piątek, 4 października 2013

Luźne myśli bez związku


Temple Bar, Dublin


Lubię, jak o klimacie Dublina rozpisują się poeci, którzy nigdy tu nie byli. Albo spędzili kilka godzin na lotnisku, wgapiając się w przyloty i odloty, a kiedy pytam, co ich najbardziej urzekło, słyszę bzdurki dyrdymałki. I nie chodzi o fikcję literacką, o której ci poeci nie mają pojęcia, oni żerują na doświadczeniach innych. Dlatego tak bardzo lubię, jak o krainie Yeatsa rozpisują się ezoteryczne panie, posiłkując się filmami z Youtube. Chociaż Historia Irlandii nie omija powiązań rodziny Yeatsa z Powstaniem Wielkanocnym. I to nie było tak, że siedział i palił fajkę w Sligo, bezpiecznie, przewidywalnie i zmysłowo. I Joyce, ech, Joyce. Trzy dni z życia Irlandczyka, wyglądają jak wszystkie dni z życia. Tak naprawdę niektórzy nie wyjechali dalej niż do Tesco. Czas spędzają w barze, w pracy i w kościele. W pracy, w barze, w kościele. W barze, w kościele. Są tacy, co tylko w barze. Czasami idą pogapić się na konie. Czasami marzą o witalności i wydaje im się, że są najlepsi na świecie. A już na pewno są lepsi od Anglików. Są też inni Irlandczycy, bardzo zabawni, otwarci i podróżują po świecie, ale ci akurat nie spędzają czasu w kościele, pakują rodzinę w auto i jadą do Hiszpanii na urlop. Poza Hiszpanią nie ma nic ciekawego, chyba że zakupy w NY, ale to się wiąże z dłuższym urlopem. Ten sam przedmiot wygląda z każdej strony inaczej, więc mogę się mylić.

17 komentarzy:

  1. Nie odważyłabym się opisywać czegoś, czego sama nie wiedziałam, muszę dotknąć, spróbować, przeżyć z kimś dzień, żeby o tym pisać.
    Twoje opowieści opisują to, co dotykasz i widzisz na własne oczy. Dlatego są dla mnie cenne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, niektórzy jednak cudze przeżycia traktują jak swoje i zaczynają opowiadać banialuki

      Usuń
  2. Marzy mi się Irlandia od dziecka. Widziałam wtedy jakiś film. Fabuła chyba niskich lotów, bo niewiele pamiętam, ale od tamtego czasu Dublin...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się ciągle śni, budzę się i uśmiecham do siebie :)

      Usuń
  3. przypomiałaś pewnego pisarza niemieckiego Karola May'a, który opisał przygody swoich bohaterów na Dzikim Zachodzie, na którym nigdy nie był. Którz z nas nie zna Winnetou czy Old Shatterhand'a;) Fikcja została przez May'a tak opisana, że niemal stała się prawdą;) Niektórzy tak potrafią zmyślać prawdę;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co innego fikcja literacka, a co innego własne przeżycia - niby przeżycia

      Usuń
  4. obserwowanie innych ludzi, innych nacji jest pasjonującym zajęciem,
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. piękna notka! czy Ty lubisz Irlandczyków jako naród??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię, oczywiście nie wszystkich jak leci, ale tych z którymi utrzymuję stały kontakt - bardzo

      Usuń
  6. zakupy w NY to niekoniecznie dłuższy urlop... znam ludzi (ode mnie z pracy), którzy lecą na weekend tam na zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co lepsze namawiają mnie do popełnienia takiego samego występku ;)

      Usuń
    2. Polecieć, kupić buty od Blahnika torebkę od Jacobsa i wrócić, tak, weekend wystraczy :)

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.