poniedziałek, 1 czerwca 2026

Zbliżają się wakacje

 



Niedługo lecę do Polski i tak sobie czytam najróżniejsze wieści. Jak na przykład Dominik Tarczyński szerzy swoje kocopoły tu i tam, Patryk Jaki dokłada swoje, Ziobro śmieje się z miękiszonów, a Romanowski… chyba nie wyłapałam czy służby mają go na oku, gdzie. Pozostają jeszcze inni rozproszeni i bezkarni. No i co z tym wszystkiem Panie Donaldzie Tusk? Twoja koalicja brnie w kryzysie i to w znacznie poważniejszym niż PiS. Problemem nie jest już opozycja. Problemem jest narastające przekonanie własnych wyborców, że przez cały ten czas rządzenia nie wydarzyło się nic, co uzasadniałoby entuzjazm z jesieni 2023 roku. Wyczytuję z komentarzy to tu to tam rozczarowanie. Nadmiarowe, pączkujące rozczarowanie. Przez osiem lat jako opozycja do PiSu budowaliście obraz państwa wymagającego naprawy. Obserwowaliśmy ogromne nadużycia władzy, zawłaszczanie instytucji, bezkarność polityków, żenując propagandę, która polaryzowała społeczeństwo, łamanie standardów demokratycznych. Miliony ludzi uwierzyły, że po zmianie rządu przyjdzie nie tylko nowa administracja, ale również nowa jakość polityki. Dzisiaj zadaję wam pytanie: gdzie ona jest? Największym błędem koalicji okazało się przekonanie, że zwycięstwo wyborcze było wyrazem głębokiego poparcia dla jej programu. Tymczasem było przede wszystkim aktem sprzeciwu wobec PiS. To zasadnicza różnica. A wiecie jak to działa. Sprzeciw jest energią jednorazową. Nadzieja wymaga codziennego podtrzymywania. A koalicja przez długi czas zachowywała się tak, jakby sam fakt odsunięcia PiS od władzy miał wystarczyć na całą kadencję. Tymczasem ja i moi znajomi nie głosowaliśmy przeciwko czemuś. Głosowaliśmy przede wszystkim za czymś. I właśnie tego za czymś dzisiaj brakuje. Najbardziej dotkliwe jest poczucie niespełnionych obietnic dotyczących rozliczeń.

