wtorek, 20 stycznia 2026

un-liked

 


Lubię ludzi. Ale nie wszystkich, tak jak nie wszystkie materiały nadają się do pracy. Nie z każdego drewna da się zrobić stół, który uniesie ciężar milczenia. Nie każdy metal wytrzyma zimę bez pęknięcia. Są tacy, którzy myślą, że nie widzę. Skoro nie pytam, nie naciskam, pozwalam zdaniu wisieć w powietrzu jak niedokończony sweter, to znaczy, że można mnie przesunąć o milimetr. A potem o kolejny. I jeszcze jeden. Nie wiedzą, że pracuję w milimetrach. Widzę drgnięcie powieki, zanim zdąży się wymówić. Uniesiona brew to dla mnie całe zdanie, a nerwowy ruch głową, przypis dolny do kłamstwa. Nie przeszkadza mi cisza. Cisza jest uczciwa. Ma kształt, temperaturę, ciężar. Ale oszustwo jest jak plastik udający porcelanę. Brzmi ładnie tylko do pierwszego stuknięcia. Dawno temu wyzbyłam się zazdrości. Zrozumiałam, że różnice są naturalne jak pory roku, że nie wszystko musi kwitnąć jednocześnie, że nie każdy narcyz widzi innego narcyza, nawet jeśli stoją obok. I to jest w porządku. Nie w porządku jest udawać, że się nie depcze cudzych korzeni. Wybieram ludzi, przy których mózg mi zaskakuje. Takich, po których rozmowie chce mi się zaszyć w pracowni, bo coś się przestawiło, kliknęło i domaga się formy. Reszta, nawet sympatyczna, odpada. Bez dramatu, wojny, narracji o zdradzie. Niektórzy mówią: ludzie są słabi. Tak. Są. Ale słabość nie musi kłamać. Słabość może usiąść obok i powiedzieć: nie wiem, boję się, pogubiłam się w wersjach siebie. Kłamstwo to już nie słabość. To decyzja. Estetycznie marna. Nie darowuję oszustwa i tych odruchowych, cofniętych polubień nie dlatego, że jestem twarda. Tylko dlatego, że nie chcę twardnieć. Bo każda zgoda na drobne fałszerstwo, to kolejna warstwa lodu na wrażliwości. A ja wolę zimę, która skrzypi pod butem, niż plastikową odwilż. Widzę ludzi. Naprawdę ich widzę. I to czasem bardziej ich przeraża, niż boli.


14 komentarzy:

  1. Jeszcze kiedy pracowałam zawodowo , zauważyłam, że blisko mi do ludzi, z którymi dobrze się milczy, a w rozmowie nie muszę zważać na każde słowo, bo każda ze stron dialogu jest prawdziwa, nikt niczego nie udaje, a moich słów nie wykorzysta kiedyś przeciw.
    Zazdrość ma dla mnie jedno wytłumaczenie - jest dopuszczalna, gdy jest motywująca. Zawiść wyniszcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inspiracja, motywowanie, no właśnie, to jest nasz wybór. Lubie towarzyszyć ludziom, często właśnie w milczeniu, chociaż czasami bywam zdumiona, że ludzie, których polubiłam od pierwszej chwili zachowują się dziwnie wobec mnie.

      Usuń
  2. Dosłownie wczoraj wpadł mi w oko post, w którym pisano, że cisza wspomaga pracę mózgu bardziej niż jakikolwiek dźwięk. Naukowo, nie zapamiętałam. Ale zapamiętałam milczenia, gasnące głosy, rozpadające się z czasem relacje - cisza przeraża, choć wcale nie powinna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, tak cisza bywa dwoista. Lubię mieć miejsce na oddech albo na nieobecne jeszcze słowa. Cisza sama w sobie nie jest groźna, groźne bywa to, co w niej zostaje niewypowiedziane, kiedy od początku ktoś wobec nas ma zupełnie inne intencje.

      Usuń
  3. Dla mnie cisza ma wiele odcieni. Cisza panujaca gdy jestem sama, gdy jej oczekuje jest najbezpieczniejsza. Cisza we dwoje rodzi watpliwosci. Cisza zapadajaca nagle w rozmowie pozwala na szybkie przeanalizowanie tego co sie przed chwila uslyszalo. Cisza po wygloszeniu wlasnego zdania jest jak mina, ktora mozna ominac lub na nia nadepnac. Cisza powstala z braku kontaktu jest przeoczeniem czegos waznego. Dlatego nie zawsze cisza jest dla mnie dobra, nie wszystkie cisze lubie. Z ludzmi jest troche inaczej, trudniej niz z cisza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację: cisza nie jest jednorodna, ma wiele temperatur i znaczeń, czasem koi, innym razem ostrzega, a czasem boli. I chyba właśnie w tym miejscu się różnimy bo każda z nas potrzebuje innej ciszy, w innym momencie i z innych powodów. To, co dla jednej osoby jest schronieniem, dla drugiej bywa niepokojem albo brakiem. I tak, ludźmi rzeczywiście bywa trudniej niż z ciszą, bo nie zawsze spotykamy się w tych samych potrzebach i w tym samym czasie. I to też jest w porządku, mimo wszystko. Pozdrawiam Echo :)

      Usuń
  4. pracuję w milimetrach - pięknie powiedziane. nie przesuwaj się ani o milimetr.

    OdpowiedzUsuń
  5. a mnie zaskakują manipulatorki zakompleksione...jak sie potrafią rzucić do gardła...:-) hehe no podobają mi sie Twoje rozkminy i sobie myślę, że mnie trudno odstawiać miłych ludzi ale masz rację, szkoda czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mili i sympatyczni ludzie są wszędzie, jeszcze musi kliknąć :) no wiesz.

      Usuń
  6. i jeszcze to, Zazdrość Margo, najbardziej nami manipuluje. wydaje mi się zwłaszcza ludźmi, którzy uważają, że wszystko o sobie wiedzą, nie pracują nad sobą ...i zawsze są pokrzywdzeni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, jak dawno mnie nie było tutaj. Ale weszłam sobie i czytam, i jest dokładnie tak jak zadzwonić do kogoś życzliwego, dalej prowadzić rozmowę, nawet po wielu latach, bez tych dziwnych pytań dodatkowych: a co u ciebie, a gdzie byłaś itd. Po prostu jakbym trafiła w punkt przerwanej dyskusji, dokładnie w moment mojego potakiwania przy każdym Twoim słowie. I znowu zdarzyło mi się zastanowić, gdzie Ty, gdzie ja, czemu takie podobieństwo i skąd. Co do mnie, to się budzę. Może wrócę. Może nie wrócę, nie wiem jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zajrzałaś, będę Cię mieć 'na oku'. Uściski.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.