niedziela, 8 lutego 2026

Z Emiterium

 




[I] O smutku, który próbował zostać

niektóre słowa przychodzą zbyt wcześnie.
jak pęcherze powietrza pod lodem.
zamarzają, zanim można je nazwać.

włożyłam w kieszeń kilka drobinek skóry,
resztki paznokci, trochę światła.
to wszystko, co się trzymało mnie naprawdę.

kiedy dziecko zapytało:
czy ziemia może przestać się kręcić,
odpowiedziałam, że może.
ale musi najpierw zapomnieć, jak to się robi.

w tym domu nie uczymy lęku.
my go hodujemy, karmimy nazwami roślin,
już ich nie ma, ale pamiętamy zapach.

zostawiłam ci miejsce między wersami.
takie, w które można się zapaść jak w mech,
gdy nie wiesz, czy jesteś z tych,
co płyną, czy z tych, co topnieją.

nie wiem, czy piszę, czy znikam.
czy to jest już pożegnanie,
czy tylko skurcz języka.

przyroda nie czyta naszych modlitw.
ale zapisuje błędy, które popełniamy
w genach naszych dzieci –
jakby to był zeszyt w linię,
pełen poprawek po lewej stronie.

jeśli kiedyś wrócisz, nie mów: pamiętam.
powiedz: próbowałem nie zapomnieć.


[II] filozofia końcówki (on)

Być może nie miałem twarzy.
Czasami twarz jest zbyt gęsta,
jak owoc nie do końca dojrzały,
który fermentuje od środka.

Twoje plecy przypominały mi wzgórze –
porastało je coś jak żal,
ale może to był tylko cień
gdy zbliżało się południe.

Mówisz: człowiek bagażnik.
A ja – człowiek powidok.
Zostałem w twoim oknie jak gołąb,
uderzył w szybę i został śladem.

W tym wszystkim był sens –
tak mi się zdaje – jak w starych dialogach Platona,
gdzie każda odpowiedź
brzmiała jak inna forma pytania.

Kiedy zamawiałaś jedzenie,
wiedziałem, że mnie nie ma.
Zostałem w tych rzeczach,
które nie zdążyły się wydarzyć.


[III] nieistniejąca przyszłość (dziecko)

Patrzę, jak twoje ręce składają się
w coś, czego nie umiem nazwać.
Może to modlitwa, może mapa.

Zbieram pestki z czereśni
i wkładam do słoika.
Może się odmieni,
może wyrośnie nowa matka.

Nie rozumiem, dlaczego wszystko spada.
Liście, szklanki, niektórzy ludzie.
Dziadek mówi: grawitacja.
Ja myślę: kara.

Kiedyś powiedziałaś:
nic nie jest wieczne,
ale ja mam zeszyt, który nie chce się skończyć.
Piszę tam o tym, jak wymyśliłam
dzień bez smutku.


W tym dniu nie ma krzyku,
nie ma łóżek ani drzwi, które trzaskają.
Są tylko rzeczy, które się nie wydarzyły
i można je narysować.


(28-31)

5 komentarzy:

  1. Jeśli zapragniemy, nasz zeszyt na zapiski nigdy się nie skończy, od zapisków też wiele zależy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne są te wiersze. Szczególnie ten ostatni. Jeśli to Ty je stworzyłaś to kłaniam Ci się nisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, teksty i obrazy na blogu tworzę sama, jeżeli publikuję wiersze i zdjęcia innych autorów wyraźnie to oznaczam, wynika to z prawa autorskiego i wyraźnych zasad publikacji.

      Usuń
  3. W takim razem wyrazy najwyższego uznania dla Twojej twórczości :-)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.