Ktoś mi powiedział, że powinnam śledzić szczegóły prawne. Serio?! Większość ludzi tego nie robi. Nie analizuje sporów konstytucyjnych. Nie roztrząsa kompetencji prokuratury czy zawiłości sądowych procedur. Jeżeli o mnie chodzi, to obserwuję bardzo prosty obraz: politycy, którzy mieli ponieść konsekwencje, nadal funkcjonują w przestrzeni publicznej. Wielkie zapowiedzi zderzyły się z rzeczywistością, która wygląda jak ciąg dalszy bezkarności. Ziobro, Romanowski, Morawiecki, Kaczyński, Czarnek, Obajtek, Mejza, Sasin, Kamiński i cała reszta… i jeszcze Elżbieta Witek, Szydło. Ale zostawiam ich, bo przecież zbliża się koniec kadencji. I cóż koalicjo. Przyjrzałam się nastrojom społecznym, żadne pikiety/miasteczka i inne afery prawej strony, gadki szmatki nie przykryją tego, co się nie wydarzyło. Sytuacja młodych ludzi, bo uważam, że to jest najbardziej zaniedbany temat, który pcha ich w objęcia Konfederacji. W ostatnich latach Polska weszła w fazę głębokiego kryzysu mieszkaniowego. Pokolenie dwudziesto- i trzydziestolatków coraz częściej żyje w poczuciu trwałej niepewności. Wysokie ceny mieszkań, koszty najmu, nieprzewidywalny rynek pracy, odkładanie na później założenia rodziny (brak przyjaznej polityki socjalnej, braki solidnego wsparcia rodzin, czyli żłobki, przedszkola), to nie są dla młodych abstrakcyjne problemy ekonomiczne. To ich codzienność. A jednak trudno wskazać jedną wielką reformę, która stałaby się symbolem zmiany pokoleniowej. Młodzi nie potrzebują kolejnych konferencji prasowych. Potrzebują dowodu, że państwo zauważa ich sytuację. Kiedy tego nie dostają, zaczynają szukać alternatyw. I konfederacja czuje w tym swoją szansę, Serio, nikt z Was tego nie dostrzega? Ta miłość do radykalnej prawicy nie pojawiła się nagle czy antysystemowe ruchy. Po prostu szukają kogokolwiek, kto mówi o ich problemach. Podobny mechanizm działa wśród kobiet. Historyczna mobilizacja wyborcza kobiet nie była zjawiskiem przypadkowym. Była odpowiedzią na poczucie zagrożenia praw i podmiotowości. Wiele osób uwierzyło, że zmiana władzy przyniesie realne zmiany w obszarze praw reprodukcyjnych, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa. I co? No nie zrzucajcie wszystkiego na weta prezydenta. To już nie działa. Co zobaczyły kobiety? Wielomiesięczne spory koalicyjne, wzajemne blokowanie inicjatyw oraz polityczne kalkulacje. Na polityczki nie mogę patrzeć, czuję się przez Was wszystkie oszukana. Polityka ma jedną brutalną zasadę: wyborca może wybaczyć porażkę, ale rzadko wybacza poczucie, że został wykorzystany jako narzędzie wyborcze. Czy to do Was dociera koalicjo? Do tego problem z Polską 2050. Szymon Hołownia wszedł do polityki jako symbol zmęczenia starym konfliktem. Miał reprezentować coś nowego, bardziej obywatelskiego i mniej plemiennego. Dziś stał się częścią dokładnie tego samego systemu, wobec którego miał być alternatywą. Dno dna. Niech Ci ludzie już się lepiej nie odzywają. Jeszcze większym ciężarem dla koalicji stał się PSL. Niezależnie od rzeczywistych proporcji odpowiedzialności, ugrupowanie Władysława Kosiniaka-Kamysza zaczęło funkcjonować jako symbol politycznego hamulca. Za każdym razem, gdy pojawia się temat praw kobiet, związków partnerskich czy świeckości państwa, część opinii publicznej słyszy ten sam komunikat: nie da się, bo PSL. Ale ja nie głosowałam na PSL. Tylko na całą koalicję.

Skoro wiedzieliście, że nie jesteście w stanie zrealizować obietnic, dlaczego składaliście je z taką pewnością? Niepokojącym zjawiskiem jest coś jeszcze. Polaryzacja zaczyna się wyczerpywać. Przez dwie dekady konflikt PO-PiS organizował polską politykę. Dziś coraz większa część społeczeństwa odczuwa zwyczajne Z M Ę C Z E N I E tym konfliktem. Szczególnie młodsze pokolenia nie chcą już słuchać, kto bardziej nienawidzi przeciwnika. Chcą wiedzieć, kto ma pomysł na mieszkania, edukację, ochronę zdrowia, bezpieczeństwo ekonomiczne i rozwój kraju. Politycy obu stron zdają się tego nie dostrzegać. A przecież recepta nie jest skomplikowana. Koalicja musiałaby przede wszystkim odzyskać zdolność działania. Nie kolejnych deklaracji. Działań. Jedna wielka reforma mieszkaniowa. Jedno spektakularne uproszczenie dostępu do usług publicznych. Jedna odważna reforma sądownictwa uzgodniona ponad podziałami. Jedno rozwiązanie, które młodzi ludzie odczują w swoich portfelach. Jedna decyzja pokazująca kobietom, że ich głos nie był wyłącznie wyborczą walutą. Potrzebna jest również szczerość. Jeżeli czegoś nie da się zrobić z powodu prezydenckiego weta, należy to powiedzieć wprost. Jeżeli koalicja nie ma większości dla określonych zmian, również należy powiedzieć to uczciwie. Polacy coraz częściej wybaczają ograniczenia, ale coraz rzadziej wybaczają polityczny marketing. Najważniejsze jednak jest odzyskanie wyobraźni. Tik tak, tik tak. To jest ostatni moment Panie Premierze. Twój rząd sprawia dzisiaj wrażenie administracji zarządzającej kryzysem po poprzednikach. To za mało. Ludzie nie głosują na księgowych historii. Głosują na tych, którzy potrafią opowiedzieć przyszłość. Jeżeli obecna władza nie stworzy takiej opowieści, może przegrać nie dlatego, że społeczeństwo pokochało PiS. Może przegrać dlatego, że miliony ludzi przestaną wierzyć, iż ktokolwiek w Warszawie rozumie ich życie. A wtedy zwycięża nie konkurencja. Wtedy zwycięża frustracja. Wystarczy spojrzeć na referendum w Krakowie. Czy pójdę wybierać w następnych wyborach? Nie wiem, to zależy, co zrobi Tusk.




