wtorek, 10 czerwca 2014

Naczynia połączone



Katarzyna Tchórz 


Mówisz, jakby to była teoria przepływu,
a przecież chodzi o coś bardziej kruchego niż szkło,
o to jak przechodzi przez nas obce światło, kiedy już nie mamy ochoty świecić.
Zdania, które kiedyś miały sens, dziś rozlewają się po języku.
Mleko zostawione na noc, z kwaśną pamięcią dłoni.

Nie chodzi o rozczarowanie, ono jest tylko mechanizmem oddechu,
wdech, ktoś coś obiecał, wydech, nikt nie pamięta komu.
Chodzi o ten moment, kiedy zaczynasz podejrzewać,
że świat został zaprojektowany jak źle zszyta podszewka:
wszystko jest na swoim miejscu, ale coś drapie od środka
i nie można tego nazwać bez ryzyka, że przestanie istnieć.

Śni mi się przestrzeń bez sieci, bez nazw użytkowników,
gdzie zwierzęta nie potrzebują metafor, żeby przetrwać noc,
a kawa nie jest pretekstem do rozmowy, tylko ciepłem,
które można przyłożyć do czoła jak rękę matki,
mimo że dawno przestała wierzyć w przyszłość,
ale nadal trzyma dla niej miejsce w lodówce, pomiędzy światłem a ciszą.

Widziałam rysunek, błąd systemu,
chłopiec miał oczy większe niż jego własne dzieciństwo,
stał w wodzie, która nie była ani rzeką, ani deszczem,
raczej czymś pomiędzy decyzją a jej konsekwencją.
Pomyślałam wtedy, że wszyscy trochę tak stoimy,
w za małych ubraniach języka, który już nas nie obejmuje.

A ty mówisz o zmianach, porządkach, ciałach, które trzeba nazwać na nowo,
jakby wystarczyło zmienić etykiety, żeby zniknął ciężar półek.
Ironia ma tutaj zapach perfum, zbyt wyraźny, żeby był prawdziwy,
i zbyt drogi, żeby ktoś przyznał, że go nie rozumie.

Miasto oddycha przez zamknięte okna,
kobiety patrzą bez patrzenia, jakby ich wzrok był tylko przejściem,
a nie miejscem.
Zastanawiam się, ile z nas zostało już tylko formułą,
ile razy można odjąć czyjąś dłoń od własnego ciała,
zanim przestanie to robić różnicę.

Zamawiam coś mocnego, żeby poczuć granicę,
ale granice rozpuściły się wcześniej, w tych wszystkich obrazach
skurczonych do rozmiaru dłoni,
w kwiatach, których nie znamy, ale one i tak wpływają
na smak naszych decyzji.

Naczynia połączone, powtarzam, i myślę, że może chodziło o to,
że nie da się już niczego oddzielić bez uszkodzenia całości,
każdy brak jest formą obecności,
a milczenie, rozmową, której nie chcieliśmy prowadzić.

I tylko czasami, bardzo rzadko,
kiedy świat przestaje udawać, że jest czymś więcej niż jest,
czuję jak wszystko na chwilę się wyrównuje,
jakby ktoś przelewał nas ostrożnie z jednego naczynia do drugiego,
bez rozlewania, bez komentarza,
z czułością, która nie potrzebuje świadków.

43 komentarze:

  1. Obraz jest przepiękny; taki tajemniczy, nonszalancki, cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tyle rzeczy nie rozpoznajemy. czasem mnie to przeraża. czasem ekscytuje.
    kisses.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poezja to bardzo ciekawa narracja... alternatywna opowieść o świecie i człowieku.
    Lubię te Twoje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  4. kontrasty, różnorodność chyba wzbogacają człowieka, ale nie jestem pewna czy zawsze... Chyba nie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zależy od wielu czynników, tak mi się wydaje :*

      Usuń
  5. zawsze gdy Cię czytam przesuwa mi się "tysiąc myśli i obrazów" ale ja to lubię:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielka dbałość o szczegóły rzeczywistości, nic Ci nie umknie :*

    OdpowiedzUsuń
  7. dni to też, tak jakby naczynia połączone. Codziennie dokładamy jedno, i są miesiące.....

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie to kontemplacja relacji dwojga ludzi na wielobarwnym tle hidżabów, calvadosu i anomalii w stylu transwestyty z brodą. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. ciekawe czy człowiek, który nie czuje potrzeb religijnych nadal jest jeszcze Człowiekiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że masz na myśli uczucia religijne w wymiarze katolickim. Należy tu pamiętać, że Stwórca z jakiejś przyczyny nie tylko katolikami zaludnił nasza planetę. Znajdzie się około miliarda buddystów na przykład. Oni też są ludźmi, pod wieloma względami lepszymi od chrzescijan. Piszę to jako katoliczka nawiasem mówiąc. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Są jeszcze agnostycy, ateiści, myślę, że każdy jest człowiekiem i coraz częściej osoby religine przestają zachowywać się jak ludzie, więc nie odważyłabym się kogokolwiek segregować Andrzeju.

      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
    3. Danka mam na myśli potrzeby religijne, a nie uczucia, immanentna cechą człowieka i tylko człowieka są takie potrzeby.
      Pozostały świat ożywiony takich potrzeb nie ma!

      Małgosiu sądzę, że agnostycy i ateiści mają jak każdy potrzeby religijne.
      Ty napisałaś: chociaż nie mamy potrzeb religijnych... może myślałaś o braku zainteresowań religijnych.

