VII. Po wyjściu
Wychodzimy z cienia. To wszystko. Żadnej muzyki.
Żadnego objawienia. Na schodach ktoś rozlał mleko.
Przechodzę nad nim ostrożnie.
Za drzwiami poranek w kolorze starego srebra.
Miasto pachnie dymem, kawą i mokrą sierścią.
Czuję ulgę. Przez siedem sekund.
Potem widzę w szybie odbicie twarzy.
Jest spokojna. Chociaż to mnie niepokoi. Podchodzę bliżej.
Szyba jest zimna. Po drugiej stronie ktoś stoi.
Nie rusza się. Ja też nie.
I dopiero wtedy rozumiem, że cień,
z którego wyszłam, nie był mój.

Takie niespodzianki mogą przyprawić o gęsią skórkę :-)
OdpowiedzUsuńRozbieram na cząstki ten fragment i łączę dowolnie w bukiety, bo ze mnie żadna florystka, nie zawsze kwiatek pasuje do kwiatka. Siedem sekund ❤️
OdpowiedzUsuń