Tryptyk - Jacek Witczyński,

środa, 7 marca 2012

epizod pierwszy



"Wystarczy pomyśleć, ile się zmienia,
 jeżeli zejdzie się z chodnika
 i zrobi trzy kroki po jezdni..."
/Julio Cortázar/


latem nie daje oparcia
stopy grzęzną zanim łyk wody poczuje tętno
w urwanym oddechu

na przemian aleja park mostek drzewo
mieszasz rytm
w miejscu a ja w popłochu

czuję że powinnam być narratorem bestsellera
notuję niepewność a może ryzyko -
makabryczny żart jakbym zapomniała że już dawno
wybrałam drogę

poniedziałek, 5 marca 2012

kołysanie



co wieczór zawracam
wydrążone powietrze unosi
dźwięki układa na tapecie
pomiędzy pauzą
a menopauzą więc szmugluję zawieszenie
broni w cukierkach
z likierem

nie miałam pojęcia że cięte kwiaty bez sensu
zwiędną i nie pomoże szklanka wody
jego palce przy ustach tylko w porze deszczowej
łatwiej zapamiętuję ostatni swing gdy wchodzi

piątek, 2 marca 2012

wypadkowa




ciszy między nami wystarczy na dwa łyki
wychodzisz i unoszą się wszystkie w powietrzu
zabawne historie z tabliczkami

obok hałas pękł na pół
chociaż w lodówce wiele miejsca 
na zimną magię z tłuczkiem
ściana nie przepuszcza krótkich epitetów

można by z nich zrobić naklejki
chwytając oddech odmienić słowa
pozostałości przykryć szklanką i odejść
trenując wdech wydech wdech wydech


* Obraz Max Sauco

czwartek, 1 marca 2012

3 ulubione wiersze Ewy Chruściel

http://artpubkultura.blogspot.com/2012/02/3-ulubione-dziea-ewa-chrusciel.html


Do 3 ulubionych wierszy zaprosiłam niezwykle piszącą Ewę Chruściel, która mieszka w USA... jak miło, że dzięki internetowi droga skraca się raptem do kilku kliknięć w klawiaturę.

Polecam lekturze 
http://artpubkultura.blogspot.com/2012/02/3-ulubione-dziea-ewa-chrusciel.html 

środa, 29 lutego 2012

gdziekolwiek pójdziesz






gdybyś teraz spojrzał
mróz na szybie
układa fraktale

wtedy na dachu wołałam
nie pozostało nic innego
tylko przeliczenie lamp na Alei Wyzwolenia
koty zasypiają w rynnach
a pies chodzi tam i z powrotem

gdy oglądam zdjęcia z parku Guell
stare meble
niebieską kurtkę kupioną na wyprzedaży

obok ciebie zniosłabym deszcz
chwilę później dzieci przesypują brokat w kieszeniach
tyle tego piękna ile cierpliwości
i niewypowiedzianych słów



Foto Basia Bednarczyk

poniedziałek, 27 lutego 2012

utopienie





Nadał jej imię, a właściwie wybrał z gwiazd. Przed zaśnięciem  odliczał sto sekund, z których każda odprężała, robiąc miejsce w głowie. Wcześniej telefony, dzwonki, radio, Internet i wszędzie jej zapach. Było coraz spokojniej.  Dla przyjemności, w chwili poznania, podarował jej różę. Naoglądał się tego tyle, że zaryzykował. Potem wpatrywali się w siebie i żadne nie odwracało wzroku. 
- Nigdy nie zastanawiało cię to, dlaczego wszyscy mają depresję, kiedy nasycą się widokiem gór i muszą wracać do wieżowca na swoje siódme piętro? Jeździsz rowerem, pędzisz, upajasz się smakiem muszek, a kiedy w nocy budzisz się zlany potem, nie możesz zrozumieć, dlaczego nie ma jej obok ciebie? Wstajesz rano i szukasz czegoś, patrząc w lustro, przez chwilę. Robi się ciemno. 
- To jednak dzieje się naprawdę. I wcale nie będzie lepiej. Przedtem była bliska, w kalesonach w prążki, jego kalesonach. Mogłaby nawet nie zakładać stanika. Nawet by nie drgnął, tylko patrzył z bliska i badał nosem miękkość skóry. Byli  w tym dobrzy. W gapieniu się przez okno na drugą stronę. Chwytał ją za mały palec, i mimo że piasek palił w stopy niemiłosiernie, odganiał osy znad brzucha, ramion, kolan. Podobało mu się, jak jadła, bez większego nacisku, małymi kęsami. Upijał  się widokiem długiej szyi i proporcjonalnych ramion. Kiedy posypywała parmezanem makaron, zlizywał resztki z jej palców prosząc, aby dzień się nie kończył. 
-We śnie doczekał chwili, gdy zasnęła w wannie... 




sobota, 25 lutego 2012

z rzeczy bardziej prostych





Czasami jest tak, że brutalnie podciąga mnie na palcach. Na ckliwy głos sąsiadki reaguję wyjątkowo metalicznie. I to wrażenie, że podpatruję awanturę przez szybę. Wbija mnie w fotel, z kolanami pod brodą czekam, aż wpełzną na łóżko i się pogodzą. Siedzę przy butelce wina, dobre włoskie wino. Zwyczajne. Dzbanek herbaty zaprawionej imbirem skończył się, a nie ma nikogo, kto zaparzyłby drugi. Dostałam przepis na ziemniaczane kluski, ale zabrakło żytniej mąki. I czekam na walizkę, a w zasadzie to na neseser. Mam już do niego kłódkę, taką małą, nie wiem skąd - jest. Może ktoś mi wytłumaczy, o co chodzi z tymi kłódkami na mostach, pomostach? Skąd biorą się sroki na myśl o nich? Dlaczego sen nie zjawia się, kiedy przypominam worek piasku. Tylko przesypuję się z boku na bok, okrążam łóżko i tak kilka razy. Chciałabym, abyś tu był w każdy piątek. Wplątywał się w pościel i czytał na głos „Malinę". A rano siadalibyśmy na łóżku w poszukiwaniu skarpetek, spodni od dresu. Poszedłbyś po chleb i rzodkiewkę. A wiatr targałby żyworódki w oknie, które zakwitły - podobno jestem szczęściarą. Im starszą, tym bardziej bezwładną. Dłużej się ubieram, czasem rezygnuję w połowie. W swojej obecności pozwalam na pogniecioną skórę, na ciszę i wyciemnienie. Obrazy z nowymi twarzami, oderwana skóra jest chropowata. Na ścianie tyle pauz, ile myśli. Tak daleko we mnie nie dotarłeś. Chociaż zostało ci już niewiele. Czy wtedy też będziemy szmuglować likier w żelkach? Czy wyjedziemy poza linię, którą zaznaczyliśmy na mapie?    


