![]() |
| Katarzyna Tchórz |
Mówisz, jakby to była teoria przepływu,
a przecież chodzi o coś bardziej kruchego niż szkło,
o to jak przechodzi przez nas obce światło, kiedy już nie mamy ochoty świecić.
Zdania, które kiedyś miały sens, dziś rozlewają się po języku.
Mleko zostawione na noc, z kwaśną pamięcią dłoni.
Nie chodzi o rozczarowanie, ono jest tylko mechanizmem oddechu,
wdech, ktoś coś obiecał, wydech, nikt nie pamięta komu.
Chodzi o ten moment, kiedy zaczynasz podejrzewać,
że świat został zaprojektowany jak źle zszyta podszewka:
wszystko jest na swoim miejscu, ale coś drapie od środka
i nie można tego nazwać bez ryzyka, że przestanie istnieć.
Śni mi się przestrzeń bez sieci, bez nazw użytkowników,
gdzie zwierzęta nie potrzebują metafor, żeby przetrwać noc,
a kawa nie jest pretekstem do rozmowy, tylko ciepłem,
które można przyłożyć do czoła jak rękę matki,
mimo że dawno przestała wierzyć w przyszłość,
ale nadal trzyma dla niej miejsce w lodówce, pomiędzy światłem a ciszą.
Widziałam rysunek, błąd systemu,
chłopiec miał oczy większe niż jego własne dzieciństwo,
stał w wodzie, która nie była ani rzeką, ani deszczem,
raczej czymś pomiędzy decyzją a jej konsekwencją.
Pomyślałam wtedy, że wszyscy trochę tak stoimy,
w za małych ubraniach języka, który już nas nie obejmuje.
A ty mówisz o zmianach, porządkach, ciałach, które trzeba nazwać na nowo,
jakby wystarczyło zmienić etykiety, żeby zniknął ciężar półek.
Ironia ma tutaj zapach perfum, zbyt wyraźny, żeby był prawdziwy,
i zbyt drogi, żeby ktoś przyznał, że go nie rozumie.
Miasto oddycha przez zamknięte okna,
kobiety patrzą bez patrzenia, jakby ich wzrok był tylko przejściem,
a nie miejscem.
Zastanawiam się, ile z nas zostało już tylko formułą,
ile razy można odjąć czyjąś dłoń od własnego ciała,
zanim przestanie to robić różnicę.
Zamawiam coś mocnego, żeby poczuć granicę,
ale granice rozpuściły się wcześniej, w tych wszystkich obrazach
skurczonych do rozmiaru dłoni,
w kwiatach, których nie znamy, ale one i tak wpływają
na smak naszych decyzji.
Naczynia połączone, powtarzam, i myślę, że może chodziło o to,
że nie da się już niczego oddzielić bez uszkodzenia całości,
każdy brak jest formą obecności,
a milczenie, rozmową, której nie chcieliśmy prowadzić.
I tylko czasami, bardzo rzadko,
kiedy świat przestaje udawać, że jest czymś więcej niż jest,
czuję jak wszystko na chwilę się wyrównuje,
jakby ktoś przelewał nas ostrożnie z jednego naczynia do drugiego,
bez rozlewania, bez komentarza,
z czułością, która nie potrzebuje świadków.

Obraz jest przepiękny; taki tajemniczy, nonszalancki, cudny :)
OdpowiedzUsuńTak, Kasi malarstwo bardzo lubię :)
Usuńtyle rzeczy nie rozpoznajemy. czasem mnie to przeraża. czasem ekscytuje.
OdpowiedzUsuńkisses.
Mam podobnie, ale to już wiesz
UsuńPoezja to bardzo ciekawa narracja... alternatywna opowieść o świecie i człowieku.
OdpowiedzUsuńLubię te Twoje klimaty.