      Usuń
    4. Andrzeju, smuci mnie Twoja wypowiedź. Ateiści i agnostycy, których znam nie mają takich potrzeb. Widocznie mamy inne doświadczenia.

      (Religia – system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka))

      Pozdrawiam

      Usuń
    5. A czemu Cię smuci, właśnie z tej definicji zawarte jest całe sedno. Ateiści nie wierzą w boga, ale przecież maja swój system wiary, zwykle na kształt religijnej wiary. Swoje potrzeby religijne realizują właśnie przez wiarę w siebie.
      Ale nie to było moją intencją, aby, jak to chcecie, rozważać "wyższość jednego nad niższością drugiego".
      Zastanawiam się tylko kim stanie się Człowieke /w rozumieniu nie zwierzę/, gdy naprawdę pozbędzie sie potrzeb religijnych. Przecież "potrzeba religijna" jest jedną z cech ludzkich, różniących człowieka od zwierząt.
      Zatanowiła mnie ta fraza w wierszu i stąd mój wpis.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. Ateizm z założena neguje potrzebę religijną, więc myślę, że przypatrywanie się człowiekowi i mówieniu o jego systemie wartości, jak o kształcie religijenym jest błędem. Odbierając jemu człowieczeństwo z tego powodu, jeszcze większym błędem, Potrzeba religina nie jest jedną z cech ludzkich, to ludzie w sobie tę cechę kształtują i nadają. W różny sposób i z różnym skutkiem. Umiejętność godzenia się z różnorodnością, to niezwykła cecha człowieka, niezależnie czy ma potrzeby religijne, czy nie. Człowiek bez potrzeb religijnych nadal jest człowiekiem, i to on swoją postawą zaświadcza o swoim życiu. Znam ateistów po stokroć lepszych ludzi od katolików.

      Usuń
    7. a ja znam wielu katolików lepszych od ateistów i do czego dochodzimy w takiej dyskusji?
      szkoda!

      Usuń
    8. Że wszyscy są ludźmi i należy się wzajemnie szanować bez względu na poglądy.

      Usuń
    9. a czy ktoś twierdził inaczej?
      szkoda, że nie można rozmawiać abstrakcyjnie, a nie przepychać się.
      Muzułmanie, buddyści i większość ludzi na świecie, łącznie z ateistami maja potrzeby religijne, a mi chodziło o sytuację gdy ktoś takich potrzeb świadomie nie ma. Czy wogóle taka sytuacja jest możliwa.
      Nie rozumiem Twojego ostatniego zdania, niestety.
      Człowieka szanować bo jest człowiekiem - tak. Za poglądy, działania nie można wszystkich szanować, bo sie tak nie da!
      Oszusta, bandytę, ludobójcę,.... można?

      Usuń
    10. Andrzeju, tak, można, a nawet należy. Miłuj bliźniego swego... Szacunek, to nie włażnie w dupę. Szacunek w wypowiedzi, bez lekceważących epitetów, jest wręcz konieczny. Jestem chrześcijanką i nie ja będę osądzała czyny ludzi, których wspominasz Upierasz się przy potrzebach religijnych ateistów, a nie masz racji, i nie dopuszczasz myśli, że może być inaczej. Tak, taka sytuacja jest możliwa. Jeżeli nie rozumiesz, nic na to nie poradzę.

      Pozdrawiam

      Usuń
    11. I jeszcze jedno. To my, Ty, ja, inni ludzie, swoim zachowaniem zaświadczamy kim jesteśmy. U niektórych katolików nie podoba mi się pogarda z jaką zwracją się do innych ludzi, (wyrażają się o innych), w tym momencie nie różnią się niczym od tych oszustów, bandytów... tak to wygląda.

      Usuń
    12. myślę , więc jestem, a nie - wierzę - więc jestem

      Usuń
  10. Jestem wyzuta z uczuć religijnych.10 lat. Od śmierci mojego ojca. Tam, "na górze", dla mnie i tylko dla mnie, nikt nie istnieje.

    Oj przydałoby się tak...drin za drinem. Młodość. Szaleństwo. Ba!

    Pozdrawiam w ten duszny wieczór :)
    Dziękuję, że jesteś (mimo, że tak rzadko wpadam - doceniam i nie opuszczę).

    OdpowiedzUsuń
  11. zrobiłaś kolejne wrażenie. na mnie. tym wierszem. płatkami kwiatów które miały wpływ na smak kolacji.
    ps kiedyś napisałam "Naczynia Potłuczone". tak mi się skojarzyło. muszę odgrzebać z wykopalisk.
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie wykop :) naczynia potłuczone kojarzą mi się z roztargnieniem :)

      Usuń
  12. zderzyły się dwie kultury, cywilizacje... a gdzieś pośrodku kolacja o innym smaku...
    ściskam :**

    OdpowiedzUsuń
  13. I znowu, znowu tytuł, który przesłania wszystko...
    "Naczynia połączone" - tak zawsze mówi mój Hubby :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdzieś ubywa, gdzieś indziej przybywa i na odwrót. Dawanie i otrzymywanie. Dałaś mi kalosze wypełnione wodą. Co mam Ci dać? Może tę ciepłą kałużę z dzieciństwa, po której pływały statki z łupin orzecha o papierowych żaglach...Jeżeli tylko zechcesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równowaga :) tak mi przyszło do głowy. Dziękuję Haniu za poczytanie i refleksję.

      Usuń
  15. Odniosłem wrażenie krzyżowania się dwóch rzeczywistości... obu odległych do chwili bieżącej...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.