Kolejny dzień pachnie wilgocią i krochmalem.
Wyciągam z kieszeni jedną dobrą monetę,
żeby zapłacić za ciszę, ale dźwięki wracają,
jak głodny kot, drżą w pustych naczyniach.
Pod ścianą stoją wczorajsze wspomnienia,
za nimi ja, bez biletu, trzymają mnie na dystans,
na granicy zaułków, gdzie każdy krok
jest sztuką unikania.
Czasem śnię o ludziach, którzy nie śnią,
liczą kroki w powietrzu, wydrapują znaki na liściach
i wierzą, że każdy cień to niepewność
narysowana przez drżące palce.
Wieczorem dym piecze mnie w oczy,
to nie pożar, tylko rozmowy sąsiadów,
które wybuchają, jak tłuczone szkło.
Powietrze staje się gęste, nie do oddychania,
jakbyśmy wszyscy zmieścili się w jednej butelce.
Kiedy pytasz, dlaczego zapalam światło
w pustych pokojach, odpowiadam:
Żeby przypomnieć ścianom, jak wygląda cień.






byłoby fajnie, gdyby dźwięki można było wekować w słoikach i otwierać wtedy, kiedy będą mile widziane. tak od święta.
OdpowiedzUsuńw kwestii spania - zasypiam momentalnie, budzę się też bez zwłoki, ale snów nie pamiętam. pewnie śnię, ale może ze trzy sny pamiętałem rano?
wolę komentować tu, niż na FB - tu jakoś tak przytulniej, bardziej swojsko.
Och, milczenie to czasami schron, ale i broń straszliwa...
OdpowiedzUsuń