Grzebię w słowach, wyciągam je z szufladek i zastanawiam się, kto je pierwszy do mnie wypowiedział. Babcia miała na mnie dwa określenia. Kiedy wpadałam w panikę, byłam aktorką ze spalonego teatru. A potrafiłam siać zgrozę, chociaż nikt z bliskich się tym nie przejmował. Na co dzień byłam jednak szałaputem. Domyślcie się dlaczego. Dzisiaj jednak myślę, że cała ta diagnoza była mocno chybiona. Feminatywy w mojej młodości nie funkcjonowały, a przecież szałaputka jest pięknym słowem w swoim brzmieniu.

Szałaputka to faktycznie piękne słowo, w postaci feminatywu nabiera nowej jakości...
OdpowiedzUsuńBardzo bardzo :*
UsuńGrans always possessed the most colorful phrases for us growing up. Mine used to call me a little hurricane whenever I caused chaos around the house. "Szałaputka" is such a gorgeous, expressive word, wear it proudly as a badge of honor. Those old family nicknames stay attached to our identity decades later, usually turning out far sweeter than intended.
OdpowiedzUsuńYou’re right. It’s nice to be taken back to those early years, even to childhood, by a single word. Somehow those old nicknames never really disappear :)
UsuńMusiałam wyszukać znaczenie tego słowa, bo go nigdy nie słyszałam. Znam Cię jedynie z Twojego bloga i komentarzy u innych i jakoś nie bardzo pasują mi do Ciebie określenia trzpiotka, pędziwiatr czy lekkoduch 😃
OdpowiedzUsuńA bo ja teraz stateczna matrona jestem, a to było ponad 40 lat temu, więc wiesz... zmieniłam się :)
Usuńszałaputka brzmi znakomicie. a generałka?
OdpowiedzUsuńTeż brzmi znakomicie. Lubię feminatywy. A przecież były w języku od zawsze, tylko po wojnie wiele z nich zostało wypchniętych przez przyzwyczajenia ukształtowane w bardziej patriarchalnym porządku. Dziś bywa, że niektóre osoby czy grupy społeczne nie chcą tego zrozumieć i nie dlatego, że feminatywy są nienaturalne, ale dlatego, że przez lata nikt ich nie używał. To akurat jest trochę smutne.
Usuńdla mnie generałka brzmi jak zdrobnienie, coś jakby "mniejsza generalica" i sporo feminatywów przez te nieszczęsne -ka zachowuje się jak coś mniejszego - prezeska, dyrektorka - u mnie w pracy szefowa poprosiła, żeby do niej tak nie mówić.
Usuńoko
Wszystko jest w głowie człowieka. Mnie nic nie umniejsza, dlatego jestem graficzką, a nie grafikiem. Jak człowiek sobie coś wbije, to nie wybije w swojej upartości i tyle.
Usuńi ja byłam tak określana :-) nazywana. w dzieciństwie i potem tez. znam je doskonale i zawsze mi sie podobało.
OdpowiedzUsuń:) szałaputka wydaje się mi bardzo przyjemym określeniem i sympatycznym, bo większość z tych nowomodnych określeń, które czasami słyszę, czy czytam mają pejoratywne zabarwienie.
UsuńCudownie, że masz takie językowe pamiątki po babci:-)
OdpowiedzUsuńo właśnie, szaławiła właśnie Agniecha mi przypomniała, a to też padało u mnie w domu :*
UsuńSzaławiła. Znam takie, bardziej niż szałaput.
OdpowiedzUsuńOoooo tak tak, piękne słowo :*
UsuńMnie babcia nazywała powsinogą, bo całymi dniami wałęsałam się po wsi. Ty szałapucie też jej się zdarzało mówić. Są zawody, w których końcówka -ka jest oczywista, tak jak w przypadku podanej przez Ciebie graficzki. Mówimy lekarka, milicjantka, nauczycielka. Osobiście nie lubię określenia prezeska, bo kojarzy mi się z lizeską. Podobne odczucia mam w przypadku słowa ministra. Jednym z moich ulubionych filmów był "Pani minister tańczy". Nie wyobrażam sobie by mógł on brzmieć "Pani ministra tańczy". Dziękuję za komentarz na mim blogu. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBardzo proszę. Rozumiem, na szczęście możemy mówić/używać wymiennie, jak komu pasuje.
UsuńO szalawila też znam!
OdpowiedzUsuńInnyglos
A później, jak już zaczęłam pływać kajakami, zostałam harpaganką :P
Usuń😂😂 Moja babcia o swojej sąsiadce mawiała "harpagan nie baba" 😁
UsuńNooo i to jest piękne!
Usuń