Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Troels Abrahamsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Troels Abrahamsen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

Moc






W bywaniu, głęboko, dynamicznie rozsunięta struktura skóry,
pachnie porostem islandzkim. Do codziennej śmierci od narodzin
szukamy zadrapań – jesteś w nich, wsłuchujesz się w odbicia,
powidoki, uśmiechy. Hej, Olu – w mrocznej pelerynie,
odjeżdżasz podtrzymując napięcie. Chłonę Abrahamsena
i mierzę ból w palcach, pierwsze uderzenie odbija kroki,
drugie rozsadza się z każdą minutą, kiełkuje za uszami.

Poranne ryczenie krów, wieczorne brzęczenie much. Chłopcy
z niebieskimi oczami. Dziergane dresy w meksykański halloween
plączą się pod nogami – resztki ugniecionej chmury;
ze wszystkich mocy, które rozkwitają przed północą, wybieram
kolory oprawek.

Wzdychasz.
Kto ma ochotę,
wdycha.

08.01.2013


niedziela, 1 grudnia 2013

Konsekwencje sztuki i masowość

eleWator 6
Jestem w czarnym humorze. Pewnie znajdzie się ktoś, kto zauważy: przecież zawsze jesteś w czarnym humorze. Ale dzisiaj jest czarniej niż zwykle, malarz wie, ile jest odcieni czerni. Piotr Pasiewicz szczególnie. Czerń jego symboli sprowadza na mnie mrok. Czy jest jakaś alternatywa i można go jakoś scharakteryzować? Stworzyć sztukę teatralną opartą na industrialnych motywach, wprowadzić przedmioty umiejscowione, nazwane i oglądać je w tym samym czasie w pustostanach i pojmować ahistorycznie? Pasiewicz nie wpisuje się w sztukę masową. Zmusza odbiorcę do myślenia, podczas wyodrębniania nowego świata, w dynamiczny sposób uczy odbiorców oglądania i rozumienia jego twórczości. Wodzę oczami za jego ręką, która nie zakłóca swoją obecnością, a wręcz pociąga. Czekam na kolejną definicję, strukturę skóry, kształt nosa. Piotr ma niezwykłą skłonność do przedstawienia amorficznych postaci, które wiążą się percepcyjnie w ludzki organizm. Opieram się o czynniki biologiczne, historyczne, społeczne, w tej czerni symboli jest wszystko. Strach, a za chwilę eliminacja tego uczucia, przez dodanie czerwonej barwy, która rozpala i rozrywa. Nacieka treścią, nie jest to treść łatwa, chociaż skonstruowana z kresek, i co najważniejsze, nie jest dziełem masowym. Nie ciąży, niektórym może wydawać się hermetyczna myślą. Za kilkadziesiąt lat ikonografia świetnie sobie poradzi z twórczością Pasiewicza. W końcu rozwija się w opozycji do wyrazistych form, adaptuje do swoich celów pustostany, towarzyszy awangardzie, robiąc z niej bardziej przystępny i zrozumiały kierunek w sztuce . Kto nie zna, niech poszuka. Kto nie rozróżnia kolorów, niech nie szuka. Kiedy natura już zostanie zdefiniowana i ontologicznie każdy z nas oswoi się z nią, wtedy może usiąść w fotelu z kawą, albo z winem i może się gapić i wartościować dzieło, które nie przypadkiem zawisło na ścianie. Sprawił mi Pasiewicz wielką radość, mam tę zaletę, że nie jestem estetycznie ułomna. Oceniam dzieło sztuki i czekam, aż wypłynie w szerszym zjawisku. Mam niestety również obawy! Obawy, że masowość rywalizuje z niszowością, i tę drugą spycha, jakby rywalizacja była podniesieniem masowości do jakieś wyższej rangi. A dlaczego tak, a nie inaczej? Jest jeszcze inny rodzaj mroku, który wzbudza emocje, powoduje, że człowiek wrażliwy zaczyna poszukiwać impulsów, które odnajduje po Ciemnej Stronie Mocy. To żadna irracjonalna nazwa, jedynie audycja muzyczna, do której z różnych powodów przywiązałam się, tak jak Pasiewicz do czerni. Niewątpliwie piosenki są najbardziej popularne, niewątpliwie wzbudzają najwięcej zainteresowania, niewątpliwie