wtorek, 25 listopada 2014

Spłonąć od spojrzeń - symbole zebrane

Katarzyna Tchórz 


Jesień dojrzała czarnym bzem, owocami róży. Dzień skrócił się niemożebnie. W setkach portretów przyglądam się oczom ludzi. Jedne są bardziej autentyczne, inne mniej. Wydałam drugą książkę, wciąż stawiam sobie pytania, czy jest aktualna, bo w książce wiersze sprzed dwóch lat? Czy obowiązujące reguły pisania są mi bliskie, czy potrafię sprzeciwić się przyjętym sposobom czytania wierszy, czy w ogóle coś takiego istnieje? Kto ma rację? Nie wiem, co dalej. Prawda jest taka, że wciąż poszukuję, nie tylko inspiracji, ale ciekawych miejsc, osób, przedmiotów. Wchłaniam spektakle, koncerty. Powiększam kolekcje nosorożców, książek, tomików poetyckich i płyt. Zmniejszam ilość znajomych na Facebooku. Siadam przed monitorem i próbuję zrozumieć, co mnie obchodzi w tym świecie, co skłania do kolejnych wyborów. Dwa lata temu wbiła mnie w fotel swoimi pracami Katarzyna Tchórz. Wiele z jej obrazów powstawało w trakcie naszych rozmów. Zapatrzyłyśmy się w siebie, chociaż mieszkamy w dwóch odległych częściach Europy. Rozmawiamy o wyobcowaniu, ale nie o samotności. Obrazy Kasi są projekcjami poszczególnych tąpnięć, dzielą przestrzeń tematycznie, łączą kobietę z naturą, przechodzą do marzeń sennych. Próby identyfikacji autorki z postaciami, które maluje, są błędne. Niestety, często spotykam się z takimi wnioskami. Brak zrozumienia jednak nie przeszkadza w nieskrępowanym rozszczepianiu uwagi na źródła inspiracji, które pochodzą z literatury, filmów, a nawet muzyki. Rozmawiając z kimś zorientowanym i wrażliwym znacznie łatwiej zbliżyć się do malarstwa Kasi, bogactwa momentów, warstw. Znaczenie obrazów rodzi się w naszej świadomości, sublimując wiedzę mamy szansę poczuć potencjał twórczy malarki i redefiniować pojęcia symboliki. Mamy więc szansę dowiedzieć się więcej o samych sobie, ponieważ ta relacja wciąż trwa. Odradza się w każdym powstającym obrazie i powoduje, że otrząsam się, potrzebuję tych przemian. Definiowanie na nowo alienacji wiąże się ściśle z odwagą wymalowanych postaci. Ich gesty, pozy, ich istnienie zaspokajają potrzebę ciszy. Odbudowuje hierarchię wartości, jakiej oczekuję w malarstwie. Nudzą mnie madryckie tancerki, fontanny, najróżniejsze grupki twórców, którzy wciąż prześcigają się w udowadnianiu swoich racji. Nudzi mnie pogarda, kpina i mówienie o niszowości, kiedy tej niszowości nie ma, jest zwyczajny brak zainteresowania. W końcu nic z tego nie wynika, bo żeby był odbiór, musi być bodziec, musi się pojawić coś, co nas zaabsorbuje bez reszty. I nie chodzi o uporządkowanie kompozycji, przycinanie, skracanie, czy rewizję emocji, która emanuje z kształtów czy barw. Spotykamy się na naszej intelektualnej drodze i zaczynamy pojmować rodzaj ekspresji, fantazji autorki. Jej wrażliwość i wyczucie kolorów. Odwagę w wyrażaniu się i niedostosowanie do wymogów mody. Kasia bardzo mi tym imponuje. Lubię formy, które przenikają się i sięgają w głąb obrazu. Dynamika sennych wizji Katarzyny jest niezwykle silna, malarka wybiega bezkompromisowo przed siebie i tworzy plastyczne, ale chropowate kształty. Idealna harmonia tego nieuporządkowanego świata jest tylko pozornie niemożliwa, to idealny kontrast nadaje sens malarstwu i właśnie w nim odnajduję harmonię. Nie wiem, czy malarstwo Kasi potrafię wpisać w jakiś nurt, jej aktywność artystyczna wciąż się rozwija i zawiązuje na różnych płaszczyznach, więc na szufladkowanie jest za wcześnie. 


Ciemnobrązowe oczy, kłębek futra,
obserwujemy się przez chwilę. Przywykłam
do pomyłek, stania w miejscu i rybich łusek 
w portfelu.


Kobieta jako artystka, do tego poszukująca syntezy najróżniejszych zjawisk, próbuje we własnych obrazach zmierzyć się bez zbędnego efekciarstwa z codziennością. Myślę, że jej temperament i silna psychika, sposób, w jaki się wyraża, wprowadza niepokój w kompozycje. Jednak uważam, że to ogromny atut artystki. Świadczy o indywidualności, ubogaca przekaz.


