Cykl (jeszcze nie wiem, czy Ferrumoria jest dla niego dobrym miejscem) zaczęłam pisać w połowie 2024 roku, ale zostawiłam go, bo zajęłam się innym... i zapomniałam o nim, później napisłam kilka tekstów o lekcjach osmozy i światła, w trakcie znowu pochłonęły mnie inne zamówione teksty. I teraz od kilku tygodniu pracuję znowu nad nimi. By zrobić w głowie przestrzeń dla innych rzeczy. Dzisiaj trzy, bo reszta to jeszcze szkice, które niosą mnie póki co po okolicy, kiedy wędruje tu i tam.
Głos bluszczu
Są dni, gdy milknie nawet Shannon.
Wtedy oddycham głębiej — ciągnę się po ścianach,
rozpoznaję ślady: dziecięcy but,
mydło w deszczu, kredki, które zawsze spadają ostrzem w ziemię.
To nie wasza wina, że przestajecie wierzyć w liście.
Nad każdą raną rosłem w ciszy,
niektóre z was przytulały mnie czołem,
mówiły: nie bój się, to tylko świat.
A potem płakały.
Pamiętam.
Dziewczynkę w białym swetrze.
Mężczyznę, śmiał się pod wiatr.
Kobietę, której serce biło
na zewnątrz klatki — tak mocno,
że psy wyły przez sen.
Nie wierzę w przetrwanie. Tylko w przylgnięcie.
W mchy, które uczą się twojego zapachu,
zanim odejdziesz.
I w ten sposób, roślinnie,
byłem twoim synem, cieniem,
niepokonaną chorobą, wrosła w ogrodzenie.
Pręt
Niech cię nie zmyli rdza. Przyszła po mnie jak kochanka.
Najpierw językiem z deszczu, później całym ciałem i pogodą.
Odkąd pamiętam, nikt już nie buduje tu murów,
tylko się o nie opiera.
Słyszałem szepty matek, które mówiły dzieciom: nie dotykaj,
bo to żelazo. Jakby dotknięcie było przestępstwem.
Ale i tak każda dłoń zostawiała coś, co we mnie weszło głęboko.
Wiem wszystko o stawach i o bólu. O zimach, w których pękają domy.
O kobietach, które drapią paznokciem farbę i udają, że nie kochają.
O mężczyznach. Pragnęli być mostem, ale zostali hakiem w ścianie.
Zazdroszczę bluszczowi, jemu wybacza się wnikanie.
Zawsze jestem zbyt ostry albo prosty, dawno wbity w fundament.
Ale wiesz, czego nie znoszę? Kiedy ktoś mówi: to tylko kawałek metalu.
Dziecko (z domu za lasem)
Mama mówi, że nie wolno rozmawiać z roślinami,
bo nie mają ust, ale ja widziałam, jak cis mówił do jeżyny.
Poruszali się jak tancerze, albo kłócili się w języku,
którego jeszcze nie wymyślono.
Kiedy zasypiam, świat zmienia zapach. Dom staje się mniejszy,
a mój koc, dłuższy niż Shannon. Czasem śnię, że niosę nas wszystkich
w pudełku po herbacie. Ja, mama, pan z autobusu, który płacze,
i ptak. Powstaje z ognia.
Kiedyś zapytałam, czy bluszcz może mieć uczucia.
Mama wtedy powiedziała coś o przetrwaniu.
Ale ja myślę, że bluszcz po prostu boi się być sam.
Dzisiaj zjadłam pomarańczę i zostawiłam skórkę.
Może ktoś ją znajdzie i pomyśli, że byłam tu naprawdę.

Znalazłam na trawniku skórkę z mandarynki. Od razu myśli popłynęły....kto zjadł, czy usta mu nie spierzchły na wietrze, jak pięknie odznaczał się kolor skórki na tle młodej zieleni.
OdpowiedzUsuńTwoje wiersze, to kawał mądrości życiowej.
Dziękuję Jotko i posyłam uściski.
UsuńCzuję, że te wiersze musiały 'odleżeć' swoje, by wybrzmieć z taką siłą. Jest w nich jakaś bolesna, ale piękna prawda o 'przylgnięciu' do świata, a Ferrumoria wydaje mi się miejscem, które ma jeszcze wiele do opowiedzenia...
OdpowiedzUsuńJak dobre wino, nagle okazuje się, że nie jest takie złe, a wcześniej wydawało się, że kwas. Z wierszami i inymi tekstami jest u mnie podobnie, więc niech lezą :)
Usuń