| Atlantyk |
Mój kocie, dzisiaj pierwszy dzień września. Już dawno skończyliśmy ze szkołą, z porannym zakrywaniem twarzy, odrywaniem siłą rąk od poręczy. Czas na warzywa i owoce sezonu. Lecą jabłka, na clvados, szarlotkę, do ryżu, cydr. Później cukinie, pomidory. Marta szuka lasu. Jest nam potrzebny, jak grzyby. Bez robaków, muszek, czegoś jednak jest więcej. Pojedźmy do Sligo, może wiatr zrzuci z nas mrówki, oderwie czarne myśli. Nucimy zapomniane melodie, gotujemy zupę z soczewicą, kiedy zaczynam śpiewać ulubioną arię, przeszywa mnie wiatr. Jeszcze nie wiem, ile w tym bólu.