Od kilku dni czytam o pięciu nastolatkach, którzy zginęli w wypadku na M9 (w Irlandii). Jechali skradzionym BMW pod prąd i zderzyli się czołowo z samochodem, którym podróżowała rodzina na lotnisko, trzy kobiety i siedmioletni chłopiec. Wszyscy trafili do szpitala, część w stanie krytycznym. Pięciu chłopców z BMW zginęło. I oczywiście zaczęła się dyskusja. Że dzieci, wielka tragedia ich rodzin, trzeba mieć dla nich wszystkich serce. Tak. Trzeba mieć serce. Ale trzeba też mieć rozum. Mieszkam w Irlandii czternaście lat i mam serdecznie dość udawania, że nie ma problemu. Nie mam nic przeciwko dzieciom, przecież też mam dzieci, i syn nastoletnie lata spędził w Irlandii. I dlatego też jest we mnie bunt i sprzeciw kiedy dziecko regularnie robi rzeczy, które zagrażają innym ludziom, a wszyscy dorośli dookoła zaczynają zachowywać się tak, jakby powiedzenie nie wolno/nie rób tego było naruszeniem jego praw. Bo czy wolno kraść samochody? I jak nastolatkowie kradną, to nagle to są dzieci? Włamują się do domów, zastraszają ludzi, rzucają przedmiotami w przejeżdżające samochody, celowo przebiegają przed maską auta. Demolują i zaśmiecają przestrzeń, w której żyją inni ludzie. I rodzice nadal na lokalnych grupach wypisują hasła: to tylko dzieci. Serio, wolno im więcej?
Czyli skoro wszystko wolno, to taki challenge TikTokowy: porowadzić samochodu pod prąd na autostradzie, to tylko wybryk? No nie. To nie jest trudny okres dojrzewania, tylko zachowanie, przy którym wcześniej czy później ktoś może zostać zabity. No i właśnie wcześniej czy później się wydarzyło.
Media podają, że chłopcy byli znani Gardzie (tutejsza policja), a niektórzy mieli już wcześniej do czynienia z Gardą w związku z poważnymi incydentami drogowymi i innymi przestępstwami. W noc wypadku Garda otrzymywała zgłoszenia dotyczące młodych ludzi próbujących włamywać się do domów i samochodów. Pojawiły się również informacje o filmach pokazujących niebezpieczną jazdę, w tym jazdę pod prąd, publikowanych w mediach społecznościowych. I teraz nagle wszyscy są zaskoczeni. Serio? Bo ja nie jestem. Jestem tylko wkurzona. Mieszkam na irlandzkiej prowincji. I mam czasami wrażenie, że Garda tutaj istnieje głównie z nazwy. Przez czternaście lat nie widziałam regularnego patrolu w miejscu, w którym mieszkam. Owszem, widuję samochody Gardy. Najczęściej stojące gdzieś obok Supermac's. Kanapka, kawa, może pączek. Czyli co? Patrol zakończony? A później wychodzisz na ulicę i widzisz samochody przejeżdżające na czerwonym świetle, systematycznie! Kierowcy, którzy nie zatrzymują się przed przejściem dla pieszych, auta stojące na żółtym boksie, rutyna. Hulajnogi jeżdżące, jakby przepisy drogowe ich nie dotyczyły. Dzieciaki robiące sobie z ulicy plac zabaw. I człowiek zaczyna rozumieć, że jeżeli chce bezpiecznie przejść przez drogę albo przejechać samochodem przez miasteczko, musi po prostu uważać za wszystkich. Takie jest moje doświadczenie. W okolicy są grupy nastolatków, które zachowują się tak, jakby wszystko im było wolno. Rzucają piłką w samochód. Wbiegają przed maskę. Śmiecą. Dewastują drzewa. Zostawiają po sobie napisy, zniszczenia i bałagan. Kiedyś zwróciłam uwagę dzieciom sąsiadów. Reakcja rodziców? Oburzenie. Bo jakim prawem ktoś zwraca uwagę ich dziecku? Przecież to aniołek. Oczywiście. Aniołek, który może robić, co chce, bo przecież jest dzieckiem. Syn sąsiadów potrafił pokazać mi obsceniczny gest, naśladując masturbację. Ale spokojnie. Aniołek. I właśnie to mnie najbardziej wkurwia. Nie samo dziecko. Dzieci potrafią być głupie, okrutne, impulsywne i bezmyślne. To część dorastania.Wkurwia mnie dorosły świat, który nie potrafi powiedzieć: Stop. Bo dziecko nie rodzi się z wiedzą, że można kraść samochody, zastraszać ludzi i jeździć 150 kilometrów na godzinę pod prąd. Tego się gdzieś nauczyło. I ktoś wcześniej musiał zobaczyć sygnały ostrzegawcze. Rodzic. Szkoła. Garda. Tusla (Irlandzka państwowa agencja ochrony dzieci i wsparcia rodziny). Sąsiedzi. Któryś z tych systemów. A może wszystkie. I teraz dochodzimy do bardzo niewygodnej części tej historii.
