[I] O smutku, który próbował zostać
niektóre słowa przychodzą zbyt wcześnie.
jak pęcherze powietrza pod lodem.
zamarzają, zanim można je nazwać.
włożyłam w kieszeń kilka drobinek skóry,
resztki paznokci, trochę światła.
to wszystko, co się trzymało mnie naprawdę.
kiedy dziecko zapytało:
czy ziemia może przestać się kręcić,
odpowiedziałam, że może.
ale musi najpierw zapomnieć, jak to się robi.
w tym domu nie uczymy lęku.
my go hodujemy, karmimy nazwami roślin,
już ich nie ma, ale pamiętamy zapach.
zostawiłam ci miejsce między wersami.
takie, w które można się zapaść jak w mech,
gdy nie wiesz, czy jesteś z tych,
co płyną, czy z tych, co topnieją.
nie wiem, czy piszę, czy znikam.
czy to jest już pożegnanie,
czy tylko skurcz języka.
przyroda nie czyta naszych modlitw.
ale zapisuje błędy, które popełniamy
w genach naszych dzieci –
jakby to był zeszyt w linię,
pełen poprawek po lewej stronie.
jeśli kiedyś wrócisz, nie mów: pamiętam.
powiedz: próbowałem nie zapomnieć.
[II] filozofia końcówki (on)
Być może nie miałem twarzy.
Czasami twarz jest zbyt gęsta,
jak owoc nie do końca dojrzały,
który fermentuje od środka.
Twoje plecy przypominały mi wzgórze –
porastało je coś jak żal,
ale może to był tylko cień
gdy zbliżało się południe.
Mówisz: człowiek bagażnik.
A ja – człowiek powidok.
Zostałem w twoim oknie jak gołąb,
uderzył w szybę i został śladem.
W tym wszystkim był sens –
tak mi się zdaje – jak w starych dialogach Platona,
gdzie każda odpowiedź
brzmiała jak inna forma pytania.
Kiedy zamawiałaś jedzenie,
wiedziałem, że mnie nie ma.
Zostałem w tych rzeczach,
które nie zdążyły się wydarzyć.
[III] nieistniejąca przyszłość (dziecko)
Patrzę, jak twoje ręce składają się
w coś, czego nie umiem nazwać.
Może to modlitwa, może mapa.
Zbieram pestki z czereśni
i wkładam do słoika.
Może się odmieni,
może wyrośnie nowa matka.
Nie rozumiem, dlaczego wszystko spada.
Liście, szklanki, niektórzy ludzie.
Dziadek mówi: grawitacja.
Ja myślę: kara.
Kiedyś powiedziałaś:
nic nie jest wieczne,
ale ja mam zeszyt, który nie chce się skończyć.
Piszę tam o tym, jak wymyśliłam
dzień bez smutku.
W tym dniu nie ma krzyku,
nie ma łóżek ani drzwi, które trzaskają.
Są tylko rzeczy, które się nie wydarzyły
i można je narysować.
(28-31)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.