piątek, 9 października 2026

Wychodzimy z cienia

 



I


Wychodzimy z cienia w ubraniach z czarnej wełny.
Zamek drażni brodę. Zbyt długi rękaw, by podać komuś rękę.
Na ulicy pachnie mokrym betonem, a może asfaltem
i czymś słodkim, czego nie potrafię nazwać.

Może tak będzie pachnieć planeta po człowieku?

A jeśli przyniosę zapach, nie kwiaty, tylko rękaw płaszcza,
w którym ktoś umarł zanim zdążył zmienić zdanie?
Płaszcz, opada ciężko aż do ziemi.

Patrzę długo.

W szafie znalazłam jeszcze wetiwer, kurz i coś gorzkiego,
jakby skórka pomarańczy przegryzła się przez podszewkę.

Nieobecność w rozmiarze czterdzieści osiem,
nie oddycha, ale zajmuje miejsce. Otwieram okno.
Przeciąg wyrywa słowa, których nie powiedziałam na czas,
i rozrzuca je po parkingu jak ulotki nieistniejącej partii.

Jedna przykleja się do mokrej opony.
Nikt nie musi jej czytać.
Tylko dlaczego stoję przy szybie i czekam, aż samochód ruszy?

Wreszcie rozumiem,
że całe życie chciałam mieć właśnie tę rzecz.
Plecy bez historii.

czwartek, 8 października 2026

Osad

 


Kocham tę akwarelę i tak właśnie wyobrażam sobie zapach.



Drzewo nie zaczyna pachnieć wtedy, kiedy kwitnie.
Najpierw musi zostać zranione.

Potem wchodzi grzyb, pod korę jak ktoś,
kto zna adres, ale nie zna gospodarza.
Resztę robi czas.

Zarażone drewno ciemnieje.
Twardnieje.
Milczy.

Ktoś je ściera, wkłada do ognia, wyjmuje
i sprzedaje w małej butelce.
Mililitry ciemności. Stoję przy umywalce
i pachnę cudzą raną. To dziwnie uspokaja.

Przez chwilę nie muszę wiedzieć,
czy jeszcze jestem człowiekiem,
czy już produktem ubocznym jakiejś rośliny.



wtorek, 6 października 2026

Konkurs konkurs i po konkursie

 



Miałam niewiele czasu by wykonać tę pracę. Wróciłam z Polski 27 września, a termin oddania pracy konkursowej w TUS (moja alma mater) upływał 1 października (no i tutaj żadnych wymówek – termin to termin). Dzisiaj wg regulaminu konkursu nominowani autorzy zostali powiadomieni, że ich prace przeszły do dalszego etapu. Moja praca nie została zakwalifikowana (nie otrzymałam stosownego powiadomienia), więc prezentuję ją tutaj. Na szczęście zdecydowałam się nie oprawiać jej w ramę. Praca ta łączy sztukę, projektowanie, naukę i akt odkrywania poprzez proces całkowicie analogowy. Stworzyłam ten kolaż z fragmentów moich projektów badawczych i końcowych, powstałych w czasie studiów na TUS – w okresie, gdy od studentów wciąż oczekiwano tworzenia, prowadzenia badań, eksperymentowania i myślenia poprzez działanie własnymi rękami. Elementy te zostały celowo wyrwane z pierwotnego kontekstu: to ślady eksperymentów, pomysłów, systemów i obserwacji wizualnych. Interesowało mnie również pismo jako forma pośrednia pomiędzy językiem, obrazem a systemem – nie tylko jako środek komunikacji, ale jako materiał, wzór i świadectwo procesu myślowego. Dla mnie to właśnie w chaosie rodzi się odkrycie: w burzy mózgu, zderzeniu niepowiązanych ze sobą fragmentów, w nieudanym eksperymencie czy nieoczekiwanym powiązaniu. Praca ta nie jest rekonstrukcją moich studenckich projektów, lecz wizualnym zapisem ich pozostałości – tego twórczego chaosu, z którego wyłaniają się pomysły.

I tak oto kończy się moja krótka przygoda z tym konkursem.

Papier bawełniany o gramaturze 320, wymiary 560 × 760 mm.