łazi dzisiaj za mną i śpiewam, macie tak czasem, że się wpije i nie puszcza?





 

piątek, 24 lutego 2012

Z prostych rzeczy





Nie mam siły się tłumaczyć. Poprawiać kartki tak, aby każdy mógł odczytać moje intencje. Z prostych rzeczy najlepiej wychodzi  mój szept. Tkwi na tyle głęboko, że śmiech  rezonuje parę godzin i nie pamiętam, czy kiedy śpię, śnię to wszystko, czy tylko mi się wydaje. Bez wysiłku odkryte ramiona szmuglują zapachy. Opierasz nos w zgłębieniu łokcia. Dobrze, że w tym czasie nie przeliczasz butelek, które przez dwa lata nie zdążyły się potłuc. Jej ciało we mnie ciąży jak kamień. Przy spadaniu łamią mnie kości, później nie pamiętam, dlaczego przełknięte słowa nie dają oparcia. Pamiętasz? Kiedyś złapałeś mnie mocno u nasady  i cisnąłeś, aż zczerwieniały uszy. Po piątym razie czułam się tak słaba, że przed lustrem widziałam potrójne czoło i napis: przewiduję gorączkę! Kto by uwierzył, że nie będę więcej warczała przy czterdziestu stopniach. Pozostała herbata z imbirem i miodem. Ostatni szkic i krótkie opowiadanie o przepastnym pejzażu atlantyckim. Muszę go widzieć. Tylko wtedy czuję twoje stopy, gdy oddycham przez nos. Budzę się rano i zapisuję wszystkie strzepnięcia po mojej stronie. Po twojej wspólnymi siłami zwijamy mapę. Proponujesz, że zamienimy się miejscami. I wszystkie rzeczy się rozszczepiają. Kładę kartkę i pióro. Tym razem wracam do początku, ty wciąż zakreślasz mój nos, powieki, podbródek. Rozkładasz linie na kolejne warstwy papieru, upinasz pasma włosów. Dorabiasz mi ślimaka pod okiem, niech się śmieją. 


czwartek, 23 lutego 2012

No i boli mnie głowa




Słońce świeci, więc nie śmieję się już sceptycznie, jak wczoraj. Kształtuję mój szelest tak, żeby emocje rozkładały się równomiernie i żebyś czytając mógł oprzeć się o ścianę i nie odczuwać zimna. Z drugiej strony dłuższe skupianie się na zimnie powoduje, że tracę rytm, a ty zamiast za mną podążać, zwijasz się w kłębek i zasypiasz. Wyobrażenie twojego podbródka we śnie rozprasza mnie. Biorę serwetkę do ręki i szkicuję na niej z pamięci. Dokładnie obrysowuję kształt i nadaję formę. Układam na poduszce obok i tobie jest nawet do śmiechu. Nie krępujemy się siebie po obu stronach.  Nie wiem, czy to ręka, czy noga mocuje się ze mną, kiedy zamykam oczy, więc dosięgam cię kolejny raz i kolejny. Na drewnianej komódce stoi kubek po kawie z odciskiem ust. Jest tak wyraźny, że moglibyśmy wymienić się smakiem mojej inki z mlekiem. Opowiadałeś o tym, jak popłyniemy do Brazylii, a tutaj jest wciąż zima. Co zrobić, nie wolno ci się martwić. Wiesz, mam wątpliwości, czy zadrapania na drewnie da się naprawić. Stół przykrywam grubym obrusem w kolorze gorzkiej czekolady. Odwróciłam się w stronę pustego pokoju, po którym niosły się tylko fragmenty rozmów, echo... Póki potrafię siadać sama do obiadu i nie szarpać się o cztery rodzaje chleba do białego barszczu, dopóty ciągle jestem sobą, nawet wtedy, gdy odłamuję kawałek dla ciebie. Gdzie się tak spieszysz, jest mi głupio biegać wokół stołu i tak nie pobiję rekordu. Podróżując mam szansę okrążyć świat, spłoszyć kilka ptaków, odkryć nowe smaki i powiem ci, że jeżeli połączymy siły staniemy się jednobarwną postacią, w kolorze pomarańczowym. Dla ciebie pewnie będzie różowa, ale już dawno ustaliliśmy, że nie rozróżniasz kolorów...

środa, 22 lutego 2012

Redakcja gada

Od jakiegoś czasu zajmuję się działem kulturalnym w ArtPubKulturze. Pomyślałam, że może jest jakiś szczególny autor, którego ulubione wiersze chcielibyście poznać?

http://artpubkultura.blogspot.com/


Poza tym pracuję nad nowym numerem sZAFy, który ukaże się pod koniec marca. sZAFa nieco zmienia oblicze, myślę, że Wam się spodoba. Zaprosiłam kilku blogerów do współpracy i mam nadzieję, że niedługo będzie ją można czytać na Kindle.

Tyle z codzienności nudnej redaktorki :)



