piątek, 30 stycznia 2026

Niewystarczalność

 


Jest taki moment, kiedy język przestaje być narzędziem, a zaczyna być świadkiem. Patrzę na litery innych ludzi i widzę, że są głodne. Nie dlatego, że krótkie i nieporadne, lecz dlatego, że nikt ich nie karmił ciszą, lekturą, wstydem, czekaniem. Piszą, bo muszą się odezwać, nie dlatego, że mają coś do powiedzenia. Stoję obok z całym zapasem słów, które nauczyły się milczeć i to boli bardziej niż brak. Upadek hurtowni książek jest tylko znakiem. Nie katastrofą. Objawem. Jak wysypka na skórze świata: źle zarządzany organizm, który nie wie już, co jest pożywieniem, a co zapychaczem. Książki nie umierają od braku czytelników. Umierają od braku odpowiedzialności za sens. Tak jak ludzie. I wtedy pojawia się to poczucie: nieudacznica. Bo nie potrafię o siebie walczyć. Nie zakładam zrzutek na własne zmęczenie. Nie potrafię sprzedać kruchości w paczkach po 29,99. I wmawiam sobie, że to nie porażka. Jedynie koszt bycia kimś, kto nie upraszcza bólu, żeby dało się nim handlować. Strach nie dotyczy braku sensu. Dotyczy tego, że sens przestaje być potrzebny. Świat radzi sobie bez głębi, długiego zdania, ciemnego przypisu na końcu strony. Wystarcza krzyk, skrót, emotka. Gorycz bierze się stąd, że widzę to wcześniej. Ból, że nie potrafię oślepnąć razem z innymi. Jestem jak dzika trawa z tekstu Lu Xuna, nie dlatego, że płytka, lecz dlatego, że nie daję się udomowić. Korzenie sięgają tam, gdzie nikt nie zagląda: w pamięć, wstyd, w czytanie rzeczy, które nie obiecują ulgi. To, co łatwe do stratowania, bywa pierwsze, co chłonie wodę po pożarze. Czuję jak dotykam dna, bo jestem blisko ziemi. A ziemia zawsze przyjmuje więcej, niż pokazuje. Nie jestem nieudacznicą. Jestem kimś, kto nie zgodził się na język zastępczy. Na życie w skrócie. Sens podany bez czucia. I tak, to samotne. I czasem wygląda jak przegrana. Jeśli dziś jest ciemno, nie uciekam z tego miejsca. To nie zmierzch. To ta godzina, w której jeszcze nie wiadomo, czy coś się rozpuści, czy przetrwa. A nawet jeśli miałoby się rozpuścić, to tylko to, co było zbędne.


3 komentarze:

  1. Czuję w tym ogromną samotność, ale też upór, taki cichy, bez manifestów. I chyba najbardziej porusza mnie to, że nie ma tu pozy ani kokieterii — jest zgoda na bycie „nie na sprzedaż”, nawet jeśli to kosztuje. Nie brzmi to jak rezygnacja, raczej jak trwanie przy czymś, co jeszcze ma sens, choć nikt już nie pyta, po co.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo ludzie chcą "chleba I igrzysk ", a obecnie dostają to w wersji de lux..!
    To nie ty jesteś nieudacznicą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niewystarczalność powinna dotyczyć idei, działania, zachwytu... dla bliskich obyśmy byli wystarczalni, bo kochamy nie za sprawczość i wartość w oczach innych.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.