Rybki w akwarium mijają mnie w oczekiwaniu na tetra betta -
pokarm dla bojowników. Zakładam, że nie otwierają ust i plują 
piaskiem, gdy wybuchają ich ciała. Czy wtedy piasek jest piaskiem?


Tak właśnie rozmawiamy, o rybkach, kotach, balonach, z których spuszczamy powietrze, ogłaszamy ich klęskę. Gwałtownie i na zawołanie potrafimy uporządkować całe to rozproszenie na półkach. Wtedy bardziej czuję wartość literacką jej obrazów, które mogłyby być ilustracjami do książek, celowe i logiczne związki, szybkość nakładania farby, energiczne pociągnięcia pędzla. 


Jak opowiedzieć wrzesień gęstym pędzlem?


Jeśli chcesz się dowiedzieć, nie możesz iść na skróty, łatwiznę. Katarzyna tak zestawia ze sobą postacie malowanych ludzi, że antropomorfizacja wyraźnie się zazębia, scala i dostosowuje do całości jej wizji. Jeżeli potrafimy odczytać analityczne zamiłowanie malarki do łączenia postaci z naturą, odkryjemy niezwykłą scenografię przemian, istnień trafnie uwypuklonych, barwnych plam, które przenicują myśli. W tym przypadku widzieć oczami, to za mało. Czas bezrefleksyjności przed obrazami Katarzyny Tchórz nie istnieje. Nasza bliskość jest narkotyczna i nieskończona, bez żadnego zamysłu wczuwamy się w świat. Śmiejemy przez łzy, opowiadamy o twórczości Nowosielskiego, Różewicza, Karpowicza i Wirpszy. Zapełniamy marginesy symbolami. Dzięki Kasi rozumiem innych ludzi, ich emocje i to, jak rozległy może być ból.



                                     Kasi z Irlandii 

Prawdziwe historie smakują
truskawkami, chyba że zbliża się lipiec.
Ktoś jest do kogoś podobny, przed czy po?

To jak przejście przez bramę Belfastu, 
by spłonąć w protestanckiej dzielnicy.
Wyobraź sobie wagę chmur, liście herbaty
ukryte w ciele. Nie zawsze dym wskaże kierunek 
buszowania wiatru.

Zostajemy w domu, pękają ściany, 
mniej lub bardziej kruche. Tąpnięcia.
Po wszystkim, tłum przejdzie i pójdzie. 
Przepłynie rzekę, muł osiądzie na twarzach.
Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?

Spaliłam wiersz, za mocno pachniał tytoniem
z twoich książek.




Tekst ukazał sie w 10 numerze eleWatora w kolumnie 'dlaczego nie zostałam malarzem'


http://www.elewator.org/





28 komentarzy:

  1. Przyjaciół zrozumieć ......
    Szczęściary........
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chemia:) Znam. Może i przy tancerkach:) A na szufladkowanie chyba zawsze za wcześnie. Przynajmniej póki życia. A i później nie warto. Chociaż... W sumie wpasowanie w szufladę nie musi być takie złe. Niby to spłycanie, niby spłaszczanie, przykrawanie (zawsze) wystających frędzli, ale też czasem daje dobry kontekst, zwłaszcza dla laika, zwłaszcza na początek. Skądś te konteksty trzeba brać. Z szuflady?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba w sobie ułożyć, dobra szuflada nie jest zła :)

      Usuń
  3. Przeczytałam z przyjemnością...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Poznałaś Kasię... więc wiesz :)

      Usuń
    2. Tak :)...tym większą mam przyjemność w czytaniu.
      Cudownie opisałaś te zjawiskowe obrazy i emocje...
      Dziękuję

      Usuń
    3. to dla Ciebie https://www.youtube.com/watch?v=d5flV4p--WU

      Usuń
    4. Wyśmienite.....
      dziękuję:*

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ściskam

      mam nadzieję, że Ci sie spodoba https://www.youtube.com/watch?v=myVauX88QRY

      Usuń
    2. Dzięki Miła, bardzo lubię te załączniki :)

      Usuń
    3. Nie wiem, czy czytałaś? Pomyślałam, że może siebie obnażam'
      a Ciebie (Kasię, Basię i INnych) urażam :(
      Tworzenie i Odbieranie, choć oczywiście nie ma między nimi żadnego znaku (=) jest bardzo osobiste, przy czym odbieranie- jeśli się je zachowuje dla siebie, jest bezpiecznie ukryte, ale tworzenie nie jest po to by je ukrywać, więc zawsze jest narażone na wiele,
      Ściski popołudniowe - (jeszcze przede mną :) , Pa..........

