Czytam równolegle, jakby każda z książek była osobnym pokojem, do którego wchodzę bez pukania: Karl Ove Knausgård z jego bezwstydną szczerością, Barbara Klicka, która mówi półgłosem, Urszula Honek, z jej kruchością, która nie prosi o pozwolenie, Jakub Żulczyk, rozpinający rzeczywistość na nerwach, Anna Burns, która wie, jak brzmi napięcie pomiędzy słowami. I nagle, Edna O’Brien wciąga mnie jak wspomnienie, którego nie da się odłożyć na później. Czeka jeszcze Sally Rooney, jak list, którego się trochę boję otworzyć. Myślę dzisiaj o tym, że pisanie to powinien być zawód, nie tylko sposób oddychania przez innych. Książki są jak mosty zbudowane z cudzych dni. Gdyby ktoś zapytał, czym jest dla mnie literatura, odpowiedziałabym: to miejsce, w którym można być jednocześnie dzieckiem i świadkiem, kimś, kto pamięta, i kimś, kto dopiero się uczy patrzeć. Dziś odkładam zakładkę trochę ostrożniej niż zwykle. Jakby każda strona mogła się okazać pierwszą i ostatnią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.