czwartek, 28 lutego 2013

O zobowiązaniach



Mogłabym mówić tak długo, aż język zamieni się w wstążkę mierniczą,
którą owija się wokół cudzych oczekiwań, żeby sprawdzić,
czy jeszcze mieszczę się w rozmiarze kobiety rozsądnej,
pracowitej, uśmiechniętej w odpowiednim momencie,
tej, która potrafi skończyć zaczęte zdanie i zaczęte życie,
najlepiej w jednym kwartale.

Mówią: wystarczy pół roku, by napisać książkę,
miesiąc, by uporządkować chaos, jeden telefon, by wybaczyć.
Jakby czas był lasem, do którego można wejść z koszykiem
i wrócić z pełnymi rękami sensu,
jakby sens rósł pod ściółką i czekał cierpliwie,
aż ktoś go znajdzie i nazwie sukcesem.

A ja wiem, że scenografia zmienia się szybciej niż aktorzy.
Dekoracje są nowe, światła ostrzejsze, ale człowiek pozostaje ten sam,
z kieszeniami wypchanymi strachem i małymi nożami konieczności.
By ocalić własną skórę, potrafi odciąć cudzą historię
z taką precyzją, z jaką krawcowa podcina nitkę,
uśmiechając się przy tym, bo przecież to tylko poprawka.

Uwierzyłam w wersję wydarzeń, w której miłość jest zobowiązaniem
podpisanym drobnym drukiem, a lojalność klauzulą,
którą można wypowiedzieć bez podania przyczyny.
Uwierzyłam człowiekowi, który mówił o przyszłości
jak o mieszkaniu w stanie deweloperskim: jeszcze surowe,
jeszcze puste, ale już nasze.

Nie zauważyłam, kiedy fundamenty zaczęły pękać,
bo byłam zajęta uśmiechaniem się do siebie w lustrze,
ćwicząc wyraz twarzy kobiety dojrzałej,
która rozumie, że kompromis to najwyższa forma czułości.
Dopiero później odkryłam, że kompromis bywa
najciszej zadanym ciosem.

Można stworzyć historię bez podparcia,
historię, która unosi się jak most z mgły,
wszyscy po nim przechodzą, nikt nie pyta, kto go zbudował.
Własność rozmywa się w zbiorowym my,
ambicja zamienia się w automatyczne powtarzanie fraz,
a odpowiedzialność wędruje jak bezpański pies
od drzwi do drzwi.

Tak, człowiek wciąż ten sam, z tą samą zdolnością do przetrwania
za wszelką cenę. Jeśli trzeba zamilknie, skłamie,
nazwie twoje znikanie koniecznym etapem rozwoju.

Najbardziej boli elegancja tego gestu.
Chłód, który nie podnosi głosu.
Miłość, która mówi: rozumiesz przecież,
i tym samym przerzuca ciężar winy jak płaszcz na twoje ramiona.

A jednak, i to jest moja prywatna herezja,
w zobowiązaniach kryje się także coś czystego,
jak pierwszy szkic sonetu, w którym nie chodzi o rymy,
lecz o skupienie, o to, by wytrwać przy jednym imieniu
mimo hałasu.

Oddanie nie musi być ofiarą.
Może być spokojnym trwaniem przy sobie,
głębokim szacunkiem dla własnej skóry,
która tyle razy była walutą w cudzych transakcjach.

Dziś uczę się innej umowy:
że nie będę już ratować nikogo kosztem własnego oddechu,
że jeśli ktoś podnosi rękę w imię przetrwania,
nie nazwę tego miłością.

O zobowiązaniach mogłabym mówić długo,
ale wystarczy jedno zdanie,
które piszę jak podpis pod nowym początkiem:
nie jestem niczyją sceną.



11 komentarzy:

  1. prawda jest taka, że żadnego człowieka do końca nie poznamy, także dlatego, że nie zawsze zdąży, bo nie ma odpowiednich uwarunkowań, by pokazać całego siebie. I my także. Gdy jednak uwarunkowania zaistnieją, wtedy możemy mocno się zdziwić.
    Nie wiem czy zrozumiałam Twoje słowa...

    OdpowiedzUsuń
  2. I wlasnie tak zycie, czlowiek nas zaskakuje...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabija by ratować własną skórę, a co z duszą?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. tyle obcy ludzie sa lepsi od przyjaciol,bo nie rania.
    Jest sie na nich odpornym.Gdy maja Cie w dupie to nie zwraca sie na to uwagi.
    O dwa zdania za duzo...
    Ci ktorych kochamy umieja najmocniej ranic.
    Szkoda ,ze nie umial podziekowac za cudowny prezet ktory otrzymal spotykajac Ciebie...wazna jest tylko magia i poezja slow ktora masz w sobie.
    Malgosiu mila pewnego dnia stanie ten jednyny i otuli Cie swoja osoba jak plaszczem,serdecznosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. Jednak ja wciąż wierzę w ludzi, a tych, których kocham - im wierzę w szczególny sposób. Może jednak czas, by się odwrócić.

      Ten jedyny jest już przymnie, więc spoko :)

      Usuń
    2. Zle zrozumialam - przepraszam =)

      Usuń
  5. Taaa. Rozumiem to bardzo dobrze. Nie daj się Małgosiu! Nie daj!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.