Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2025

[VII] ciało to wszystko, czego nie zapisano

 




zdjęcia © Ośrodek Kultury w Jastrowiu


Zgięcie łokcia pamięta zapach
twojego imienia – był jak olejek
z niedojrzałej brzoskwini i rdzy.

Pod językiem język matki,
zlepiony z niedopowiedzianych
opowieści o wstydzie.

Blizna nad kostką: data.
Nie zapisałaś jej nigdzie,
ale ona trwa – wypukła i słona.

Włosy przy karku drżą,
gdy wspomnienie naciska guziki,
te, które myślałaś, że się zatarły.
Nie zatarły się. Są jak
kolor błękitu-nie-do-wypicia,
który zna tylko jedna filiżanka.

Ciało przechowuje imiona,
które spadły z ust jak pestki.
Zostają pod paznokciami –
a ty, nieświadomie, zbierasz je
i sadzisz między palcami u stóp.

Między wdechem a bezdechem
przesuwa się ślad tamtego dotyku –
ten, który miał znaczyć zostań,
a znaczył: nie potrafię odejść.

W krtani utkwił głos twojej córki,
która śni o lisach i pożarach.
Nie wie, że kiedy się uśmiecha,
ciało przepisuje twój lęk
na język przyszłości.

Nie pytaj mnie, ile waży pamięć.
Zważ skórę po kąpieli.


strona 36 w Emiterium

wtorek, 25 listopada 2014

Spłonąć od spojrzeń - symbole zebrane

Katarzyna Tchórz 


Jesień dojrzała czarnym bzem, owocami róży. Dzień skrócił się niemożebnie. W setkach portretów przyglądam się oczom ludzi. Jedne są bardziej autentyczne, inne mniej. Wydałam drugą książkę, wciąż stawiam sobie pytania, czy jest aktualna, bo w książce wiersze sprzed dwóch lat? Czy obowiązujące reguły pisania są mi bliskie, czy potrafię sprzeciwić się przyjętym sposobom czytania wierszy, czy w ogóle coś takiego istnieje? Kto ma rację? Nie wiem, co dalej. Prawda jest taka, że wciąż poszukuję, nie tylko inspiracji, ale ciekawych miejsc, osób, przedmiotów. Wchłaniam spektakle, koncerty. Powiększam kolekcje nosorożców, książek, tomików poetyckich i płyt. Zmniejszam ilość znajomych na Facebooku. Siadam przed monitorem i próbuję zrozumieć, co mnie obchodzi w tym świecie, co skłania do kolejnych wyborów. Dwa lata temu wbiła mnie w fotel swoimi pracami Katarzyna Tchórz. Wiele z jej obrazów powstawało w trakcie naszych rozmów. Zapatrzyłyśmy się w siebie, chociaż mieszkamy w dwóch odległych częściach Europy. Rozmawiamy o wyobcowaniu, ale nie o samotności. Obrazy Kasi są projekcjami poszczególnych tąpnięć, dzielą przestrzeń tematycznie, łączą kobietę z naturą, przechodzą do marzeń sennych. Próby identyfikacji autorki z postaciami, które maluje, są błędne. Niestety, często spotykam się z takimi wnioskami. Brak zrozumienia jednak nie przeszkadza w nieskrępowanym rozszczepianiu uwagi na źródła inspiracji, które pochodzą z literatury, filmów, a nawet muzyki. Rozmawiając z kimś zorientowanym i wrażliwym znacznie łatwiej zbliżyć się do malarstwa Kasi, bogactwa momentów, warstw. Znaczenie obrazów rodzi się w naszej świadomości, sublimując wiedzę mamy szansę poczuć potencjał twórczy malarki i redefiniować pojęcia symboliki. Mamy więc szansę dowiedzieć się więcej o samych sobie, ponieważ ta relacja wciąż trwa. Odradza się w każdym powstającym obrazie i powoduje, że otrząsam się, potrzebuję tych przemian. Definiowanie na nowo alienacji wiąże się ściśle z odwagą wymalowanych postaci. Ich gesty, pozy, ich istnienie zaspokajają potrzebę ciszy. Odbudowuje hierarchię wartości, jakiej oczekuję w malarstwie. Nudzą mnie madryckie tancerki, fontanny, najróżniejsze grupki twórców, którzy wciąż prześcigają się w udowadnianiu swoich racji. Nudzi mnie pogarda, kpina i mówienie o niszowości, kiedy tej niszowości nie ma, jest zwyczajny brak zainteresowania. W końcu nic z tego nie wynika, bo żeby był odbiór, musi być bodziec, musi się pojawić coś, co nas zaabsorbuje bez reszty. I nie chodzi o uporządkowanie kompozycji, przycinanie, skracanie, czy rewizję emocji, która emanuje z kształtów czy barw. Spotykamy się na naszej intelektualnej drodze i zaczynamy pojmować rodzaj ekspresji, fantazji autorki. Jej wrażliwość i wyczucie kolorów. Odwagę w wyrażaniu się i niedostosowanie do wymogów mody. Kasia bardzo mi tym imponuje. Lubię formy, które przenikają się i sięgają w głąb obrazu. Dynamika sennych wizji Katarzyny jest niezwykle silna, malarka wybiega bezkompromisowo przed siebie i tworzy plastyczne, ale chropowate kształty. Idealna harmonia tego nieuporządkowanego świata jest tylko pozornie niemożliwa, to idealny kontrast nadaje sens malarstwu i właśnie w nim odnajduję harmonię. Nie wiem, czy malarstwo Kasi potrafię wpisać w jakiś nurt, jej aktywność artystyczna wciąż się rozwija i zawiązuje na różnych płaszczyznach, więc na szufladkowanie jest za wcześnie. 


