Jestem w czarnym humorze. Pewnie znajdzie się ktoś, kto zauważy: przecież zawsze jesteś w czarnym humorze. Ale dzisiaj jest czarniej niż zwykle, malarz wie, ile jest odcieni czerni. Piotr Pasiewicz szczególnie. Czerń jego symboli sprowadza na mnie mrok. Czy jest jakaś alternatywa i można go jakoś scharakteryzować? Stworzyć sztukę teatralną opartą na industrialnych motywach, wprowadzić przedmioty umiejscowione, nazwane i oglądać je w tym samym czasie w pustostanach i pojmować ahistorycznie? Pasiewicz nie wpisuje się w sztukę masową. Zmusza odbiorcę do myślenia, podczas wyodrębniania nowego świata, w dynamiczny sposób uczy odbiorców oglądania i rozumienia jego twórczości. Wodzę oczami za jego ręką, która nie zakłóca swoją obecnością, a wręcz pociąga. Czekam na kolejną definicję, strukturę skóry, kształt nosa. Piotr ma niezwykłą skłonność do przedstawienia amorficznych postaci, które wiążą się percepcyjnie w ludzki organizm. Opieram się o czynniki biologiczne, historyczne, społeczne, w tej czerni symboli jest wszystko. Strach, a za chwilę eliminacja tego uczucia, przez dodanie czerwonej barwy, która rozpala i rozrywa. Nacieka treścią, nie jest to treść łatwa, chociaż skonstruowana z kresek, i co najważniejsze, nie jest dziełem masowym. Nie ciąży, niektórym może wydawać się hermetyczna myślą. Za kilkadziesiąt lat ikonografia świetnie sobie poradzi z twórczością Pasiewicza. W końcu rozwija się w opozycji do wyrazistych form, adaptuje do swoich celów pustostany, towarzyszy awangardzie, robiąc z niej bardziej przystępny i zrozumiały kierunek w sztuce . Kto nie zna, niech poszuka. Kto nie rozróżnia kolorów, niech nie szuka. Kiedy natura już zostanie zdefiniowana i ontologicznie każdy z nas oswoi się z nią, wtedy może usiąść w fotelu z kawą, albo z winem i może się gapić i wartościować dzieło, które nie przypadkiem zawisło na ścianie. Sprawił mi Pasiewicz wielką radość, mam tę zaletę, że nie jestem estetycznie ułomna. Oceniam dzieło sztuki i czekam, aż wypłynie w szerszym zjawisku. Mam niestety również obawy! Obawy, że masowość rywalizuje z niszowością, i tę drugą spycha, jakby rywalizacja była podniesieniem masowości do jakieś wyższej rangi. A dlaczego tak, a nie inaczej? Jest jeszcze inny rodzaj mroku, który wzbudza emocje, powoduje, że człowiek wrażliwy zaczyna poszukiwać impulsów, które odnajduje po Ciemnej Stronie Mocy. To żadna irracjonalna nazwa, jedynie audycja muzyczna, do której z różnych powodów przywiązałam się, tak jak Pasiewicz do czerni. Niewątpliwie piosenki są najbardziej popularne, niewątpliwie wzbudzają najwięcej zainteresowania, niewątpliwie ich intensywność, kiczowatość jest przyczyną mojego rozżalenia. Rozżalenie i obawy mają raczej charakter etyczny, ponieważ łączą się z czynami ludzi, którzy odpowiadają za związek mediów ze sztuką. Ponieważ ich irracjonalne działania doprowadziły do tego, że dostarczają niewłaściwych wzorców, spychając w mrok nocy wartościową audycję, takie działanie nazywam - antyspołeczne. Przenika mnie taka refleksja, że masowość, niezależnie od uczestników, którzy biorą udział w edukacji młodzieży, ma wpływ na część mojej rzeczywistości. Konsekwencje masowości odczuwamy każdego dnia, to wszystko prowadzi do rozwiązłości, i wciąż dziwi mnie, że analiza socjologiczna słuchaczy nie została wzięta pod uwagę. I tak nie identyfikujemy się z postaciami nastawionymi na zysk, chcą dostać to, co im się należy. Nasiąkamy emocjami i śledzimy nasze upodobania muzyczne, wartościujemy skalę masowości w ulubionym radiu, próbujemy sobie wyjaśniać. Tylko, co tu jest do wyjaśnienia? Otóż, kierowanie uwagi skutecznie dobiera się do naszej wyobraźni, ktoś powiedział, że pojawi się muzyka uniwersalna. Czyli co? Disco-polo? W takim wypadku reakcje słuchaczy są łatwe do przewidzenia, koniec końców, emocje powtarzają utarte formuły, i znowu zepchnięto ukształtowane preferencje odbiorców, by w to miejsce upchnąć masową sztukę techno. Niech mi ktoś wytłumaczy, do czego ludziom techno o północy z soboty na niedzielę? Jak się bawią niemieckie elity w klubach nocnych? Sugeruję, że ta wartość jest zbędna, chociaż ścinanie głowy niektórych ubawiło do łez. W każdym razie masowość nie jest pożyteczna, nie pozwala zrozumieć i rozwikłać żadnej z teorii, która dąży do ujarzmienia emocji. I kiedy tak naprawdę słuchacze angażują się, to odbiera im się, to, co lubią, jakby wszystko było fikcją i to, w co wierzyli, w ogóle nie istniało. A przecież nie chodzi o film s-f, tylko audycję radiową Aleksandry Kaczkowskiej, której głos przenika do myśli, staje się wzorcem zajmującym i budującym przyszłe pokolenia słuchaczy. Wierzę w prawdziwość, twierdzę, że można wywołać w ludziach potrzebę wartościowania. Ola posiada taką zdolność. Zjednywania w odnajdywaniu muzycznych preferencji, skupianie wokół siebie ludzi reagujących podobnie, wrażliwych i obejmujących niszowe zjawiska w sztuce. I pomyślcie, co by było z Troelsem Abrahamsenem, czy Sigur Ros, gdyby nie Aleksandra Kaczkowska. Jej zaangażowanie można śmiało zaliczyć do sztuki, do mojej teorii o niej i to absolutnie nie jest wadą. W związku z tym manifestujmy, nie dajmy się zalać masowości . Prace Piotra Pasiewicza oderwane od świata materialnego, pobudzające myśl krytyczną, przenikające percepcję, ułatwiają nam rozwój i pobudzają świadomość. I przenikający głos Aleksandry Kaczkowskiej, wyposażony w walory, które powodują, że nie masz dość. Tak, media kreują nowy poziom ludzkiej świadomości, pozostaję z nimi w konflikcie.
felieton ukazał się w
6 numerze eleWatora