sobota, 25 kwietnia 2026

o wkładaniu dnia w noc

 



Jesteśmy z Paddym sami. Dziewczyny poleciały do Paryżewa. Poszłam spać o trzeciej w nocy, bo wcześniej szeptałam do ucha Sophie najróżniejsze historyjki, żeby przebudziła się z uśmiechem i bez zająknięcia weszła w rytm wyjściowy, skarpetkowoubraniowy. Marta wystawiła jej adidasy do założenia, ale tutaj nastąpił zgrzyt, bo ona chce szemrzaste buty, takie beżowe, nie miałam pojęcia, o które chodzi, więc mówię: pokaż, które są szemrzaste. No i okazało się, że żadne beżowe, a zamszowe w kolorze szemrzastych śliwek. Więc musiałam wytłumaczyć jeszcze to i tamto. Pośmiałyśmy się i pomyślałam, że właśnie tak wygląda miłość. Uczesałam jej włosy, wtuliłyśmy się w siebie i zanotowałam w głowie jej zapach, pachniała snem ale świat już otwierał się na jej przyjęcie. I poszły w noc. Oczywiście Marta jeszcze po coś wróciła, i czekałam aż zobaczę światła hamowania na zakręcie. Długo nie mogłam zasnąć. Szum deszczu, równy i spokojny oddech męża. Wtuliłam się w to ciepło i usnęłam.

1 komentarz:

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.