wtorek, 21 lutego 2012

harmonia




Chciałam mieć problem? No to mam! Tak do końca życia. Za każdą pomarańcz, za każdego batonika i tak w kółko. Zlituj się nade mną! Popatrz, jak zarasta nasze życie. Przestań je sobie wyobrażać, zobacz! Kto będzie je pamiętał oprócz nas? Kto będzie pamiętał mnie i ciebie? Czy warto się zastanawiać, dlaczego, skoro tak, jak dawniej mówię, oddycham i wciąż patrzę w twoje oczy. Ciągle mam na nas pomysł, ciągle! Za jaką cenę? Za cenę bezdomności. Za życie pośród drzew i ptaków, których dotąd nie widziałeś i nie słyszałeś, chociaż jesteś dobrze znany w tej części ogrodu. Oczywiście, że masz prawo opadać z sił. Dzieje się tak za każdym razem, gdy twoja krew gęstnieje, a poziom cukru znacznie się obniża. Stoję w rozkroku pomiędzy tobą, a trawą, która nas dzieli. Chciałeś widzieć, więc ujrzyj starszego człowieka, siedzi na ławce. Ocean za plecami odrobinę zagłusza niebotyczny obraz. Genialny i bardzo wyraźny. Kiedyś człowiek bujał nogą na szlachetnie urodzonych. A każdego takiego jak ja palono na stosie. Za co? Za czytanie z gwiazd, za nalewkę imbirową, za makijaż. Za podawanie cierpiącym wody z Lete i punkt widzenia, który innych wodził na pokuszenie. Nie, na nich nie działa woda zapomnienia. Ani plaża, ani latarnia morska. Chociaż z latarnią mam miłe wspomnienie z Kołobrzegu. Turystyka nigdy nie dotknęła nas w nadmiarze. I ciągle mam ochotę nauczyć się zwijać cygara. Ćwiczę uda. Piętami dotykam pośladków, w tempie - raz, dwa, raz, dwa... Tak możesz mnie dotknąć. Muszę jeszcze wiele wydrążyć w głowie. Wiem, że stawiam opór, ale pragnę, abyś mnie zatrzymał. Tracę na tym całą energię...

poniedziałek, 20 lutego 2012

mnożą się stopy




nie wierz zwięzłej fabule zanim spadnie
śnieg i wyjdziemy w kaloszach gdzie nieustannie
rosną zaspy śmieci

znowu odwracanie się na pięcie do publiczności
przez zimę drążysz kamień

moją skórą przyoblekłeś okno wywołując czułość
w matni słońca o tej godzinie milczy każda ryba
do żywego dotknięta palcem


* Obraz Caleb O'Connor

niedziela, 19 lutego 2012

znaczenia




nie wiem o czym rozmawiają
on układa origami na drugim planie
ona zajęła miejsce obok

to co wydarzy się później wymaga nowego
rozdania perspektywy ponad obojczykiem
i zmniejszonych o połowę piersi

dlatego zacytowałam hymn o miłości
który może nie pomóc w redukcji cellulitu
bardziej niż nieomylność że aż do śmierci
kiedy rok za rokiem w naturalny sposób
pieszczotliwiej wykrzykujemy nasze imiona

* obraz Max Sauco

sobota, 18 lutego 2012

porządki




zmusiłeś mnie do napisania listu
nie odmówiłam bo chciałam wiedzieć
ile prawdy mieści się na stronie a4

czy ktoś o mnie zapomina i nie mogę wrócić
wokół domu tyle wypadków łamie głowy matek
w mroźnym dniu trudno spokojnie rozmawiać przez telefon

bez entuzjazmu zeszyt wypełniam rachunkami
przed sobą z większym wysiłkiem układa się wiatr
grozi gorączką i przypuszczalnie nie będzie nikogo
kto poda mi herbatę kawę z miodem co leczy migrenę

palę dwa papierosy dziennie i to jest sprzeczne
z moją naturą kiedy wszystko się przewraca
po miłosnych scenach do wypełnionej lodówki
czekam aż wróci rozpad cząsteczek
chociaż Malina nie nosił obrączki
pamiętam jego zmarznięte palce
odpowiedz - czemu i komu służy wojna?

* Grafika Krzysztof Schodowski

piątek, 17 lutego 2012

dwanaście





Siedzę przy biurku obłożna książkami, tomikami poetyckimi, które czytam i trwam w nich, kiedy piję kawę, albo coś innego. Najważniejsze, to oderwać od siebie tego lenia, który mógłby mieć czasem inne potrzeby, niż wywalenie nóg na parapet, aby upajać się widokiem sójek. Tak, jestem jak te sójki. Kilka lat temu ruszyłam się z tego wygodnego krzesła, które swoimi ślimaczymi podłokietnikami przypomina, że w nim jest moje miejsce. Powiedziałam głośno, że nie podzielam jego zdania. Postanowiłam - udowodnię kawałkowi czereśniowego drewna, obitego grubą skórą w kolorze burgunda, że patrzę przed siebie. Udowodnię, że ta książka nie będzie smutna. Nie będzie o bankach w Norwegii, ani o przełęczach przemarzniętych do dna. Nawet przyszło mi przez myśl, że "Krzyk" Muncha przedstawia mnie, kiedy plan zostanie wykonany. Nie patrzcie w otwarte drzwi, kiedy przechodzi przez nie człowiek. Zastanawiasz się, czym go poczęstować. Masz w lodówce wędzonego łososia, jajka i ser pleśniowy. Kawałek imbiru i cytrynę. Czosnek i szczypior. Trzy czerwone ziemniaki i suszone pomidory. Parmezan od zeszłych wakacji w Parmie i butelkę Sangrii, która cudem nie została wypita przez twoją córkę. Musztardę Dijon i oliwę z liśćmi laurowymi. I wtedy nagle zza pleców słyszysz:

-Masz coś do żarcia?

Chyba zrobiło ci się gorzej, ale to nie jest ważne. Rozdeptałaś już tyle pluskiew, a drugie tyle natrętnych much zwabiłaś na żółty lep. Do pewnego momentu twoje palce patrzyły za nim. Szukałaś w sobie hamulców. Dłubałaś w kolejnym mechanizmie i z uśmiechem chwyciłaś za łyżkę, aby wygrzebać resztkę miodu...

czwartek, 16 lutego 2012

rasowe życie

nie ma gdzie się wybiegać
a rower najlepiej ogrodzony
więcej stoi
za sprawą sztormu
fale wydłużają myśli

słyszę urywki Monty Pythona
i nie czuję się z tego powodu wyjątkowa
wręcz przeciwnie

oglądam z chłopakami mecz
tylko po to aby łyk po łyku
skosztować porteru

dopinguję z nudów
i gdy akcja słabnie

walę nogi na stół
oni zaczynają gadkę o kobietach
Thatcher znają wszyscy
mnie nikt

* Obraz Beata Bieniak

środa, 15 lutego 2012

wypadkowa


   Ktoś tam interpretuje filozofów, inny parafrazuje Szymborską, a jeszcze inny nie pamięta daty urodzin swojej ukochanej. Ścierają się ze sobą pewności i niepewności.  Tu i teraz liczy się najbardziej. I nie ważne, kto ma rację. Istotą problemu jest zaangażowanie.  Tak, to skomplikowana mapa, na której jest wszystko. Od smaku kawy, rodzaju pasty do zębów, po tapetę, hałas zza ściany, czy plamy po oleju na tapicerce krzesła. Robię pewien wysiłek i wytrzymuję kilka lat. Czasami jest lepiej, innym razem gorzej, ale wytrzymuję, bo wierzę, że przyjaciele są na całe życie. Fakt, że nie podlewałam mu kwiatów, ale w sprawie muzyki, smaku imbiru i węgierskiego tokaju mogliśmy gadać  i gadać. Nagle jednak zmieniliśmy temat.

