać o tym w porannym wydaniu lokalnej gazety.