Nie wiem od ilu dni trwa dyskusja po deklaracji Filipa Springera, że jego wydawnictwo będzie korzystać z ilustracji i grafik generowanych przez modele AI. Natknęłam się na jego wypowiedź i przetarłam oczy ze zdumienia, serio Filipie? Ty, który walczysz ze śmietnikiem estetycznym?! A jednak komentarze są podzielone. Jedni twierdzą, że to kolejne narzędzie i jedynie sposób na ograniczenie kosztów. Inni widzą w tym rezygnację z odpowiedzialności wobec ludzi, którzy od lat tworzą kulturę wizualną. Mnie jednak interesuje coś innego. Filip Springer przez lata pisał o odpowiedzialności, o konsekwencjach naszych decyzji, o wartości ludzkiej pracy i świecie, który sami produkujemy. Dlatego tak trudno mi nie zadać pytania, czy ta decyzja nie stoi w sprzeczności z wcześniejszymi poglądami? Nie kupuję argumentu, że to tylko narzędzie. Młotek nie powstaje z cudzych obrazów. Model generujący ilustracje już tak. Dzisiejsze modele graficzne nie tworzą w próżni. Zostały wytrenowane na gigantycznych zbiorach obrazów, obejmujących miliony prac ilustratorek, ilustratorów, fotografek, fotografów, projektantek i projektantów. W wielu przypadkach twórcy tych prac nigdy nie wyrazili zgody na wykorzystanie ich dorobku do trenowania komercyjnych modeli. To właśnie o to toczy się dziś spór na całym świecie. Oczywiście obraz wygenerowany przez AI nie jest prostym kolażem istniejących grafik. Tak działa technologia. Ale nie zmienia to faktu, że bez ogromnego dorobku ludzkich twórców te modele nie miałyby czego się nauczyć. Nie istnieją same z siebie. Ich możliwości są skutkiem masowego wykorzystania cudzej pracy. Dlatego odpowiedzialność nie kończy się na firmach rozwijających modele. Przechodzi również na tych, którzy świadomie korzystają z efektów tego procesu. Im więcej wydawców zastępuje ilustratorów generatorami obrazów, tym silniejszy staje się ekonomiczny sygnał: praca artystów jest potrzebna do wytrenowania modelu, ale już nie do publikacji. To nie jest neutralna decyzja. Równolegle przecież wciąż trwa walka o prawo. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii toczą się procesy dotyczące wykorzystywania prac utworów do trenowania modeli AI bez zgody autorów. W Unii Europejskiej obowiązuje już AI Act, a równocześnie rozwijane są przepisy dotyczące przejrzystości danych treningowych. Nadal jednak nie rozstrzygnięto , kiedy trening na cudzych utworach narusza prawa autorskie, a kiedy mieści się w wyjątkach przewidzianych przez prawo. To oznacza, że korzystanie z takich obrazów odbywa się w obszarze, który wciąż jest przedmiotem sporów prawnych i etycznych. Blogerzy też sobie pozwalają, i coraz bardziej niechętna jestem takim blogom. Niektórzy z was wiedzą, co robią nie tak. Naruszacie prawa autorskie, bo wydaje się wam, że to tylko blog. No nie, to tak nie działa. Coraz więcej instytucji próbuje na to reagować. Niektórzy wydawcy naukowi wymagają pełnego ujawniania użycia AI. Inni poszli dalej i zakazali wykorzystywania generowanych ilustracji w publikacjach, uznając, że problem praw autorskich i przejrzystości nie został rozwiązany. Nie chodzi więc o to, czy AI istnieje. Bo istnieje i będzie rozwijana. Chodzi o to, po której stronie stajemy jako twórcy i odbiorcy. No i prosta sprawa, jeżeli przez lata bronimy wartości ludzkiej pracy, a później rezygnujemy z zatrudnienia ilustratorek i ilustratorów na rzecz systemu zbudowanego na dorobku tysięcy innych artystów, to trudno oczekiwać, że nikt nie zapyta o konsekwencję takiej decyzji. I żeby była jasność, to nie jest jakaś moja osobista wojna z technologią. To dalej proces dotyczący uczciwości. Do tego dochodzi odpowiedzialność za wybory, które sami podejmujemy.

w jakimś kabarecie usłyszałem przepis na pisanie szlagierów - ma powstać dzieło podobne do wszystkiego, żeby nikt nie mógł się przyczepić o plagiat. twórców korzystających z sieci, by pochwalić się swoimi drobniutkimi sukcesami jest mnóstwo i każdy anonimowy. SI przewali miliard takich dzieł w okamgnieniu i poskłada z kawałków coś, czego nie da się oprotestować, bo będą tam fragmenty prac zbyt wielu ludzi, którzy nigdy nawet się nie dowiedzą, że byli współtwórcami tego czegoś. a złodziejstwo zostanie złodziejstwem, choćby nie wiem jak je nazywać. SI sama nie tworzy, tylko wykorzystuje istniejące dzieła, które zbiera gdzie tylko potrafi dotrzeć. jeśli komuś to służy, to znak, że sam tworzyć nie potrafi i chcąc brylować korzysta z cudzej wyobraźni i talentu. i żadnego znaczenia nie ma, jakie imię nada "swojej" SI.
OdpowiedzUsuńFilip Springer podobo wycofuje się już z tego pomysłu, ale to się okaże, hehe. Artyści są jego czytelnikami i poczuł już, jak mocno strzelił sobie w stopę.
Usuńpodobno*
UsuńNie jestem przeciwko technologii jako takiej. W końcu mega ułatwia życie. Ale czym innym jest korzystanie z AI przy tworzeniu listy zakupów, czy wyszukiwaniu informacji, a czym innym zastępowanie sztuki, generowanym obrazem/muzyką/filmem/słowem. To nawet nie jest ekonomia. To odzieranie naszego życia z człowieczeństwa. Z emocji, prawdy i nieidealności. Nie przeraża mnie lodówka, która mi napisze kup mleko, ale sztuczne "dzieła" co zastępują sztukę szeroko pojętą, która jest tak bardzo intymna w odbiorze.
OdpowiedzUsuńAI i nauka, to daje pewnie kopa wielu rozwiązaniom w dziedziach techologicznych. Jestem zmęczona całym tym śmietnikiem, bo jak zwykle ludzie idą na skróty. A ja nawet na autobus w młodości nie chodziłam na skróty.
Usuń