      Usuń
    4. Czytałam i nie czułam się urażona. No też coś, moje pisanie jest subiektywne, rozumiem i szanuję inne spostrzeganie sztuki, emocji, jesteśmy różni i nie czujemy tak samo. Twórczość, którą decydujemy się pokazywać innym przestaje być osobista... ściskam ciepło :)

      Usuń
    5. A to wkleję ponownie, bo zachowałam "brudnopis", Buziak :))
      Od jakiegoś czasu zaczęłam doceniać to, co przynosi upływ czasu. Zapominam o tylu naukach wyniesionych ze szkoły, na przykład nie rozwiąże już funkcji trygonometrycznej, ani zadania ze wzorem na przyśpieszenie. Zapomniałam też tę lekcję z analizy formalnej obrazu. Kiedy staję oko w oko z dziełem sztuki plastycznej, nie rozbieram go już tak jak kiedyś. Ja już nie szukam rytmu, światła i cienia, nie zastanawiam się nad kontrastem barw, ani nie tropię dominanty. Zapomniałam i tak mi z tym dobrze. Daję się odnaleźć światłu i zaskoczyć dominancie. I nie staram się dociec, co autor miał na myśli. Może autor nie jest z tego zadowolony, że nie dotrę tam, dokąd dotrzeć powinnam, ale teraz daję się unosić temu pierwszemu, drugiemu i entemu wrażeniu – po swojemu, na swoją miarę i na swoją modłę. Daję sie zachwycić, przestraszyć, rozrzewnić, albo obrzydzić. Zauważyłam, że drażnią mnie nawet tytuły, które próbują mnie zepchnąć z mojej drogi. Im człowiek starszy, tym jest bardziej jak dziecko :)

      Usuń
    6. :) https://www.youtube.com/watch?v=mTpv63BUFec

      Usuń
  5. mogę coś powiedzieć jedynie z poziomu przeciętnego zjadacza chleba...
    znalazłyście się nie bez powodu... pasujecie do siebie .... uzupełniacie się... Twoja i Jej twórczość są sobie nawzajem potrzebne...
    a ja - przeciętny zjadacz chleba tylko na tym korzystam ... rozwijając wyobraźnię, wrażliwość, przechodząc na różne poziomy postrzegania emocji i zdarzeń...
    jesteście wspaniałym tandemem
    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki Tobie poznałam Kasi twórczość...i w końcu samą Kasię. Z otwartymi ustami kroczek po kroczku przeszywałam myślami wystawę Kasi dzieł w ZZ. Oglądałam wszystkie piętra, zaglądałam na każdą ścianę, wciąż mi było mało. Za każdym razem, kiedy pozwalałam sobie uciec na zewnątrz - wracając, zadawałam sobie pytanie: Czy ja to już widziałam? Bo jakbym pierwszy raz na to patrzyła, co innego przykuło uwagę, co innego zastanowiło, zachwyciło...kiedyś bałam się takich obrazów (rozbudzona wyobraźnia dokładała je w snach). Dziś wciąż się obawiam, ale inaczej, świadomie oglądam takie prace, chcę czuć, chcę widzieć, chcę patrzeć i wiedzieć. Bogate są Twoje opisy Małgoś, bogate w emocje. Dziś rano, specjalnie wczesnie wstałam, żeby obejrzeć dokument: Sztuka milczenia. Bohaterem był nie żyjący już malarz, profesor i wykładowca Jerzy Mierzejewski.Piękny człowiek. Zapamiętałam jego ujmująco - prawdziwą myśl: Malarstwo jest sztuką milczenia. To, co widzimy pozwala nam zrozumieć to, czego nie widać i czego nie można powiedzieć słowami.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* dziękuję https://www.youtube.com/watch?v=LNyJ96w7A7U

      Usuń
  7. Lubię tak - młotkiem sobie po głowie, aż nogi każda w inną stronę chodzą...no i nie usiedzę na dupie, nie da się. Dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem co to są obowiązujące reguły pisania. Kiedy piszę to wiem, że chcę napisać to, co piszę. Tak jak chcę powiedzieć coś komuś. Reguł pisania nie znam, bo piszę tak jak mówię do kogoś. Reguł mówienia też nie znam. Coraz częściej zdarza mi się rozmawiać z autorami książek, które czytam. Nie, nie jestem natrętem. Te kontakty pojawiają się jakby same przez się. Chyba inne są tu reguły mówienia niż w rozmowach codziennych. Ale nie staram się nazywać tych reguł. Cieszą mnie rozmowy. Doświadczam czegoś ponadzwyczajnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylismy na tych samych wartsztach, więc wiesz, że każdy z prowadzących ma swoje reguły... kiss i powodzenia na spotkaniach :)

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.