W związku z tym, że codziennie pada, przeszukuję sklepy z płaszczami przeciwdeszczowymi. Ma być czarny i prosty, klejony, wygodny. Obserwuję trzy modele, porównuję detale, długości, matowość materiału, przepuszczalność, a raczej nieprzepuszczalność. I wtedy, jak na zawołanie, wpada reklama: czarne adidasy, czarne szerokie jeansy. Algorytm już wie. A Sophia mówi: Babciu, czarny misiu, jeszcze czarny misiu Zdzisiu, bo słucha opowiadań na Storytel. Czarny to dla mnie najwygodniejszy kolor. Nie domaga się światła. Nie tłumaczy się z plam deszczu. Mieści w sobie wszystko, i pogodę, i jej brak. No i Sophia też kocha czarny, bo nam babciu w czarnym najlepiej.
I rozumiem, że dla niektórych osób, czarny nie jest kolorem, w porządku, jestem miłośniczką suprematyzmu, Malewicza, czarnego na czarnym i jest to wszystko umocowane w obsesji i umiłowania typografii. Dlatego obrzydzanie mi czarnego, nie jest tutaj wskazane i grzeczne.


uwielbiam niekolor czarny :-))
OdpowiedzUsuńDla mnie czarny tylko w dodatkach.
OdpowiedzUsuńGdy znajoma chodziła w żałobie, najpierw po ojcu, wkrótce po mamie, jej córka poprosiła - mamo, nie bądź już jak czarna burza, ja się boję...