ich intensywność, kiczowatość jest przyczyną mojego rozżalenia. Rozżalenie i obawy mają raczej charakter etyczny, ponieważ łączą się z czynami ludzi, którzy odpowiadają za związek mediów ze sztuką. Ponieważ ich irracjonalne działania doprowadziły do tego, że dostarczają niewłaściwych wzorców, spychając w mrok nocy wartościową audycję, takie działanie nazywam - antyspołeczne. Przenika mnie taka refleksja, że masowość, niezależnie od uczestników, którzy biorą udział w edukacji młodzieży, ma wpływ na część mojej rzeczywistości. Konsekwencje masowości odczuwamy każdego dnia, to wszystko prowadzi do rozwiązłości, i wciąż dziwi mnie, że analiza socjologiczna słuchaczy nie została wzięta pod uwagę. I tak nie identyfikujemy się z postaciami nastawionymi na zysk, chcą dostać to, co im się należy. Nasiąkamy emocjami i śledzimy nasze upodobania muzyczne, wartościujemy skalę masowości w ulubionym radiu, próbujemy sobie wyjaśniać. Tylko, co tu jest do wyjaśnienia? Otóż, kierowanie uwagi skutecznie dobiera się do naszej wyobraźni, ktoś powiedział, że pojawi się muzyka uniwersalna. Czyli co? Disco-polo? W takim wypadku reakcje słuchaczy są łatwe do przewidzenia, koniec końców, emocje powtarzają utarte formuły, i znowu zepchnięto ukształtowane preferencje odbiorców, by w to miejsce upchnąć masową sztukę techno. Niech mi ktoś wytłumaczy, do czego ludziom techno o północy z soboty na niedzielę? Jak się bawią niemieckie elity w klubach nocnych? Sugeruję, że ta wartość jest zbędna, chociaż ścinanie głowy niektórych ubawiło do łez. W każdym razie masowość nie jest pożyteczna, nie pozwala zrozumieć i rozwikłać żadnej z teorii, która dąży do ujarzmienia emocji. I kiedy tak naprawdę słuchacze angażują się, to odbiera im się, to, co lubią, jakby wszystko było fikcją i to, w co wierzyli, w ogóle nie istniało. A przecież nie chodzi o film s-f, tylko audycję radiową Aleksandry Kaczkowskiej, której głos przenika do myśli, staje się wzorcem zajmującym i budującym przyszłe pokolenia słuchaczy. Wierzę w prawdziwość, twierdzę, że można wywołać w ludziach potrzebę wartościowania. Ola posiada taką zdolność. Zjednywania w odnajdywaniu muzycznych preferencji, skupianie wokół siebie ludzi reagujących podobnie, wrażliwych i obejmujących niszowe zjawiska w sztuce. I pomyślcie, co by było z Troelsem Abrahamsenem, czy Sigur Ros, gdyby nie Aleksandra Kaczkowska. Jej zaangażowanie można śmiało zaliczyć do sztuki, do mojej teorii o niej i to absolutnie nie jest wadą. W związku z tym manifestujmy, nie dajmy się zalać masowości . Prace Piotra Pasiewicza oderwane od świata materialnego, pobudzające myśl krytyczną, przenikające percepcję, ułatwiają nam rozwój i pobudzają świadomość. I przenikający głos Aleksandry Kaczkowskiej, wyposażony w walory, które powodują, że nie masz dość. Tak, media kreują nowy poziom ludzkiej świadomości, pozostaję z nimi w konflikcie.

felieton ukazał się w 6 numerze eleWatora

środa, 8 maja 2013

Oddech





Najchętniej poszłabym spać. Bez rozmów, zapisywania myśli,
bez pamięci. Z ulubioną wełnianą poduszką. Bez kryptoreklamy.
Trzy razy powtórzona nieobecność. W  irlandzkich pubach
wciąż pachnie drukarską farbą. Karmelizowane fiołki i sztuczne uśmiechy,
- gnę kolana, całą siebie. Po fikołkach już tylko rum z colą i Abrahamsen.

Znowu dłubie w głowie, w uldze, którą pamiętam
z Borgesa, "którą ty i ja poczujemy w chwili poprzedzającej śmierć,
kiedy los oderwie nas od smutnego zwyczaju bycia kimś i od
ciężaru wszechświata". Umarł tato Anki, kot, ktoś jeszcze, dalej
trudno spamiętać wszechświat, więc piję, a ty gnij się, gnij.