niedziela, 31 maja 2026

Celebryci




Rano zerknęłam do sociali i nie wiem dlaczego wpadła mi na wall Pani Rozenek w czymś wielkim na głowie i pomyślałam, że spaceruje gdzieś w Afryce. Poźniej doczytałam, że to kolejna wymyślona charytatywna gala. I tak, nie podzielam zachwytów nad jej stylizacją. Dla mnie to kolejny przykład tego, jak łatwo zamienić cudzą kulturę w scenografię dla własnej promocji. Nazywanie takiego czegoś opowieścią o szacunku nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z celebryckim spektaklem, w którym afrykańskie dziedzictwo staje się dekoracją dla zdjęć na Instagramie.

Historia relacji Europy z Afryką nie jest historią niewinnej fascynacji kulturą. Jest historią kolonializmu, eksploatacji i zawłaszczania. Dlatego przebieranie się za afrykańską arystokrację, królową czy księżniczkę przez osoby, które nie mają z tym doświadczeniem żadnego związku, budzi mój dyskomfort. Zwłaszcza gdy odbywa się to podczas luksusowej gali, na której bogaci ludzie opowiadają o pomaganiu innym. Jeśli rzeczywiście chodziło o uhonorowanie kultury Ghany, można było zaprosić do współpracy ghańskie projektantki, tkaczki, farbiarki czy rzemieślniczki i realnie wesprzeć lokalne społeczności. Można było pokazać ich pracę, nazwiska i historie. Tymczasem dostaliśmy kostium oraz gotową narrację o noszeniu opowieści. Nie, nie nosi się opowieści. Opowieści się zna, rozumie i szanuje. Sama stylizacja nie daje prawa do mówienia o doświadczeniach, których się nie przeżyło.

I jest jeszcze jeden aspekt. Filantropia nie staje się bardziej wartościowa dlatego, że towarzyszy jej spektakularne przebranie za kilkadziesiąt tysięcy złotych. W czasach, gdy wiele rodzin zbiera pieniądze na leczenie dzieci metodą zrzutki w internecie, trudno nie zauważyć kontrastu pomiędzy deklarowaną troską o innych a ostentacyjnym luksusem. Z zewnątrz wygląda to bardziej na pokaz statusu, potrzebę skupienia uwagi i budowanie marki osobistej niż na skromne wspieranie potrzebujących. Afryka została tu wykorzystana jako estetyka. A estetyka to nie to samo co szacunek. Można się zachwycać kunsztem wykonania stroju. Niestety widzę w tym przede wszystkim kosztowny kostium i bardzo powierzchowną historię o kulturze, która nie należy do osoby ją opowiadającej. W 2026 roku powinniśmy umieć odróżniać zainteresowanie inną kulturą od wykorzystywania jej jako efektownego rekwizytu. Poza tym Łatwogag zaprezentował najbardziej humaistyczny sposób pomagania potrzebuącym, bez całej tej luksusowej celbryckiej otoczki.