Ciemnobrązowe oczy, kłębek futra,
obserwujemy się przez chwilę. Przywykłam
do pomyłek, stania w miejscu i rybich łusek 
w portfelu.


Kobieta jako artystka, do tego poszukująca syntezy najróżniejszych zjawisk, próbuje we własnych obrazach zmierzyć się bez zbędnego efekciarstwa z codziennością. Myślę, że jej temperament i silna psychika, sposób, w jaki się wyraża, wprowadza niepokój w kompozycje. Jednak uważam, że to ogromny atut artystki. Świadczy o indywidualności, ubogaca przekaz.


Rybki w akwarium mijają mnie w oczekiwaniu na tetra betta -
pokarm dla bojowników. Zakładam, że nie otwierają ust i plują 
piaskiem, gdy wybuchają ich ciała. Czy wtedy piasek jest piaskiem?


Tak właśnie rozmawiamy, o rybkach, kotach, balonach, z których spuszczamy powietrze, ogłaszamy ich klęskę. Gwałtownie i na zawołanie potrafimy uporządkować całe to rozproszenie na półkach. Wtedy bardziej czuję wartość literacką jej obrazów, które mogłyby być ilustracjami do książek, celowe i logiczne związki, szybkość nakładania farby, energiczne pociągnięcia pędzla. 


Jak opowiedzieć wrzesień gęstym pędzlem?


Jeśli chcesz się dowiedzieć, nie możesz iść na skróty, łatwiznę. Katarzyna tak zestawia ze sobą postacie malowanych ludzi, że antropomorfizacja wyraźnie się zazębia, scala i dostosowuje do całości jej wizji. Jeżeli potrafimy odczytać analityczne zamiłowanie malarki do łączenia postaci z naturą, odkryjemy niezwykłą scenografię przemian, istnień trafnie uwypuklonych, barwnych plam, które przenicują myśli. W tym przypadku widzieć oczami, to za mało. Czas bezrefleksyjności przed obrazami Katarzyny Tchórz nie istnieje. Nasza bliskość jest narkotyczna i nieskończona, bez żadnego zamysłu wczuwamy się w świat. Śmiejemy przez łzy, opowiadamy o twórczości Nowosielskiego, Różewicza, Karpowicza i Wirpszy. Zapełniamy marginesy symbolami. Dzięki Kasi rozumiem innych ludzi, ich emocje i to, jak rozległy może być ból.



                                     Kasi z Irlandii 

Prawdziwe historie smakują
truskawkami, chyba że zbliża się lipiec.
Ktoś jest do kogoś podobny, przed czy po?

