czwartek, 29 stycznia 2026

o hortensjach (po zachodniej części ogrodu)

 




dla tych do nie lubią hortensji



Nie wiem, czy to był sen, czy instrukcja obsługi
ciała po kolizji z rzeczywistością.
zapisałam sobie:
Nie pić z tego samego kubka, co pamięć.
Nie mówić zbyt cicho, bo wtedy wszystko się zagnieżdża.

Hortensje stały równo, jak dzieci ustawione w kolejce
do szczepienia przeciwko przyszłości.
Biała ściana. Numerki. Bransoletki z plastiku.
Ktoś mówił: nie płacz, to tylko na wszelki wypadek.
A przecież już wtedy pękały nam kręgosłupy
na samą myśl o tym, że kiedyś będziemy rodzicami.

Na zewnątrz był park. W parku liście z aluminium,
drzewa z tendencją do roztapiania się w świetle.
Lubiłam tam chodzić, gdy jeszcze mogłam wybierać, co czuję.
Mówię lubiłam, ale przecież do dzisiaj pamiętam,
jak brzmi zgrzyt podeszwy na szarym chodniku,
zrobionym z czyichś myśli.

Może przegapiłam moment, kiedy świat
zmienił kształt i to już nie sfera,
tylko lęk zamknięty w torbie foliowej.
Dzieci uczą się alfabetu od końca.
Z jak znikam.
P jak przemysł.
A jak a co, jeśli to już ostatnia wiosna?

Hortensje, mówiłaś, to takie kwiaty,
które udają, że wszystko będzie dobrze.
ale one też więdną, gdy słyszą wiadomości.
Czasem czuję, że moje stopy nie należą już do mnie.
Idą gdzieś same. Ciągną za sobą cień.

Wszystko rozpisane w notatkach:
czyli jak oddychać w systemie.
Uśmiechać się przez zęby do pani w urzędzie,
która trzyma moje dane jakby to były
okruchy po czyimś śniadaniu.

Na końcach drucików noszę nie hortensje,
tylko małe szkiełka, kiedyś były oczami
tych, którzy nie zdążyli zbudować sobie dachu z metafory.

Przechodzę przez ulicę.
nie chcę, żeby ktokolwiek mnie zatrzymał.
Mam w sobie zbyt dużo
nieodpowiedzi.


z Emiterium (92-93)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.