sobota, 30 maja 2026

Narzędzia obronne

 



najpierw wycofano białe linie z dróg szybkiego ruchu
ktoś napisał w raporcie
że człowiek zbyt łatwo przywiązuje się
do kierunku

od tej pory jezdnie przypominały długie kawałki
taśmy izolacyjnej klejonej przez noc
do powierzchni kraju

mówiono o nowej ostrożności
o relacjach pozbawionych ostrych krawędzi
jakby czułość była materiałem łatwopalnym
a nie czymś
co trzyma rękę przy życiu

czarny drukowano na czarnym
z precyzją ulubionego studia typograficznego
i tylko dzieci jeszcze odruchowo
przechylały kartki pod lampą
jakby świat można było przeczytać
po śladzie połysku

później długo noszono nadzieję wysoko pod gardłem
na cienkich smyczach obok kart dostępu i kluczy do biura

miała kształt małego półksiężyca wyciętego z folii ochronnej
nie dawała bezpieczeństwa ale odbijała twarz
w uprzejmy sposób

był taki okres
że ludzie zostawiali sobie trochę ciemności
na specjalne okazje jak czarne ubranie
które dobrze leży dopiero po latach

teraz wszystko świeci od środka
nawet milczenie nie ma już miejsca
gdzie można zgubić wzrok albo czyjeś imię

wszędzie ten sam granat
źle zmieszany z czernią
kolor projektu który ratowano
dodając jeszcze więcej czarnego

młodzi poruszają się ostrożnie
osoby niosące szkło we własnej klatce piersiowej

od początku wiedzą że serce powinno być minimalistyczne
najlepiej cienkie bez zbędnych ozdobników
nikt już nie biegnie przez deszcz
za drugim człowiekiem

uczono ich jak składać emocje w wąskie prostokąty
żeby łatwiej mieściły się w kieszeni płaszcza
albo w historii przeglądarki

czasem patrzę na nich z czułością tak zimną
że wygląda jak ironia

jak biały motyl który nauczył się siadać
wyłącznie na kodach kreskowych

najgorsze zaczęło się później

kiedy odkryto że cisza nie ma żadnej głębokości
jest tylko idealnie matową powierzchnią
na której nie zostają odciski palców

i wtedy niektórzy zaczęli nocami
rysować cienkie białe kreski
na czarnych ścianach

ostrożnie
jakby od jakości tej linii
zależał jeszcze kształt drogi

albo możliwość
że człowiek mimo wszystko
potrafi wrócić do drugiego człowieka
bez dumy
z ciemności
i bez potrzeby światła


PS

mąż: czy to przez remot drogi napisałaś wiersz?
ja: tak
mąż: zaniam namalowano te wszystkie białe kreski, miałem wrażenie, że droga nie ma równej powierzchni
ja: bo nie ma, żadne linie tego nie poprawią. 

czwartek, 28 maja 2026

Życie bez obietnicy

 


