Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie tekst, który dla wielu osób, jak i dla mnie, mimo wszystko, będzie niewygodny. Nie dlatego, że jest brutalny, (nie jest, bo nie wbijam żadnej kosy hejterkom, chociaż powinnam), bardziej dlatego, że jest rozpoznawalny. Męczy mnie narastające zmęczenie, nie jestem zdiagnozowana, ale znam babki zdiagnozowane (na ostro) udające, że są spoko (tak też można, jak widać). Kobiety robią to innym kobietom. Nie wszystkie i nie zawsze, żeby nie było, bo jestem w wielu serdecznych relacjach z niezwykłymi kobietami. Ale wystarczająco często natykam się na te fałszywe , żeby stało się to osobnym zjawiskiem. Nie chodzi nawet o otwartą wrogość, bo wtedy wiadomo co i jak. Chodzi o te drobne gesty umniejszania. Nauczycielka i poetka patrzy na tatuaże i uznaje, że ma prawo wygłosić opinię w komentarzach to tu to tam. Nieproszoną. Protekcjonalną. Jakby jej gust był normą, a moje ciało odchyleniem. Innym razem kpi z czarnych ubrań. Ktoś z jej otoczenia nabija się z mojego zachwytu dla sztuki. Śmieje się z mojej wnuczki, bo ta lubi styl Wednesday Addams. Jakby dziewczynka miała obowiązek lubić róż, jednorożce i odpowiednio dobraną społecznie dziewczęcość. Chociaż ta pani chętnie wystroiła by moją Sophie w blue. Okazuje się, że nawet siedmiolatka jest oceniana za niewłaściwy rodzaj wyobraźni. To jest właśnie ten mechanizm. Nie chodzi o tatuaże czy o kolor ubrań. Nie chodzi nawet o poezję. Chodzi o pilnowanie granic. O nieustające wysyłanie sygnału: zostań tam, gdzie cię ustawiono. I jak to teraz bywa, za kilka godzin po tych komentarzach trafiam na artykuły opisujące kulturę internetową i w nich autorki zwracają uwagę, że kobiety są szczególnie surowo oceniane za widoczność, odmienność i publiczne zabieranie głosu. Co ciekawe, część tego pilnowania norm wykonują same kobiety. Nie dlatego, że są złe. Dlatego, że przez całe życie uczono je, iż przetrwanie zależy od dopasowania się do wzorca, a odstępstwa należy korygować. I tak sobie analizuję i widzę to również w środowisku literackim. A nie, nie tylko literackim, co ja piszę, wszędzie się to szerzy, gdzie jest nas więcej niż dwie. No i coraz częściej mam wrażenie, że żyjemy w epoce produkowania widoczności.
Nie dzieł.
W I D O C Z N O Ś C I.
Nie pracy.
W I D O C Z N O Ś C I.
Nie jakości.
W I D O C Z N O Ś C I.
Profil. Zdjęcie. Festiwal. Wystawa. Spotkanie pod balkonem. Wspólna fotografia. Kolejny panel. Kolejna autoprezentacja. Kolejna deklaracja o wyjątkowości własnej twórczości. A potem zaglądasz do środka. Czytasz. Oglądasz. Analizujesz. I nic tam nie ma. Nie pustka metafizyczna. Pustka intelektualna. Pustka artystyczna. Za to mnóstwo autopromocji. Wiele wydarzeń kulturalnych zaczyna przypominać zamknięte układy towarzyskie. Ci sami ludzie polecają tych samych ludzi. Te same nazwiska zapraszają te same nazwiska. Powstaje system wzajemnego potwierdzania własnej ważności. Nie trzeba już tworzyć czegoś istotnego. Wystarczy odpowiednio często pojawiać się w kadrze. Media społecznościowe tylko ten proces przyspieszyły. Paradoks widzialności, im bardziej widoczne stają się kobiety, tym silniejsza staje się presja kontrolowania ich wyglądu, zachowania, wypowiedzi i miejsca w hierarchii. Widoczność staje się walutą, a waluta wywołuje konkurencję. I zauważyłam coś szczególnie przykrego. Nie krytykę. Oj nie! P O G A R D Ę. Bo to jest tak, że krytyka jest potrzebna. Można w niej powiedzieć wiele o tekście, że jest słaby i wyjaśnić