Dziękuję Krzyśku, pozdrawiam ciepło
Usuńkontrasty, różnorodność chyba wzbogacają człowieka, ale nie jestem pewna czy zawsze... Chyba nie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Tak, to zależy od wielu czynników, tak mi się wydaje :*
Usuńzawsze gdy Cię czytam przesuwa mi się "tysiąc myśli i obrazów" ale ja to lubię:*
OdpowiedzUsuńWielka dbałość o szczegóły rzeczywistości, nic Ci nie umknie :*
OdpowiedzUsuńCzasami jednak umyka :*
Usuń:* <3
OdpowiedzUsuńdni to też, tak jakby naczynia połączone. Codziennie dokładamy jedno, i są miesiące.....
OdpowiedzUsuńI lata...
Usuńi lata (wiele tych naczyń.... :))
Usuńniepokój mnie ogarnął!
OdpowiedzUsuńSpokojnie :)
UsuńDla mnie to kontemplacja relacji dwojga ludzi na wielobarwnym tle hidżabów, calvadosu i anomalii w stylu transwestyty z brodą. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń:)
Usuńciekawe czy człowiek, który nie czuje potrzeb religijnych nadal jest jeszcze Człowiekiem?
OdpowiedzUsuńPrzypuszczam, że masz na myśli uczucia religijne w wymiarze katolickim. Należy tu pamiętać, że Stwórca z jakiejś przyczyny nie tylko katolikami zaludnił nasza planetę. Znajdzie się około miliarda buddystów na przykład. Oni też są ludźmi, pod wieloma względami lepszymi od chrzescijan. Piszę to jako katoliczka nawiasem mówiąc. Pozdrawiam.
UsuńSą jeszcze agnostycy, ateiści, myślę, że każdy jest człowiekiem i coraz częściej osoby religine przestają zachowywać się jak ludzie, więc nie odważyłabym się kogokolwiek segregować Andrzeju.
UsuńPozdrawiam ciepło
Danka mam na myśli potrzeby religijne, a nie uczucia, immanentna cechą człowieka i tylko człowieka są takie potrzeby.
UsuńPozostały świat ożywiony takich potrzeb nie ma!
Małgosiu sądzę, że agnostycy i ateiści mają jak każdy potrzeby religijne.
Ty napisałaś: chociaż nie mamy potrzeb religijnych... może myślałaś o braku zainteresowań religijnych.
Andrzeju, smuci mnie Twoja wypowiedź. Ateiści i agnostycy, których znam nie mają takich potrzeb. Widocznie mamy inne doświadczenia.
Usuń(Religia – system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka))
Pozdrawiam
A czemu Cię smuci, właśnie z tej definicji zawarte jest całe sedno. Ateiści nie wierzą w boga, ale przecież maja swój system wiary, zwykle na kształt religijnej wiary. Swoje potrzeby religijne realizują właśnie przez wiarę w siebie.
UsuńAle nie to było moją intencją, aby, jak to chcecie, rozważać "wyższość jednego nad niższością drugiego".
Zastanawiam się tylko kim stanie się Człowieke /w rozumieniu nie zwierzę/, gdy naprawdę pozbędzie sie potrzeb religijnych. Przecież "potrzeba religijna" jest jedną z cech ludzkich, różniących człowieka od zwierząt.
Zatanowiła mnie ta fraza w wierszu i stąd mój wpis.
Pozdrawiam serdecznie.
Ateizm z założena neguje potrzebę religijną, więc myślę, że przypatrywanie się człowiekowi i mówieniu o jego systemie wartości, jak o kształcie religijenym jest błędem. Odbierając jemu człowieczeństwo z tego powodu, jeszcze większym błędem, Potrzeba religina nie jest jedną z cech ludzkich, to ludzie w sobie tę cechę kształtują i nadają. W różny sposób i z różnym skutkiem. Umiejętność godzenia się z różnorodnością, to niezwykła cecha człowieka, niezależnie czy ma potrzeby religijne, czy nie. Człowiek bez potrzeb religijnych nadal jest człowiekiem, i to on swoją postawą zaświadcza o swoim życiu. Znam ateistów po stokroć lepszych ludzi od katolików.
