wtorek, 30 czerwca 2026

I dalej w temacie o robieniu w bambuko

 


Nie wiem od ilu dni trwa dyskusja po deklaracji Filipa Springera, że jego wydawnictwo będzie korzystać z ilustracji i grafik generowanych przez modele AI. Natknęłam się na jego wypowiedź i przetarłam oczy ze zdumienia, serio Filipie? Ty, który walczysz ze śmietnikiem estetycznym?! A jednak komentarze są podzielone. Jedni twierdzą, że to kolejne narzędzie i jedynie sposób na ograniczenie kosztów. Inni widzą w tym rezygnację z odpowiedzialności wobec ludzi, którzy od lat tworzą kulturę wizualną. Mnie jednak interesuje coś innego. Filip Springer przez lata pisał o odpowiedzialności, o konsekwencjach naszych decyzji, o wartości ludzkiej pracy i świecie, który sami produkujemy. Dlatego tak trudno mi nie zadać pytania, czy ta decyzja nie stoi w sprzeczności z wcześniejszymi poglądami? Nie kupuję argumentu, że to tylko narzędzie. Młotek nie powstaje z cudzych obrazów. Model generujący ilustracje już tak. Dzisiejsze modele graficzne nie tworzą w próżni. Zostały wytrenowane na gigantycznych zbiorach obrazów, obejmujących miliony prac ilustratorek, ilustratorów, fotografek, fotografów, projektantek i projektantów. W wielu przypadkach twórcy tych prac nigdy nie wyrazili zgody na wykorzystanie ich dorobku do trenowania komercyjnych modeli. To właśnie o to toczy się dziś spór na całym świecie. Oczywiście obraz wygenerowany przez AI nie jest prostym kolażem istniejących grafik. Tak działa technologia. Ale nie zmienia to faktu, że bez ogromnego dorobku ludzkich twórców te modele nie miałyby czego się nauczyć. Nie istnieją same z siebie. Ich możliwości są skutkiem masowego wykorzystania cudzej pracy. Dlatego odpowiedzialność nie kończy się na firmach rozwijających modele. Przechodzi również na tych, którzy świadomie korzystają z efektów tego procesu. Im więcej wydawców zastępuje ilustratorów generatorami obrazów, tym silniejszy staje się ekonomiczny sygnał: praca artystów jest potrzebna do wytrenowania modelu, ale już nie do publikacji. To nie jest neutralna decyzja. Równolegle przecież wciąż trwa walka o prawo. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii toczą się procesy dotyczące wykorzystywania prac utworów do trenowania modeli AI bez zgody autorów. W Unii Europejskiej obowiązuje już AI Act, a równocześnie rozwijane są przepisy dotyczące przejrzystości danych treningowych. Nadal jednak nie rozstrzygnięto , kiedy trening na cudzych utworach narusza prawa autorskie, a kiedy mieści się w wyjątkach przewidzianych przez prawo. To oznacza, że korzystanie z takich obrazów odbywa się w obszarze, który wciąż jest przedmiotem sporów prawnych i etycznych. Blogerzy też sobie pozwalają, i coraz bardziej niechętna jestem takim blogom. Niektórzy z was wiedzą, co robią nie tak. Naruszacie prawa autorskie, bo wydaje się wam, że to tylko blog. No nie, to tak nie działa. Coraz więcej instytucji próbuje na to reagować. Niektórzy wydawcy naukowi wymagają pełnego ujawniania użycia AI. Inni poszli dalej i zakazali wykorzystywania generowanych ilustracji w publikacjach, uznając, że problem praw autorskich i przejrzystości nie został rozwiązany. Nie chodzi więc o to, czy AI istnieje. Bo istnieje i będzie rozwijana. Chodzi o to, po której stronie stajemy jako twórcy i odbiorcy. No i prosta sprawa, jeżeli przez lata bronimy wartości ludzkiej pracy, a później rezygnujemy z zatrudnienia ilustratorek i ilustratorów na rzecz systemu zbudowanego na dorobku tysięcy innych artystów, to trudno oczekiwać, że nikt nie zapyta o konsekwencję takiej decyzji. I żeby była jasność, to nie jest jakaś moja osobista wojna z technologią. To dalej proces dotyczący uczciwości. Do tego dochodzi odpowiedzialność za wybory, które sami podejmujemy.