Jeden z chłopców był w pieczy Tusli, dwóch kolejnych było znanych tej instytucji. Tusla potwierdziła to w tym tygodniu i wszczęto przegląd sposobu, w jaki prowadzono ich sprawy. Nie zamierzam udawać, że wiem, co konkretnie Tusla mogła albo powinna była zrobić. Nie wiem. I właśnie dlatego nie będę urządzać sobie łatwego polowania na Tuslę. Zresztą na irlandzkich forach pojawia się bardzo rozsądny głos pracowników opieki: Tusla nie jest policją. Pracownik opieki nie może siłą zatrzymać siedemnastolatka, który wychodzi z placówki. No dobrze. Ale wtedy pytam: Kto może? Bo jeśli Garda mówi, że nie może skutecznie interweniować. Tusla mówi, że nie może zatrzymać dziecka. Rodzice mówią, że dziecko jest aniołkiem. Szkoła ma związane ręce. Sąd daje kolejną szansę. A internet daje za niebezpieczne zachowania tysiące wyświetleń i lajków… to co właściwie ma powstrzymać takiego nastolatka? Dobre wychowanie? Modlitwa? Szczęście? Bo z tego, co widzę, często właśnie szczęście. Do momentu, kiedy ktoś trafi na samochód jadący prawidłowo. Tym razem trafił. I teraz mamy pięć pogrzebów. Rodzinę w szpitalu. Siedmioletnie dziecko, które zostało ciężko ranne. Rodziny, którym życie zmieniło się w ciągu kilku sekund. I Internet dyskutujący, czy wolno powiedzieć coś złego o zmarłych. Moim zdaniem wolno powiedzieć prawdę, a jednocześnie współczuć rodzinom tych pięciu chłopców i powiedzieć, że ich zachowanie było skrajnie niebezpieczne. Można żałować, że pięciu młodych ludzi nie żyje i mieć pretensje do systemu, który wcześniej nie potrafił skutecznie zatrzymać eskalacji ich zachowania.
TikTok przecież bardzo chętnie zarabia na uwadze ludzi i dlatego powinien odpowiadać za to, co pozwala rozpowszechniać. Irlandzkie władze podobo wezwały platformę do wyjaśnienia, jak reagowała na materiały gloryfikujące niebezpieczną jazdę. Problem państwa, które najwyraźniej wciąż nie znalazło odpowiedzi na pytanie, co zrobić z nastolatkiem, który doskonale wie, że jest chroniony jako dziecko, ale jednocześnie zachowuje się jak ktoś, kto stwarza realne zagrożenie dla innych ludzi. Oczywiście nie chcę, aby dzieci były traktowane jak dorośli przestępcy. Chcę czegoś znacznie prostszego. By wreszcie GARDA zaczęła pracować. By gardziści wysyłali zdecydowany przekaz fikającym nastolatkom. I żeby za ich zachowaniem szło coś więcej niż kolejny papier do rodziców, kolejna rozmowa, sprawa skierowana dalej i kolejna szansa. Bo czasami kolejna szansa nie jest pomocą. Jest po prostu oczekiwaniem na tragedię. Nie potrafię patrzeć na tę historię wyłącznie jak na tragedię pięciu chłopców. To jest również tragedia tych ludzi, którzy jechali prawidłowo i nagle znaleźli się na drodze samochodu jadącego pod prąd. A ich nikt nie pytał, czy chcą brać udział w tej historii.
No i co słyszę? Nie powinnaś filmować złego zachowania dzieci. To są przecież dobrzy chłopcy, a ty ich wiktymizujesz. No, zajebiści są.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.