piątek, 21 kwietnia 2017

O mnie






Z książki wysypują się wyspy, cienkie jak skóra po oparzeniu,
ulotki szeleszczą, jakby ktoś próbował przypomnieć sobie język,
którym mówi się tylko do rzeczy porzuconych. Deszcz wchodzi
pomiędzy wersy i zostawia smak ziemi, ciemny, wilgotny, 
jak coś, co przeżyło więcej niż my. Ktoś odsuwa zasłonę.

Nie wiadomo kto, nie wiadomo po co. Światło wpada nagle,
jakby chciało nas złapać na gorącym uczynku
istnienia. I już jesteśmy w środku, w czymś, co udaje scenę,
ale pachnie jak piwnica, gdzie przechowuje się niepotrzebne gesty.

Błąd rodzi się cicho. Najpierw pomiędzy palcami,
kiedy dotyk nie zgadza się z dotykiem, potem w piętach,
nie pamiętają, dokąd miały iść. Ciała uczą się siebie od nowa,
każde z nich było obcym alfabetem z brakującymi znakami.

Powtarzam słowa, aż tracą znaczenie, zostaje tylko drżenie,
jak wtedy, gdy ktoś stoi zbyt blisko i nie wiadomo,
czy to jeszcze ciepło, czy już zagrożenie. Powtarzam,
żeby nie zniknąć. Żeby coś zostało między nami,
choćby puste miejsce po zdaniu.

Miasto przesuwa się jak dekoracja. Ulica, której nie rozpoznaję,
otwiera się i zamyka jak rana bez powodu. Zasłaniam wejścia
deskami, oddechem, pamięcią, która nie chce współpracować.
Świeże drewno pachnie tak intensywnie,
jakby chciało zagłuszyć to, co było wcześniej.

Nie pamiętam dni. Są tylko przeskoki, przez murki, czyjeś ramiona,
zdania, których nie zdążyłam dokończyć. Dokumenty
rozpadają się w kieszeniach, nazwiska tracą ciężar,
a ja próbuję je utrzymać, jak wodę w złożonych dłoniach.

Może wszystko zaczyna się na dnie, tam, gdzie nikt nie patrzy,
gdzie ręce opadają same z siebie, bez dramatów, świadków.
Cicho, prawie uprzejmie. Nucę coś pod nosem, żeby sprawdzić,
czy jeszcze jestem. Wchodzę i wychodzę z tych samych drzwi,
które za każdym razem prowadzą gdzie indziej.

kwiecień 2016


22 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. I jeszcze jak do tego fote walnie... Sama nie wiem, za co sie najpierw zlapac z tego nadmiaru doznan, jak ten osiolek, co mu w jeden zlobek owies, w drugi siano... Z tym ze wybieram oba w koncu :)

      Usuń
    2. To mam jeszcze dla Was nutki, mam nadzieję, że mnie nie pogonicie :P

      https://www.youtube.com/watch?v=GDC0KPM0384

      Usuń
  2. Pięknie pachnie to zapominanie,odchodzenie, wchodzenie, pamięć mimo wszystko...
    Kolory kwiatów, jak ze snu...

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja na ułamek chwili, na czas wiersza, wchodzę i wychodzę do Twojego świata :*
    Promień słońca z W. posyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję BB, za promień i ułamek, który wiele dla mnie znaczy :*

      Usuń
  4. nie lubię nieśpiących chwil po połnocy... trudno się żyje nastepnego dnia

    OdpowiedzUsuń
  5. Cedry pachną nostalgią i świeżością. Powąchać je a zostaną zapamiętane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie można się od tego zapachu uwolnić, wiem coś o tym :)

      Usuń
  6. Zasunięte zasłony. Szorstkie, pachnące fragmenty barykady zamieniają się w pulsujące krokodyle. Żadnego parasola, budzika. Coś się snuje, nie mam ochoty tego zwijać w motek. Trochę nucę. Nie wychodzę.
    Podsunęłaś mi pomysł na sobotę. 🙂

    OdpowiedzUsuń
  7. Mocno się osadziłaś w rzeczywistości. Widzę to wszystko przez interesujący filtr, aż zajrzałem na College Street w Dublinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! I ja tam zajrzałam, wcześniej, zanim jeszcze pojawił się komentarz Pawła. Zaprowadziłaś mnie tam.
      Twoje wiersze wciągają tak, że chce się iść za Tobą poczuć i zobaczyć to wszystko...
      Uściski Małgoś :*

      Usuń
    2. Byłaś tu i wiesz, jak mocno się wsiąka...

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.