    Był prawdziwym człowiekiem honoru, a może to trauma powoduje, że emocjonuje się wygadaną panną, która chętnie wysmarkałaby się na jego lnianą koszulę i zahaczyła nosem o jego cielęcy wzrok. Niestety potknęła się o twarze sąsiadów i trzeba było z tego jakoś wybrnąć. Nagle zjawa, która już dawno zostawiała odciski swoich palców i podpuszczała jednych na drugich ożyła i zrodziło się kolejne nieporozumienie. One zazwyczaj są benzyną i tylko kto ma jeszcze w tych czasach zapałki? Podszedł i cisnął we mnie garść popiołu.
   
    Czy uważasz, że wszystko jest w porządku?

    Człowieku, jak ty wyglądasz?

   Jego zdaniem szklanka jest do połowy pełna, albo do połowy pusta. Jednak dla mnie nic w niej nie ma, oprócz bełkotu wyuczonego na pamięć. Rozentuzjazmowana zjawa  kieruje się wprost i nieodpartą chęcią zemsty, mości sobie gniazdo na centralnym fotelu. To żadna magia, zwykła manipulacja. Mogłaby być pięknym ptakiem, choć pewnie nie potrafiłaby już mi spojrzeć w oczy. Tyle sarkazmu i zakrętów, z których łatwo wypaść, kiedy przyjaciel pozwala nam odejść.

wtorek, 14 lutego 2012

od lat kartkuję tę samą książkę

sadzę kwiaty czekając na księżyc
przeczytałam wszystko o ciemności
nasze zdania poróżnił temat urodzin
śmierć jest mniej upiorna po winie

na podniebieniu nie smakują
taniny z papierosem filozofia
drobna czcionka zapomniała że rozbujane
ptaki lądują na parapecie

jesteś gotowy wykonać wszystkie prace
tłumaczymy to dzieciom
które trzaskają drzwiami dlatego
bolą mnie łokcie i na szyi za ciasny
kołnierzyk wyjątkowo pod czarnym lakierem
znika obcość

* Obraz Jacek Witczyński

niedziela, 12 lutego 2012

żeby zatrzymać

punktualnie o siódmej puchnie głowa
jednorazowa chusteczka przecieka przez palce
puszcza sok

muszę iść zmieszać się z tłumem i brzydkimi
breloczkami świata
nie siedzieć sam na sam z niedopałkami
gdzie potok wina spływa kaskadą


Mistrzu nikt nie może mnie zatrzymać
mam na imię Małgorzata
jestem wiecznym pielgrzymem
w spektaklu z własnej woli
zostawię kartkę kiedy nie będę
potrzebna i spruję stary sweter zatańczę
choćby bez rury

* Obraz Małgorzata Bieniek 

czwartek, 9 lutego 2012

widmo


co noc wyciągam się na kanapie
żaden osioł nie uniósł tych wszystkich spraw
lęków wyskrobanych z parapetu
na którym wiszą warkocze kobiet
zabrakło dla nich lat na okładki pism o modzie

mówi się żurnal w którym hybrydowe paznokcie
ma każda dobrze wyartykułowana panna
opiera głowę o mgłę
w drugą stronę leży na plecach
i wyskubuje z siedzenia resztki gumy

dla kogo listy wypłakane przez sen
bilety na targi książki i rejs wokół ameryki
przemykam ponura na samym końcu
odwracam się on tam jest


* Obraz Małgorzata Bieniek 

wtorek, 7 lutego 2012

z odpływem

napiszę o sobie chociaż jestem tu coraz rzadziej
ciążą cukierki w kieszeni więcej lukru może
whisky spełniłoby swój obowiązek tak zawsze było
gdy czarne niebo i deszcz na przedniej szybie

wracam po zawrocie głowy
powinieneś pójść na spacer z psem
pod każdym śmietnikiem ma tyle do powiedzenia
człowiek przekazuje wiadomość powoli

zacinając się w głębi pamięci
tam odurzone kobiety które znałam
układały się do nieprzytomności
z niejasnych powodów wprowadzając zamęt

podczas orgii spóźnionych pobożnych życzeń
utkanych plamami na płótnie
w szaleństwie rozdań każdej po zmarszczce


* Obraz Basia Bednarczyk

sobota, 4 lutego 2012

weekend


ile kobiet przede mną ze śniegu zmieniło wodę
w ogień parząc herbatę z kroplą mleka miodem
zastygało w milczeniu obok równo ułożonych
talerzy których dźwięk przeklinał niecierpliwą wiosnę

mocno oberwały po palcach za wkładanie w usta
drewnianej łyżki podczas mieszania świata
we wszystkie strony ścieżki pogrążone w zaspach
od progu tulą do piersi zdziecinniałych kochanków
kaktusy znowu nie zakwitły

* Obraz Max Sauco

czwartek, 2 lutego 2012

kreacja niedomówień

walę grochem o ścianę
zanim zmięknie noc

bez słów i tak mnie nie zrozumiesz
ciemne ubranie rozjaśnione
mlekiem po szyję
zanurzam w wannie

w wilgotnym stanie powieściopisarz
albo malarz rozebrałby śliwkę ze skóry
piórem i pędzlem wtarłby w lato
nie domkniesz drzwi żeby zobaczyć

co znaczy być nagą kiedy w pokoju
coś wreszcie musi się zmienić

* grafika Krzysztof Schodowski 

pogodzona z odejściem




uciekasz wokoło
cisza zamyka twarz na cztery spusty

śpisz kiedy zapalam świeczkę
spoglądając na przechodniów
w ukrzyżowanym oknie

coś we mnie narasta

jeszcze nie grożę
pęknięciem
jak ciężarna odganiam ciekawskie
spojrzenia
nie chcę przyznać się że tęsknię

