Jest taki moment, kiedy język przestaje być narzędziem, a zaczyna być świadkiem. Patrzę na litery innych ludzi i widzę, że są głodne. Nie dlatego, że krótkie i nieporadne, lecz dlatego, że nikt ich nie karmił ciszą, lekturą, wstydem, czekaniem. Piszą, bo muszą się odezwać, nie dlatego, że mają coś do powiedzenia. Stoję obok z całym zapasem słów, które nauczyły się milczeć i to boli bardziej niż brak. Upadek hurtowni książek jest tylko znakiem. Nie katastrofą. Objawem. Jak wysypka na skórze świata: źle zarządzany organizm, który nie wie już, co jest pożywieniem, a co zapychaczem. Książki nie umierają od braku czytelników. Umierają od braku odpowiedzialności za sens. Tak jak ludzie. I wtedy pojawia się to poczucie: nieudacznica. Bo nie potrafię o siebie walczyć. Nie zakładam zrzutek na własne zmęczenie. Nie potrafię sprzedać kruchości w paczkach po 29,99. I wmawiam sobie, że to nie porażka. Jedynie koszt bycia kimś, kto nie upraszcza bólu, żeby dało się nim handlować. Strach nie dotyczy braku sensu. Dotyczy tego, że sens przestaje być potrzebny. Świat radzi sobie bez głębi, długiego zdania, ciemnego przypisu na końcu strony. Wystarcza krzyk, skrót, emotka. Gorycz bierze się stąd, że widzę to wcześniej. Ból, że nie potrafię oślepnąć razem z innymi. Jestem jak dzika trawa z tekstu Lu Xuna, nie dlatego, że płytka, lecz dlatego, że nie daję się udomowić. Korzenie sięgają tam, gdzie nikt nie zagląda: w pamięć, wstyd, w czytanie rzeczy, które nie obiecują ulgi. To, co łatwe do stratowania, bywa pierwsze, co chłonie wodę po pożarze. Czuję jak dotykam dna, bo jestem blisko ziemi. A ziemia zawsze przyjmuje więcej, niż pokazuje. Nie jestem nieudacznicą. Jestem kimś, kto nie zgodził się na język zastępczy. Na życie w skrócie. Sens podany bez czucia. I tak, to samotne. I czasem wygląda jak przegrana. Jeśli dziś jest ciemno, nie uciekam z tego miejsca. To nie zmierzch. To ta godzina, w której jeszcze nie wiadomo, czy coś się rozpuści, czy przetrwa. A nawet jeśli miałoby się rozpuścić, to tylko to, co było zbędne.

Czuję w tym ogromną samotność, ale też upór, taki cichy, bez manifestów. I chyba najbardziej porusza mnie to, że nie ma tu pozy ani kokieterii — jest zgoda na bycie „nie na sprzedaż”, nawet jeśli to kosztuje. Nie brzmi to jak rezygnacja, raczej jak trwanie przy czymś, co jeszcze ma sens, choć nikt już nie pyta, po co.
OdpowiedzUsuńDziękuję. To była próba nazwania, nie deklaracji.
UsuńBo ludzie chcą "chleba I igrzysk ", a obecnie dostają to w wersji de lux..!
OdpowiedzUsuńTo nie ty jesteś nieudacznicą :)
Dziękuję Maminko. Twoje wsparcie ma dla mnie znaczenie, zwłaszcza że nie próbuje niczego wygładzać.
UsuńNiewystarczalność powinna dotyczyć idei, działania, zachwytu... dla bliskich obyśmy byli wystarczalni, bo kochamy nie za sprawczość i wartość w oczach innych.
OdpowiedzUsuńTu raczej chodzi o bycie 'wystarczalną' w relacji i jednocześnie niewystarczającą wobec języka, idei, sensu. Miłość często ratuje, ale nie zawsze chroni przed poczuciem odpowiedzialności za znaczenie. Uściski. :)
Usuńblog jest jakąś formą komunikacji ze światem. część pisze, żeby się wyżyć literacko, część zwyczajnie szuka kogoś podobnego do siebie. z samotności i nieszczęścia, licząc, ze może tak się uda spotkać kogoś, z kim można będzie przestać pisać i zacząć żyć. słowa są ważne. a piszący są niezwykle delikatni i trzeba uważać, żeby przypadkiem nie skaleczyć wrażliwca. a pobieżność, te wszystkie serduszka i kciuki, to nieporozumienie. zamiast napisać parę słów, wkleja się gotowy szablon i pędzi dalej - dla mnie to nic nie znaczy, poza przeleciałem przez twoje słowa bez zrozumienia i pędzę do innych.
OdpowiedzUsuńSłowa pisane w pośpiechu rzadko zostawiają ślad, dlatego ważniejsze są te, które ktoś naprawdę 'przeżył'...
