Kończy się mój długi weekend. O świcie była siłownia, później sporo się działo, w wolne dni potrafi być intensywniej. Rano pomyślałam, no cóż, już początek tygodnia. Dopiero wieczorem znalazłam moment, żeby usiąść przed trzecim odcinkiem Rycerza Siedmiu Królestw, kilka stron książki na czytniku, herbata w kubku z Bolesławca. Drobny, niekontrolowany skurcz w kąciku ust pojawia się zawsze, gdy czytam o granicach autorstwa, o redaktorce nadużywającej AI, która gubi się w odpowiedzi na pytanie, czy jestem autorką, czy tylko operatorką narzędzi, chyba, to żadna odpowiedź. W międzyczasie udoskonaliłam murzynka. Stary przepis, wyciągnięty z szuflady pamięci, dostosowany do oczekiwań mojej rodziny, zainspirowana przez Natthimlen. To zresztą działa podobnie jak z kawą: parzymy ją w domu coraz bardziej wymyślnie, więc będąc w kawiarni mój mąż patrzy na filiżankę z wyraźnym rozczarowaniem. Myślę czasem, że gdybym gorzej gotowała, piekła i nie wymyślała własnych receptur, w restauracjach bylibyśmy wzorowymi, wdzięcznymi gośćmi. A tak, cóż. Straszne, mówię wam. Ten weekend kończy się więc gdzieś pomiędzy komfortem a lekkim niepokojem, w domowym cieple z pytaniem o to, co jeszcze jest nasze, a co już tylko powtórzeniem, poprawką, adaptacją. I chyba właśnie w tym zawieszeniu, pomiędzy zmierzchem a świtem, czuję się dziś najbardziej u siebie.

Miło mi bardzo. Ostatnio był keks. No wyszedł cudowny. Chyba na nowo polubię wypieki własnej roboty.
OdpowiedzUsuńTak, keks już wzięłam na tapet :P
Usuńnie ma co żałować, że w domu lepsze niż na zewnątrz. ja uwielbiam domową kuchnię, a knajpa, to "za karę", od święta. i dobrze mi z tym.
OdpowiedzUsuńDla odmiany, uwielbiam jak inni dla mnie gotują :P
UsuńMój mąż kawy bardziej skomplikowane pija tylko w cukierniach, tak ma.
OdpowiedzUsuńGdy spróbuje się dobrych kaw i ciast, to rozczarowanie erzacem bywa druzgocące, przeważnie nie wracamy w takie miejsca, które obniżają poziom. Wczoraj na mroźnym spacerze weszliśmy do cukierni na kawę i ciacho z malinami, dalszy spacer był o niebo przyjemniejszy!
Takie spacery to chyba wszyscy lubimy :) czekam na sezon - lody z malinami :P
UsuńU mnie kawa też w różnych konfiguracjach :)
OdpowiedzUsuńNajbardziej lubię tę z kakao, potem z odrobiną chilli, a na trzecim miejscu zaś cynamon cejloński :)
Czasem łączę niektóre składniki ze sobą, ale rzadko, bo lubię czuć smak jednej konkretnej przyprawy :)
Z ciastami musze uważać, i to bardzo, a łasa jestem nieziemsko :))
Kawa z kakao, o tak, z przyprawami piję w PL, tutaj mi nie smakuje. Lubię parzyć w najróżniejszy sposób, by sobie urozmaicić ten napój. I ostatnino z miodem, przez gila. Z ciastami, to jak wszyscy, są do smakowania :P
Usuńżyjesz intensywnie, ganiasz do siłowni, za co podziwiam, bardzo, i sie przeziębiłaś...
OdpowiedzUsuńkocham kawę, i tez kombinuję ale zdecydowanie za mało herbat, chyba że zima. teraz przywlokłam z egiptu bardzo aromatyczne. dobrego dnia i zdrowiej. rycerza...zobaczę, gdy skapie już całość.
Siłownia to czas na słuchanie, przechodzę na bieżni z Andy Serkisem w uszach, albo oglądam filmy i wyciskam :) to najlepszy czas ze sobą. Soso przekazała mi gila, ale już jest lepiej :P Uściski
Usuńto dobrze. że gil przechodzi. macie tam dantejską aurę.
UsuńKurcze, gdy tak o tym piszesz Margo to i ja bym sobie pochodziła na siłownię, nie mowie, że jutro...;-) ale chyba nie mogę ze względu na kręgosłup. pogadam ze swoją fizjo. a póki co czekam na wiosnę i spacery i z kijami.
Lubię siłownię i czas który mam tam dla siebie :)
Usuń