wtorek, 31 stycznia 2012

portret kieszonkowy

Malina nie wybrzydza
odwraca wzrok
dźwięk odbija się od podniebienia
intensywnie wkurzeni sąsiedzi

trudno powiedzieć co wyraża jej twarz
chociaż usta ściąga razem z majtkami
przyciska zapachy do nosa
w transie nie dostrzega że się rumieni

każdy wieczór jest miły
z wiekiem światła gasną nad ranem
buty przesuwają się bliżej drzwi
cichnie

dużo później
winda

* obraz Jacek Witczyński

piątek, 27 stycznia 2012

na drugą stronę przez przepaść

nigdy nie zdarzyło mi się nienawidzić ludzi
nożem podziurawić stół - na śmierć
poczekać aż materiał zakryje zakrzepłą farbę

na początku miałam pod skórą jednego robaka
w okolicach kostki blokował przepływ limfy
niby nie mógł tam się dostać bez mojej zgody

ale chłopak spod trójki był zdania że to zgrabnie ujęty dołek
nie wyraża wszystkiego - właściwie od początku
dlaczego każdy piętrowy dom nazywamy chatą?

śmierć dziecka przywołuje na myśl piekarnik
nieprzyjemny ruch wtedy drobny inwentarz rozmnożył się
zanim zdążyłam zmienić plan


* Obraz Beata Bieniak

Serialowo - a proszę bardzo

Jako, że Nocny obwieścił, że w ostatnim wierszu jest dużo robaków... będzie drugi post. Mimo, że nie biorę udziału w zabawach, nie dlatego, że wyrosłam, ale...

no właśnie, do meritum!

Zostałam zaproszona do zabawy przez Kameleoniadę jest mi bliska, bo z Poznania!

Zasady zabawy:

1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga. - (co to jest logo taga?)
2. Napisz, kto Cię otagował.
3. Zaproś co najmniej 5 innych blogów
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.


Gra o Tron  serial który łyknęłam na raz i czekam  na kolejną serię
Millennium wersja serialowa 9 godzinna, która była hitem w szwedzkiej telewizji
Dr House  doszłam chyba do 7 sezonu i kolejny odpuściłam - przestał mnie interesować


więcej seriali nie pamiętam! Od 7 a może nawet od 8 lat nie mam w domu TV, więc gdyby było o seriach wydawniczych...

a kogo my tu mamy do nominacji, może tak:

1. Michał
5. Lafle
6. Ela


pragnienia

przegapiłam requiem i krzyczę
na roztrzaskany zegarek
po kolacji robaki tracą oddech
wspinają sie dlatego w każdej scenie

ciszej gadam i trudniej do śmiechu
dziecięcym zabawkom które przegapiły
requiem i tracą oddech

wspinają się przez uchylone drzwi
i krzyczą w każdej scenie
po kolacji nie nadążają
gdy do śmiechu brakuje
dziecięcych zabawek w kolejnych zdaniach
robaki albo roztrzaskany zegarek

* obraz Talat Darvinoğlu 

wtorek, 24 stycznia 2012

pomieszanie

wystarczy że stoimy na ulicy
pod latarnią rozjaśnia się
w tych okolicznościach

skomplikowane

chłopcy są milsi a kobieta poprawia stanik
- precyzyjnie narysowany kontur żuchwy
pudrem obsypuje obrączki po spacerze
zrobisz z nią wszystko

przyjrzyj się sobie za kilka lat
w pustej szklance gad nie może oderwać się od dna
rozlazłe majtki wyszły z mody
twarz wygląda szaro

rozchylone ramiona wystawiasz do wiatru
który zanika
ale na zapas można odłożyć cukier
i herbatę z Indii

* Obraz Ann Baade 

niedziela, 22 stycznia 2012

z konieczności

kobiety z mojej epoki nie boją się ludzi
śpiewają w idolu

jedni nawróceni inni wierzą w madagaskar
sąsiadka w wojewódzkiego i drzyzgę

zamiast herosów
mężczyźni odkrywają honor po marihuanie
a noszenie skór podnieca księżniczki

czasem sięgam do sufitu
ale nie chcę sie rozglądać i czekać
i czekać

teraz zostaję w łóżku
sam rozumiesz
zabezpieczam tyły

* Zdjęcie Lee Price

środa, 18 stycznia 2012

oswajanie lęków

dziewczyna o wielkim nosie pociła się prosiłam
by zabrał ją jakikolwiek fallus mógłby być
miękki byle skończyła z zaglądaniem
pod stół i była najdalej od kalendarza

dla kobiet o czarnych paznokciach i anarchistycznym
dekolcie które jak zwykle nie mogły się doliczyć
palców albo wszelkich nałogów przypisanych przez Pismo
świętym.

* Obraz Jarek Kukowski

poniedziałek, 16 stycznia 2012

daj mi chwile

im bliżej lotniska tym bardziej ptaki wydają się być sójkami
w ich ruchliwości podobnie
wypatruję kombinacji pośród zwątpień

myślę że rozegramy to inaczej
rano obudzi mnie zapach
kawy słodzonej miodem

prosto do ust spójrz koty nas nie dzielą
i w złym świetle brudne okna
potraktuj jako okoliczność łagodzącą


Obraz Basia Bednarczyk

sobota, 14 stycznia 2012

zasady




moja córka Ofelia miała być chłopcem który wchodzi
w dziewczynę z kolorowego pisma dlatego
kupiłam jej sukienkę i buty za ostatnią pensję

udeptałam trawę żeby rosła z jej piersiami
genderowskie anegtoty kończę smakiem mleka
wszystko jedno czy zatrzęsienie Hamletów
czeka na nią w ciemnościach sprawdza kieszeń
i długość fallusa

