Błądziłam po blogach. Poczułam po lekturze komentarzy coś na kształt cofnięcia się w głąb siebie, jakby świat nagle zrobił się głośniejszy, a ja, zbyt cienka, żeby to przyjąć. Komentarze układały się w rzędy małych bitew: nie po to, żeby się spotkać, ale żeby wygrać. Każdy mówił coraz wyżej, coraz twardziej, jakby rozmowa była testem siły płuc, nie wrażliwości. Zamiast wymiany demonstracja, nacisk, poprawianie czyjegoś życia z pozycji stołka, na który nikt nie zapraszał. Psychologia pewnie nazwałaby to obroną kruchego ja. Niestety widzę w tym raczej lęk przed ciszą. Człowiek, który tak mówi, musi mówić bez przerwy, bo gdyby na moment zamilkł, coś by do niego dotarło. Więc okłada się argumentami jak bandażami, przykleja do siebie etykiety doświadczeń, cierpienia, chorób, nie po to, by się odsłonić, ale by zamknąć rozmowę. Ja wiem, staje się tarczą. Ja przeszedłem, pieczęcią. A drugi człowiek w tym wszystkim znika, zostaje sprowadzony do roli tła, pretekstu, obiektu do pouczenia. Dla kogoś takiego świat jest zbiorem przypadków do skorygowania. Nie ma w nim miejsca na odmienność przeżycia, na cudze tempo, na inną wrażliwość. Jest hierarchia bólu i ranking racji. I im bardziej ktoś w to wchodzi, tym mniej zostaje w nim zdolności do empatii. To smutne, bo podszyte samotnością, taką, która nie potrafi się przyznać do siebie i woli udawać siłę. Czytam to wszystko z rosnącym zmęczeniem, wiem że powinnam przestać, ale Sophia się rozchorowała i muszę się zagłuszyć. Melancholia mnie wycofuje, kiedy ktoś krzyczy, że ma rację. Zostaje we mnie ciężar, poczucie, że język, ten delikatny, niepewny most między ludźmi jest nadużywany jak bejzbol. Coraz trudniej mi wtedy uwierzyć, że rozmowa może być miejscem spotkania, a nie tylko ringiem. Dlatego też coraz częściej uciekam w milczenie, w teksty, które nie chcą mnie przekonać, tylko być obok. W słowa, które nie domagają się zgody, ale obecności. Może to też jest objaw, tej mojej cichej choroby, że wolę słuchać liści, wody, książek, niż ludzi, którzy mówią o wszystkim, tylko nie o sobie. I nie pytają. Nigdy nie pytają.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.