wtorek, 24 lutego 2026

z Emiterium

 




II. Dziewczynka z Komodo 
opowiada sen


Zjadłam słońce, mówi, rozchylając palce.
Ale to nie było takie słońce, jakie rysują kredką –
tylko to, co zostaje po świetle, kiedy gaśnie rozmowa.

W tym śnie nic nie było pewne. Ani czyje to ręce, ani czy ja to ja.
Nie było płci, był puls – ciemny jak szum pod wodą,
kiedy ktoś wypowiada twoje imię, ale bezgłośnie.

Lubiłam się bać, dopóki nie zorientowałam się,
że drzewa też mają sny i w ich snach ludzie giną.

Na ścianie cieniował smok – nie taki z bajki,
tylko z lusterka od roweru, gdy jedziesz przez las
i boisz się skręcić w złą stronę świata.

Znasz tę stronę? Tam, gdzie wszystko jest takie samo
ale nie umiesz już oddychać.

Moja matka trzymała ziemię w lodówce żeby zachować wilgoć
na przyszłość.
Nie rozumiałam wtedy, że mówi o mnie.

Rano, po tym śnie, zebrałam popiół z poduszki.
Włożyłam go do słoika i podpisałam:
jeśli kiedyś nie wrócę, daj to drzewom.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.