Kocham tę akwarelę i tak właśnie wyobrażam sobie zapach.
Drzewo nie zaczyna pachnieć wtedy, kiedy kwitnie.
Najpierw musi zostać zranione.
Potem wchodzi grzyb, pod korę jak ktoś,
kto zna adres, ale nie zna gospodarza.
Resztę robi czas.
Zarażone drewno ciemnieje.
Twardnieje.
Milczy.
Ktoś je ściera, wkłada do ognia, wyjmuje
i sprzedaje w małej butelce.
Mililitry ciemności. Stoję przy umywalce
i pachnę cudzą raną. To dziwnie uspokaja.
Przez chwilę nie muszę wiedzieć,
czy jeszcze jestem człowiekiem,
czy już produktem ubocznym jakiejś rośliny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.