Fotografika Talat Darvinoğlu

czwartek, 12 stycznia 2012

domknięcie






"logika binarna zajmuje się zmiennymi mogącymi
przyjmować dwie wartości dyskretne oraz
operacjami mającymi znaczenie logiczne"

gdybyś powiedział o istnieniu dwóch światów
nie bałabym się przygód
jeżeli jesteśmy ostatnim etapem ewolucji
nie ma potrzeby żebyś podjadał

ziarniaki trawy - chłopcy w twoim wieku powinni
umieć rozdzielić
i oderwać od wypukłości
dmuchawce

spójrz: wystarczy że strzepnę nasionka
porozrzucam

08.05.2011


obraz Andrzej Olczyk
bardzo lubię ten linoryt - mistrzostwo

środa, 11 stycznia 2012

emigrantka

zaklinanie wiatru i śniegu
ma niewiele wspólnego z kabałą chociaż
John Dee dywany wieszał na ścianach

uczę się chodzić po wyspie
byle nikt nie wrzeszczał
do ucha
o stanie wojennym

pamiętam doskonale
puste trzepaki
w nocy łatwiej o kulkę śniegu
i z pistoletu

już nie udaję -
po pomarańczowym serze i słonym maśle
w konkursach o Związku Radzieckim

najbardziej bolało poczucie dozgonnego
zaprzyjaźnienia

rozmowy kontrolowane wpłynęły na wczesne dojrzewanie
w drzwiach cukierni stanął
ołowiany żołnierzyk
w butach ciaśniejszych niż zwykle

Grafika, Jacek Witczyński

niedziela, 8 stycznia 2012

pozbyć się uczucia

próbowałam spłoszyć kury
były wszędzie
najwięcej w powietrzu
wystarczyło że rozpędzone koty
nie trafiały w piwniczne okno

zimą w tamtym czasie
żadne z nas nie miało ochoty wyjść z siebie
przeręble na jeziorach łowiły padlinę
do dzisiaj w uszach śpiewa lód

schodzi na ziemię z czubkami drzew
nie wiem dokąd
próbuję zrozumieć
w miękkim dywanie

przebiegam po śladach
łap i pierza

* obraz Jacek Witczyński

piątek, 6 stycznia 2012

Literacki Blog Roku 2011


Mięso wciąż twarde. Dodałam kminku, wcześniej potraktowałam go odpowiednio w moździerzu i zapach, który roznosi się po mieszkaniu, zmusił mnie do spisania kilku wniosków. Zajrzałam na stronę Blog Roku 2011. Przyjrzałam się jurorom i zastanawiam się, po co są potrzebni, skoro wygrywają osoby, na które zostanie oddane jak najwięcej smsów. Z jednego numeru można oddać jeden głos. Niestety w mojej kategorii zawsze wygrywa blog grafomański i nie mający z poezją i poprawną prozą nic wspólnego. Wzięłam w tym konkursie udział raz i wystarczy. Co mi to dało? Długo nie mogłam pozbyć się dwóch trollic, które za wszelką cenę usiłowały zapaskudzić mój i tak nieciekawy wizerunek. Większość wygrywających blogów jest tendencyjnych i pozbawionych smaku. Mam nadzieję, że w tym roku osoby wysyłające smsy zastanowią się, co propagują. A cudowne ofiary niezrozumienia nie będą narażone na przytyki sfrustrowanych Judyt czy innych nie myślących samodzielnie osóbek. Kochani, to nie jest konkurs na najlepszy blog, tylko na największą ilość wysłanych smsów - w tej rzeczywistości równe traktowanie wynika z instrumentalnego podejścia do sprawy. Żaden juror nie nachyli się nad naszymi wpisami, a koncepcja bloga interesuje niestety jedynie autora i jego dziesięciu najbliższych czytelników. Jest to na pewno świetna reklama dla organizatorów, którzy nazywają konkurs prestiżowym. Chociaż moje pojęcie prestiżu znacznie odbiega od tego, który wpisany jest w to przedsięwzięcie. I umówmy się, w tym konkursie nie chodzi o literaturę, o nie! Czas na marchewkę, cukinię, bakłażan... i kuskus.

środa, 4 stycznia 2012

chemia

dzikie koty znoszą ślimaki zamiast myszy
widziałaś rozlazłe portrety na ścianach

pokoje nagle pachną tak samo
śpiącymi koszulami przecieram okna

to nieprawda że umysłowo chorzy
pod aloesami w bibliotekach
kurują się w miskach przeznaczonych
do wylęgu młodych

codziennie podobnie klnę
w kartonach letnie sukienki
ślubna pościel przysypana ziemią
czeka

znoszę jajka i na wszelkie sposoby
sałata rośnie gdzie popadnie
w miejscu piersi nie mam już
pociechy

* Grafika Krzysztof Schodowski

piątek, 30 grudnia 2011

początek każdej podróży

zgromadzone mapy po raz pierwszy
przydały się z papierosami
które rzucam mimo trudności z przełykaniem
decyzji w domu obok lirycznych karteluszek

nikt rano nie zapytał dlaczego zapakowałam
balową suknię chociaż literackie Laury Emmy
już rozdano

dla nich każdy koktajl mógłby się cofnąć
na tyły ogrodu albo śmielej do wiedeńskich
noclegowni więc ewentualnie powinniśmy
sprawdzić hamulce

* Obraz Małgorzata Bieniek 

środa, 28 grudnia 2011

do wewnątrz


w podobnej sytuacji zostawianie Maliny na ulicy
byłoby niepojęte

mogłabym zeznawać
że zabawa była marna
jak wszystko z Chin

ale nikt nie zjadł petów
gdy ustalali wersje wydarzeń
bali się pomyśleć
co wypłynie z morza

to że trochę głośniej śpiewam
nie znaczy że pozbędę się Maliny i koszuli w prążki

ostatecznie przez dziurkę
mam lepsze poczucie humoru


* Obraz Max Sauco

niedziela, 25 grudnia 2011

separacja

gdzieś w Meksyku
przyglądam się bezzębnym twarzom
słucham - grają językami

ściga mnie każdy
kto o tej porze chodzi w japonkach
nie mam ulubionej trasy
na mapie byle nie było grząsko

Malina napisał w liście
że wykształcone malarki
mają niepoukładane w głowach

i gdy o nim nie myślę wiem dlaczego José Revueltasa
chciał "Zasnąć w ziemi"

* Grafika Andrzej Olczyk

piątek, 23 grudnia 2011

Chcę Wam wyznać...

