![]() |
| Rafał Babczyński |
Czasami dostaję pytania.
Sas*: Jakie możliwości artystyczne otwiera dla poety posługiwanie się wersem dłuższym niż dwadzieścia sylab?
Innymi słowy, co może zyskać przekaz poetycki zapisany prawie poetycką prozą?
Małgorzata Południak: Kiedy zaczęłam pisać wiersze, zapisywałam je krótką frazą. W prozie ciągnęłam wielokrotnie złożone zdania, jak myśli przed snem. Urywały się i rano nie wiedziałam, co dalej. Krótka fraza wynikała z pośpiechu, nie miałam konceptu na dłuższe myśli, obrazy. Robiłam się nerwowa, traciłam wątek. Dużo mówiłam, za dużo. Podróżowałam, wypełniał mnie chaos, przystanki, szybkie noce. Do tego stopnia, że myśli zapisywałam równoważnikami zdań. Po wydaniu książki okazało się, że czas na otrzeźwienie. Tamte wiersze zrobiły się odległe, stałam się małomówna, zaczytana, zajęta. Ucieczka w świat, który nie mieści się w dłoni, jest ciekawsza. Krok po kroku zaczęłam wypróbowywać różne warianty recepcji bodźców, przez które nie mogłam spać. Zrezygnowałam z tłumu wokół siebie, a rozbudzoną ciekawość kończyłam narracją, albo monologiem. Narracja daje poczucie wolności, pewien rodzaj decyzyjności.
Świadomość niebezpieczeństwa, że nie mieszczę się w przyjętym kanonie wydała mi się zwyczajnym truizmem, bo kto ma dzisiaj rację? Mieszkam w Irlandii, czytam Becketta, Joyce'a, Shawa, Yeatsa, etc. W Irlandii każdy jest poetą i muzykiem, jak w Holandii każdy jest malarzem, to nic nadzwyczajnego, wyjątkowego?! Nie współcześnie. Wielu moich polskich znajomych mówi do mnie, pisze, "skróć frazę", "pozbądź się słów", "zminimalizuj". Każdy przekonuje do swojego sposobu pisania, widzenia świata. Niewielu z tych ludzi spróbowało mnie poznać, niezrozumienie jest skazą, jest problemem czasu, w którym żyjemy. W moich wierszach zajmuję się odnajdywaniem pewnego modelu życia. Nie chcę nikomu dorównywać. Poszukuję harmonii, wewnętrznie mierzę się z tym, co mnie otacza. Tego się nie da wyrazić wymknąwszy się z biura, na światłach, na lunchu, czy w kolejce do kina. Jestem osobą śmieszną, ale zarazem potwornie despotyczną, całe życie zdobywałam nad kimś przewagę. Nie mogłam i nie chciałam sobie pozwolić na używanie słów, "nie umiem", "tak, dostosuję się”. Konsekwentnie karmię czytelnika rybami z oceanu. Pobudzam ich pragnienie, dziwności, odrywam od zgorzknienia, najróżniejsze uczucia, które w literatach powodują lęk przed śmiesznością. Żeby zakryć siebie, należy pobudzić metafizyczną obecność czytelnika w każdym wersie. Tym się zajmuję. Ciągnę frazę, jak osioł z pobliskiego pola wpatruję się w krople deszczu. Tu wszystko jest z wody i grymasów, gestów, bez słów, bez akrobacji. Jeżeli widziałeś taniec irlandzki, powinieneś wiedzieć, że pewność siebie osadzona jest w autosugestii. Pozbywając się pazerności, z łatwością sięgasz po czytelników, którzy mają dość kiełkowania w ciepłym słońcu. Dość tkliwych wzruszeń. Jeżeli ktoś ulega złudzeniu, że czytelnik przeczyta wszystko, myli się. Najpierw budowałam zdania oszczędnie stosowanymi środkami stylistycznymi, dzisiaj po prostu zapisuję myśli. To nie jest paplanina, piszę w ciszy, w ukryciu, czasami w strachu, wciąż poszukuję sposobu na wyrażanie siebie. Tego już nie da się w dwudziestu sylabach.
*Sas - 1965, nauczyciel, pszczelarz, poeta, współtwórca grupy "Poet Poet", pisma "Karton", współpracownik pisma "Rita Baum", w którym prowadzi salon odrzuconych, zwany "Poczta Poetycka". Stale publikuje we wrocławskim roczniku SPP "Pomosty", co kwartał czyta wiersze z poetami ZLP w KMiL we Wrocławiu, od 2004 prowadzi happening poetycki na grobie Wojaczka, który zakończy się w 2015 roku. Zadebiutował w 2001 roku tomem "Komentarze". w 2014 roku 5 wierszy do muzyki Rafała Augustyna zostanie wydanych po polsku i angielsku w formie dodatku do Jego płyty. Zwolennik literatury zaangażowanej w sprawy doczesne.
