niedziela, 22 lutego 2026

O sobie

 


Obserwuję na blogach i w mediach społecznościowych powtarzający się obraz: ktoś publikuje wiersz/tekst, osobisty, często o pamięci, ciele, o tym co kruche, a z nim ilustrację wygenerowaną przez AI. I za każdym razem czuję w sobie ukłucie i pęknięcie, jakby dwa porządki nie chciały się ze sobą spotkać. Nie chodzi o strach przed technologią, bo w niej czuję się jak ryba w wodzie. Pracuję obrazem, wiem jak narzędzia zmieniają sztukę. Fotografia zmieniła malarstwo, druk poezję, komputer projektowanie. Ale tu dzieje się coś innego. Modele generujące obrazy uczą się na ogromnych zbiorach ilustracji, zdjęć i grafik pobranych z internetu. Nie z próżni, z pracy konkretnych ludzi. Z czyichś lat patrzenia, uczenia się, błędów, poprawek, prób znalezienia własnej linii/głosu. Algorytm nie inspiruje się jak człowiek. On statystycznie składa pamięć tysięcy autorów w jeden obraz, który nie ma już autora. I właśnie to mnie uwiera. Bo w poezji odruchowo wierzymy w odpowiedzialność podpisu. W to, że zdanie jest czyjeś, że doświadczenie i pamięć ma właścicielkę i właściciela. A obok pojawia się obraz zbudowany z bezimiennego tłumu twórców, którzy nawet nie wiedzą, że ich prace zostałe użyte. Nagle okazuje się, że o wrażliwości opowiadamy narzędziem powstałym przez pominięcie czyjejś wrażliwości. To nie jest dla mnie abstrakcyjny problem prawny tylko relacyjny dyskomfort. Jeżeli korzystam z cudzej pracy, cytuję, wykazuję źródło, albo zwyczajnie pytam autorkę czy autora. Dlatego pod takimi postami, które zawierają pracę z AI milknę. Nie z obrazy na autorkę czy autora, tylko z wierności do własnej pracy. Bo nie potrafię jednocześnie wierzyć w sens indywidualnego głosu i udawać, że obraz zbudowany z tysięcy niepodpisanych głosów jest przezroczystą dekoracją.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.