Słuchajcie kolęd i włóczcie się ze mną od stołu do stołu. Od parku do parku, rozdając uśmiechy. A kiedy już łosoś Wam obrzydnie, a ości z karpia ozdobią talerz, nie zapomnijcie pogadać ze swoimi zwierzakami, one też mają wiele do powiedzenia. Nie marnujcie chwil, na sapanie przez sen, na tapetowanie strachu, potknięć i nielubianych sąsiadów. Kiedy zapadnie zmrok, smutek rzeczy wypłynie na poduszkę, przestaje obchodzić czyjś ucisk brzucha, przykrótki sweter, zimne stopy. Życzę Wam, abyście poskromili własne lęki, do końca potrafili słuchać i mówić bez sądów i wyobrażeń. Abyście wrócili do domu i odnaleźli swoją miłość. Dobrych Świąt!

czwartek, 22 grudnia 2011

etapy


w nieoczekiwanym momencie
masala z szafranem trąciły
wściekłością
chodzę obojętna
z papierosem bez filtra i kwasem
chlebowym

pomadka smakuje resztkami
wczorajszej rjohy
gdybym spotkała tego człowieka
z gęstych oparów zajęczych nóżek

mogłabym zamienić się w słuch
na rogu nieoświetlonej ulicy
zostać z nim na papierze pomiędzy

lękiem a słowami
z różowych piór
i marcepanu

* Grafika Krzysztof Schodowski 

środa, 21 grudnia 2011

cofnęłam się o kilka lat

wśród karłów nie było kolorowo
rysy twarzy wciąż niespokojne
wymieniają się z żałobą
gdy wśród opuszczonych gard
tłumy prowadzą od wojny do wojny

za każdymi drzwiami książki
sprawdzam czy skutecznie napisała kobieta
która w welonie spadała w dół
bez słowa przeleciało połowę dni
teraz mam nieodparte wrażenie
że rozrywka potrwa dłużej


* Obraz Beata Bieniak 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

no name

zimą chablis niewiele się różni od carlo rossi
ale o tym nie rozmawialiśmy ze sobą od dawna
kiedyś piłam wino w piwnicy gdzie wisiały mapy
sprzed drugiej wojny

Włoch po trzeciej butelce uwierzył
Polce na święta szykuje miejsce
przy stole najpierw siadają starsi
dzieci całują dziadka i babcię
nikt nie wychodzi przed Pasterką
na ulicy nie mija bezdomnych

a tobie człowieku znikąd dam kolczyki
wypijemy drinka z palemką
i chwiejnym krokiem pójdziemy wzdłuż Odry
jak najdalej od zapachu grzańca
w pustych szklankach nic po nas nie zostanie

* Obraz Beata Bieniak

niedziela, 18 grudnia 2011

na peryferiach miasta

Malina zmusza do czyszczenia piekarnika
przeklinam kiełbaski którymi się zapycha
pomysł z wyjazdem na wyspy przy śniadaniu

nie jestem pewna czy te czynności zbliżają
biorę głęboki oddech z dymem pozornie w spokoju
po prostu podchodzi z zapalonym papierosem

i zmienia kolor który zagłusza hamujące samochody
po asfalcie biegają dzieci nagle taksówka wpada
w poślizg gdy na przemian palimy w oknie drzwi
zatrzaskują się jedne po drugich
lament wywołuje mdłości tak silne
że wylewam z siebie głos który ugrzązł

Malina obok kurczy się ze mną wkłada rękę
do spodni wiem zapłaciłabym
gdybym miała stówę

* Obraz Beata Bieniak

piątek, 16 grudnia 2011

podłoga się kurczy na plecach



nalewasz herbatę do filiżanek
siedzimy niewidoczni na trzecim piętrze
krata przez którą odwieszam ręcznik
jest zimna
wpasowani w łyżeczkę ugięci miazgą
z liści czekamy na chwilę intymniejszą od seksu

uczepieni wspomnień
odrywając się od iluzji świateł
każde z miast inaczej
wykrzywia twarz


czwartek, 15 grudnia 2011

sZAFa - 41 numer


W numerze:

POEZJA

Marcin Baran, Hania Dikta, Piotr Gajda, Mirosław Gabryś, Wioletta Grzegorzewska, Brygida Helbig, Jarosław Jabrzemski, Barbara Janas-Dudek, Izabela Fietkiewicz-Paszek, Tomasz Jamroziński, Wanda Karczewska, Justyna Krawiec, Karolina Kułakowska, Karol Maliszewski, Jacek Mączka, Piotr Mosoń, Marcin Orliński, Paweł Podlipniak, Małgorzta Południak, Klaudia Raczek, Teresa Radziewicz, Teresa Rudowicz, Jakub Sajkowski, Karol Samsel, Rafał Wierzbicki


PROZA

Marcin Baran, Jacek Durski, Seweryn Gałązka, Jan Godlewski, Mateusz Górniak, Anna Gratkowska, Eliza Kijanek, Edward Kupiszewski, Kornel Maliszewski, Mirosław Pisarkiewicz, Małgorzata Południak, Wojciech Radoch, Joanna Storczewska-Segieta, Sebastian Theus, Leon Zdanowicz, Beata Wincza


sZAFa Presents

WANDA KARCZEWSKA - poezja
Izabela Fietkiewicz-Paszek - „Uroboro” Wandy Karczewskiej
Beata Patrycja Klary - Życie w cieniu śmierci
Ania i Arek Łuszczyk - Festiwal okiem obiektywu
Małgorzata Południak - Karczewska ukrywa swoją twarz w kwiatach kasztanu
Anna Tabaka - Miasto mego ojca
Teresa Rudowicz - O wierszu „Rozmowa z rówieśnikiem z ul. Widok 12”
Karol Samsel - Matka na oświęcimskim obłoku - O nostalgii i sadyzmie w utworach Wandy Karczewskiej.
Beata Stanecka-Busz - O pogłębianiu zwątpienia aż do potrzeby wiary. Rzecz o Elegii Wandy Karczewskiej. * O rozpaczy, którą może odczarować zakatarzony jeż i fletowy głos wilgi. Głos wilgi Wandy Karczewskiej.
Rafał Wierzbicki - Fotoreportaż
Leszek Żuliński - Między miłością z rozpaczą (o poezji Wandy Karczewskiej)


ESEJ; FELIETON; RELACJE

Marcin Baran - Slam, czyli poezja opuszcza salony
Henryk Gała - Poeci małych ojczyzn
Izabela Fietkiewicz-Paszek - Relacja z II Festiwalu Literackiego im. Edwarda Kupiszewskiego
Marcin Orliński - Literatura jest ciemność
Beata Patrycja Klary - Ileż można przełykać kształty? - relacja ze spotkania poetyckiego Aleksandry Słowik
Klaudia Raczek - Dziennik spod Róży I, Dziennik spod Róży II
Jurata Bogna Serafińska - Wystawa malarstwa Felixa Tuszyńskiego
Świdemajer - relacja z poprzedniego projektu


FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Maciej Boksa, Francesco Cusumano, Talat Darvinoğlu, Foto Odlot 2011 - wynik konkursu, Jacek Kaczyński, Michał Karcz, Felixx Klee, Barbara Komaniecka, Lilianna Lazarska, Zygmunt Kozimor, Oksana Mathieu, Izabela Nowak, Andrzej Olczyk, Raspazjan, Jan Rusnok, Marianna Stelmach, Vsevolod Shvayba, Tomasz Trafiał, Felix Tuszyński


TEATR

Teresa Radziewicz "Ja, Edit Piaf"


EKFRAZA

Teresa i Grzegorz Radziewicz "Wyobraźnia zaludniona"


KRYTYKA LITERACKA; RECENZJA

Artur Jabłoński - Thomas Bernhard Moje nagrody
Teresa Rudowicz - Życie to jest opowiadanie, a opowiadanie to jest życie – o opowiastkach opowiadających Leona Zdanowicza * Ziemia nieznacznie wypukła – o Wieczerzy w Rajskiej Dolinie Edwarda Kupiszewskiego
Teresa Radziewicz Notatki na marginesach wierszy - Mniej niż zło Olgerda Dziechciarza * Czyta się, czyta - Nasza klasa Tadeusza Słobodzianka
Karol Maliszewski - Kazimierz Brakoniecki Obroty nieba, Dziennik berliński
Monika Mellerowska - Książkowe choinkowe upominki * Jestem leniwym pisarzem Mariusz Pilot - Pióropusz
Joanna Mieszkowicz - "Niewidzialne potwory" Chucka Palahniuka * Balladyny i romanse Ignacego Karpowicza
Karol Samsel - Źródło i śmierć Fenomenologia jako egzegeza literacka
Jakub Sajkowski - Wystawiona na słońce. Magda Gałkowska, Fabryka tanich butów * Ryszard Będkowski Gorzkie jezioro * Poezja kłamie? A niech sobie kłamie! Michał Nowak Historie Powszechne
Konrad Staszewski - Wschodzący księżyc Keri Arthur * Całując grzech Keri Arthur
Bogdan Zdanowicz Krzysztof Tomanek Zaimek teraz


WYWIAD

Aleksandra Szramek "Z Ireną Kiką Szaszkiewiczową", "Z przyjaciółmi Ireny Kiki Szaszkiewiczowej"
Tomasz Kosiorek "Rozmowa z Rogerem Moorhousem na temat książki Stolica Hitlera"
Robert Rutkowski z cyklu: "Jeszcze zdarzają się wiersze:
* z Marcinem Orlińskim
* z Teresą Radziewicz
Sosnowska: z Marcinem Prokopem i Szymonem Hołownią



MULTIMEDIA

Astrid Lindgren - Chwila
Darek Wasilewski - "Rafał Wojaczek - Modlitwa bohaterów"
Lugozi - Peaceful Sleep
The October Leaves - All Of The Stars
Warzone - The Sound Of Revolution



KONKURSY

* Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego ORFEUSZ za najlepszy tom roku 2011
* I Ogólnopolski Konkurs Poetycki
im. Pawła Brylińskiego
* Kaliski Konkurs Literacki na Utwór dla Dzieci
* III OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI „O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”
* Broniewski dzisiaj
*I Edycja konkursu LIterackiego im. Kazimierza Furmana "Furmanka 2012



PATRONAT MEDIALNY

Ena Kielska Pamiętnik Wendy
Festiwal Świdemajer [maj 2012]
Foto Odlot 2011 - wynik konkursu

http://szafa.kwartalnik.eu/

sobota, 10 grudnia 2011

kanał

ojciec zabierał mnie na łajbę każdej wiosny
wtedy nic nie ukrywałam
reling ciął ręce i działo się tyle że właściwie
tylko sen był wyjściem
gdy w środku rozlewała się żółć

trzeciej nocy wyobraziłam sobie że to ostatni rejs
jeszcze raz morze opierało się na pęcherzach
pod stopami skrzypiała woda -

czy to jest konieczne by udowodnić ojcu
że jestem wymarzonym synem
nie pozwalam się ogrywać w szachy
słusznie albo i nie - gonię w nieokreślonym celu
gubiąc biodra w za dużych spodniach

milczymy przy rozciągniętej siatce
po mojej stronie odrastają włosy
- będę się bujała po swojemu

później kilka nieśmiałych słów
grudki ziemi - nikt się nie zorientował
że znowu ogoliłam kark

* Obraz Małgorzata Bieniek 

piątek, 2 grudnia 2011

budujesz mi schron


możliwe że z wyjątkiem wyobraźni nie radzę sobie
z otwieraniem drzwi chociaż dziś wojowniczo hoduję
kaktusy i drzewka cytrusowe przedtem poświęcałam
tobie więcej uwagi i przynajmniej wiedziałam kiedy
nie będzie padało

chwilami nudzimy się wtedy stajemy na końcu drogi
ostatni raz jadłeś śniadanie obok bombardowali
dla pieniędzy i żadna przeszkoda nie była tak wielka
żeby kurs euro oszalał więc proszę porozmawiajmy o stratach
echo podpowiada nie wystarczy przylecieć pod moje biurko

* Obraz Caleb O'Connor

wtorek, 29 listopada 2011

na dobre obudzi

mamie

w jej włosach nie kłębią się białe myszki
i gdyby wiewiórka mogła wpaść na pomysł
razem zamieszkałyby na przedmieściach
przez chwilę trzymała kluczyki od samochodu
widzisz mam to po niej

trochę nas zdradzają kości policzkowe
i jedno warknięcie wystarczy że zamilkniesz
z podciętym gardłem ogolony śledziłeś
ruchy zanim się urodziłam
jej długie nogi chciałeś kupić za bilet
dookoła świata

podróżowaliśmy pociągiem z południa na północ
następnego dnia wystrojeni szliście ulicami
z daleka było widać że odurzeni peyotlem
zrobicie wszystko żebym się nie martwiła przyznaję
nie musimy niczego wymyślać
kiedyś o tym napiszę