Po pewnym czasie przestaje się zostawiać uchylone drzwi, jakby jeszcze ktoś albo coś miało wrócić i wyjaśnić, dlaczego tyle energii poszło na podtrzymywanie narracji, która od dawna przypominała źle spasowany grzbiet książki, rozchodzący się pod palcami dokładnie w miejscu, gdzie miało zaczynać się znaczenie. Najciszej dzieje się właśnie to, że człowiek przestaje układać siebie w kierunku przyszłości. Nie siedzi już na walizkach ani nie sprawdza nerwowo godziny, jakby istniał pociąg mogący wywieźć go do lepszej wersji własnego życia. Na początku trudno odróżnić to od zmęczenia, bo świat panicznie boi się wszystkiego, co nie błyszczy intensywnością. Nawet uczucia reklamuje się teraz jak nowe kroje pisma: bardziej wyraziste, lżejsze optycznie, z poszerzoną rodziną emocji. Tymczasem najważniejsze rzeczy wydarzają się zwykle czarnym na czarnym. W miejscach, gdzie wzrok potrzebuje czasu, żeby nauczyć się odróżniać powierzchnię od głębokości, czyjąś obecność od hałasu wykonywanego wokół samotności. Kiedyś wydawało mi się, że relacja powinna przypominać drogę szybkiego ruchu z dobrze namalowanymi białymi kreskami, które nawet nocą utrzymują człowieka po właściwej stronie ciemności. Teraz bardziej ufam ścieżkom wydeptanym ostrożnie pomiędzy kuchnią a pokojem, jednym zmęczeniem a drugim. Takie małe geometrie przetrwania. Nikt nie robi im zdjęć. Świat wciąż domaga się przecież historii, najlepiej takich, w których wszystko prowadzi do przemiany albo katastrofy, bo zwykłe trwanie fatalnie wygląda w mediach społecznościowych i jeszcze gorzej w cudzych oczekiwaniach. Dlatego ludzie nauczyli się mówić o sobie językiem zwiastunów filmowych. Tymczasem większość życia przypomina raczej instrukcję składu czasopisma, pełną korekt nanoszonych ołówkiem, delikatnych przesunięć światła pomiędzy literami, mikroskopijnych decyzji, od których zależy, czy zdanie zacznie oddychać, a może umrze w zbyt ciasnym układzie. Po czasie zaczyna się rozumieć, że bliskość nie polega na nieustannym odczuwaniu. Czasami największą formą miłości jest brak potrzeby nieustannego interpretowania siebie nawzajem. Nikt nie pyta już dokąd to zmierza. Jakbyśmy wreszcie przestali traktować drugiego człowieka jak projekt architektoniczny przyszłego szczęścia. I może właśnie wtedy pojawia się ostrożność, ale nie ta nerwowa, wynikająca z lęku przed utratą. Bardziej przypomina skupienie konserwatorki papieru, która obraca w dłoniach cienką kartkę, wiedząc, że przetrwała więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Niektóre dni mają kolor przepalonego grafitu, inne wyglądają jak mleczne litery drukowane na zbyt wilgotnym papierze. I nagle okazuje się, że wcale nie trzeba ich poprawiać. Że życie nie jest projektem okładki, tylko materiałem noszącym ślady składania, ocierania, przenoszenia z miejsca na miejsce. Czasami jeszcze słyszę ludzi mówiących o sensie, jakby był adresem, pod który można kiedyś dojść bez pomyłki. Ale coraz częściej myślę, że sens przypomina cienkie białe kreski na jezdni po deszczu. Widać je tylko pod odpowiednim kątem i tylko wtedy, gdy nie próbuje się jechać za szybko. Reszta jest zwykłym rytmem ciała, oddechem kogoś śpiącego obok, ciszą, która nie wymaga już tłumaczenia ani wielkiej literatury stojącej za plecami. I może właśnie to jest najtrudniejsze, że życie bez obietnicy wcale nie staje się mniejsze. Ono tylko przestaje udawać, że musi być widoczne z bardzo daleka.

wtorek, 26 maja 2026

O ciszy

 


I wtedy powiedziałam, że wszystko już jasne,
ale nie było. Było wręcz niejasne,
jak noc na przełomie, kiedy ktoś zdmuchuje
resztki światła z ust, a ono się nie daje.
I zostaje w powietrzu sztuczny ślad oddechu, migotanie.

Celtycka wiosna, tylko że nie. Coś żarzyło się pod skórą,
Wszystkie obnażone gesty, słowa jak kartki,
zbyt lekkie, by coś ważyć, zbyt ciężkie,
by ich nie rzucić. Taki węzeł, co pęka zanim go ktoś zawiąże.

