niedziela, 15 kwietnia 2012

trema




wiatr rozrywa drzewa
nie przynosi ukojenia żal uciskany obcasami
klik - klak zapowiada się wieczór
pies leży na lodowatej wycieraczce
ponagla spacery w stronę sklepu
w którym widywałam kobietę narzucającą
płaszcz o szerokich połach po jej wyjściu pękam
w kącikach ust lęk

przerażający śpiew budzi mnie z choroby
 w niedostosowanym ubraniu mylę lekarza z położną
szelest bielejących fartuchów nasila się
chociaż gdybym potrafiła opowiedzieć
jak zimna i obca sobie jestem

następnego dnia znowu brakuje gwoździ


8 komentarzy:

  1. To sam lód, zimno i ziąb... w trakcie wiosny...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiersz rozedrgany niepokojem, ale chyba o to w nim chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. ..rozerwane drzewo murszeje..
    ..staje się obce dla gwoździ..
    ..pies akceptuje chłód wycieraczki..
    ..człowiek nie chce być zimnym dla siebie..

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za poczytanie i refleksje :)

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.