Jesteśmy dyskretną rodziną. Dbamy o prywatność, o cudzą również. Nie dlatego, że mamy coś do ukrycia. Raczej dlatego, że wierzymy w przestrzeń, która nie jest wystawą. W życie, które nie musi być natychmiast przekładane na komunikat. W relacje, które nie potrzebują publicznego potwierdzenia, żeby były prawdziwe. Coś tam odsłaniamy, ale na zasadzie uchylonych na chwilę drzwi. Może dyskrecja to po prostu zgoda na to, że nie wszystko musi być opowieścią. Że nie każda radość wymaga świadków, a nie każda trudność, komentarza, dlatego kiedy napisałam, że spędziłam mnóstwo czasu w rozmaitych poczekalniach, tak wielu z was było zdziwionych i wypytywaliście mnie w prywatnych rozmowach o szczegóły. Jestem zamkniętą w sobie osobą, nie potrafię wywalać bebechów, analizować, dyskutować o tym, co mnie trapi. Wolę być w świecie bez ciągłego podnoszenia kurtyny. Bez potrzeby, by świat patrzył. Nie wiem, czy dyskrecja jest jeszcze cechą, czy już reliktem. Może to tylko słowo, które zostało na dnie szuflady razem z koronkową chusteczką i listami pisanymi odręcznie. A jednak kiedy Inyglos napisała, że to fantastyczna staroświecka cecha, zaśmiałam się na głos. Ten komplement zabrzmiał jak wyjęty z zakurzonej półki, trochę niemodny, trochę czuły, jakby przetrwał coś, czego nie umiemy już nazwać. A chodziło przecież tylko o akcję z losowaniem grafiki. Nie chciała się ujawniać. Napisałam, że jestem dyskretna. I nagle to słowo, tak zwyczajne, zrobiło się niemal podejrzane. Bo żyjemy w czasie, który domaga się transparentności. Który mówi: pokaż, odsłoń, opowiedz, oznacz, udowodnij. Prywatność stała się czymś w rodzaju oporu. Decyzją, żeby nie wszystko musiało być widzialne. I jeśli coś jeszcze można nazwać staroświeckim, to może właśnie to: delikatność wobec cudzej granicy. Świadomość, że milczenie nie jest brakiem, ale wyborem. A wybór, choć cichy, potrafi być bardzo wyraźny.

w takim razie również jestem "opornikiem". lubię pogadać, ale prywatność staram się trzymać poza zasięgiem sieci.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, właśnie :)
UsuńJa lubię rozmowy i podtrzymywanie kontaktów,ale też na własnych zasadach, by zachowac komfort jaki mi potrzebny dla poczucia spokoju.
OdpowiedzUsuńjotka
Mamy swoje kodeksy :) pozdrawiam ciepło.
UsuńTo chyba kwestia potrzeb i stanu ducha, osobowości i dostępu. Był czas, kiedy sama bardzo dużo pokazywałam, chcąc zrekompensować sobie wcześniejszą niemoc i odległość od tego, co utracone. Teraz jakoś tak zbrzydło, spowszedniało. Mówię niewiele (a przynajmniej tak mi się wydaje) i niewielu, pokazuję w ograniczonym gronie. Jeśli chodzi o poczekalnie, mocno rozumiem, choć parę lat temu był we mnie moment, że przydawało mi się w nich nawet to wirtualne towarzystwo. Uściski!
OdpowiedzUsuńMasz rację, Anno. Cisza i ograniczone grono bywają najlepszą ochroną. Uściski posyłam.
UsuńNie jesteś samotna i nie jesteś sama. Masz rodzinę, która się wspiera, a nie wszyscy tak mają. O tym, jak bardzo ludzie są samotni, świadczą właśnie te nieraz bardzo dziwne rozmowy w poczekalniach i nie tylko tam.
OdpowiedzUsuńBlisko dyskrecji stoi słowo lojalność :)
M
Cieszę się, że pamiętasz o tej sile w codziennym życiu, i cieszę się, że jesteś.
UsuńLubie slowo dyskrecja i lubie stosowac sie do jego znaczenia. Doceniam tez dyskrecje innych. Zauwazam, ze jednak duzo jest takich samaych jak ja osob. Dyskrecja jest subtelna cecha. Nie lubi rozglosu.