dlaczego. Albo opowiedzieć, że plakat jest nieudany, czy organizacja wydarzenia pozostawia wiele do życzenia, a te deski z palety, na które siadają twoje dzieci i koty, nasączone są środkiem trującym i można sobie zrobić kuku, oj można, zwierzętom również. To są normalne rozmowy, chyba. Ale czym innym jest krytyka, a czym innym pogardliwy komunikat: Kim ty jesteś, żeby się wypowiadać? Kim jesteś, żeby pisać? Kim jesteś, żeby mieć własny głos? Kim jesteś, żeby nie wyglądać jak należy? Kim jesteś, żeby nie zachowywać się jak należy? Wiele kobiet zna ten rodzaj doświadczenia. I powraca ten sam motyw, nieustanne ocenianie przez inne kobiety wyglądu, wieku, sposobu ubierania się, zainteresowań czy sposobu wypowiadania własnych opinii. I to zdziwienie, że część osób tę pogardę zauważa i ją piętnuje. Nooo tak, tak. Teatralna kiedyś podjęła walkę, ale dość szybko dotarło do niej, że z tą warstwą społeczną (tłuszczą) nie ma możliwości się porozumieć. I co jeszcze najbardziej mnie zdumiewa? Jak bardzo to wszystko jest przewidywalne. Kobieta w czerni jest problemem. Kobieta z tatuażami jest problemem. Kobieta inteligentna jest problemem. Kobieta odnosząca sukces jest problemem. Kobieta starsza jest problemem. Kobieta młodsza jest problemem. Kobieta zbyt cicha. Kobieta zbyt głośna. Kobieta zbyt elegancka. Kobieta zbyt ekscentryczna. Kobieta zbyt obecna. Kobieta zbyt niewidoczna. W pewnym momencie człowiek zaczyna rozumieć, że nie istnieje sposób bycia kobietą, który byłby wolny od oceny. Dlatego coraz mniej interesuje mnie walka o akceptację. Coraz bardziej interesuje mnie uczciwość. Jeżeli organizujesz gazetkę regionalną, czy jakąś wystawę tylko po to, żeby zdobyć grant, powiedz to wyraźnie i nie traćmy czasu. Jeżeli promujesz wyłącznie własne środowisko, któremu nie płacisz wynagrodzenia za ich pracę, tylko czerpiesz z niej do dna, powiedz to i nie czaruj mnie, że spędzę dobrze czas w niedzielę po południu czytając wiersze na jakimś placu przed urzędem, i tylko ty otrzymałaś wynagrodzenie i twój kolega artysta/grafik (z resztą mam wątpliwości, czy rzeczywiście jest grafikiem). Jeżeli interesuje cię bardziej rozpoznawalność niż literatura, powiedz to, pójdę w swoją stronę. Przynajmniej będzie jasno. Najbardziej męczy mnie nie zło. Męczy mnie fałsz. Te wszystkie deklaracje o siostrzeństwie, otwartości, wspieraniu kobiet, różnorodności. A potem przychodzi kobieta z własnym głosem. Nieco starsza. Niepasująca. Nieubrana w odpowiednią estetykę. Nieprzynależna do odpowiedniego kręgu. I nagle okazuje się, że dla niej miejsca już nie ma. Bo współczesny świat bardzo często nie nagradza jakości. Nagradza rozpoznawalność. Nie nagradza odwagi. Nagradza przynależność. Nie nagradza pracy. Nagradza obecność w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. To nie jest tragedia. To nawet nie jest skandal. To jest po prostu znak naszych czasów. Epoki, w której wielu ludzi pomyliło istnienie z ekspozycją. A twórczość z reklamą samej siebie. I może właśnie dlatego warto czasem zostać przy swoim. Przy czarnych ubraniach. Tatuażach. Książkach. Sztuce. Przy własnym głosie. Nawet wtedy, gdy ktoś próbuje wmówić, że kobieta taka jak ty nie powinna pisać. Bo bardzo często za tym zdaniem nie stoi troska o literaturę. Stoi lęk. Że jednak może pisać. I to całkiem dobrze.

Trzeba po prostu olać opinię innych ludzi i mieć ja po prostu w 4 literach. Nie wyobrażam sobie jak mozna kogoś wyśmiewać, bo np. nosi spodnie i zachowuje się niekobieco. Parodia.
