Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Baranowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Baranowski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Po

 


Nie wiem, kiedy człowiek zaczyna być nieobecny.
Może nie wtedy, kiedy umiera.
Może wcześniej, kiedy dzwonimy i nie odbiera,
ale jeszcze myślimy: oddzwoni.
Albo kiedy widzimy coś śmiesznego
i przez chwilę zastanawiamy się, komu to opowiedzieć.

Tadeusz umarł.

To zdanie jest za krótkie.
Można je położyć na stole pomiędzy cukierniczką
a rachunkiem za prąd i nic się nie stanie.
Świat nie przewróci filiżanki.
Samochody będą jechały jak zwykle.
Ktoś kupi farbę, wyrzuci gazetę,
będzie się spieszył, a może nie.

Anka została z jego rzeczami.
Ja zostałam z pamięcią, która ma fatalną orientację
i przychodzi nie tam, gdzie ją proszę.

Wczoraj pomyślałam o jego obrazach.
O tych, które wyglądały, jakby powstały przez przypadek,
jakby ręka najpierw chciała zrobić coś innego
i nagle zmieniła zdanie.

To mi się wydaje uczciwe.

Dobra sztuka czasem robi właśnie to:
zmienia zdanie w połowie.

Śmierć jest pod tym względem wyjątkowo konsekwentna.
Nie zmienia zdania nigdy.

Potem przypomniała mi się drukarska farba, jej zapach,
czyjś głos, rozmowa, której nie pamiętam,
ale pamiętam, że się śmialiśmy.
Nie wiem już z czego.
I bardzo dobrze.

Są wspomnienia, które powinny mieć prawo
do własnej nieścisłości.

Może dlatego człowiek zostaje dłużej
w cudzym życiu, kiedy nie da się go dokładnie opowiedzieć.

Tadeusz zostawił obrazy, komiksy, Ankę,
kilka zdań, których nie zapisaliśmy,
i pewnie mnóstwo rzeczy, których nie zauważyliśmy.

To chyba najdziwniejsza część istnienia:
najważniejsze rzeczy dzieją się obok nas
i nie mają podpisu.

Dzisiaj patrzę na pusty fragment ściany
i myślę, że można by tam coś powiesić.

Albo jeszcze nie.

Niech przez jakiś czas zostanie właśnie tak.
Jak miejsce po obrazie, którego nie zdążył namalować.
Albo jak obraz, który Tadeusz zostawił specjalnie dla nas,
żebyśmy się wreszcie
nie wtrącali.




Ten wiersz sprowadzałam do paska kilkanaście razy przez ostatnie kilka dni. Wykreślałam słowa i chlipałam pod nosem. I myślę sobie, niech taki zostatnie. Taki a nie inny. 

środa, 15 lipca 2026

Wakacje wakacje i po wakacjach

 



Cztery tygodnie przeleciały jak cztery dni. Za chwilę Sylwester. Tak właśnie się czuję, jakby po pięćdziesiątce kalendarz postanowił mnie za wszelką cenę wyprzedzić. Co zabiorę z Polski? Rzeczy, których nie kupię w moim irlandzkim mieście. Mgiełkę mleczną. Tonik. Nie pamiętałam, który kosmetyk polecała Małgośka ze Śląska, więc wzięłam również utrwalacz z Inglota. Córka mówi o tych produktach wow. Pożyjemy zobaczymy. Kilka tubek Alantanu z witaminą F. Kolagen typu II, retinol w skondensowanej formie i odżywka do włosów z kwasem hialuronowym i ceramidami. Nie mogę wchodzić do SuperPharmy. Vinted, jak zwykle, okazał się skarbcem bez dna. Letni kombinezon. Cichobiegi TOMS. Farby. Stalówki wszelkiego autoramentu. Tusze. Bez nich ten wyjazd byłby tylko przemieszczaniem ciała z punktu A do punktu B. Farby są jedyną walutą, którą uznaję bez zająknięcia, no może jeszcze papier, papier też.

A jednak nic się nie wyrównało. I tu wzdycham. Bo nic a nic.

Najczęściej rozmawialiśmy o Tadeuszu. Chodził z nami po lasach, siedział nad jeziorem, milczał dokładnie tam, gdzie wcześniej milczał naprawdę. Śmierć ma osobliwy talent, odbiera człowieka i jednocześnie rozsadza jego obecność. Nagle jest go więcej niż wtedy, kiedy żył. Pakujemy walizki. Weźmiesz mi to? A tamto? Zmieszczą się jeszcze odżywki do włosów? Przedmioty zawsze zachowują się przytomniej od ludzi. Wiedzą, gdzie mają leżeć. Człowiek po stracie nie wie nawet, gdzie położyć własne dłonie. Mówi się, że czas oswaja stratę. Nie wiem. Może tylko uczy chodzić z dodatkowym ciężarem, żeby z zewnątrz nie było widać, jak bardzo zmienia środek ciężkości. Nie da się rozchodzić czyjejś śmierci. Można przejść dziesiątki kilometrów. Przez las. Wzdłuż jeziora. Pomiędzy półkami drogerii, stoiskami z farbami, paczkami z Vinted. A potem i tak wraca się dokładnie w to samo miejsce. Tam, gdzie już nigdy nie będzie Tadeusza, bo Magdy nie ma już tam od dawna.

czwartek, 9 lipca 2026

Tadeusz (1945-2026)