czwartek, 15 stycznia 2026

Słowa po północy

 


Foto powyżej: Łucja Dudzińska. Kilka kwiatków z książki, bez zdradzania całości.


Książka została wydrukowana na papierze o barwie kości słoniowej, lekko prześwitującym. To kompromis pomiędzy moją osobistą skłonnością do wyraźnej transparentności papieru, którą lubię za jej cielesność i niepokój, a decyzją autorki, która preferowała bardziej powściągliwy efekt. Subtelne prześwitywanie pracuje tu jednak na rzecz wierszy: pozwala tekstom delikatnie na siebie nachodzić, budując wrażenie ciągłości i pulsowania materii książki. Warstwę ilustracyjną oparłam na jednym rysunku ust, który stał się jedynym, konsekwentnie eksploatowanym motywem wizualnym całej publikacji. Na jego bazie stworzyłam wszystkie ilustracje, poprzez multiplikacje, przesunięcia, kadrowania i zmiany relacji z typografią. Ten jeden element, powracający w różnych konfiguracjach, porządkuje narrację wizualną książki i nadaje jej rytm. Typografia stanowi równorzędny element konstrukcyjny, nie jest tłem dla wierszy, lecz narzędziem ich organizowania w przestrzeni strony. Projekt opiera się na napięciu między powtarzalnością a drobnymi przesunięciami, zarówno w obrazie, jak i w tekście. Okładka została wzbogacona o lakierowane elementy, które intensyfikują kolor i wydobywają motyw ust z płaszczyzny. Lakier nie tylko wzmacnia kontrast, ale też podkreśla dwuznaczność rysunku. Usta funkcjonują tu jako znak wieloznaczny, cielesny, językowy, emocjonalny. Ich potencjalne znaczenia pozostają otwarte: to, co potrafią usta, zostaje oddane czytelnikowi do samodzielnego odkrycia. Pracowałam nad projektem chwilę przed świętami, w intensywnym, zamkniętym czasowo procesie i istnieje jako spójny obiekt, w którym decyzje materiałowe, ilustracyjne i typograficzne pracują wspólnie na rzecz poetyckiej treści. Tekst na okładkę powstał na zaproszenie autorki i wyrósł bezpośrednio z pracy nad książką, z długiego poruszania się pomiędzy wierszami, jako naturalne przedłużenie procesu projektowego, a nie osobny komentarz. Słowa po północy Łucji Dudzińskiej nie są książką o ciele, choć ciało stale tu wraca: jako napięcie, powierzchnia zapisu, miejsce, przez które przechodzą zdarzenia. Nie jest to również tom o miłości rozumianej jako bezpieczna narracja. Te wiersze operują innym rejestrem, badają bliskość jak zjawisko fizyczne, podlegające tarciu, przesunięciom i chwilowym zwarciom. Łucja pracuje na materii codzienności, ale konsekwentnie ją rozszczelnia. Dotyk traktuje jak język, którego trzeba się nauczyć na nowo; pamięć, jak siłę zdolną jednocześnie destabilizować i podtrzymywać. W jej poezji uczucie nie pełni funkcji dekoracyjnej: jest mechanizmem sprawczym, uruchamiającym ruch, zmianę, czasem opór. To książka o testowaniu form bliskości, o próbach zamieszkania w drugim człowieku i w sobie / w momencie, gdy zmienia się powietrze, podnosi się woda, a noc przestaje być neutralnym tłem. Słowa po północy prowadzą czytelnika w obszar migotania: intymny, ale nie wygładzony; cielesny, lecz nie dosłowny; czuły, choć podszyty niepokojem. Zostawiają w miejscu, w którym kończy się sen, a zaczyna to, co zwykle pozostaje niewypowiedziane.











11 komentarzy:

  1. Podoba mi się okładka, trochę tajemnicza, i ten kolor!
    Twoje opisanie twórczości autorki, to jakość sama w sobie, czytałam z przyjemnością.
    Wiersze także mi się podobają.
    Szlachetny minimalizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię, kiedy dostaję wolną rękę przy projekcie :P

      Usuń
  2. To ta przygaszona magneta, cudnie koresponduje z wierszami i te usta, rzeczywiście, jak dialog dotyczący wiersza, jak jego niedopowiedzenie. Dziękuję, ściskam Małgoś, ukłony również dla Łucji :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda na to, że za pomocą ilustracji nawiązujesz pewnego rodzaju dialog z wierszami, choć może to tylko moje wrażenie. Lubię, gdy ilustracje nie dominują nad tekstem, chyba że mówimy o bajkach dla małych dzieci. Podoba mi się Twoja praca, i to jak o niej piszesz :).
    M

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolor przepiękny, widzę w nim płatki dzikiej róży, jakby wiersze-kwiaty rzucane były pod "stopy" Poezji.
    Majestat, i majstersztyk!, fuzji (fuksji😄) sztuk
    oraz dwóch kobiet.
    💞

    OdpowiedzUsuń
  5. w kolorze ubrań madżenty nie preferuję, ale tu owszem. no i opis pracy nad książką, jej formą graficzną i dochodzenie do konsensusu - mistrzowski. i efekt.

    OdpowiedzUsuń
  6. ale może to bardziej fuksja niż magenta??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam książki fizycznie, to raczej miała być fuksja, ale druk zawsze niesie niespodziankę kolorystyczną. Dziękuję za dobre słowa :)

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.