29.12.2012

środa, 1 maja 2013

Święto pracy



Wersja piracka kojarzy mi się z przemysłem obuwniczym. Jeden drugiego podrabia, podgląda, a w sumie najwygodniej po ogrodzie zasuwać w kaloszach i walonkach, szczególnie w Irlandii. Natomiast fantazja powtarzana trzykrotnie przypomina mi, że dzisiaj jest pierwszy maja i może należałoby walonki zrzucić i napić się piwa. Może, nie wiem. Lekkość. Tak, lekkość daje nadzieję, że kiedy myślę: wolność, to czuję zapach trawy, wilgoć oceanu i nie muszę nic, nic. W sumie, najlepszą dawkę optymizmu dostarcza muzyka. Oczywiście Abrahamsen na mojej liście wciąż pierwszy, później Tool, i trochę muzyki klasycznej. Mało to ma wspólnego z punk rockiem, ale może wieczorem pośpiewam. Z drugiej strony sąsiedzi mogą wezwać Gardę, ale może piosenki w ich wersji będą znośne i będziemy się fascynować sobą aż do wzruszenia ramionami i ich odjazdu. Samodzielnie hoduję roślinki. To bardziej Paddy'ego zielsko ale podlewam, nawilżam i gadam. Mamy już dwie czerwone papryczki. Truskawki wciąż marnie rosną, pomidory doczekały się pikowania. Nie doczekałam się kawy, ale przecież nie jestem badylarzem, ogrodnikiem, mam czas.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nieprzerwane pozowanie światłościanów




Mam w pamięci wiele obrazów, śledzę artystów, poluję, zapisuję. To nie są produkty z certyfikatami, takich nie znoszę. Tak samo obrazy Muncha - obrzydły mi z powodu różnicy temperamentów autorów ekfraz. Nie lubię powszechności, lokowania patriotyzmu w drzewach, tkwienia i wzorowania się. Poczucie przynależności jest tu zupełnie obce. I kiedy widzę, jak ludzie na siłę domagają się należnego im miejsca, upodabniają się, odwzorowują znaki, litery, słowa, kiedy semantyczny kod staje się usystematyzowany, a wszystko co nie zostało wyuczone, jest nieważne. Odczytanie tekstu, którego kod jest nam doskonale znany to bułka z masłem, dżem truskawkowy. Tyle, że dżem jem tylko z truskawek mojej mamy, wysmażony i doprawiony dla mojego podniebienia, sorry, ale żadnych podróbek z Biedronki, Tesco, czy Lidla. Propagowanie poezji to przecież żadna konieczność, może jedynie działalność wspierająca. Tysiące ludzi pisze i mówi w niezliczonych językach, ciągle jednak o tym samym: o nowoczesnych tendencjach, o cyklicznych zjawiskach, wypadkach samolotowych, związkach partnerskich... Kulturowość trudna do uniesienia. Nawet nie próbuję zrozumieć, bo jaki zasięg terytorialny określa poetę? Przepraszam, wychodzę. W zasadzie rozproszenie jest niekorzystne dla każdej ze sztuk. Ta iluzja realności w niektórych wierszach, obrazach, muzyce sprawia we mnie pomieszanie sztuk. Wieszam obrazy na ścianach, słucham Abrahamsena i czytam nadesłane powieści. Troels Abrahamsen jest genialnym muzykiem, kompozytorem, jego barwa głosu świdruje zmysły, przekracza realność, idę dalej, dalej niż weszłam czytając Kunderę, Ashbery'ego czy Borgesa, dalej niż Ginsberga. Abrahamsen ze swoją muzyką stał się w mojej rodzinie nadrzeczywisty. Przestrzeń wypełniają idealne proporcje wszystkiego, ten facet mi się nie nudzi. On pobudza, wyrywa, kreuje - tak wyglądam „od kuchni”. Całe to gadanie o wizerunku, przemocy, wyzwolonej wyobraźni. To tak nie działa. Jest Troels, ja jestem, litr kawy, pudełko biszkoptów w czekoladzie, czasami wymieniam na pleśniowy ser i czerwone wino, znowu podnieśli VAT na alkohol. Są nosorożce, ja jestem - przedzieram się przez pancerz, układam w szczegółach, pustostanach, wypełniam rogi i tworzę fragmenty wnętrza. Mam właściwe warunki do uprawiania sztuki. Jakiejkolwiek. Rozumiem potrzeby ludzi, abstrakcję liryczną, te wszystkie grona erudytów, którzy są skłonni zdominować kulturę, sztukę, jednak mnie im się nie uda. Jestem zbyt skomplikowana, hermetyczna, wymagająca. Przepraszam.