I had very little time to make this work. I back from Poland on 27 September, and the deadline for submitting work to the TUS competition was 1 October (No excuses - a deadline is a deadline). The work wasn’t selected, so I’m showing it here instead. And, thankfully, I decided not to make a frame for it. The work brings together art, design, science and the act of discovery through a completely analogue process. I created the collage from fragments of my research and final projects made during my studies at TUS, from a time when students were still expected to make, research, experiment and think through their own hands. The fragments have been deliberately removed from original contexts: traces of experiments, ideas, systems and visual observations. I was also interested in writing as something between language, image and system, not simply communication, but material, pattern and evidence of thought. For me, chaos is where discovery begins: the brainstorm, the collision of unrelated fragments, the failed experiment and the unexpected connection. This piece is not a reconstruction of my student work, but a visual record of its residue, the productive chaos from which ideas emerge. And that’s the end of my little competition adventure.

320 gsm cotton paper, 560 × 760 mm.


Congratulations to everyone at Graphic Design TUS Athlone on 50 years of design education. Thank you to all the lecturers and staff - past and present - who have contributed to this remarkable 50-year journey and continue to give students the space, knowledge and encouragement to create. I dedicate this work to the people who taught me to look, question, experiment and make - and to everyone who has helped keep the creative spirit of Graphic Design in Athlone alive for the past 50 years.

Happy 50th Anniversary, Graphic Design TUS Athlone!





poniedziałek, 5 października 2026

Zastanawiam się

 




Lekcja świata (VI)

– o kolorach do wypicia, zaszeptania i zapomnienia
W jej palcach:
lilac dust i waniliowa sól,
przyklejają się do opuszków.
Dłonie jak paleta bez planu.
Obraz, który właśnie się zaczyna.

– To jest sorbetowy róż śpiącego lisa –
mówi, pokazując na cień za kanapą.

– A ten?
– Budyń z księżyca. Ale tylko z trzeciej nocy.

Stół jak mapa zmyśleń.
W misce pastelowe klocki.
Rozpoznaję: matcha,
słodkie shiso,
i coś, co przypomina smak ciszy po deszczu w Kioto.

Ona nie zna jeszcze nazw.
Mówi do mnie:

– Ten kolor ma dźwięk. Jakbyś dmuchała przez rurkę w mleko.
Uczę się od niej,
jak można widzieć świat, zanim się go wymyśli.
Słowa są późniejsze.
Smaki są pierwsze.
Między nimi: skórka z yuzu,
kiedy nikt nie patrzy.
Patrzę na nią.
Twarz ma w odcieniu mochi z różą.
Uśmiech – prawie przezroczysty.

Zastanawiam się,
czy Japonia wie,
jak bardzo na nią czeka.



Lekcja świata (VII)
(o zapachach, które robią dziury w czasie.
Zabawy w koniec i początek)


Dziś uczymy się nosami. Nie od razu wchodzimy w dzień.
Najpierw: zasłonięte oczy.
Cisza jak zakładka w starym komiksie.
Podaje mi zapach: rękaw koszuli po całym dniu.

– To jest... człowiek, który wraca.
Ale jeszcze się nie przywitał
– mówi.

Z pudełka wydobywa inne.
Skrawki powietrza, które zebrała pod łóżkiem:
cynamon z kąta książki kucharskiej,
zjełczały dżem figowy,
plastik nowej lalki bez imienia.

– Każdy z tych zapachów to osobna droga –
mówię, choć nie wiem, dokąd idziemy.
Zakręca mi pod nosem małą fiolkę.
Zanim cokolwiek powiem:

– To jest zapach, który ma kolor.
Szary z niebieskim końcem.
Jak chmura, która chce być deszczem,
ale nikt jej nie pozwala.

Przypomina mi się:
rękawiczka dziadka z wełny i smoły,
puder babci, który pachniał jak list.

Ona to wszystko zna,
choć nie była wtedy nikim poza przyszłością.

Siedzimy na dywanie, który od lat wchłania historie.
Zapach dnia dzisiejszego: ciepłe stopy i otwarte okno.
I sos sojowy, który rozlała.

Śmiejemy się. Pachnie, jakby coś się zaczynało,
choć nikt nie znał przepisów.


str. 51-53
Dla córki mojej córki