piątek, 23 stycznia 2026

Bliskość nie potrzebuje pośredników




Coraz częściej czuję zmęczenie. Nie tylko kolejnymi grafikami, muzyką czy tekstami generowanymi przez AI, które trafiają do mnie w prywatnych wiadomościach, ale szerzej, zmęczenie kulturą zamienników. Zamienników rozmowy, obecności, relacji. Z mężem rozmawiamy siedząc blisko. Komunikatory służą nam wtedy, gdy jesteśmy daleko od siebie, albo kiedy trzeba przekazać prostą informację: co kupić, gdzie jesteś, czy pamiętasz. Nie komentujemy sobie wpisów w sieci, nie reagujemy lajkami na własne życie. Mąż czyta wszystko, co napisałam i rozmawiamy o tym. Ale poza internetem. Bo tam, gdzie jest możliwość rozmowy twarzą w twarz, nie potrzebujemy jej substytutów. Od jakiegoś czasu przyglądam się jednak z rosnącym zdziwieniem zjawisku, jak wiele par i małżeństw przenosi swoją czułość do sieci. Siedzą obok siebie, a jednocześnie komunikują się przez komentarze, publiczne dopiski, reakcje innych. Jakby doświadczenie nie było do końca realne, dopóki nie zostanie pokazane. Jakby bliskość wymagała świadków. To już nie jest dzielenie się, raczej emocjonalny ekshibicjonizm, w którym prywatność staje się czymś podejrzanym. Zastanawia mnie ten paradoks: skoro można coś powiedzieć komuś siedząc naprzeciwko, po co pisać to publicznie? Po co zapośredniczać czułość, skoro ciało, głos, milczenie są na wyciągnięcie ręki? Może chodzi o kontrolę. Może o bezpieczny dystans. A może o potrzebę potwierdzenia, nie od tej jednej osoby, tylko od całego chóru. Widzę w tym kolejne przesunięcie (uwielbiam to określenie): relacja przestaje dziać się pomiędzy, a zaczyna dziać na zewnątrz. Związek staje się narracją, którą trzeba podtrzymywać, aktualizować, komentować. To, co niewidoczne, jakby traciło wagę. Cisza przestaje istnieć. Intymność bez publiczności przestaje być oczywista. Nie twierdzę, że to zawsze oznaka pustki. Ale mam poczucie, że coś się tu gubi. Może to, co w bliskości najcenniejsze: fakt, że nie musi być oglądana, że może wydarzać się bez zapisu, reakcji i potwierdzenia. A przecież można być razem, nie będąc jednocześnie widzem własnego życia. I chyba właśnie to mnie dziś najbardziej porusza (jeszcze nie irytuje) i męczy. Coraz częściej pojawiają się pary, które przeżywają siebie tak, jakby stale patrzyli na siebie z zewnątrz. Jakby bardziej relacjonowali niż byli.

18 komentarzy:

  1. Nigdy nie wiadomo, jaka odległość dzieli te pary, może to nie kilometry, a uczucia dzielą. Można porozumiewać się różnie, mnie się też zdarzało wmieszać życie w komentarze, najczęściej z lenistwa, kiedy naprawdę tylko kilometry dzieliły, przez chwilę, ale dzieliły. Uczuć nawet śmierć nie rozdzieli, i chciałabym coś o tym przesunięciu, ale przychodzi mi tylko na myśl "sekcja gimnastyczna" Uściski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jestem daleko, a chcę porozmawiać, dzwonię :) gawędzę na whatsapp, ale to ja :) tak sobie dywaguję z mojego punktu widzenia :)

      Usuń
    2. Rozmowa przez telefon, to dla mnie sf, więcej się domyślam niż rozumiem 😅 Także, są ograniczenia. Nie używam żadnych komunikatorów: whatsappów, tik toków. I myślę o tym, jak można komuś w prywatnej komunikacji wysyłać wiadomości generowane przez AI. Że niby co, sztuczna inteligencja mówi za mnie to, co chcę napisać sama? Matko jedyna

      Usuń
    3. nie zrozumiałyśmy się, człowiek/autor generuje grafikę, myzykę, teksty i przysyła jako gotowy utwór. To nie są wiadomości głosowe tylko twórczość z generatorów AI.