Usuńa ja znam wielu katolików lepszych od ateistów i do czego dochodzimy w takiej dyskusji?
Usuńszkoda!
Że wszyscy są ludźmi i należy się wzajemnie szanować bez względu na poglądy.
Usuńa czy ktoś twierdził inaczej?
Usuńszkoda, że nie można rozmawiać abstrakcyjnie, a nie przepychać się.
Muzułmanie, buddyści i większość ludzi na świecie, łącznie z ateistami maja potrzeby religijne, a mi chodziło o sytuację gdy ktoś takich potrzeb świadomie nie ma. Czy wogóle taka sytuacja jest możliwa.
Nie rozumiem Twojego ostatniego zdania, niestety.
Człowieka szanować bo jest człowiekiem - tak. Za poglądy, działania nie można wszystkich szanować, bo sie tak nie da!
Oszusta, bandytę, ludobójcę,.... można?
Andrzeju, tak, można, a nawet należy. Miłuj bliźniego swego... Szacunek, to nie włażnie w dupę. Szacunek w wypowiedzi, bez lekceważących epitetów, jest wręcz konieczny. Jestem chrześcijanką i nie ja będę osądzała czyny ludzi, których wspominasz Upierasz się przy potrzebach religijnych ateistów, a nie masz racji, i nie dopuszczasz myśli, że może być inaczej. Tak, taka sytuacja jest możliwa. Jeżeli nie rozumiesz, nic na to nie poradzę.
UsuńPozdrawiam
I jeszcze jedno. To my, Ty, ja, inni ludzie, swoim zachowaniem zaświadczamy kim jesteśmy. U niektórych katolików nie podoba mi się pogarda z jaką zwracją się do innych ludzi, (wyrażają się o innych), w tym momencie nie różnią się niczym od tych oszustów, bandytów... tak to wygląda.
Usuńmyślę , więc jestem, a nie - wierzę - więc jestem
UsuńJestem wyzuta z uczuć religijnych.10 lat. Od śmierci mojego ojca. Tam, "na górze", dla mnie i tylko dla mnie, nikt nie istnieje.
OdpowiedzUsuńOj przydałoby się tak...drin za drinem. Młodość. Szaleństwo. Ba!
Pozdrawiam w ten duszny wieczór :)
Dziękuję, że jesteś (mimo, że tak rzadko wpadam - doceniam i nie opuszczę).
Rozumiem, i cieszę się, że jesteś.
UsuńPozdrawiam
zrobiłaś kolejne wrażenie. na mnie. tym wierszem. płatkami kwiatów które miały wpływ na smak kolacji.
OdpowiedzUsuńps kiedyś napisałam "Naczynia Potłuczone". tak mi się skojarzyło. muszę odgrzebać z wykopalisk.
ściskam
Koniecznie wykop :) naczynia potłuczone kojarzą mi się z roztargnieniem :)
Usuńzderzyły się dwie kultury, cywilizacje... a gdzieś pośrodku kolacja o innym smaku...
OdpowiedzUsuńściskam :**
I jaki to był smak?
UsuńI znowu, znowu tytuł, który przesłania wszystko...
OdpowiedzUsuń"Naczynia połączone" - tak zawsze mówi mój Hubby :)
Gdzieś ubywa, gdzieś indziej przybywa i na odwrót. Dawanie i otrzymywanie. Dałaś mi kalosze wypełnione wodą. Co mam Ci dać? Może tę ciepłą kałużę z dzieciństwa, po której pływały statki z łupin orzecha o papierowych żaglach...Jeżeli tylko zechcesz :)
OdpowiedzUsuńRównowaga :) tak mi przyszło do głowy. Dziękuję Haniu za poczytanie i refleksję.
UsuńOdniosłem wrażenie krzyżowania się dwóch rzeczywistości... obu odległych do chwili bieżącej...
OdpowiedzUsuńDziękuję Pawle :)
Usuń