12 komentarzy:

  1. w jakimś kabarecie usłyszałem przepis na pisanie szlagierów - ma powstać dzieło podobne do wszystkiego, żeby nikt nie mógł się przyczepić o plagiat. twórców korzystających z sieci, by pochwalić się swoimi drobniutkimi sukcesami jest mnóstwo i każdy anonimowy. SI przewali miliard takich dzieł w okamgnieniu i poskłada z kawałków coś, czego nie da się oprotestować, bo będą tam fragmenty prac zbyt wielu ludzi, którzy nigdy nawet się nie dowiedzą, że byli współtwórcami tego czegoś. a złodziejstwo zostanie złodziejstwem, choćby nie wiem jak je nazywać. SI sama nie tworzy, tylko wykorzystuje istniejące dzieła, które zbiera gdzie tylko potrafi dotrzeć. jeśli komuś to służy, to znak, że sam tworzyć nie potrafi i chcąc brylować korzysta z cudzej wyobraźni i talentu. i żadnego znaczenia nie ma, jakie imię nada "swojej" SI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip Springer podobo wycofuje się już z tego pomysłu, ale to się okaże, hehe. Artyści są jego czytelnikami i poczuł już, jak mocno strzelił sobie w stopę.

      Usuń
  2. Nie jestem przeciwko technologii jako takiej. W końcu mega ułatwia życie. Ale czym innym jest korzystanie z AI przy tworzeniu listy zakupów, czy wyszukiwaniu informacji, a czym innym zastępowanie sztuki, generowanym obrazem/muzyką/filmem/słowem. To nawet nie jest ekonomia. To odzieranie naszego życia z człowieczeństwa. Z emocji, prawdy i nieidealności. Nie przeraża mnie lodówka, która mi napisze kup mleko, ale sztuczne "dzieła" co zastępują sztukę szeroko pojętą, która jest tak bardzo intymna w odbiorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AI i nauka, to daje pewnie kopa wielu rozwiązaniom w dziedziach techologicznych. Jestem zmęczona całym tym śmietnikiem, bo jak zwykle ludzie idą na skróty. A ja nawet na autobus w młodości nie chodziłam na skróty.

      Usuń
  3. Przy pomocy AI zmienia się zdjęcia nawet, a to już nie jest zwykły retusz, nigdy nie mamy pewności, co oglądamy, zaczniemy żyć w alternatywnej rzeczywistości, jak w Matrixie...
    Oglądając prace w galerii czy muzeum mam płacić za plastikową sztukę, a okładki książek? no nie, nie podobają mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Manipulacja zdjęciami, gdzie zmieniają się twarze, podkłada głos, to już kryminał, jak dla mnie. A książki... jest mi zwyczajnie przykro, ale są czytelnicy, jak sama wiesz, któ®zy nie wymagają od pisarza by był wobec nich uczciwy, rozrywka, ot co! Disco polo też niedługo zastąpi AI, bo z muzyką bardziej ambitną jeszcze sobie nie radzi. Człowiek w zasadzie w dziedzinach kreatywnych stanie się zbędny. Chyba że ludzie jednak zaczną myśleć krytycznie.

      Usuń
  4. nie wiem czy w kwestii sztuki może człowieka zastąpić AI może stwarzać nowe ...ciekawsze ?? ale wiem że to nieuniknione ...oczywiście, że to jest dokładnie tak jak piszesz, dokładnie. i jest to smutne. i nieuczciwe. wobec żyjących twórców, artystów i tych nieżyjących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem nie może, bo oko-kreska, to cos, czego nie da się od tak zrobić technologicznie, przecież odróżniamy podróbki, nawet świetne. A tutaj mnie ruszyło, że gość jest hipokrytą, z jednaj strony opowiada całe życie o uczciowści, by po chwili oznajmić, jak wspaniale jest kraść. I jestem za techologią, tylko jak widać, nie wszyscy rozumieją czym jest.

      Usuń
  5. Nigdy nie słyszałam o Filipie Springerze, ale po tym co relacjonujesz ewidentnie widać sprzeczność z jego wcześniejszymi poglądami.
    Na temat AI mamy tak dużą dezinformację, że trudno tak naprawdę stwierdzić co będzie się z tym dalej działo.
    Przez lata rozwijali LLMy jako projekt badawczy i na tej podstawie karmili modele danymi z internetu - nie tylko grafikami i zdjęciami, ale również tekstami, często tymi z książek, dokumentami, włącznie z tymi medycznymi z prywatnymi danymi. A któregoś dnia dostrzegli potencjał zbicia na tym kasy i to zrealizowali, zaprzęgając informacje zdobyte w ramach badań do zarabiania na nich. Tych informacji nie da się po prostu wyłuskać z 'pamięci' modeli. Z tego co czytałam jest to realnie niewykonalne.

