Detal, czyli niepozorna usterka w słowie, przez którą świat przecieka między palcami, jakby sens powstawał tylko wtedy, gdy coś jest lekko przesunięte, nie na swoim miejscu, nie do końca poprawne, jak miłość, która nie zgadza się z instrukcją obsługi życia. Jestem blisko, nie w geometrii ciał, raczej w chemii drżenia, w tym momencie, gdy głos drugiej osoby osiada w uchu, jak pyłek o nieznanym pochodzeniu, i nagle wiem, że to nie jest informacja, tylko odpowiedzialność. Nie mówię: kocham, bo to słowo się zużyło przez programy lojalnościowe, reklamy miękkich serów i przez państwa, które obiecują bezpieczeństwo, a rozdają strach w ratach. Mówię raczej: jestem tu, gdy pęka rytm dnia, język zaczyna zdradzać myśl, a ciało nie nadąża za biografią. Czułość nie jest delikatna. Czułość to wiedza, gdzie dokładnie boli, i decyzja, żeby tam położyć rękę, nawet jeśli skóra pamięta inne dłonie, nie te intencje, inne kolory nacisku. Magenta pojawia się tu nie jako ozdoba, lecz jako ślad po czymś, co było zbyt intensywne, żeby dało się to nazwać różem. Żyjemy w zdaniu wielokrotnie złożonym, które ktoś napisał w pośpiechu, a teraz każe nam je recytować jak prawdę objawioną. Ironia polega na tym, że sens rodzi się w dygresjach, w tych wszystkich teraz się tym nie zajmujemy, które są jedynymi momentami prawdziwego skupienia. Myślę o życiu jak o procesie powstawania nie dzieła, lecz relacji: ciągłych poprawek, skreśleń, próbnych odbitek, papieru, który nigdy nie jest wystarczająco kremowy, bo już wcześniej coś na nim zapisano: strach, historię, cudze oczekiwania. A jednak piszemy dalej, bo ręka pamięta ruch, nawet gdy głowa chciałaby zrezygnować. Jelinek wiedziała, że język jest polem walki, a ja dodaję: także polem czułości, jeśli używa się go wbrew przeznaczeniu, zamiast dominować słucha, zamiast wyjaśniać, zostawia miejsce na odbicie. Wieczorem świat zwalnia, Sophia pyta o nieskończoność, a ja rozumiem, że to nie pytanie metafizyczne, tylko praktyczne: jak żyć, wiedząc, że nie ma końca, że wszystko trwa dłużej niż nasze nerwy, poglądy, ciało. Odpowiadam ciszą, bo czasem największym aktem miłości jest nie domykać zdania, pozwolić mu oddychać, zasnąć w nim razem, jakby sen był jedyną formą zgody pomiędzy mną a światem.

Podoba mi się twoja definicja czułości...
OdpowiedzUsuń