I
Wychodzimy z cienia w ubraniach z czarnej wełny.
Zamek drażni brodę. Zbyt długi rękaw, by podać komuś rękę.
Na ulicy pachnie mokrym betonem, a może asfaltem
i czymś słodkim, czego nie potrafię nazwać.
Może tak pachnie planeta po człowieku.
W witrynie manekin bez twarzy, wisi na nim
płaszcz, który opada ciężko aż do ziemi.
Patrzę długo.
Wreszcie rozumiem,
że całe życie chciałam mieć właśnie tę rzecz.
Plecy bez historii.

Po człowieku to planeta dopiero zacznie pachnieć tak jak powinna - ziemią, roślinami, wodą. Teraz to ona raczej śmierdzi asfaltem i betonem 🫤 No ale człowiek jeszcze na niej jest, więc...
OdpowiedzUsuń