Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2025

[VII] ciało to wszystko, czego nie zapisano

 




zdjęcia © Ośrodek Kultury w Jastrowiu


Zgięcie łokcia pamięta zapach
twojego imienia – był jak olejek
z niedojrzałej brzoskwini i rdzy.

Pod językiem język matki,
zlepiony z niedopowiedzianych
opowieści o wstydzie.

Blizna nad kostką: data.
Nie zapisałaś jej nigdzie,
ale ona trwa – wypukła i słona.

Włosy przy karku drżą,
gdy wspomnienie naciska guziki,
te, które myślałaś, że się zatarły.
Nie zatarły się. Są jak
kolor błękitu-nie-do-wypicia,
który zna tylko jedna filiżanka.

Ciało przechowuje imiona,
które spadły z ust jak pestki.
Zostają pod paznokciami –
a ty, nieświadomie, zbierasz je
i sadzisz między palcami u stóp.

Między wdechem a bezdechem
przesuwa się ślad tamtego dotyku –
ten, który miał znaczyć zostań,
a znaczył: nie potrafię odejść.

W krtani utkwił głos twojej córki,
która śni o lisach i pożarach.
Nie wie, że kiedy się uśmiecha,
ciało przepisuje twój lęk
na język przyszłości.

Nie pytaj mnie, ile waży pamięć.
Zważ skórę po kąpieli.


strona 36 w Emiterium

niedziela, 14 września 2025

Jest!

 


Jestem szczęśliwa, że mogę ogłosić: Emiterium jest już dostępna u wydawczyni i w księgarni Arsenał. To książka, w której hortensje nie są tylko kwiatami, pomarańcze owocami a sardynki rybami, to zasłony, pamięć, detektory smutku. To wiersze o tym, co przygniata, o nocach poupychanych pomiędzy miską a niebem, o tym, jak uczyć dziecko, żeby nie myliło koloru z chłodem. Jeśli szukasz książki, która nie udaje prostych odpowiedzi, to właśnie ona. Jeśli chcesz wesprzeć niezależne wydawnictwo i mieć książkę, którą nosi się przy sobie, jak jakiś cichy aparat, zamów już teraz, podaruj komuś lub sobie chwilę ciszy i porozmawiajmy po lekturze. 26 września w Poznaniu.

zamówienia fundacja.font@gmail.com https://arsenal.pl/shop/cat/0/product/703528/emiterium









sobota, 19 lipca 2025

cykl - Lekkość czerwieni

 



Ziemia oddycha w twojej dłoni,
ślady po trylobitach tłumaczą milczenie skał,
w strukturze grzybni zapisano echa
wszystkich świtów i zmierzchów.

Nieistnienie to tylko moment,
gdy kolory przechodzą w inną formę,
bordo w cynamon, zieleń w miedź,
światło przebiera się w cienie,
a ty, w odwróconym zwierciadle,
szukasz granic ciała, które łączy wszystko,
co nigdy się nie rozpadło.

Jest w tym równowaga –
rozbita porcelana odnajduje sens
w blasku złotych szwów,
pęknięcia to mapy,
prowadzące do wnętrza
tego, co trwa.

Wyczuwasz pod palcami
okrąg i płaskość, ciężar i lekkość,
wszystko pasuje do siebie
jak zużyte ubranie –
pamięć ciała,
pleśń ucząca się śpiewu ciszy.


Lekkość czerwieni II


Ślady po zniknięciu
Pachnie rdzą i przeszłością,
pęknięcia wołają o zapomnienie,
choć linie dłoni wciąż sięgają krawędzi.

Włóknik, cieniutki jak oddech,
rozpruwa materię, która cię trzyma –
chwile rozpuszczają się w wodzie,
kręgi znikają, nim zdążysz je policzyć.

Pismo z kości, rysujesz palcem mapę –
czy grób naprawdę kończy opowieść?
Każde pożegnanie prowadzi gdzie indziej:
ku głębi ziemi, ku światłu w kamieniu,
ku ciału – uczy się formować echo.

Niepotrzebne staje się początkiem.
Papier i farba, patyna i kamień –
pamięć odpoczywa w ciszy.


Lekkość czerwieni III

Wydelikatnianie

Pleśń i grzyby już żerują na liściach,
jakby każda zieleń mogła wypełnić pustkę ziemi.
Dotykam stopami powierzchnię, a czas wytraca swoją masę.
Mapa, którą rysowałam palcem po piasku,
jest wspomnieniem linii, które biegły donikąd.

Oddycham skórą lasu,
w tętnicach słyszę coś więcej niż krew –
to szelest wiatru, migotanie świateł między liśćmi,
rytm wszechświata, którego nie umiem odczytać.
przykładam głowę do mchu, a niebo przegląda się w moich oczach.

Ciężkie chmury nie ważą więcej od myśli –
czy wody coś obchodzą liście?
Czy rzeka zapamiętuje ich kształty, zapach,
gdy pędzą na spotkanie z oceanem,
gdzie ryby są tylko migawką pod powierzchnią?

Czasem czuję, jakby wszystko już się wydarzyło –
lodowce, słońce, ognie,
byłam jedynie kręgiem na wodzie,
echolokacją zdarzeń, które spadają na mnie
jak latawce z przerwanymi sznurkami.

To się dzieje – rzuciłeś słowa jak szkło,
załamało światło i odbiło słońce
prosto w moje oczy. Nigdy nie będziemy
bardziej ułomni, niż teraz,
próbując dotknąć horyzontu, który zawsze umyka.

A ona?

Ona tylko chciała poczuć trawę,
ale to szkło w stopie powiedziało jej więcej, niż kiedykolwiek
mógł powiedzieć widok na miasto – rdzawo-szare —
przeżarte przez słońce, przez czas, przez naszą niezdolność,
by naprawdę stanąć, spojrzeć w górę i przyznać:
to wszystko jest tak kruche, tak oszałamiające,
i tak bardzo nas przerasta.


Lipiec 2024

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Szczypta świata



Dana zapowiedziała, że dzisiaj czyta wiersze:

godz. 21:00 www.rocktime.pl

Usłyszymy m.in.:

Lisę Gerrard w różnych konfiguracjach
Asurę
Antimatter
Archive

Zapraszam Was mili :)


sobota, 2 marca 2013

Podróż

Tomasz Trafiał


Przerywam na chwilę: Paddy czyta, egzaltuje słowa,
uśmiecha się. Nie prostuję go, po linijce
nucimy piosenki Troelsa, należy nas uszkodzić,
najlepiej ustami. Wydmuchujemy parę, oczy
kwitną, a od leczenia ziołami skóra wchłania zapachy
– któreś z nas pęknie. Intensywnie uwierają
sentencje z dramatów. Wszyscy w jakimś sensie
jesteśmy w sobie.

Dlatego, kiedy pyta, czy polecę z nim w Kosmos
innym kanałem niż zwykle, dokładnie nie pamiętam,
stajemy się bliscy w każdym poziomie. Wkręceni w pamięć
tracimy naskórek, coś należy pomiędzy, poruszane
od wewnątrz cebulki zahaczają o każdy włos. Wypiętrzenia
uderzają w człowieka, akurat wtedy jego funkcja spada
– język poruszany z niewłaściwej strony.