OdpowiedzUsuńTaaak, dyskrecja, lojalność, jak napisała Szczotlicha, lubimy subtelność i cieszę się, że jest nas więcej :)
Usuńw ogole nie opowiadam o swoich relacjach w rodzinie z Naczelnikiem ;-) nie opowiadam o moim teatrze...ale czy ja jestem dyskretna? chyba nie wiem. emocjonalność mnie nakręca. jestem za to lojalna. i cenię sobie te cechę u przyjaciół i współpracowników.
OdpowiedzUsuńTak, emocjonalność Cię nakręca, to fakt, dyskrecja czasem się gubi, ale lojalność to skarb. Czasem to ona mówi więcej niż wszystkie słowa razem. Uściski T.
UsuńWybebeszam się tylko wybrańcom. Natomiast mówić o tym co siedzi we mnie lubię. O trudnościach i radościach lubię. O wspomnieniach, emocjach, nerwach, łzach, bólu. Nauczyłam się, że kiedy wypowiem na głos, to nabiera znaczenia, prostuje się, daje ulgę, pokonuje wstyd i poczucie winy. Pewnie, że nie wszystko wykładam na wierzch. Ale nie jestem skrytością. Bo moje doświadczenia mogą pomóc innym. A i ja czasem potrzebuję pomocy, która zawrze się w jednym słowie na przykład. Dyskrecję natomiast uprawiam w stosunku do pokładanego we mnie zaufania. I właśnie odkryłam piękno słowa staroświecki. Pachnie kurzem i jest w kolorze sepii.
OdpowiedzUsuńOooo tak, świetnie to ujęłaś. Też cenię moment, kiedy własne doświadczenia stają się słowem, nie po to, by się chwalić, ale by przynieść ulgę, porządek w myślach, czasem spokojniejszy oddech. Dyskrecja wobec cudzej przestrzeni i zaufania to zupełnie inna jakość. :)
UsuńMyślę, że większość odsłania tylko tyle ile chce , ile potrzebuje..
OdpowiedzUsuńDyskrecja to wentyl bezpieczeństwa, który pozwala chronić naszą przestrzeń - zgoda, ale z drugiej strony może być przyczyną izolacji, w którą wpisuje się samotność czy brak głębszych relacji.
Zgadzam się, trzeba znaleźć balans między bezpieczeństwem a bliskością. :)
UsuńKiedy napisałaś, że jesteś dyskretna bardzo mnie to słowo ujęło. To jest właśnie taka cecha, która jest z dala od głównego nurtu, taka niezbyt popularna, a niesamowicie wartościowa. Jeszcze bym rozróżniła emocjonalna otwartość, takie blogowe wybebeszanie się- to często uprawiam, od plotkowania o zyciu prywatnym znajomych i rodziny w taki sposób, że mogą siebie w tym rozpoznać i oprócz moich rozkmin dowie się o rodzinnych problemach mojego meza. Dyskrecja to cecha odnosząca się do innych, dlatego jest taka trudna, bo nie jest trudno trzymać w tajemnicy swoje sekrety, malo kto sie chwali swoimi wtopami, trudniej szanowac przestrzeń i intymność innych. Kiedy ja sama się wystawiam na oglądanie i podglad, to jest to moja autonomiczna decyzja.
OdpowiedzUsuńInnyglos
UsuńBardzo trafnie to rozróżniasz. Dla mnie dyskrecja dotyczy przede wszystkim innych ludzi i tego, żeby nie używać cudzych historii jako materiału. Jeżeli wyraźnie zaznaczają, że mogę o nich napisać, czasami korzystam z ich doświadczeń. W literackim środowisku bywa z tym różnie, czasem czyjaś prywatność staje się wygodnym tworzywem. Można pisać o sobie bardzo otwarcie i to jest też dobra decyzja. Każdy ma do tego prawo. Ja po prostu wolę inną drogę. Opowiadam o mechanizmach, postawach, o tym co widzę i czego doświadczam, ale staram się nie wchodzić w cudzą intymność. Może właśnie dlatego stoję trochę z boku i patrzę. Czasem to najuczciwsze miejsce.