UsuńZ mojej perspektywy to roznica miedzy pisaniem/mowieniem jako dzialaniem a pisaniem/mowieniem jako symbolizacja - czasem się mówi, żeby coś POWIEDZIEC, a czasem żeby COS powiedzieć.
OdpowiedzUsuńTwoje wiersze nie są proste.
Innyglos
No nie są proste, ale i ja nie jestem, coo jednak jest tożsame. Uściski.
UsuńŚwiat może i sobie radzi bez głębi. Ale jest jeszcze trochę ludzi, którzy szukają sensu, wzoru, chcą słuchać myśli i wyrażać swoje. Jesteśmy tacy, co zarywamy noce na rozmowach. Analizujemy i rozkładamy. Grzebiemy w tych bolących tkankach, żeby nie zatracić funkcji czucia istnienia. Z ogromną dumą obserwuję i słucham moje dzieci, które kontynuują myślicielstwo i obserwacje. Jest nas troje tutaj. Jak się wszyscy dodamy to wyjdzie dużo. Nawet jeśli w skali świata to bardzo mało.
OdpowiedzUsuńTak, wystarczy, że jesteśmy i że nie przestajemy czuć. Dziękuję.
UsuńIlekroć przychodzi ból i zmęczenie, przychodzi też wycofanie. Nadmiar szybkich bodźców razi, irytuje. Czasem zastanawiam się, o ile życie byłoby łatwiejsze, gdyby pewnego dnia po prostu przestać: wrócić do tego, co było kiedyś, znaleźć spokój w ciszy. I być, z dala.
OdpowiedzUsuńMyślę czasami o tym, że to wszystko nic nine znaczy i jestem coraz bliżej prostoty, ciszy, która nie musi niczego udowadniać.
UsuńGorzkie bardzo te Twoje refleksje.
OdpowiedzUsuńTwoje wiersze nie są łatwe w odbiorze i zmuszają czytelnika do myślenia, a to już może mu się nie podobać:) Zrozumieć niezrozumiałe w świecie, w którym upadają nauki humanistyczne, nie jest łatwo. W drugiej co do wielkości księgarni w moim pobliskim mieście nie ma ani jednego tomiku poezji poza obowiązkowymi lekturami szkolnymi. Za upadkiem humanistyki kroczy upadek człowieka.
M
Świat może sobie radzić bez głębi, ale ludzie, którzy nie uciekają od myślenia, wciąż istnieją, mimo wszystko. To oni podtrzymują sens, nawet jeśli w sklepach i szkołach trudno go znaleźć, tak się dzisiaj pocieszam. M, chcę wierzyć, że jest nas więcej. Ściskam Cię ciepło, bo przecież mróz :*
UsuńMnie najbardziej martwi młode pokolenie. Jest coś niedobrego w ich często pustym wzroku. Niby słuchają, a nie słyszą, niby patrzą, a nie widzą. Do tego doszło bezmyślne wykorzystywanie sztucznej inteligencji. W konkursie o indeks na kierunek anglistyki 90% prac było napisanych przez AL. Wykładowcy kupują programy do oceniania, w ilu proc. praca była pisana przez AL.
UsuńSą ludzie, za których Al pisze blogi, książki tworzy muzykę i obrazy i są już informatycy, którzy tworzą programy do rozszyfrowania tego. I jest SF pokazujące, jak to wszystko się kończy.
M
M, rozumiem Twój niepokój. Jednak jakoś nie martwię się o AI w dłuższej perspektywie. Mam poczucie, że to etap fascynacji, jak każda nowa zabawka: najpierw zachwyt, potem nadużycie, a na końcu zmęczenie i selekcja. To, co jest puste, było puste wcześniej, tylko teraz może łatwiej to ukryć. A to, co żywe, i tak prędzej czy później przebije się przez algorytmy. Żadna maszyna nie poniesie za nikogo odpowiedzialności za myślenie, uważność, etykę czy ryzyko własnego głosu. AI może przyspieszać, podpowiadać, imitować ale nie zastąpi doświadczenia, wstydu, odwagi ani błędu. A bez tego nie ma ani literatury, sztuki, prawdziwego słyszenia drugiego człowieka. Fascynacja minie. Pytanie tylko, kto zostanie po niej na nogach.
UsuńMam nadzieję, że będzie tak, jak piszesz. Szkoda tylko, że obecnie nauczyciele (ci, którym zależy) poświęcają tak dużo pracy i czasu, by odrzucić ziarno od plewy.
UsuńTeraźniejszość zawsze kształtuje przyszłość …
M
"ból, że nie potrafię oślepnąć z innymi..." nigdy nie chciałam Margo i Ty tak naprawdę też nie.
OdpowiedzUsuńNie mamy predyspozycji do rozpychania sie łokciami. tak myślę.
i często myślę, że to co mam mi wystarcza.