Nie, no wiesz, to się nie klei, powiedział, a ja,
wbrew logice, widziałam wszystko w ciągłym ruchu.
Sznury, węzły, nitki jakbyś wędrował po śladach,
które nigdy nie były twoje. Zawsze gdzieś obok,
zawsze na marginesie. Pamiętasz margines?
Ten biały cień co zostawia papier, kiedy światło się nie patrzy?


To wszystko nie było o nim, nie było o mnie.
Nie było o węzłach, on je przecinał, bo nie potrafił wiązać.
Było o słońcu. Wbijało się w szyby, niewybaczalnie
na zawsze. Było o zwykłości. Stawia mur,
niewidzialny i taki solidny, jakby nigdy nie istniał.

Siedzę teraz na krze, ona płynie gdzieś tam,
może do ciebie. Może do nikogo.
I może się roztopi zanim odnajdzie brzeg.
Może to lepiej. Może to było wszystko, co mogłam obiecać.

A kiedy słowa płynęły przez powietrze z ust,
już nikt nie słuchał, pozostałości światła
rozpraszały się na zakurzonej podłodze,
I coś się niosło, czego nie rozumiał nikt,
na pewno nie on, ani ja.

Rzucane petardy w podwórkach,
a potem tylko cisza, bo ktoś zdmuchnął światło,
bo ktoś powiedział, że to już czas.

I matka. Miała w torbie wszystko, co najgorsze:
zasmarkane chusteczki, wspomnienia,
pośpieszne oddechy dzieci,
strzelały w poezję, jak w tarcze,
nie wiedząc, że ranią.

Koło moich rodziców też ktoś rzucał petardy.
Leciały też słowa. Głupie, takie. Zostawiały znaki
w powietrzu, w każdej fałdzie podłogi
w samym sercu dnia, tam, gdzie czas
przestawał mieć znaczenie.



niedziela, 24 maja 2026

I jeszcze raz o czerni

 


O mostach

 

czwartek, 21 maja 2026

Łatwość procesu twórczego

 


Trafiłam dzisiaj na kolejną okładkę wygenerowaną przez algorytm, wydawczyni chwali się, że będzie książka. Patrzę na zachwyty w komentarzach i beznadziejną okładkę. Przypadkowa, pozbawiona logiki. Trudno już traktować to jako nowe narzędzie. Graficy mówią o tym dość jasno. Problemem nie jest samo używanie AI, tylko obniżenie standardów. Okładki tworzone w pośpiechu zaczynają przypominać tani stock: ta sama kompozycja, powtarzalne elementy, identyczny rodzaj światła, sztuczna emocjonalność. Projekt przestaje być interpretacją tekstu, a staje się dekoracją wygenerowaną na podstawie statystycznego podobieństwa. Dobra okładka nie polega na ładnym obrazku. To relacja pomiędzy typografią, rytmem, skalą, napięciem i decyzją. AI bardzo często produkuje obrazy efektowne, ale nieumiejące niczego powiedzieć o książce. Widać brak redakcji, konsekwencji i odpowiedzialności za formę. To jest już nudne. W tej chwili ludzie rozpoznają ten estetyczny automatyzm niemal od razu. Wielu autorów i wydawców nadal wierzy, że nikt nie zauważy, jeśli okładka została potraktowana jak koszt do obcięcia, to trudno nie zadawać pytań o resztę procesu. Najbardziej ironiczne jest chyba to, że w czasach nadprodukcji obrazów zaczyna brakować właśnie ludzkiego wyboru. Tego momentu, kiedy ktoś świadomie rezygnuje z nadmiaru i bierze odpowiedzialność za jeden gest, krój pisma, decyzję wizualną. AI może być narzędziem pomocniczym. Ale kiedy zastępuje myślenie, widać to natychmiast. I niestety coraz częściej widać to już na półce z nowościami.