OdpowiedzUsuńSą tacy blogerzy, i nigdy nie wiesz z czym wypalą, czasami to mnie nie dotyka, a czasami do krwi głębokiej.
UsuńTowarzystwo wzajemnej adoracji. Tak jest w małomiasteczkowych ośrodkach promujących kulturę. Gdzie siostra załatwia wystawę siostrze, kolega koledze, itd. Przyznawanie sobie nagród i wyróżnień. I kasy. Zawsze te same twarze. Patologia.
OdpowiedzUsuńSmutne.
Usuńteraz już rozumiem...komentarz u mnie.
OdpowiedzUsuńotóż są to osoby zazwyczaj głęboko nieszczęśliwe...i nie znające umiaru w otwartym wyrażaniu opinii. też mnie kilka razy zatkało.
myślisz, że robi to Tobie z zazdrości o poezje?
zawsze jestem sobą :-)
UsuńNie wiem, co nią kieruje. Unikam człowieka.
UsuńW zasadzie komentarz zbędny, tym bardziej, że mnie samej zdarza się "wyrażać" opinię.
OdpowiedzUsuńPytanie, tak z ręką na sercu, czy można uniknąć ocen w obserwowaniu? Można te oceny zachować dla siebie., to prawda.
Z drugiej strony, lepsza chyba szczerość niż obłuda, ale szczerość czasami rani, niestety, a tego nie chcemy.
Próbowałam kiedyś zorganizować spotkania autorskie w bibliotece publicznej koleżance ze Śląska, bo zawsze zapraszałam tylko do mojej szkoły. Używano różnych wymówek, raz udało się w filii dla dzieci. Myślałam, że chodzi o rozpoznawalność itd. Okazało się, że liczne bywają spotkania dla swoich...gromadne czytania wierszy przy stole itp. imprezy.
Nie sprawdziłam, czy lokalnym twórcom płaci się równie wielkie apanaże, co znanemu autorowi kryminałów.
Można uniknąć, serio. Szczerość a pogarda, jak widać to bardzo płynna granica, szczególnie u osoby, którą przytaczam w tekście. Co do spotkań, dla swoich zawsze jest czas, a kiedy np. jestem w Polsce i dzwonię, że chciałabym, to słyszę... eee nie mamy wolych terminów, albo nie ma osoby, która poprowadzi spotkanie. Dlatego przestałam się pytać.
UsuńChcesz być dobrze pochwalony? Pochwal się sam! 😉
OdpowiedzUsuńTo chyba tak działa w odniesieniu do całej masy celebrytów. Sami sobie nakręcają popularność. Bywają w swoim towarzystwie, bo tylko tam znajdą namiastkę zrozumienia.
Tatuaże lubię chociaż sama nie mam, bo nie mogę. Ale czasem łapię się na tym, że gapię się (wg mnie dyskretnie 🫣🤪) na ludzi tak ekstremalnie wydziaranych, bo... mnie to w jakiś sposób fascynuje 😄
Zauważyłam, że zaprzęga się AI do wypisywania peanów/laurek na swój temat i znajomych. Taki trend. Wciąż lubię moje tatuaże, są ze mną 33 lata i wciąż się lubimy. Czasami widzę, że ludzie mi się przyglądają na siłowni (lustra wszędzie), bo wtedy widać moj tatuaż na plecach, bo tak na codzień wystaje mi tylko niewielki fragment, jak mam odsłonięte ramiona.
UsuńZgaduję, że są to skrzydła? 🙂
UsuńAnioł, no i skrzydła widać, do tego to klasyczny kolor cieniowany bielą.
UsuńSchemat, który opisujesz wynika z budowania swojej persony i identyfikowania się z nią. Jest niezależny od płci, kraju i środowisk. Właściwie im mniejsza grupa, bardziej 'rodzinna' tym słabsze są te mechanizmy. A im większa, mająca więcej zasobów, postrzegająca swoją działalność za elitarną tym jest gorzej.