To jak przejście przez bramę Belfastu, 
by spłonąć w protestanckiej dzielnicy.
Wyobraź sobie wagę chmur, liście herbaty
ukryte w ciele. Nie zawsze dym wskaże kierunek 
buszowania wiatru.

Zostajemy w domu, pękają ściany, 
mniej lub bardziej kruche. Tąpnięcia.
Po wszystkim, tłum przejdzie i pójdzie. 
Przepłynie rzekę, muł osiądzie na twarzach.
Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?

Spaliłam wiersz, za mocno pachniał tytoniem
z twoich książek.




Tekst ukazał sie w 10 numerze eleWatora w kolumnie 'dlaczego nie zostałam malarzem'


http://www.elewator.org/





niedziela, 24 lutego 2013

Działania mechaniczne





Spotykam Holdena. Przychodzi do mnie raz po raz. Pod różnymi postaciami, zwierzętami i marudzi. To każe stać w oknie, to kłaść się pod kaloryferem. Czasem mam serdecznie dość tej gimnastyki. W końcu, kiedy budzę się i łapię na tym, że mówię przez sen, walę pięścią w poduszkę i odwracam na drugi bok, otwieram i zamykam oczy. Mam zimne pośladki i wielki paluch. Zirytowana przewracam się na drugi bok, by w końcu zasnąć. Budzę się po trzeciej drzemce i jestem połamana. Po chwili przypominam sobie skąd pochodzą zakwasy. I zastanawiam się, czy on mnie z kimś zwyczajnie nie pomylił. Dlaczego dręczona siłowymi ćwiczeniami muszę cierpieć na jawie. A może jawa to sen? Więc szczypię się w czasie szorowania zębów, zaglądam głęboko w oczy, przyglądam dłoniom. No, co? Mam chorą głowę, od prywatnych listów, od codziennego picia kawy, która zakwasza mnie bardziej niż alkoholika wódka. Chociaż nie wiem, czy wódka zakwasza, czy tylko niszczy wątrobę. Nie chce mi się tego sprawdzać. Nie dzisiaj. Jestem zwykłą babką mówiącą do siebie. Reprezentantką niczego. Nie przedstawiam ani ciekawych poglądów, ani pięknej budowy ciała. Jestem z tych matowych. Wywołująca czasem konflikty z powodu eklektyzmu i drętwych witraży. Dzisiaj jest stanowczo za zimno i nie wybiorę się na dach, żeby odreagować, posłuchać Cecylii Bartoli z dala od bulgoczących rur, spuszczanej wody i wirujących pralek. Dlatego oglądam wpadki różnych ludzi na Youtubie, słucham Trójki i nie mam w głowie sportu, chociaż mrugają mi tu reklamy odżywek i trykotów. Dzisiaj rano obejrzałam kawałek pornograficzny, ale czuję się usprawiedliwiona, podesłała mi koleżanka, więc nie wiedziałam, co tam się kryje w treści i obrazie. Chociaż w treści to tylko muzyka. Obraz pozostawiam do przetestowania. To chyba dość niezwykłe, że w końcu nie czuję w sobie rozczarowania życiem. Nawet pomyślałam, że jestem dość szczęśliwa. I nie w żadnej wiecznej rui, z powodu powracających tematów. Nie realizuję żadnych wzniosłych idei, nie rywalizuję nawet ze sobą i nie miewam zadyszki przed snem. Więc opowiadam moją historię, czasem destrukcyjną, innym razem pozbawioną dyscypliny wewnętrznej układankę skojarzeń. Moją cywilizację, sympatyzującą z muzykami i twórcami filmów krótkometrażowych. Angażuję się w obronę zwierząt, pozwalam na zużywanie się oczu i czytam mnożące się sensacje i fantasy. W tym miejscu spoglądam w okno. Na horyzoncie samochód za samochodem, taksówka za taksówką, gonią we własnym towarzystwie, co może ich zatrzymać oprócz świateł?

20.12.2010
Wróciłam do tego tekstu i pomyślałam, jak wiele się zmieniło we mnie od tamtego czasu :)