wtorek, 24 lutego 2026

O przechodzeniu przez ciemność

 




Bardzo długo wychodzę z infekcji. Jeszcze czuję, jak coś odrywa się we mnie. I kaszel, niech już się skończy, proszę w myślach. I kiedy wydaje się, że jestem już bliżej zdrowia niż choroby, Sophia wraca ze szkoły z gorączką i bolesnym gardłem.

Wątpliwości to też wirus. Tak się dzisiaj czuję. Obserwuję.

Niemoc. Badziwie. Lipę.

Patrzę na świat i widzę te wszystkie retuszowane twarze, ich zdjęcia, przerośnięte usta nadmuchane jak rękawki do pływania, dziubki ćwiczone do selfie. Bambuko estetyczne. Plastik wchodzi pod skórę jak kurz. Smród ropy naftowej, produkty pochodne wszystkiego, co martwe i przetworzone tysiąc razy. Poliester. Chora ziemia od tego wszystkiego. Przepełniony plastikiem ocean. Kiepska kawa, która udaje kawę.

I ktoś mówi: wyluzuj.
Nie, nie potrafię.

Nie chcę luzować się wobec bylejakości, przyzwyczajać oka do brzydoty, dennego zachowania, do oblepionych palców i mlaskania.

Dzisiaj na lunchu usiadłam tak, że naprzeciwko mnie, taki widok, że o rany. Wpychał jedzenie do ust palcem, popychał, poprawiał, nie zamykał ust. Jadł jakby walczył z talerzem. Nie mogłam przestać patrzeć. Hipnoza obrzydzenia.

– O czym myślisz, Margo?
– Nie mogę myśleć. Widzę, jak on je.
– Nie patrz tam.
– Łatwo ci powiedzieć, już tego nieodzobaczę.

Ciało reaguje szybciej niż filozofia. Estetyka jest fizjologią. Może to wszystko jest o granicach. O tym, że kiedy długo choruję, skóra robi się cieńsza. Świat wchodzi głębiej. Dźwięk, zapach, cudze maniery. Chciałabym dziś tylko czystego powietrza. Dobrej kawy. Gardła Sophii bez ognia. I żeby ludzie zamykali usta, kiedy jedzą. Reszta może być niedoskonała. Ale niech będzie prawdziwa.


18 komentarzy:

  1. Sofia na pewno zaraz dojdzie do siebie. Już i Ty przestałabyś w końcu chorować. Teraz to tak, jak bym mówiła i do siebie. I czas i objawy te same. Pocieszam się myślą, że niedługo się rozjaśni, wszystkie wirusy znikną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zawsze dochodzi do siebie, najszybciej z nas :P A z wirusami bywa jak z ciemnością pod koniec zimy, wydają się nie mieć końca. Ale dni są dłuższe, więc liczę na słońce i że pojawi się wtedy nasza siła. Trzymaj się, siły Ci życzę :*

      Usuń
  2. to "luzowanie" irytuje mnie ilekroć słyszę - luzowało się kaczkę, czyli pozbawiało kości, żeby ją później faszerować, czym kto lubi. nie chcę "być wyluzowany", bo co niby w ten sposób mam osiągnąć? człowiek bez kręgosłupa? bez zasad? nadający się do faszerowania papką pełną bzdur i cudzych ideologii? okropieństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, wiem, może irytować, jednak jak przyjrzysz się etymologii tego słowa... no to może Cię jeszcze bardziej zirrytować :P. I nie wierzę w luz za wszelką cenę. Wolę napięcie, które świadczy o żywym kręgosłupie i czujności. Nie po to się myśli i czuje, żeby dać się faszerować byle czym.

      Usuń
  3. Choroba, dolegliwość, ludzie potrafią dopiec do żywego.
    Luzowania uczę się cały czas, nie dlatego, by obojętnie patrzeć na wszystko, ale po to, by samej nie wpaść w otchłań bez dna, skoro na to co wokół nie mam wpływu.
    Zdrowia i czystego powietrza Ci życzę. Mój wnuk gdy choruje, chorują wszyscy, ale on szybciej dochodzi do siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jotko, rozumiem potrzebę ochrony siebie. Ale myślę, że luzowanie bywa zdradliwe: czasem zamiast chronić, powoli rozszczelnia to, co w nas najważniejsze. A może Tobie nie chodzi o luz, tylko o świadome trzymanie steru, nawet jeśli fale są wysokie. Nie na wszystko mamy wpływ, to prawda, ale mamy wpływ na to, jak mocno stoimy w sobie. A tego bym nie oddawała. Uściski.

      Usuń
    2. Może to faktycznie nie tyle luzowanie, co podążanie za myślą - nie na wszystko MUSZĘ reagować, czasami wystarczy obserwować.

      Usuń
    3. Tak mi się właśnie wydawało :*

      Usuń

  4. Podoba mi się ta stanowczość, konkret. Luzowanie jest dla tych, którzy nie potrafią wyznaczać ani bronić swoich granic, więc nauczyli się, że łatwiej naginać innych niż siebie. Odwieczne mieć czy być, być czy bywać. Co komu zdrowym kręgosłupie (także moralnym), kiedy ugina nas ciężar ostracyzmu, hipokryzja. Z drugiej strony: jeśli niedokarmianie cudzego ego pozwala energii płynąć, to przecież warto.

    Zdrowia dla Was <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anne, niech energia płynie tam, gdzie nie trzeba jej marnować na dokarmianie cudzych braków. :) Luzowanie, co za słowo! hehe

      Usuń
  5. Lipę to Ty lepiej zaparz sobie i wnuczce, bo idealna jest na zaziębienie, a Świat był zawsze bogaty w formę i treść i trzeba nam z tym żyć.
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sobie kupić lipę, racja, myślałam o tym, kiedy pisałam to słowo :P A Świat... owszem, jest bogaty. W formę, treść i w nadmiar. 🌷🌷🌷

      Usuń
  6. miewam tez takie dni że...obrzydzenie bierze, a świadomość zabija. i odbiera oddech.

    OdpowiedzUsuń
  7. A z drugiej strony - maniery sa czescia kultury, czasem mysle, ze wole mlaskanie I cmokanie, niz sztywnosc rodziny krolewskiej z 23 sztuccami i tresurą dzieci.
    Zdrowiej!
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze skrajności w skrajność :) jednak plucie jedzeniem i pakowanie tego palcemi ponownie do buzi, popychanie, to jednak podziękuję :P

      Usuń
    2. Małgosia, ja mam czasem problem z czytaniem Ciebie, co się dzieje?

      Usuń
    3. Nic, brak manier mi dopiekł :* było minęło.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.