czwartek, 29 lipca 2010

wybór który akceptuję


Tak, tak - poezja, każde słowo, gest, zapisane – poezja. Poszukuję codziennie, na dzień dobry, obiad z kolacją i na gołe stopy wieczorem, kiedy różowe niebo stawia przecinki przed snem. Całkiem gustownie prezentują się na poduszkach, białej pościeli i nie jest za późno, żeby młodej kobiecie napisać – jeszcze mocniej! Dawniej pewnie mało by mnie to obchodziło, wątpię, żeby w ogóle interesowało mnie coś więcej niż ja sama. Dzisiaj kręcę się w fotelu, bo pada deszcz. Jestem daleko od domu, auto skasowane na podjeździe ślini się do mechanika. Dzisiaj dotykam starych sosen i odliczam korytarze kornikom, jak ości blokują przepływ lawendy wymieszanej z cedrem, który skrupulatnie zapuszczam, wsuwając i wysuwając szmatę – dziura po dziurze. Gdyby ktoś z boku przyglądał się tym czynnościom, pomyślałby - nudzi się dziewczyna. A ja się ze sobą nie nudzę, słyszę jak jestem sobą, skrzypi kolano ze starości i nadgarstek opowiada o urazie ze spływu Różycą, a może, Wdą. Później wsuwam język miedzy zęby i ćwiczę stakkato na s i sss. Nie mam telewizora, więc nie zerżnę się na dywanie, między kominkiem a filmem porno, co mnie nie przeraża. Odkryję no nowo linię brzucha i może pojęczę jak mi dobrze, zanim zbiegną się okoliczne sarny do spiżarni w głębi ogrodu. Między mną a mną nie ma tajemnic, śmiem pytać na głos i witać dzień mimo, że zaprzyjaźniony lekarz zawsze powtarza, że gadanie ze sobą to objaw ostrej choroby psychicznej. Niewątpliwie, kiedy podnoszę stopy, znikają duchy. Tak jak dzisiaj, wymiotłam wszystkie kąty i pocieszam się, że mogę chodzić bez skarpetek i nikt nie brudzi moich stóp. Czysto jest. Być może gdybym nosiła imię takie, co to niesie dobrą nowinę, nie kojarzyłabym się z czarownicą, być może byłabym ukochaną i boleściwą. Szanowana - byłabym pragnieniem do kojenia myśli tuż przed snem. A tak, przez Małgorzatę, namiętność wykrawana z każdego grzechu męczy mnie jak zgaga po cieście drożdżowym. Jestem obdarzona specjalnymi względami, nie mówię klarownie, ubieram się zawsze inaczej niż inni, czeszę na faceta w czerni i perfumuję jedynym w swoim rodzaju zapachem, którego nawet mąż nie może zidentyfikować. A przecież, aby dojść do sedna, wystarczy spojrzeć na księżyc, ale o romantyzmie, to mogę jedynie pomarzyć. Pomijając wiele faktów, wolę wakacje ze słońcem… gdzie piasek odbija się na piętach, a skóra onirycznie potęguje ciekawość sąsiadów. Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale lubię być sama z powiekami, z kurą, z zepsutym zamkiem w drzwiach, nie śnić i nie plątać się przy śniadaniu z talerzami. Kiedy już się tak nabędę, na wprost i na wznak, wymacam muchy na parapecie i wyrównam oddech. Przeliczę wszystkie żeberka w grzejnikach i znieczulę mózg - dotkliwie wyłapując błąd po błędzie. Wtedy pomyślę z siebie samej, że przydałoby się spotkać z kimś na podobieństwo. I takie dotykanie kręci mnie najbardziej. Za kilka dni odwiedzi mnie przyjaciółka, która wie, że poezja to nie choroba i że na kłopoty najlepszy jest dystans, a na plotkujące koleżanki - szlaban. Dla tych kilku chwil warto jest przewrócić życie do góry nogami.