      Usuń
  2. Trudno powiedzieć, co za tym stoi. Jeśli oboje prowadzą blogi, to komentują wzajemnie swoje teksty, jako komentatorzy blogerzy po prostu.
    To chyba spontaniczne , tak mi się wydaje, osobne przestrzenie dla wypowiadania poglądów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tak, chyba tak. Każdy jak widać inaczej się komunikuje w domu.

      Usuń
  3. znakomite spostrzeżenie, choć przerażające. bliskość poprzez internet, zamiast bliskości pozasieciowej. zasługuje na przerażający horror. w jednym z obrazków wymyśliłem scenariusz opowiadania - chłopak siedzi w autobusie naprzeciw dziewczyny i rozmawia z nią przez komunikator, nie wiedząc, że oryginał ma przed nosem. ona również odpisuje i uśmiecha się do własnych nadziei i nawet gdy podnosi wzrok nie rozpoznaje w chłopcu swoich nadziei. Ty poznałabyś - Twoja wrażliwość wykryłaby taką okazję w okamgnieniu. dobrze mieć wsparcie w najbliższej osobie - wtedy pisanie daje więcej satysfakcji. obcy czytają inaczej, niż ktoś, kto zna smak wszystkich Twoich uczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie w tym rozdwojeniu rodzi się najwięcej napięcia, kiedy spojrzenie mija się z obecnością. A pisanie wtedy staje się próbą ocalenia czegoś żywego, zanim rozpłynie się w ekranowym odbiciu. Wsparcie daje odwagę, ale samotność wyostrza słuch. Otrzymuję różne komentarze, zmienia mi się odrobinę perspektywa :P

      Usuń
  4. Trwa Era Influencera. Internet / Facebook / tyje od nadmiaru treści, czy zatem powinno dziwić wzajemne podbijanie sobie zasięgów, no nie wiem. Martwiłabym się jedynie, gdyby owe podbijanie odbywało się w zastępstwie codziennej wymiany zdań. Dopóki tego nie wiemy, śpijmy spokojnie. PS. Mieć z kim rozmawiać, nie błąkając się po powierzchni! Piękno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię umiar :) Podbijanie spoko. Czujność jest tu ważniejsza niż lęk. Najcenniejsze i tak dzieje się pod warstwą hałasu.

      Usuń
  5. Tak i ja dawno temu to zauwazylam. Tu chyba chodzi o wzmacnianie pewnych pogladow (nazwijmy je) spolecznych. To tak samo jak dopuszcznie komentarzy tylko "na tak" wlasnego watku, a gdy i tych brak to wsparcie konieczne kogos z malutkiej sekty rodzinnej :)))). To takie (prosze wybaczyc ale nie znajduje innego porownania) takie siusianie, jak u kotkow, na wlasny dywan aby mocniej zaznaczyc teren pogladow. Taka para zwykle potem dobrze spi (z soba) zamykajac wszystkie drzwi na klucz..

    OdpowiedzUsuń
  6. To tylko deklaracja: jesteśmy, myślimy, popieramy się. A drzwi? Cóż, bywa że zamykane są nie przed światem, tylko przed innym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  7. To pewnie zależy od pary, ale jeśli taką parę znasz i to Cię intryguje, możesz po prostu zapytać :) W przypadku mnie i męża, po prostu tak się poznaliśmy. I małżeństwo niczego nie zmieniło w temacie blogowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie intryguje mnie. To tylko moja obserwacja. :)

      Usuń
    2. Rozumiem. Zwiodły mnie znaki zapytania. Sądziłam, że naprawdę chcesz wiedzieć :)

      Usuń
    3. Rozumiem nieporozumienie. Pytania w tekście są częścią namysłu nad zjawiskiem, nie zaproszeniem do wchodzenia w czyjąś prywatność.

      Usuń
  8. Nie mamy takiej potrzeby znaczy dzielenia sie sobą naszą relacją i też chcemy rozmawiać i wolimy bliskość. Nigdy Naczelnik niczego nie komentuje . A czyta wszystko. Podobnie było ze spektaklami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaszcze by brakowało, gdyby musiał gasić pożary w sieci :P Naczelnik wie, co robi :P

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.