OdpowiedzUsuńLudzie to robią nieświadomie, każdy na swój sposób rywalizuje z innymi. Nie skupiają się na tym komu po drodze dokopią, tylko na tym żeby wzmocnić swoje stanowisko w hierarchii grupy i czuć się bezpieczniej. To czysta rywalizacja schowana pod rytuałami, konwenansami i uśmieszkami. Takie zagrywki są dosłownie wszędzie. Różnica jest tylko taka, czy są czymś maskowane, czy są bardziej bezpośrednie - ale w gruncie rzeczy, zawsze jest to samo. Dlatego unikam bycia częścią grup, bo dynamika w nich ZAWSZE jest taka sama.
Tak, właśnie... dlatego wypisałam ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, szybko zauważyłam, że to nie moja dynamika. A jednak w stowarzyszeniach w Irlandii i w UK, gdzie wciąż należę, nie ma takich sytuacji, albo ludzie świetnie się maskują, chociaż nie sądzę.
UsuńHmm interesujące. Z tego co się wczytywałam w ten temat, badania i koncepcje (np. mimetyzm Rene Girarda) i zestawiałam je z moimi doświadczeniami i obserwacjami, to wychodziło mi, że dosłownie wszędzie są takie dynamiki. Jest też coś takiego jak teoria ról grupowych, czy jakoś tak, gdzie, kiedy z grupy zniknie osoba pełniąca jakąś funkcję, to zaraz inny członek grupy ją przejmie.
UsuńDziałamy totalnie nieświadomie według tych schematów, każdy na swój sposób, a w zamkniętych grupach to się wzmacnia, tym bardziej, kiedy zasoby są zagrożone, lub ograniczone.
Być może w Irlandii i UK ludzie czują się bezpieczniej, nie brakuje dotacji ani uwagi i dlatego te grupy są mniej toksyczne? Oczywiście nie wiem jak jest, bo też zwyczajnie kulturowo mogą się niby lepiej maskować, ale raczej obstawiam mniejsze ciśnienie na prestiż powiązany z pieniędzmi? Jak myślisz?
W IE społeczność jest mniejsza, ludzie się lubią, toksyków szybko się eliminuje, chyba że właśnie świetnie się maskują, co jest możliwe, ale to wynika chyba głównie z ignorancji, albo z chorych ambicji, jak napisałaś. Możliwe, że zwyczajnie skala jest mniejsza, to raczej to.
UsuńPewnie tak - skala robi różnicę:)
UsuńMargo, kiedyś Ci napisałam: miej to w tyle, nie zwracaj na to uwagi. Tak to wszystko niestety działa, jak opisałaś, ale też, że tak działa, dowiaduję się od Ciebie. Już któryś raz, bo sama nie wnikam w te struktury, nie zauważam. I nawet, kiedy wiem to z Twoich rozważań słownych, kiedy przytaczasz konkretne zdarzenia, nie umiem tego zauważyć. Nie mam w tym żadnego jak to się mówi interesu, czyli: spływa to po mnie, bo nie wiem, że istnieje. Nie zagłębiam się. nie mam oczekiwań. Naprawdę, miej to w tyle. Masz mnóstwo życzliwych osób w okół siebie, nie musisz zaglądać na inne podwórka. Twoje jest wyjątkowe, bo jest Twoje, pracowałaś szczerym słowem na nie. I teraz sprawa innych podwórek, zgoła ci, którzy trzymają nad nimi pieczę, myślą zapewne tak samo. Każde stado czuje się wyjątkowe i stroni od innego. Pokazuje swoje atuty (siłę stadną) i wszyscy kąpią się w tej samej wodzie, nawet jeśli jest ona sokiem z buraka, nalewana dzbanem każdego do jednego akwenu. Udnua pięknie przedstawiła te schematy. Przytulam, ściskam :* Miałam coś o ocenianiu, a raczej o umiejętności powstrzymywania się z oceną napisać. Ale tu już wszystko napisane.
OdpowiedzUsuńWiesz, czasami człowiek ma cieńszą skórę, i wtedy pali do żywego. Chciałabym być odporniejsza, ale nie jestem. Uściski
UsuńFałsz i pogarda potrafią zostawić głębszy ślad niż otwarta krytyka. Bo krytyka może rozwijać i prowadzić do rozmowy, natomiast pogarda zamyka ją, zanim na dobre się zacznie. Dlatego warto zatrzymać się i zastanowić, jak traktujemy innych, zwłaszcza wtedy, gdy mają odwagę być po prostu sobą.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie tak :)
Usuń