22 komentarze:

  1. Pięknu i głębi przeżyć należny jest szacunek, to sakrum. Niewiele go wokół mnie, więc klękam przy każdej nadarzającej się okazji. Klękam przed tym tekstem, to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, że ja to w poezji nie za dobra, ale taka proza... to jest kawał prozy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ..wydrukuję i włożę do notesika..gdzieś , żeby był zawsze pod ręką..słowa mi bliskie..jak bardzo! Buziak Margo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też lubię być sama i lubię wszystko co napisałaś, a nawet to czego jeszcze nie napisałaś, ale napiszesz.
    Mag.. jaki to zapach? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbyszku - dygam :)

    Magento - jest moim ulubionym kolorem, a na prozie to ja się nie znam i pewnie na poezji też nie :)

    Pchełko - dzięki i wzajemny:*

    Kasiu - się podobne zebrały :) Soir de lune - miłość od pierwszego nosa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Holden - czyli dla Ciebie jestem chora! Bywa i da się z tym żyć! Na szczęście są ludzie, którzy myślą inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie się czytało.
    Poezja chorobą nie jest, ale zdarza mi się czytać i pisać wiersze delikatnie mówiąc chore, więc sam nie wiem jak to jest.

    OdpowiedzUsuń
  8. no,no!
    jak ci ona taka jak i ty
    to ja się trochę boję..
    ale co tam
    krzywdy sobie nie zrobicie (chyba)
    miłych wspólnych godzin, które w tych okolicznościach i tak zawsze płyną zbyt szybko.
    buziole :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Poezja to samo zdrowie!
    Jeszcze nie moja pora na piwo, zatem upajam się Twoim tekstem, a kiedy coś na trzeźwo wchodzi tak gładko, wbija się w pamięć i pod skórę, znaczy wyjątkowe jest; imponujące.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Acha.. w seforze będąc zaniuszę i Ci powiem, jak to z nim jest.. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety w Sephorze nie znajdziesz, są tylko w Douglasie :) oj, ciężkie są!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie może się nudzić sama ze sobą osoba o takiej wyobraźni, o takim bogactwie, o takich skojarzeniach!
    Czuję się, jakbym przejrzała album ze zdjęciami, w dodatku wzbogacony zapachami i emocjami :)
    Podoba mi się to, jak teraz piszesz.
    Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasyciłam się tym tekstem na długo. Cudnie opisujesz!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobre, a co bardzo z tego do mnie przemawia, to przetrawienie przez doświadczenie życiowe - z mądrym dystansem, taki neorenesans stoicyzmu, ale w moim odczuciu tylko trochę, nie tak całkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. "Tak, tak - poezja, każde słowo, gest, zapisane – poezja. Poszukuję codziennie, na dzień dobry, obiad z kolacją i na gołe stopy wieczorem, kiedy różowe niebo stawia przecinki przed snem." Naprawdę piękny wybór.
    Pozdrawiam Cię Małgosiu Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
  17. czytam słowo po słowie
    piękne napisane, wszystko...
    jakie to bliskie
    "Między mną a mną nie ma tajemnic, śmiem pytać na głos i witać dzień mimo, że zaprzyjaźniony lekarz zawsze powtarza, że gadanie ze sobą to objaw ostrej choroby psychicznej.... Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale lubię być sama z powiekami, z kurą, z zepsutym zamkiem w drzwiach, nie śnić i nie plątać się przy śniadaniu z talerzami"

    Przyjemności życzę i żeby ten czas z przyjaciółką za szybko nie minął.. piękne to chwile :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziękuję mili za poczytanie i refleksje :)

    OdpowiedzUsuń
  19. To proza do której jakikolwiek komentarz okazałby się ujmą - nie dlatego, ponieważ tekst jest intymny, ale dlatego, forma w jakiej owa intymność została zobrazowana - jest doskonała. Czuję przeogromny szacunek dla Ciebie i tego, co (a przede wszystkim jak) piszesz. Gdyby nie zgasło słońce panteonów, zapewne miałabyś swój - jako bogini słowa...

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz lekkie pióro, czytam z przyjemnością Twoje felietoniki, co to będzie dalej, może wydanie książkowe prozy? pozdrawiam.
    JBZ

    OdpowiedzUsuń
  21. Zaczytuję się i wnikam i niech idą gdzieś Ci mądrzy doktorzy, co to dziamoczą, że mówić do siebie to objaw choroby - ja też często odbywam monologi i dialogi z barwną ścianą i zawsze mi wtedy jakoś inaczej, lepiej - może to nie wyrokuje choroby lecz antidotum, dobry lek?
    Lecę buszować dalej po tworach Twojego talentu.

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.