wtorek, 5 lutego 2013

Troels Abrahamsen - "You're mine"

W Matrasie można jeszcze kupić moją książkę, http://www.matras.pl/czekajac-na-maline.html

Na stonie Gender wciąż aktualny wywiad gender.pl/readarticle.php?article_id=269

U Jrzego Zimnego można poczytać o książce http://jerzybeniaminzimny.blogspot.ie/2013/01/nie-czekajac-na-maline.html

A na stronie pisarze.pl  recenzję Andrzeja Tchórzewskiego http://pisarze.pl/recenzje/3592-andrzej-tchorzewski-projekcje-intymnosci.html

O moich 3 ulubionych wierszach http://artpubkultura.blogspot.ie/2011/02/3-ulubione-dziea-magorzata-poudniak.html, po publikacji zostałam poproszona o prowadzenie tej strony i kilka ciekawych inicjatyw ujrzało światło dzienne.

No cóż, czas ucieka..... poniżej bardzo, bardzo przyjazny utwór :)



sobota, 19 stycznia 2013

18 - Troels Abrahamsen - Not Moving

"Chwała czy też wartość niektórych ludzi polega na tym, że nie piszą dobrze; innych- że nie piszą."
Jean de la Bruyere

Tak sobie myślę, krojąc marchewkę w której uduszę kaczkę, gotowanie jest równie wymagające jak pisanie. To się tak nie da wodzić na pokuszenie. Zapach przyciąga okoliczne pliszki, poeci pijaków, później możemy rozbijać się po świecie, paląc stosy, puszczać wianki, cuda, cuda. Wysławiani pod niebiosa lubujemy na fejsbuku kółka duszpasterskie, a pytanie o in vitro wywołuje w niektórych paniczny lęk. Wysłuchuję wszystkie wymyślone historie, przyglądam się wybujałym w ambicje ludziom. Mętne i bełkotliwe pisanie wydaje się wnikliwe, co za ironia! W rozmowie z przyjacielem podsunął mi myśl: artysta powienien być prostolinijny, aby tworzyć. Osoba pokrętna nie może być autentycznie kreatywna. Król ma zawsze rację, no ma.

"Człowiek powinien upodabniać się do sztuki, nie stając się podobnym do żadnego dzieła"

a tu Troels



wtorek, 8 stycznia 2013

Moc



                                                                                   Aleksandrze

W bywaniu, głęboko, dynamicznie rozsunięta struktura skóry,
pachnie porostem islandzkim. Do codziennej śmierci od narodzin
szukamy zadrapań – jesteś w nich, wsłuchujesz się w odbicia,
powidoki, uśmiechy. Hej, Olu – w mrocznej pelerynie,
odjeżdżasz podtrzymując napięcie. Chłonę Abrahamsena
i mierzę ból w palcach, pierwsze uderzenie odbija kroki,
drugie rozsadza się z każdą minutą, kiełkuje za uszami.

Poranne ryczenie krów, wieczorne brzęczenie much. Chłopcy
z niebieskimi oczami. Dziergane dresy w meksykański halloween
plączą się pod nogami – resztki ugniecionej chmury;
ze wszystkich mocy, które rozkwitają przed północą, wybieram
kolory oprawek.

Wzdychasz.
Kto ma ochotę,
wdycha.

czwartek, 20 grudnia 2012

Troels Abrahamsen - We Love Falling - na święta i dalej


Dzisiaj przyszedł do mnie Mikołaj, wpadł przed dwudziestym pierwszym. Pewnie chodziło o to, abym dłużej cieszyła się prezentami. Niezwykłe to uczucie i miłe. Kiedyś nie potrafiłam cieszyć się z prezentów. Zawsze czułam jakieś niedowartościowanie, zwód. To uczucie długo w sobie zwalczałam i w końcu, w końcu kiedy przestałam oczekiwać od ludzi czegokolwiek, czy to w zamian, czy w ogóle. Nagle spłynęła na mnie radość. Potrafię się cieszyć z zakładki do książki, z wysuszonego listka, ciastka, czy przechodząc dalej - z emocji, które są dla mnie najcenniejsze. Noszę ocieplacz od Małgosi i jest mi niezwykle. Piękno, ludzie, muzyka - ubogacaja mnie. Nie mam w tym roku dla Was życzeń, za to muzykę...