poniedziałek, 19 stycznia 2026

Ziemia wspólna

 



W przestrzeni między miastem a wsią, gdzie linie murków
rozmywają się w powietrzu, rośnie coś, co nie ma nazwy.

Cień jabłoni pada na asfalt, od którego odbija się dźwięk
łopat. Ludzie rozmawiają, ich słowa, jak krople soku
spływają po szyjkach butelek, ślizgają się po rękach.

Ktoś mówi: to tylko przeszłość. Ktoś inny: właśnie o to chodzi.
Mówią o plonach na dachu, fasoli,
wślizguje się między palce, jakby chciała wrócić
do ziemi. Dynie, pomarańczowe księżyce,
spoczywają na kompoście.

Na południu, tam gdzie słońce jest bliżej skóry,
życie ma więcej pracy w dłoniach niż w biurkach.
Nie budujemy miasta, wyciągamy je z ziemi.

Pęknięcia w betonie zasypują nasiona.
W przestrzeniach tych samych co zawsze domów,
dłonie dzieci grzebią w resztkach plonów, w kieszeniach kurtek
znajdują okruchy chleba, pestki, ślady po dawnych rynkach.

Na chwilę zapada cisza, odbija się od ścian.
Czy to cynizm, czy nadzieja? Czy miasto pamięta,
że jego początki leżały w cieple glinianych naczyń
i w popękanych palcach? Niech mówi ziemia,
ona zawsze wie, gdzie wrócić.


z archiwum

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.