Próbuję zamknąć oczy i nie widzieć

 



Wieczór układa nam twarze w fontach bez polskich znaków.
Mieszasz herbatę łyżeczką obtłuczoną o zlew,
udaję, że nie słyszę wiadomości sączących się z kuchennego radia
jak rdza z czerwonego neonu.

Pewnego dnia będziemy jeszcze bardziej zmęczeni.
Usiądziemy obok siebie jak dwie próbki magenty
wyblakłe od słońca w drukarni.

Powiesz: ciszej,
i poprawisz mi kołnierz,
jakby świat dało się uratować
tym jednym gestem.

Na parapecie zwiędnie bazylia.
Autobus przejedzie obok naszego domu
tak wolno,
jakby wiózł wszystkich ludzi, których baliśmy się stracić.

A potem zasnę przy tobie
lekko,
jak rachunek schowany do książki,
której nigdy nie oddaliśmy do biblioteki.


środa, 20 maja 2026

Flirt z AI, czy filtr

 



poniedziałek, 18 maja 2026

Będzie długa przerwa

 


Myślimy już o wakacjach. Trzeba jakoś ułożyć ten czas i znaleźć się wszędzie tam, gdzie trzeba w odpowiednim czasie. Pod koniec czerwca lecę z Soso do Polski. W sierpniu wraca na zajęcia, coś pomiędzy półkolonią a kilkugodzinną opieką z organizowaniem dzieciom dnia, żeby miały poczucie, że jest sielsko-anielsko. We wrześniu czekają mnie trzy spotkania w Polsce, ale o nich napiszę bliżej tych wszystkich imprez. Dzisiaj obejrzałam ostatni odcinek Roostera. Fragment, który mocno oddaje mój obecny stan psychofizyczny, wrzuciłam na fanpage MoEA, bo tutaj mi się nie powiodło zapisywanie. Przygotowuję prace na wystawę, rozcieram w palcach pyłki pachnące latem. Palimy w stovie cedrem, bo zimno, a ja kaszlę jak gruźlik, tak powiedziałaby moja babcia. Piję syrop, zagryzam miodem i proteinowymi bułkami.

wyimek z nadchodzącej książki:

Rzeczownik, Który Się Gubi

Imię własne: Nomimushi
Zamieszkanie: Plecak Zosi
Zdolność specjalna: odplątuje nazwy od ich znaczeń, żeby tworzyć nowe

Nomimushi: rzeczownik luzem

Jestem słowem, które wyszło z zeszytu
i zgubiło przypadki.
Nikt już nie wie, czy jestem domem, czy dotykiem.
Czy może kotem
albo krzykiem w pokoju dziecięcym.

Zosia mnie lubi, bo
po mnie można rysować kredkami.
Babcia Małgosia mnie zna – mówi, że jestem:

ciepłoszeptkanazwa na coś, co nie boli, ale przypomina
plumheart – uczucie, które spada z drzewa razem z liściem
sznurełko – słowo, które przywiązuje cię do czyjegoś ucha

Gubię się,
żeby ktoś mógł mnie nazwać od nowa.


Irysy

 



Byłam gdzie indziej.
Pomiędzy godzinami do oddania tekstów i kubkami niedopitej kawy.
Ciało chorowało, świat robił swoje.

I nagle otworzyły się czarne irysy.
Ciemne, dokładne.
Wychodzę do nich kilka razy dziennie, jakby mogły coś sprawdzić we mnie albo uspokoić rytm dnia.
Mówię do męża: patrz, moje piękne dzieci.
Śmieje się tym swoim spokojnym śmiechem, który niczego nie podważa.

Nie potrafię myśleć o nich inaczej.
Przywiązanie też jest formą wiedzy.
Nie trzeba tego tłumaczyć.

piątek, 15 maja 2026

Sesja

 



Miałyśmy się spotkać w październiku na sesji zdjęciowej w Tullamore, ale coś mi przeszkodziło. W końcu się udało. Chodzi mi po głowie większy projekt: zebrać ludzi i ich prace w jednej obszernej publikacji. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Margo McNulty