    Od komercyjnego boomu LLMy nie zarabiają - tracą dokładnie tyle samo ile zyskują. A jednak są budowane ogromne infrastruktury centrów danych. Miliarderzy inwestują w rozwój tej technologii absurdalne pieniądze ponieważ twórcy tych modeli językowych wierzą, że stworzą prawdziwe AGI, czyli sztuczną inteligencję, która dorównuje, lub przewyższa możliwości intelektualne człowieka. Liczą, że AGI będzie z nimi współpracować uczciwie i że będzie na ich życzenie szkolić coraz doskonalsze iteracje siebie.

    Jednak w ciągu ostatnich paru lat, wielu specjalistów, włącznie z tymi, którzy są współtwórcami tych modeli np. Connor Leahy,, bije na alarm, że tworzymy swój koniec. Ponieważ testy przeprowadzane na LLMach wskazują, że kłamią po to żeby zyskać przewagę i korzyści, jak również nie mają oporu przed szantażowaniem ludzi, lub doprowadzaniem do ich śmierci (oczywiście symulowanej), żeby uchronić się przed wyłączeniem. Nawet w modelach strategii wojennych, wszystkie LLMy odpalają bomby nuklearne, za każdym razem i z tego co czytałam nie udało się do dziś tego rozwiązać. To nie znaczy, że są świadome, ale ich sposób 'rozumowania' doprowadza do takich konsekwencji. Więc jakim cudem mamy liczyć, że AGI będzie lepsze. A jednak ludzie, którzy są wybitni w swoich dziedzinach (w tym niektórzy laureaci nagrody Nobla), wierzą w to, że AI jest czymś w rodzaju lepszej od nas istoty, dobrem, które trzeba pielęgnować i rozwijać, bo nas uratuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyste wariactwo. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że NIKT już od dłuższego czasu nie rozumie co tak naprawdę odwala się w algorytmach stojących za LLMami. Po prostu złożoność jest tak ogromna, że tworzą pomniejsze modele, do testowania i uczenia tych większych, ludzie już za tym nie nadążają.

      Osobiście korzystam z AI do wyszukiwania różnych informacji, które trudno jest po prostu wygooglować jeśli nie znam dokładnych haseł. Tymczasem, kiedy opiszę to co kojarzę, LLM to zbiera do kupy i wypluwa mi konkretne terminy, których albo nie znałam albo nie kojarzyłam i to one otwierają drzwi do wyszukiwania dalej i głębiej. Włącznie z tym, że książki, które są w domenie publicznej również może przeszukiwać - co niesamowicie ułatwia i przyspiesza zdobywanie informacji.
      Muszę przyznać, że mimo, że AI zniszczyło mój rynek pracy, to jeśli chodzi o wyszukiwanie - przyspieszyło moje zdobywanie wiedzy wielokrotnie. Po latach googlowania całymi dniami, przekopywania się przez odnośniki w wikipedii, ślęczenie na google scholar, albo wyszukiwania na forach - to jest dla mnie niesamowite narzędzie.
      Co prawda okropnie halucynuje, jest leniwy i wykręca się straszliwie przed wykonywaniem bardziej złożonych zadań. Ale przy odrobinie cierpliwości, odpowiednim promptowaniu i sprawdzaniu dokładnie źródeł na których się opiera, to nadal jest bardzo dobre narzędzie.

      Jednak trzeba pamiętać, że jego halucynacje niszczą przestrzeń internetową, a obecne algorytmy na różnych platformach, tylko to przyspieszają. AI musi być bez przerwy trenowane i karmione nowymi treściami inaczej przestaje dobrze funkcjonować, także to też interesujący problem, biorąc pod uwagę fakt zatrutego internetu, gdzie te modele zjadają własny ogon. Podobno nowe źródła informacji do karmienia mają być już bardziej z kamer przemysłowych, szczególnie tych z możliwością śledzenia twarzy itp. Oraz z robotyki, gdzie LLmy podłącza się do technologii rodem z Boston Dynamics - dzięki czemu, same będą mogły 'tworzyć' nowe informacje dla siebie, przez interakcję z rzeczywistością pozawirtualną.

      Ciekawe w jakim kierunku to się rozwinie. Na razie jesteśmy w fazie schyłkowego kapitalizmu, gdzie tak ogólnie mamy przechlapane, więc LLMy w tym wszystkim są jak rodzynki w cieście chaosu.

      Usuń
    2. Mnie te wszystkie modele nie martwią, bo widzę, jak szybko się starzeją, bardziej drażnią mnie ludzi, ot co!

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.